chaberkowna
31.05.09, 14:29
Bardzo proszę o sprawdzenie, czy takie tłumaczenie jest poprawne (z
niemieckiego na polski).
GRÓD BARWAŁD I JEGO LEGENDA.
Przy okazji mojego pobytu latem 1890 w Barwałdzie Górnym przy Kalwarii
odwiedziłem pobliskie ruiny zamku w Lanckoronie. Pierwszą fortecę wybudował tu
w roku 1361 Kazimierz Wielki, zachowała się jeszcze, aczkolwiek przybrała
postać gruzowiska. Można ją jeszcze zobaczyć i często odwiedza ją wielu
turystów. Dalej, u podnóża szczytu Żarek położony jest powszechnie znany
ośrodek pasyjny w Kalwarii. W pobliżu rośnie także wysoki las wyglądający na
dziki i całkiem nieznany. Rozkopana ziemia, a także pozostałości muru wskazują
na obecność dawnego zamku. Ludność wiejska nie znając przyczyn jego
zniszczenia, tłumaczyła to sobie w następujący sposób:
Ostatnią Panią barwałdzkiego zamku była najpotężniejsza czarownica w okolicy,
potrafiąca rzucić złe czary za pomocą jednego tylko spojrzenia. Miała trzy
córki, którymi zwabiała młodych szlachciców z okolicznych miejscowości, aby
ich uśmiercić i obrabować z kosztowności. Znalazł się w końcu jeden kawaler,
który nie bacząc na grożące mu niebezpieczeństwo postanowił rozwiązać tę
zagadkę. Przed swoją wyprawą poczynił odpowiednie przygotowania: założył
żelazną kolczugę, którą dla niepoznaki ukrył pod wełnianą szatą. Bogaty
płaszcz miał być dla Pan Barwałdu świadectwem jego majętności. Wieczorem
młodzieniec wspiął się na szczyt, zgodne z planem, został zaproszony przez
gospodynię zamku na wieczerzę. Po kolacji młodzieniec udał się na spoczynek.
Sprytny położył się do łóżka w ubraniu, zrobił tak, aby w razie zagrażającego
niebezpieczeństwa móc ratować się ucieczką. Gdy minęła pierwsza godzina, nagle
cicho uchyliły się drzwi sypialni i do środka wkroczyła Pani. Zbliżając się do
łóżka młodzieńca, ukrywając coś w dłoniach, przypatrywała się śpiącemu. Gdy
upewniła się, że kawaler śpi, szybko pchnęła sztylet w pierś swej ofiary.
Jednak młodzian nie spał i wiedział o jej zamiarach. Nim czarownica przybyła
by popełnić swoją zbrodnię, kawaler poznał całe otoczenie po to, by w razie
niebezpieczeństwa móc ratować się ucieczką, co też uczynił. Postanowił jednak
wrócić i ukarać złą Panią a także ratować innych żołnierzy więzionych w zamku.
Udał się w stronę Krakowa. W czasie przeprawy przez górę Izdebnik napotkał
oddział wojsk. Poprosił o wsparcie samego dowódcę, który zgodził się udzielić
pomocy. Długo próbowano odnaleźć zaczarowany zamek, ale już go tam nie było –
zapadł się głęboko z wielkim hałasem. Czarownica i jej córki zostały osądzone
w Krakowie i spalone żywcem.
To jednak nie koniec tej historii, gdyż potępione trzy córki wraz ze swoją
matką, po dziś dzień błąkają się pośród gruzów zamku czekając na wybawienie.
Był raz kiedyś pewien drwal, który pracował w pobliżu zamkowych ruin. Córki
poprosiły go o pomoc w zamian, za którą miał on otrzymać pierścień. Mimo
niebezpieczeństwa, drwal nie bał się. Uradowany założył pierścień na swój
środkowy palec, ale w oka mgnieniu pojawił się ognisty kogut, który zaatakował
wieśniaka. Strach i ból spowodowały, że drwal wyrzucił pierścień. Kogut
zniknął a razem z nim także i trzy córki. Uciekający drwal usłyszał jeszcze:
„Nieszczęsny, myślałyśmy, że odnalazł się nasz wybawca, nadal skazane jesteśmy
na cierpienie!”