sobrina
10.09.07, 12:02
Czytam Was od czerwca, od kiedy u taty zdiagnozowano gruczolakoraka
płuca prawego. W końcu zdecydowałąm się napisać. Tato ma 55 lat,
więc od poczatku on rozmawiał z lekarzami,wiedział więcej niz my.
Dostał 2 cykle chemioterapii, po drugim 3 tygodnie przerwy i zgłosił
się na ponowne badania: TK, USG, bronchoskopia. Okazało się, że guz
sie zwiększył, są przerzuty do wątroby, trzustki, nadnercza.
Wypisano go ze szpitala pulmonologicznego i kazano zgłosic sie do
przychodni rejonowej lub hospicjum. Tato czuje się dobrze, ma tylko
duszności. Jest też osłabiony, ale to wszystko.
Nie bardzo wiem co robić. Jestem umówiona na wizytę u onkologa
dr.Tujakowskiego, na razie bez taty, był polecany tutaj na forum.
Na pulmonologii odebrali mu całą nadzieję wysyłając do hospicjum.
Czy warto tatę męczyć leczeniem w CO? Czy może dopóki dobrze się
czuje dać mu spokój? Szkoda mi taty, chyba bym wolała, żeby nie
widział wszystkiego, bo trudno żyć z tą wiedzą.
Może łatwiej będzie mu ze świadmością, że ktoś jeszcze chce go
leczyć? Taty nie mogę o to zapytać, bo on nie chce ze mną o tym
rozmawiać ani z mamą. Nie chce nas martwić.
Wiem, że go nie uratuję, ale chciałabym żeby nie czuł sie "spisany
na straty".
Agnieszka