edytataraszkiewicz
23.02.09, 12:48
Wczoraj o maly wlos bym rozjechala rowerzyste.Codziennie ,od kilu
lat jezdze ta sama trasa,jest ona kreta,gorzysta i ulubiona przez
rowerzystow.
Jezdza sobie srodkiem ,powolutku i gdy ja jade pod gore i przed soba
mam zakret,bardzo ciezko jest w ostatniej chwili zauwazyc na
drodze,cos co prawie stoi a nie jedzie...
Weekendy sa ulubiona pora tych ,,sportowcow-kamikadze''.
Wczoraj tez minelam (na prostej,na szczescie) grupe dziadkow,trzy
osoby obok siebie...Tak sobie jechali,jechali...ale mnie nie
slyszeli hihihihih...
W zyciu,przenigdy nie wsiadla bym na rower,na trasie ,gdzie jest
duzy ruch,o wypadek jest nie trudno.
A tak w ogole to jest wiele miejsc ,gdzie mozna pojezdzic rowerem
bez narazanie sie na zycie swoje i innych.
Czy macie tez takie odczucia,czy tylko mnie to drazni?