tibby1
28.09.05, 20:59
Może to dziwne, ale moja nieśmiałość czasem wydaje mi się jakimś jednym,
wielkim kantem, absurdem i głupotą (a może jednak to nie jest takie dziwne).
Chciałbym tak twierdzić cały czas i wyleczyć się w końcu z tego, ale to nie
takie proste (chyba nic nie jest proste). Jednak coraz częściej zdarza mi się
złapać samego siebie na kompletnie irracjonalnym myśleniu, całkowicie
wykraczającym poza zdrowy rozsądek. Za chwilę przejdę do konkretów. Pragnę
jeszcze wyrazić nadzieję na to, że napisanie tego wszystkiego w jakimś sensie
mi pomoże (i nie tylko mi). To prawie tak, jakbym się komuś w końcu wyżalił -
myślę, że znajdzie się ktoś, kto to przeczyta.
Pierwsza sprawa - stosunek własnego "ja realnego" do "ja idealnego" ("ja
realne" to faktyczny obraz naszej osoby, "ja idealne" to "poprzeczka", którą
sobie ustawiliśmy). Każdy normalny człowiek zgodzi się z tym, że nie ma ludzi
idealnych i nie ma też ludzi idealnie beznadziejnych. To chyba logiczne. Czy
dołowanie się własną niedoskonałością ma jakikolwiek sens? Oczywiście, że nie.
Nawet ja potrafię znaleźć kilka dziedzin, w których mogę być lepszy od kogoś
innego (może nie będę tutaj się chwalił, ale potrafię to dostrzec i cieszę się
z tego). Zdaję sobie też sprawę, że niektóre moje cechy charakteru czy
osobowości są po prostu dobre (też pozwolę sobie nie wymieniać ich).
Oczywiście te złe, niepożądane cechy też są (oj, są), też mam ich świadomość i
choć mogą wydawać się znaczniejsze niż te dobre, to i tak tych dobrych nigdy
nie zabraknie. Chyba warto nad tym pomyśleć i przyznać się przed samym sobą,
że nie jest aż tak źle jak sądzimy.
Jak wiadomo, nieśmiałego bardzo obchodzi sprawa postrzegania go przez innych.
Zdecydowanie lubi mieć świadomość, że jest odbierany dobrze. Najczęściej
jednak sami najlepiej wiemy co inni o nas myślą. Nawet nie podejrzewamy jak
bardzo się mylimy twierdząc, że nie jesteśmy lubiani. Trzeba tylko bardziej
uwrażliwić się na wszelkie sygnały sympatii i brak sygnałów braku sympatii
Smile Uśmiech można różnie interpretować, ale dlaczego tak bardzo staramy się
interpretować go na naszą niekorzyść? Nieśmiały bardzo lubi coś oczywistego
odczytywać na swój sposób, pomijając powszechne zasady komunikacji. Zapewniam,
że bardzo łatwo się na tym przyłapać i zdać sobie sprawę z własnej dziwności.
Przecież zdanie "bardzo miło spędziłam z Tobą czas" oznacza, że ona bardzo
miło spędziła z Tobą czas, a nie, że spędziła go niemiło, tylko boi się
powiedzieć, że uważa inaczej. To nie jest trudne.
Podobnie sprawa się ma jeśli chodzi o naszych przyjaciół i znajomych. "Niby
jacy przyjaciele?" - zapyta niejedno z Was. A mnie się wydaje, że do przyjaźni
wcale tak wiele nie potrzeba. Jest coś takiego jak przyjaźń przez Internet -
to na pewno nie to samo co "na żywo", ale chociaż tutaj warto poczuć to
zrozumienie i sympatię, która jest jak najbardziej prawdziwa (wiem z
autopsji). I może kiedyś przełamiemy się i damy radę zamienić przyjaźń
internetową w offline-ową. Przyjaźń to kilka słów w jednym - szczerość,
zaufanie, akceptacja... każdy człowiek umie być przyjacielem, chociażby dla
jednej osoby na całym świecie. Przecież nie ilość się liczy. Jeśli natomiast
chodzi o znajomych, to każdy ich ma (chociażby ze szkoły). I jeśli odzywają
się co jakiś czas, to znaczy, że są. Z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo
mogą być wyrozumiali jeśli ciągle czegoś im się odmawia dziękując grzecznie
(np. ogniska w większym gronie, wypadu na dyskotekę itp.). Tak naprawdę rzadko
możemy czuć się sami - zawsze znajdzie się ktoś, dla kogo nie jesteśmy obojętni.
Ciężko będzie mi wypowiadać się na temat miłości, bo brak mi jakiegokolwiek
doświadczenia w tej dziedzinie. No ale coś tam chyba wiem... Jak wiadomo
człowiek jest istotą, która do normalnego funkcjonowania potrzebuje drugiego
człowieka (przynajmniej większość tak ma). Nie ma w tym nic złego, że
pragniemy być z kimś, kochać i być kochanymi. Nawet jeśli jesteśmy zbyt
nieśmiali żeby do kogoś podejść i zagadać (jak to mówi dzisiejsza młodzież),
to i tak nie ma tragedii - na wszystko przyjdzie czas. Warto zauważyć, że
powoli odchodzi w zapomnienie zasada mówiąca o tym, że to facet pierwszy
podchodzi do kobiety. Kto nie zasługuje na miłość? Nie ma takiej osoby! Jeśli
jesteś sobą, nie udajesz kogoś innego - ktoś to w końcu doceni.
Każdy człowiek (nie tylko nieśmiały) zastanawia się czasami, jak będzie
wyglądało jego życie za kilka, kilkanaście lat. Nieśmiały ma o tyle trudniej,
że większość rzeczy widzi w czarnym, a co najmniej szarym kolorze. "Na pewno
ciągle będę sam, nie znajdę dobrej pracy, do niczego w życiu nie dojdę, w
końcu wszyscy się ode mnie odwrócą bo jak długo można z takim... - no bo
przecież każdy zasługuje na szczęście tylko nie ja". Bzdura - też przez to
przechodziłem i zdałem sobie sprawę, że takie myślenie absolutnie do niczego
dobrego nie prowadzi. Czy warto zastanawiać się co będzie kiedyś? Będzie co
będzie. Błędy też się zdarzy popełnić, ale jak wiadomo - ten nie popełnia
błędów, który nic nie robi (ale nie dam głowy, że to chińskie przysłowie). Z
nieśmiałością też można wspiąć się na wyżyny, żyć pełnią, dogonić marzenia,
znaleźć szczęście i odkryć sens. Nie można się poddawać - wszystko będzie ok.
Czuję, że tekstem tym zrobiłem ważny krok w walce ze swoją nieśmiałością (i
zastanawiam się na ile języków go przetłumaczyć). Wierzę, że każdy nieśmiały
znajdzie się kiedyś na dobrej drodze do złagodzenia lub zaakceptowania tej
przypadłości. "Nie poddaj się, bierz życie jakim jest, i pomyśl, że na drugie
nie masz szans" - warto wziąć sobie do serca słowa piosenki zespołu Myslovitz
(zna ktoś lepszą polską kapelę?). Nigdy nie jest tak źle, jak mogłoby się
wydawać. A nawet jeśli czujesz, że jesteś na dnie - nie pozostaje Ci nic
innego, jak odbić się od niego Smile