an3czka2
08.04.14, 20:11
Rano jak zawsze wyszłam z małymi na spacer. Piękna pogoda, miły spacer i wracając szok. Nagle kątem oka zauważyłam biegnącego dużego psa w naszą stronę. Szłam spokojnie i myślałam że nie dobiegnie, bo zawróci go właściciel i nagle podleciała od tyłu i bez ostrzeżenia złapała małą za sierść i zaczęło się piekło. Lila dostawała szału, a ta diabelska suka szczekała jak opętana i podgryzała to jedną to drugą. Zaczęłam odganiać ją i dzięki bogu dozorczyni u nas sprzątająca przybiegła z kijem i zaczęła ostro odganiać sukę. Właściciel nie mógł jej złapać, krzyczał a ta nie reagowała. Dopiero kija się wystraszyła(chyba nim oberwała)
i odskoczyła od nas. W nerwach nawet nie zdążyłam złapać właściciela, ale znam go z widzenia i suka ma opinię agresywnej. Muszę gostka dorwać i za żądać zaświadczenia o szczepieniu. Na szczęście małym nic się nie stało, Fabcia tylko się zestresowała, bo się boi dużych psów. Ja im jednak nie odpuszczę, bo nie pierwszy raz się rzucała do moich, córka też miała z nimi przeboje, a i widziała tą sukę w podobnej akcji z innym psem. Dzięki bogu że miałam je już na smyczy, bo latały luzem. Zaliczyłam dzień pełen atrakcji.
Pozdrawiam Ania.