agata781
17.03.07, 22:25
Zwany przez nas ogólnie ojcem(mój tata nie żyje już 10 lat)ale i tak zwracamy
sie do siebie po imieniu.Mama w zeszłym roku leżała w WCO w Poznaniu,spędziła
tam 8 tygodni,po usunięciu macicy wraz z przydatkami skończyło sie tylko na
radioterapii.W tej chwili jeździ co jakiś czas do kontroli i wszystko jest
oki!Ojczym dostał niedawno żółtaczki(pisałam o tym)niestety okazało sie że to
rak trzustki(głowy)bez przerzutów i nacieków ale musieli mu zrobić zabieg
zespalający żołądek z jelitem.Żółtaczka nie zchodziła,poziom bilirubiny
dochodził do 370!W tej chwili jest w Poznaniu w szpitalu przy
ul.Mickiewicza,jest po zabiegu i żółć odprowadzana ma do woreczka.Niestety nie
zna swojego stanu bo mama nie chce mu powiedzieć ponieważ jest człowiekiem o
słabej psychice.Ale nie macie pojęcia jakie on ma plany na życie!!Chciałabym
mieć choć połowe tego optymizmu i checi do życia co on!W czerwcu ma być ich
ślub(bo formalnie jeszcze nie sa małżeństwem)jak mama wspominała że można by
przyspieszyć termin to za "chiny"sie nie zgodził!Marti go tylko fakt że
garnitur będzie mu za duży bo schudł:)I co z takim zrobić?powala mnie jego
optymizm.
Musiałam sie wypisać:)