wrb1
09.05.06, 22:01
Jeszcze w całkiem, tak nie odległej przeszłości, gdy na stokach slalomowych
królowały tyczki nieprzegubowe, trasę pokonywało się śmigiem najczęściej
hamującym, czyli każdy skręt połączony był z jednoczesnym hamowaniem. Narta
musiała być długa i prosta, aby lepiej wcinała się w stok, a tym samym
chroniła przed nadmiernym ześlizgiem. Wprowadzenie przegubowych tyczek
umożliwiły jazdę bardziej „na okrągło”, pojawiła się technika wężowa, a
następnie avalemant, polegająca w uproszczeniu: na naturalnym ruchu lekkiego
cofnięcia stóp pod tułowiem w momencie zapoczątkowania skrętu i w efekcie
obciążenie dziobów nart bez zmiany pozycji tułowia, a na końcu odwrotnie:
drobne wypchnięcie nart do przodu dzięki czemu uzyskiwało się kopa w przód. Do
pełni szczęścia potrzebna była narta dobrze wycinająca łuki i tak narodziła
się narta taliowana. Z początku taliowanie było nieznaczne i tylko dotyczyło
nart wyczynowych, ale z czasem szybko zadomowiło się w całym świecie
narciarskim. Dziś z prostych desek korzystają już tylko zjazdowcy i skoczkowie.
Te wszystkie zmiany spowodowały znaczne uproszczenie i ułatwienie szkolenia w
jego początkowym zakresie. Dzisiaj wystarczy nauczyć „delikwenta” kristianii o
szerokim śladzie, co w połączeniu z nowym kształtem i budową narty, generalnie
wystarczy, aby zjechał pewnie i z satysfakcją po dobrze przygotowanej, nawet
czerwonej trasie. Problem zaczyna się gdy tak przygotowany, nawet pewnie
jeżdżący narciarz, zbłądzi na stromy, zlodzony stok pokryty muldami, wtedy
przeobraża się niestety w strażnika muld jak to super trafnie spostrzegł i
opisał w swoim wątku staruch5. I nie ma tu specjalnie jego winy, poza tym, ze
może za bardzo zaufał całemu temu marketingowemu szumowi i uwierzył, że jak
kupi nartę za 3 tys. to zjedzie w każdych warunkach, a tu niestety nic
bardziej mylącego. Taki narciarz na krótkiej, taliowanej narcie, świetnie się
spisującej na dobrze przygotowanym stoku, jest praktycznie bezbronny na
lodowej ściance.
Naturalnie to dobrze, że takie narty się pojawiły, bo większa liczba osób
zjedzie w miarę bezpiecznie i z poczuciem satysfakcji, ale nie można
bezkrytycznie iść za wszelkimi nowinkami, bo niestety zakup narty, którą na
reklamowym plakacie trzyma np. Beni Reich niczego nie gwarantuje, nawet tego,
że się kupiło taką samą nartę jak on, bo z czym innym się on fotografuje, a na
czym innym jeździ, nawet gdy się tak samo nazywa.
Na dzisiejszych nartach rzeczywiście da się wycinać „fabryczne” łuki pod
warunkiem, że się im nie przeszkadza i wtedy można zjechać niemal dokładnie po
takiej linii jak to opisałem w „geometrycznym” wątku.
3majcie się Witek