pyskowanie

07.08.06, 13:19
Jak radzicie sobie z pyskowaniem waszych dzieci.Mój synek ma 6 lat i ostatnio
to pyskowanie strasznie się nasiliło.Zawsze chce mieć ostatnie słowo.Do tego
ma duży zasób słów więc się nie zatnie w tym pyskowaniu.Jak mówię mu,że jest
niegrzeczny to mówi to Ty jesteś niegrzeczna.Powtarzam,że tak jest nieładnie
i że jak tak się zachowuje to mamusi jest przykro a on na to i co z tego.Do
tego używa brzydkich słów.
Ostatnio czytam mu Mikołajka,którego uwielbia.Tam są takie śmieszne
zwroty,które przytacza.Niektóre jednak nienadają się do powtarzania.
    • stypkaa Re: pyskowanie 07.08.06, 13:32
      Zależy co uznać za pyskowanie. Bo jeśli to, że dyskutuje z Tobą i nie zawsze
      się zgadza - to ja bym sie cieszyła, że mam takie asertywne i wygadane
      dziecko wink.
      Co do używania brzydkich słów- jest już na tyle duży, że powinien zrozumieć,
      że takich słów się w Waszym domu nie toleruje, no chyba, że Wy sami ich
      używacie. I należy jasno i stanowczo postawić granicę, że nie używamy brzydkich
      słów i konsekwentnie powinien za to ponosić jakąś karę.
      A co do cytatów z książek - no cóż, ma znakomitą pamięć - to też super. A skoro
      są tam zwroty które nie nadają się do powtarzania to w takim razie nie nadają
      się też chyba do czytania dla 6-latka?
    • renmik Re: pyskowanie 07.08.06, 14:22
      Właśnie wczoraj miałam utarczkę z moją 6 letnią córką, ostatnie słowo należy
      zawsze do niej. Muszę przyznać, że inteligentnie ripostuje. Ale w momencie gdu
      zaczęła udowadniać najpierw że plamy z jagód wypierze się w OXI Acion Gel,
      potem że nie ma pewności że może zachorować na ospę raz jeszcze wymiękłam.
      Powiedziała: Widzę że więcej wiesz odemnie więc od dziś ty jesteś mamą i ty
      decydujesz. Odpuściła.
    • lola211 Re: pyskowanie 07.08.06, 14:23
      Jak poczytasz poradniki to zobaczysz, ze nie mowi sie do dziecka, ze "jest
      niegrzeczne" tylko ze niegrzecznie postepujesmile.
      Co do tzw.pyskowania- nie cierpie tego zwrotu, moja matka cale dziecinstwo mi
      powtarzala, bym tego nie robila- czytaj: nie dyskutowala i bron Boze nie
      podwazala jej autorytetu.Czyli geba na klodke, bo matka mowi!
      Teraz moja matka sprzecza sie z moja corka i problem pyskowania dotyczy
      kolejnego pokoleniasmile.Ja najczesciej odpuszczam i nie staram sie udowodnic
      dziecku, jak bardzo sie myli.Robie swoje, zamiast sie wykłocac.
      • jola_ep Re: pyskowanie 07.08.06, 20:08
        > Co do tzw.pyskowania- nie cierpie tego zwrotu, moja matka cale dziecinstwo mi
        > powtarzala, bym tego nie robila- czytaj: nie dyskutowala i bron Boze nie
        > podwazala jej autorytetu.Czyli geba na klodke, bo matka mowi!

        Ja nie mam zastrzeżeń do pyskownia - chyba nie miałam z tym problemów z matką wink
        Moja córa ma 11 lat i jest dumna z tego, że umie świetnie pyskować. Mi to nie
        przeszkadza. Czasem przegina - wtedy ją o tym informuję, a ona mówi coś w
        stylu "nie pomyslałam". I cichnie wink Ale ogólnie to dobry z niej zawodnik smile I
        czasem wyjdzie nam jakiś śmieszny żart w stylu "czarnego humoru". Ostatnio
        cieszyła się, że ma taką fajną rodzinę, bo może sobie powymądrzać się wink))

        Mam wrażenie, że ja nadal mam dobrą pozycję w rodzinie wink i dlatego nie boję
        się, że drobna dyskusja podważy mój autorytet.

        Od małego moje dzieci wiedziały, że dużo mogą uzyskać, o ile mądrze sprzedadzą
        swoje racje. Mądrze - tzn. bez wulgaryznów (ale z tym - odpukać - nie miałam
        problemów), bez wrzasków, bez natrętnego wymuszania. Jak ich styl dyskusji mnie
        denerewuje - robię się "głucha" na ich prośby. Zwykle pomaga.

        Mąż ma nieco mniejszą tolerację na "pyskowanie" i dzieci się do tego stosują.

        Pozdrawiam
        Jola
    • alfama_1 Re: pyskowanie 07.08.06, 15:41
      Świetnie, że Twój syn uczy się dyskutować.
      Pomijam grzeczny/niegrzeczny - ja nie używam tych słów.
      Powiedz mi tylko proszę czy naprawdę jak się zachowuje jakoś tam nie po Twojej
      myśli to jest Ci przykro? Jeśli tak to z jakiego powodu?
    • anulina Re: pyskowanie 07.08.06, 20:29
      moj syn - 6 lat tez pyskuje uncertain i zawsze chce miec ostatnie słowo. to chyba taki
      wiek. są najmądrzejsi. był taki moment ze brakowało nam kar - wykorzystalismy
      wszystkie mozliwe w stylu zero komputera i zero bajek w tv, ale on sie nie
      przejmował...
      teraz mamy metode, ze jak pyskuje czy zaczyna wariowac to każemy isc na gore do
      swojego pokoju na 5 minut. zawsze pomaga! jak idzie to marudzi czy zaczyna
      wrzeszczec, ale jak juz tam jest, to zaczyna sie bawic i spędza tam ok pół godz
      na spokojnej zabawie
    • lolinka2 Re: pyskowanie 07.08.06, 22:26
      takie kawałki typu 'mamusi jest przykro' nadaja sie gdy dziecko nie wie co było
      nie halo, ale jesli pyszczy z premedytacją (moja też ma podobnie nieraz, 4.5
      roku) to się innych sposobów używa smile)
      Ja po prostu informuję że nie życzę sobie zeby moje dziecko mówiło do mnie w ten
      sposób i że w naszym domu nie używamy brzydkich słów. Dla wzmocnienia werset z
      listu do Efezjan "Szanuj swego ojca i swą matkę aby ci się dobrze działo i abyś
      długo trwał na ziemi". Kiedyś nie zadziałało, to usłyszała: wyjdź, nie będę z
      tobą rozmawiała; dopóki mówisz w taki sposób nie jesteś dla mnie partnerem do
      rozmowy. I po problemie.
      • scher Re: pyskowanie 08.08.06, 08:42
        lolinka2 napisała:

        > takie kawałki typu 'mamusi jest przykro' nadaja sie gdy dziecko nie wie co
        > było nie halo, ale jesli pyszczy z premedytacją to się innych sposobów
        > używa smile)

        Nareszcie ktoś to napisał.

        > wyjdź, nie będę z tobą rozmawiała; dopóki mówisz w taki sposób nie jesteś dla
        > mnie partnerem do rozmowy. I po problemie.

        Otóż to.

        Sz.
        • jola_ep Re: pyskowanie 08.08.06, 16:24
          Z jednej strony trzeba jasno postawić granicę "pyskowania" - jeśli ją
          przekracza, reagować.
          Z drugiej strony dać dziecku możliwość negocjacji, dyskusji, przekomarzania się
          itp. i uczyć go, jak robić to kulturalnie.

          Pewnie to zależy od naszych indywidualnych upodobań. U nas jest jasne - z tatą
          można pożartować, ale ogólnie jest posłuch. Z mamą - można spróbować wdać się w
          dyskusję.

          Ja z "psykującymi" dzieciakami nie mam na razie większych problemów. Owszem,
          córka jest wygadana, a i mniejszy, prawie 7-latek też potrafi. Ale od wczoraj
          próbuję sobie przypomnieć jakiś przykład, który mnie wzburzył ... i nic. Pewnie
          mam krótką pamięć wink
          Dzisiaj rano przypomniałam synkowi (bawił się akurat Lego), że powinien umyć
          swój kubek i odstawić na miejsce. Umył i postawił na stole. Przypomniałam mu,
          że ma być w kredensie. Spojrzał na mnie zuchwale i powiedział "zaraz". I
          poszedł do pokoju. Jak minął "zaraz" przypominiałam mu: "kubek". On na to
          jeszcze zuchwalej "za półtorej minuty". Zgodziłam się, nie ma problemu.
          Za "półtorej minuty" zawołałam "synek". A on na to poderwał się "o rany,
          zapomniałem", poleciał do kuchni i wstawił kubek.

          Czy to było pyskowanie? Dla niektórych pewnie tak.

          Pozdrawiam
          Jola
          • scher Re: pyskowanie 08.08.06, 17:49
            jola_ep napisała:

            > Dzisiaj rano przypomniałam synkowi (bawił się akurat Lego), że powinien umyć
            > swój kubek i odstawić na miejsce. Umył i postawił na stole. Przypomniałam mu,
            > że ma być w kredensie. Spojrzał na mnie zuchwale i powiedział "zaraz". I
            > poszedł do pokoju.

            Kazałbym wrócić. To był wyraźny objaw buntu, a nie zwłoka czymś tam uzasadniona.

            Sz.
            • triss_merigold6 Re: pyskowanie 08.08.06, 19:07
              Bunt jest zdrowy. Tłumienie każdego przejawu buntu skutkuje wychowaniem albo
              totalnego konformisty albo buntownika po całości w stylu "mam gdzieś wszystkie
              normy i zasady". Mnie by zwisało czy kubek zostanie umyty za półtorej minuty
              czy za pół godziny.
            • judytak Re: pyskowanie 08.08.06, 19:29
              scher napisał:

              > Kazałbym wrócić. To był wyraźny objaw buntu, a nie zwłoka czymś tam
              uzasadniona

              a ja nie
              to taka drobnostka, że szkoda na to życia
              zdecydowanie zdecydowana jestem tylko w sprawach zasadniczych
              w kwestii postawienia gdzieś tam kubka tak samo przejdzie u mnie "zaraz",
              jak "mogłabyś dla mnie postawić?"
              efekty są bardzo dobre - jeszcze się nie zdarzyło, żeby którekolwiek z trójki
              odmówiło mi na prośby typu "weź przynieś mi coś z dołu, zapomniałam" itp.

              ja nie jestem doskonała, dziecko też nie musi, i mieszkamy razem po to, żeby
              wszystkim nam było łatwiej :o)

              a buntowników lubię :oP

              pozdrawiam
              Judyta

              P.S. odnośnie samego "pyskowania": jeśli to jest negocjacja, ustalanie
              warunków, wyrażanie opinii itp., to jestem za
              jeśli to jest bezproduktywne przekomarzanie się, marnowanie czasu, to staję się
              poważna i stanowcza, i informuję, że nie mam ochoty się w to bawić
              jeśli to jest brak szacunku, przekraczanie granicy, to widać po mnie wielkie
              wzburzenie, na siłe hamowany wybuch, mówię, że absolutnie sobie nie życzę
              takiego stylu w mojej obecności
              jak na razie, działa :o)

              pozdrawiam
              Judyta
              • scher Re: pyskowanie 08.08.06, 19:51
                judytak napisała:

                > a ja nie
                > to taka drobnostka, że szkoda na to życia
                > zdecydowanie zdecydowana jestem tylko w sprawach zasadniczych

                Ja uważam to za sprawę zasadniczą. Spojrzał _zuchwale_ i odmówił - typowa gra
                sił, kto w domu rządzi. Takie rzeczy za młodu nie mogą pozostawać bez
                konsekwencji. Czym skorupka...

                Sz.
                • jola_ep Re: pyskowanie 08.08.06, 20:25
                  > Ja uważam to za sprawę zasadniczą. Spojrzał _zuchwale_ i odmówił

                  Nie odmówił - stwierdził: "zaraz". A ja nie kazałam mu sprzątnąć "natychmiast".
                  I zrobiłam to zupełnie świadomie. Bo mój synek nauczył mnie już dawno, że nie
                  warto kruszyć kopii o drobiazgi.

                  > - typowa gra
                  > sił, kto w domu rządzi. Takie rzeczy za młodu nie mogą pozostawać bez
                  > konsekwencji.

                  Typową grę sił przerabialiśmy, jak synek miał 2,5 lat. Wtedy byłam zasadnicza.
                  Oj, zastanawiano się pewnie w okolicy, czy dziecka nie maltretuję. A ja byłam
                  niewzruszona jak skała. Później jeszcze trochę w okolicy 4 lat (kuzynka
                  przyjrzawszy się jego reakcji szepnęła mi, że chyba muszę iść z nim do
                  pschyloga, bo to nienormalne, aby dziecko tak się buntowało).

                  Tak więc próbę sił już mieliśmy. On wie, do kogo należy ostatnie słowo.
                  Ale ja bardzo rzadko korzystam z tego przywileju. I rzadko wydaję kategoryczne
                  polecenia, które trzeba wykonać natychmiast i bez zwłoki.

                  W pozostałych przypadkach pozwalam mu, aby wykonał moje polecenia/prośby w
                  swoim czasie i po swojemu. Pozwalam na dyskusję co do tego, jak ma je wykonać.

                  Synka mam upartego (ja to nazywam - konskwentego). Podoba mi się ta cecha i nie
                  zamierzam jej przełamywać na siłę. Czasem przymykam oko - jak wtedy, gdy na
                  moją prośbę zareagował złością i poleciał wściekły na dwór. Szykowałam się już
                  do boju - a tu moje dziecię wraca i mrucząc "tylko nie mów, że jestem dobry"
                  wykonuje swoje prace. To też jego cecha - czasem trzeba dać mu czas, aby
                  najsilniejsze emocje z niego wywietrzały. Chowanie się w kąciku, aż mu "złość
                  przejdzie" to nasza taktyka wypracowana jak był mniejszy. Jakby został, to
                  jeszcze by coś klapnął jęzorem i awantura murowana wink A w spokojnym miejscu
                  łatwiej odzyskać spokój i pogodzić się z nieuniknionym.

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • scher Re: pyskowanie 08.08.06, 21:35
                    Poznawszy szczegóły, jestem skłonny przyznać Ci rację.

                    Sz.
                    • triss_merigold6 Re: pyskowanie 08.08.06, 22:04
                      IMO to absurdalne siłować się z dzieckiem i udowadniać w drobiazgach kto rządzi.
                      • scher Re: pyskowanie 08.08.06, 22:34
                        triss_merigold6 napisała:

                        > IMO to absurdalne siłować się z dzieckiem i udowadniać w drobiazgach
                        > kto rządzi.

                        Uważam inaczej.

                        Dziecko może ze mną wynegocjować bardzo wiele.

                        Po pierwsze jednak musi w ogóle PODJĄĆ PRÓBĘ negocjacji. Jeżeli chce odłożyć
                        jakiś obowiązek, musi wyrazić wolę rozmowy, dogadania się i przedstawić
                        sensowne argumenty. Odmowę na zasadzie: "nie zrobię tego, bo mi się nie chce, i
                        ciekawe, co mi zrobisz" traktuję co do zasady jako jedno z najcięższych
                        przewinień, jakiego może dopuścić się dziecko - celowe nieposłuszeństwo,
                        lekceważenie ojca czy matki, próbę podkopania fundamentów, na których opiera
                        się nasza rodzina.

                        Natomiast to, czy chodzi o drobiazg, czy o rzecz poważną, decyduje co najwyżej
                        o tym, czy dziecko zostanie w ogóle za to ukarane, no i o "wymiarze kary" smile
                        Za drobiazg w postaci brudnego kubka i zuchwałego spojrzenia u mnie tylko (w
                        zależności od sytuacji): rozmowa z patrzeniem w oczy, stanowczy sprzeciw, ostra
                        reprymenda - ale ZAWSZE, konsekwentnie. Przewinienia poważniejsze skutkują
                        poważniejszymi konsekwencjami.

                        Dziecko może negocjować, KIEDY wypełni swój obowiazek, ale nie czy w ogóle go
                        wypełni (pomijam chorobę i inne wyjątkowe zdarzenia).

                        Sz.
                        • ik_ecc Re: pyskowanie 09.08.06, 01:59
                          scher napisał:

                          > ciekawe, co mi zrobisz" traktuję co do zasady jako jedno z najcięższych
                          > przewinień, jakiego może dopuścić się dziecko - celowe nieposłuszeństwo,
                          > lekceważenie ojca czy matki, próbę podkopania fundamentów, na których opiera
                          > się nasza rodzina.

                          Czy Ty, hm, nie przesadzasz lekko? "Proba podkopania fundamentow, na ktorych
                          opiera sie rodzina"? Fundamentem rodziny jest slepe posluszenstwo dziecka
                          rodzicom?

                          Ja tam mam inne fundamenty... Nie zwalalabym taaaaaakiej odpowiedzalnosci na
                          zadne dziecko.
                          • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 06:57
                            ik_ecc napisała:

                            > Fundamentem rodziny jest slepe posluszenstwo dziecka rodzicom?

                            A gdzie widzisz ślepe w moim poście? Napisałem wręcz przeciwnie: dziecko może
                            ze mną wynegocjować bardzo wiele.

                            Czytaj, co jest napisane, a nie pojeżdżaj stereotypami.

                            Sz.
                        • alfama_1 Re: pyskowanie 09.08.06, 11:20
                          scher napisał:

                          > Odmowę na zasadzie: "nie zrobię tego, bo mi się nie chce, i> ciekawe, co mi
                          zrobisz" traktuję co do zasady jako jedno z najcięższych > przewinień, jakiego
                          może dopuścić się dziecko - celowe nieposłuszeństwo, > lekceważenie ojca czy
                          matki, próbę podkopania fundamentów, na których opiera > się nasza rodzina.

                          A ja jako badanie granic. Nie powiedziałabym, że dziecko mnie lekceważy a tym
                          bardziej podkopuje jakieś fundamenty. Dla mnie rodzina opiera się na miłości i
                          zrozumieniu, z czego wynika, że rozumiem i akceptuję bunt dziecka bo takie jego
                          prawo. Inna sprawa jak staram się na to reagować - nie bezsensownym wzbudzaniem
                          poczucia winy (mamusi jest przykro) i nie odcięciem (wyjdź i wróć jak się
                          nauczysz mówić do matki) a raczej rozmową, czasem ostrzejszą, czasem słabszą.
                          Gdzieś dziecko musi się nauczyć jak "negocjować", na pewno nie zamknięte w
                          swoim pokoju i przegryzające (wymyśloną) przykrość zrobioną mamusi.
                          • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 14:56
                            alfama_1 napisała:

                            > próbę podkopania fundamentów, na których opiera > się nasza rodzina.
                            > A ja jako badanie granic. Nie powiedziałabym, że dziecko mnie lekceważy a tym
                            > bardziej podkopuje jakieś fundamenty.

                            Oczywiście, że intencją dziecka jest badanie granic, a nie rozwalanie rodziny.
                            Ale jednak gdybym jako ojciec pozwolił na bezkarne demontowanie tych granic,
                            pozwoliłbym tym samym na demontowanie fundamentów, na jakich opiera się rodzina.
                            Dziecko tego nie rozumie - ja tak.

                            > Dla mnie rodzina opiera się na miłości i zrozumieniu

                            Dla mnie jeszcze na uczciwości oraz odpowiedzialności.
                            No i 'zrozumienie' musi być koniecznie 'wzajemne'.

                            > z czego wynika, że rozumiem i akceptuję bunt dziecka bo takie jego prawo.

                            Bunt buntowi nierówny. Wszystko zależy od intencji i okoliczności.

                            > Inna sprawa jak staram się na to reagować - nie bezsensownym wzbudzaniem
                            > poczucia winy (mamusi jest przykro) i nie odcięciem (wyjdź i wróć jak się
                            > nauczysz mówić do matki) a raczej rozmową, czasem ostrzejszą, czasem słabszą.

                            Myślę, że nie da się z góry przekreślić żadnej metody.

                            Sz.
                            • alfama_1 Re: pyskowanie 09.08.06, 15:54
                              scher napisał:

                              > pozwoliłbym tym samym na demontowanie fundamentów, na jakich opiera się
                              rodzina
                              > No i 'zrozumienie' musi być koniecznie 'wzajemne'.

                              Z tego co piszesz rozumiem, że u Ciebie fundamentem rodziny jest posłuszeństwo
                              dorosłym z racji tego, że są starsi i są rodzicami. U mnie obowiązek rozumienia
                              dotyczy głównie dorosłych bo dzieci są na to za małe (starszy ma 4 lata). Nie
                              chcę powiedzieć, że dzieci mają nie słuchać rodziców, polemizuję głównie z
                              Twoim widzeniem autorytetu rodzica, który się należy i już. Rodzic na autorytet
                              musi sobie zasłużyć.

                              > Myślę, że nie da się z góry przekreślić żadnej metody.

                              Da się. Ja przekreślam z góry metody polegające na bezsensownym wzbudzaniu
                              poczucia winy. Przenoszą odpowiedzialność na dziecko za rzeczy, których nie
                              jest w stanie kontrolować (np.humor rodzica).
                              • alfama_1 Re: pyskowanie 09.08.06, 15:57
                                Doprecyzowując kwestię rozumienia: zależy od wieku. Nie wymagam żeby dziecko
                                rozumiało tyle, co ja.
                              • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 16:28
                                alfama_1 napisała:

                                > Z tego co piszesz rozumiem, że u Ciebie fundamentem rodziny jest
                                > posłuszeństwo dorosłym z racji tego, że są starsi i są rodzicami.

                                Tak bym tego absolutnie nie ujął. Fundamentem rodziny jest przede wszystkim
                                miłość, jaką rodzice są w stanie i CHCĄ obdarzać codziennie swoje dzieci.
                                Drugim fundamentem są wszystkie inne powinności, jakie rodzice na rzecz tej
                                rodziny wykonują. Tym samym tworzy się jednak naturalny układ, kiedy to za
                                większą odpowiedzialnością, większą wiedzą, mądrością i doświadczeniem życiowym
                                rodziców idą ich większe uprawnienia do decydowania o funkcjonowaniu tej
                                rodziny.
                                Rodzice muszą być wyrozumiali dla wynikających z wieku i niedoświadczenia
                                słabości dziecka, nie ma to jednak nic wspólnego z pozwalaniem mu na CELOWE
                                nieposłuszeństwo.

                                > U mnie obowiązek rozumienia dotyczy głównie dorosłych bo dzieci są na to za
                                > małe (starszy ma 4 lata).

                                Nieprawda, że są za małe. Rodzice wprawdzie muszą rozumieć dużo _więcej_, ale
                                trzy-, czterolatek jest już gotowy do rozumienia bardzo wielu rzeczy, nie tylko
                                bez szkody, ale wręcz z pożytkiem dla swojego normalnego rozwoju.

                                > Nie chcę powiedzieć, że dzieci mają nie słuchać rodziców, polemizuję głównie
                                > z Twoim widzeniem autorytetu rodzica, który się należy i już.

                                Nie podpisuję się pod takim widzeniem autorytetu rodzica.

                                Sz.
                                • alfama_1 Re: pyskowanie 09.08.06, 17:01
                                  Co do miłości się zgadzam. Co do uprawnień też się poniekąd zgadzam, to jest
                                  właśnie wychowanie - wprowadzanie dzieci w świat wg wyznawanych przez siebie
                                  wartości itp. Jednak egzekwowanie uprawnień rodzicielskich bez zrozumienia
                                  powodów zachowania dziecka jest dla mnie niczym innym jak tresurą, niestety.

                                  Nie zgadzam się również z tym, że rodzic (opisałeś to w innym poście) może
                                  jawnie wymagać wdzięczności z racji tego, że dużo daje (nie, nie materialnie).

                                  Również inaczej widzę pozwalanie dziecku na celowe nieposłuszeństwo.
                                  Oczywiście, że trzeba reagować (np.czasem świadomym brakiem reakcji smile ale nie
                                  zawsze tak, żeby "rodzica było na wierzchu" i żeby końcowym efektem było
                                  wykonanie polecenia. Tu właśnie jest czasem czas na rozmowę, niekoniecznie
                                  negocjacje CZY dziecko postawi kubek, bardziej na zrozumienie DLACZEGO nie chce
                                  go postawić. A Ty, mam wrażenie, z góry przyjmujesz, że nie chce tego zrobić ze
                                  złośliwości. Nie interesują Cię inne powody? Nawet "bo nie i już" z czegoś
                                  wynika i naprawdę nasze poczucie estetyki staje się tu drugorzędne.

                                  Co do rozumienia rzeczy przez dziecko - doprecyzowałam w następnym poście,
                                  przeczytaj proszę. To jasne, że każdy pojmuje na swoim poziomie.

                                  Dodam, że mam mocno wygadanego syna i raczej jestem dla niego autorytetem.
                                  Oczywiście buntuje się chłopak, teraz nawet bardzo silnie bo ma fazę
                                  identyfikacji z mężczyznami i słucha głównie taty. Czy mam Twoim zdaniem
                                  oczekiwać od niego, że spełni wszystkie moje polecenia, jeśli wchodzi w męski
                                  świat i w tym momencie imponują mu tylko faceci? Przecież to naturalna faza
                                  rozwojowa, że to co tata powie jest święte a co mama, mniej ważne. Co byś mi
                                  poradził w takiej sytuacji? wink)
                                  • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 18:03
                                    alfama_1 napisała:

                                    > Co do miłości się zgadzam. Co do uprawnień też się poniekąd zgadzam, to jest
                                    > właśnie wychowanie - wprowadzanie dzieci w świat wg wyznawanych przez siebie
                                    > wartości itp. Jednak egzekwowanie uprawnień rodzicielskich bez zrozumienia
                                    > powodów zachowania dziecka jest dla mnie niczym innym jak tresurą, niestety.

                                    Ależ ja nigdzie nie pisałem, że bez zrozumienia powodów!
                                    Z opisu sytuacji z kubkiem wywnioskowałem właśnie, że dziecko nie miało
                                    powodów, które by go obiektywnie usprawiedliwiały w tej odmowie odstawienia
                                    umytego kubka na miejsce. Jego zachowanie odczytałem jako celowe
                                    nieposłuszeństwo. Pisałem też, że jestem gotowy na negocjacje, ale chłopak we
                                    własnym interesie powinien przedstawić mi powody swojego zachowania (jeśli są
                                    inne niż celowe nieposłuszeństwo) i próbować ze mną porozmawiać, ponegocjować.
                                    Jeżeli tego wysiłku nie podejmie, zostanę przy swojej diagnozie (że to krnąbrny
                                    upór) i stosownie do tego będę reagował. Chyba mam prawo, prawda?

                                    > Nie zgadzam się również z tym, że rodzic (opisałeś to w innym poście) może
                                    > jawnie wymagać wdzięczności z racji tego, że dużo daje (nie, nie
                                    > materialnie).

                                    Niedobrze odebrałaś moje intencje. Tu nie chodzi o wypominanie, o "jawne
                                    wymaganie" wdzięczności. Chodzi o to, że w prawidłowo funkcjonującej rodzinie
                                    dziecko powinno w głębi serca rozumieć, że otrzymuje od rodziców wiele, że
                                    rodzice mają dużo większy wkład w funkcjonowanie rodziny niż dzieci, są
                                    bardziej doświadczeni i większa spoczywa na nich odpowiedzialność, z tego też
                                    wynikają ich prawa do ustalania zasad, kierowania życiem rodzinnym i
                                    wychowaniem dzieci co do zasady wg swoich koncepcji. Dla dziecka powinno to być
                                    naturalnym porządkiem świata. Wtedy nie ma głupich buntów, a jeśli są, to
                                    konsekwencje takich zachowań ustalane przez rodziców wpisują się w odwieczną
                                    kolej rzeczy.

                                    Dziecko nie może traktować wysiłków rodziców jako ich "zasranego obowiązku", bo
                                    przecież "ono się na świat nie prosiło", nie może kwestionować wiodącej roli
                                    rodziców w rodzinie, nie powinno być pozbawione odczucia wdzięczności w
                                    stosunku do rodziców.

                                    > Również inaczej widzę pozwalanie dziecku na celowe nieposłuszeństwo.
                                    > Oczywiście, że trzeba reagować (np. czasem świadomym brakiem reakcji smile ale
                                    > nie zawsze tak, żeby "rodzica było na wierzchu" i żeby końcowym efektem było
                                    > wykonanie polecenia.

                                    To zależy od przyczyn leżących u podstaw odmowy polecenia. Oczywiście, że nie
                                    zawsze musi być moje na wierzchu, w przypadku jednak nieposłuszeństwa niczym
                                    nieuzasadnionego raczej koniec końców musi być moje na wierzchu.

                                    > Tu właśnie jest czasem czas na rozmowę, niekoniecznie negocjacje CZY dziecko
                                    > postawi kubek, bardziej na zrozumienie DLACZEGO nie chce go postawić.

                                    Moja rozmowa byłaby krótka i męska:
                                    - Twoje zachowanie _odczuwam_ jako celowe nieposłuszeństwo. Jest tak czy nie?
                                    Masz coś na swoje usprawiedliwienie?

                                    I albo ma, albo nie. Lepiej, żeby miał smile

                                    > A Ty, mam wrażenie, z góry przyjmujesz, że nie chce tego zrobić ze
                                    > złośliwości.

                                    Nie "z góry przyjmuję", ale wnioskuję z obserwacji zachowania popartej
                                    doświadczeniem. Mogę się mylić, ale dziecko musi mi to udowodnić.

                                    > Nawet "bo nie i już" z czegoś wynika i naprawdę nasze poczucie estetyki staje
                                    > się tu drugorzędne.

                                    Tu się na pewno nie zgodzę. W przypadku "nie i już" moje poczucie estetyki
                                    stanie się dla dziecka ze skutkiem natychmiastowym jego poczuciem estetyki wink
                                    i niezbyt mnie interesuje, z czego to "nie i już" wynika (jeżeli tylko nie
                                    wynika z choroby).

                                    > Dodam, że mam mocno wygadanego syna i raczej jestem dla niego autorytetem.
                                    > Oczywiście buntuje się chłopak, teraz nawet bardzo silnie bo ma fazę
                                    > identyfikacji z mężczyznami i słucha głównie taty. Czy mam Twoim zdaniem
                                    > oczekiwać od niego, że spełni wszystkie moje polecenia

                                    Oczywiście nie. Trzeba wiedzieć, kiedy można odpuścić, ale dla mnie zasadą
                                    jest, że musi się to spotkać co najmniej z moim sprzeciwem. Dziecko musi
                                    wiedzieć, czego nie aprobuję i że wyjątkowo mogę odpuścić w drobiazgach, ale w
                                    rzeczach ważnych na ogół na pewno nie może na to liczyć.

                                    > Przecież to naturalna faza rozwojowa, że to co tata powie jest święte a co
                                    > mama, mniej ważne. Co byś mi poradził w takiej sytuacji?

                                    Standard. Wyraź swoje oczekiwania, przedstaw zasady, stosuj aktywne słuchanie,
                                    mów o swoich potrzebach i uczuciach, nie bój się wyartykułować sprzeciwu, w
                                    sprawach kluczowych nie odpuszczaj nigdy, nawet kosztem niezadowolenia dziecka,
                                    w sprawach mniej ważnych przymykaj oko albo odwołuj się do autorytetu męża.
                                    I czekaj, aż mu ten okres minie.

                                    Ale Ty to wszystko wiesz doskonale wink)

                                    Sz.
                • lolinka2 Re: pyskowanie 09.08.06, 11:54

                  Ja uważam to za sprawę zasadniczą. Spojrzał _zuchwale_ i odmówił - typowa gra
                  > sił, kto w domu rządzi. Takie rzeczy za młodu nie mogą pozostawać bez
                  > konsekwencji. Czym skorupka...

                  Popieram, my chyba założymy klub wzajemnej adoracji, co nie, scher?
                  • triss_merigold6 Re: pyskowanie 09.08.06, 12:14
                    Może zamiast dzieci powinniście sobie owczarki niemieckie fundnąć? Karne to,
                    posłuszne, reaguje na spojrzenie i gest właściciela, nie pyskuje... idealne do
                    układania.
                    • lolinka2 Re: pyskowanie 09.08.06, 12:21
                      i po co szukasz zwady? mało mi na głowę narobiłaś ma tym forum...?
                      jeszcze więcej krwi ci potrzeba??
                      dziwię się szczerze...
                    • jacksparrow1 Re: pyskowanie 09.08.06, 14:23
                      Owczarki niemieckie sa dosc durnymi psami.Mam na mysli bezwolnymi.
                    • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 14:59
                      triss_merigold6 napisała:

                      > Może zamiast dzieci powinniście sobie owczarki niemieckie fundnąć?

                      Poczekajmy, triss, aż Ci dziecko podrośnie, aż następne się urodzą... Też
                      kiedyś byłem napakowany jedną teorią smile)

                      Sz.
                      • triss_merigold6 Re: pyskowanie 09.08.06, 15:32
                        Nie sądzę, żeby zmieniła poglądy. Kolejnych dzieci nie planuję.
                        • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 16:14
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Nie sądzę, żeby zmieniła poglądy.

                          Ty te poglądy po prostu wzbogacisz. Jak to pięknie ujął C.S. Lewis w ostatnim
                          tomie "Opowieści z Narni", podążysz "dalej wzwyż i dalej w głąb".
                          Doświadczysz tego ...i wspomnisz moje słowa smile

                          Sz.
                  • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 13:31
                    lolinka2 napisała:

                    > Popieram, my chyba założymy klub wzajemnej adoracji, co nie, scher?

                    smile
                    • jacksparrow1 Re: pyskowanie 09.08.06, 14:26
                      To ja sie do was dolaczam.Nie we wszystkim sie z Scher zgadzam, ale jezeli
                      chodzi o dyscypline w domu to jakos mi po drodze z scher.Zawsze to razniej jak
                      jest nas wiecej - nie zjedza nas na tym forum.Jednaostka nie ma szans.
                      pozdrawiam serdecznie.
                      Powinnismy zalozyc wspolne konto pod wspolnym nickiem.
                      • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 14:44
                        jacksparrow1 napisała:

                        > Powinnismy zalozyc wspolne konto pod wspolnym nickiem.

                        Na razie rozpoczęliśmy proces zjednoczeniowy. Europa! smile)

                        Sz.
                    • zbanowany Re: pyskowanie 10.08.06, 20:36
                      o!!

                      Witaj Romaniesmile))
                • judytak Re: pyskowanie 09.08.06, 15:02
                  scher napisał:

                  > Ja uważam to za sprawę zasadniczą.

                  wiesz co, mając (chwilowo) trójkę dzieci, w tym jednego takiego, że hej (wolę
                  tu nie tłumaczyć), codziennie mam po kilkanaście znacznie bardziej zasadniczych
                  spraw :o)

                  > Spojrzał _zuchwale_ i odmówił -

                  nie odmówił, powiedział, że zrobi później

                  typowa gra
                  > sił, kto w domu rządzi. Takie rzeczy za młodu nie mogą pozostawać bez
                  > konsekwencji. Czym skorupka...

                  ale ja nie chcę w domu rządzić
                  uwielbiam delegować zadania i odpowiedzialność, i staram się kontrolować nie
                  więcej, niż to potrzebne

                  mam ambicję nasiąkać skorupki krytycznym myśleniem, samodzielnością i
                  odpowiedzialnością

                  a mój autorytet domowy jest na razie aż przesadnie w porządku :o))))

                  pozdrawiam
                  Judyta
                  • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 16:08
                    judytak napisała:

                    > > Ja uważam to za sprawę zasadniczą.
                    > wiesz co, mając (chwilowo) trójkę dzieci, w tym jednego takiego, że hej (wolę
                    > tu nie tłumaczyć), codziennie mam po kilkanaście znacznie bardziej
                    > zasadniczych spraw :o)

                    Zdaję sobie sprawę, że nie czas żałować róż, gdy płoną lasy. Ale lasy nie płoną
                    zbyt często.

                    > > Spojrzał _zuchwale_ i odmówił -
                    > nie odmówił, powiedział, że zrobi później

                    Moja ocena jest inna, istotą zachowania dziecka było wg mnie CELOWE
                    nieposłuszeństwo. Chłopak nie miał żadnych racjonalnych powodów, by odkładać tę
                    prostą czynność na później. Kubek był już umyty, wystarczyło wykonać trzy małe
                    ruchy i postawić go na miejsce. Dziecko tego nie zrobiło tylko i wyłącznie po
                    to, żeby _zademonstrować_ matce, że nie musi tego robić w tej chwili i że zrobi
                    dopiero wtedy, aż on sam zechce.

                    Z kilku powodów uważam taką sytuację za nie do przyjęcia.

                    Po pierwsze dziecko nie kształtuje w sobie poczucia koniecznej samodyscypliny w
                    ustawieniu sobie priorytetów. Woli narazić się na utratę przyjemności płynącej
                    z zabawy (bo cóż to za zabawa, kiedy każdym nerwem czujemy, że wisi nad nami
                    niewykonany obowiązek, kiedy narażamy się na nieustanne przypomnienia), niż
                    mieć to z głowy od razu, woli narazić się na dość znaczny dyskomfort
                    psychiczny, na alarm sumienia, żeby zademonstrować mamie swoje
                    buntownicze "ja". Typowa postawa "na złość mamie odmrożę sobie uszy".

                    Po drugie w rodzinie musi panować pewien przyjęty rytm życia, pewna rutyna
                    koniecznych, codziennych czynności, które każdy robi od razu - żeby było
                    zrobione i żeby nie musieć zaprzątać sobie tym głowy. Kubek, choć umyty, stał
                    nie tam, gdzie powinien, i przez jakiś czas o tym mało ważnym kubku musiało
                    pamiętać dziecko (że w końcu trzeba go będzie jednak odstawić) oraz matka (że
                    dziecko nie wykonało obowiązku i trzeba będzie dopilnować, aby jednak
                    wykonało). Nie sądzę też, by to myślenie nie pochłonęło jakiejś dawki nerwów,
                    może nawet znacznej irytacji. Naprawdę energię bezpowrotnie strawioną na
                    myślenie o odstawieniu głupiego kubka zarówno dziecko, jak i mama mogliby z
                    pożytkiem skoncentrować na wykonaniu czegoś, co przyczyni się do uczynienia
                    życia swojego i najbliższych pogodniejszym, szczęśliwszym, pożyteczniejszym,
                    bardziej wartościowym.

                    Po trzecie jako ojciec mam prawo do nieodczuwania irytacji z tego powodu, że
                    dziecko bez żadnego wyraźnego powodu odmawia wykonania mojego polecenia. Mam
                    prawo do doświadczania prostego faktu, że wykonując na rzecz tej rodziny tak
                    wiele, że przyjmując na siebie, na równi z Żoną, związane z tą rodziną znaczne
                    obowiązki i ogromną odpowiedzialność, otrzymuję tym samym moralne prawo do
                    korzystania z moich, na równi z Żoną, uprawnień kierowniczych dotyczących
                    funkcjonowania tej rodziny, do korzystania z moich uprawnień wynikających z
                    władzy rodzicielskiej.
                    Jeżeli jako ojcu zależy mi na porządku, będę pilnował dziecka, by dbało o ten
                    porządek, jak i ja dbam. Kiedy coś narusza moje poczucie estetyki i ładu
                    (nieodstawiony kubek), z irytacją przyjmę ze strony dziecka nieusprawiedlioną
                    niczym poza jego widzimisie odmowę wykonania polecenia. Skoro ojciec uznał, że
                    trzeba to zrobić i że można to zrobić teraz, to ojciec ma wystarczające
                    poczucie mocy sprawczej, żeby zostało to faktycznie przez dziecko wykonane. Od
                    ojca dziecko dostaje na tyle dużo (nie, nie w sensie materialnym), że oddać to
                    będzie w stanie dopiero własnym dzieciom i wnukom, ojcu nie zdoła nigdy. Nie
                    jest więc chyba wielką uciążliwością zrobić coś dla niego czy dla rodziny
                    natychmiast, jeśli ojciec uważa to za ważne, prawda?
                    Uważam, że od dzieci należy też wymagać dawania, nie tylko uczyć brania.

                    I choć moje dzieci wiedzą - i zawsze tak będzie - że są kochane za to tylko, że
                    są, chciałbym - właśnie w takich drobnych gestach z ich strony - doświadczać
                    też zrozumienia, że to, co ode mnie dostają (nie, nie chodzi o rzeczy
                    materialne), nie rodzi się na kamieniu i wymaga z mojej strony wysiłku,
                    chciałbym choć od czasu do czasu doświadczać z ich strony za to wszystko
                    wdzięczności. Oczekuję zbyt wiele?

                    > mam ambicję nasiąkać skorupki krytycznym myśleniem, samodzielnością i
                    > odpowiedzialnością

                    Też. Jest jednak czas krytycznego myślenia, jest też czas pełnego miłości do
                    rodziców i poczucia budowania rodzinnej wspólnoty - świadomego posłuszeństwa.

                    Sz.
                    • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 16:33
                      > chciałbym choć od czasu do czasu doświadczać z ich strony za to wszystko
                      > wdzięczności.

                      Dodam: niczym niewymuszonej, płynącej prosto z serca wdzięczności.

                      Sz.
                    • lola211 Re: pyskowanie 09.08.06, 17:42
                      I to wszystko przed jeden nieszczesny kubek..

                      Scher, Ty nie jestes przypadkiem mundurowym? Bo czuje sie w tym watku jak w
                      koszarachsmile).
                      A na serio- rozne sa modele wychowania, ja preferuje zdecydowanie luźniejsze
                      podejscie do OBOWIAZKOW i POSłUSZENSTWA, ale rozumiem, ze ktos moze miec
                      zupelnie inne podejscie/np. moja matka swego czasu.
                      • scher Re: pyskowanie 09.08.06, 18:25
                        lola211 napisała:

                        > Scher, Ty nie jestes przypadkiem mundurowym? Bo czuje sie w tym watku jak w
                        > koszarachsmile).

                        Tyle się napisałem o okazywaniu dzieciom miłości, a Ty czujesz się jak w
                        koszarach. Usprawiedliwia Cię fakt, że jesteś kobietą i nigdy nie byłaś w
                        koszarach.

                        > A na serio- rozne sa modele wychowania, ja preferuje zdecydowanie luźniejsze
                        > podejscie do OBOWIAZKOW i POSłUSZENSTWA, ale rozumiem, ze ktos moze miec
                        > zupelnie inne podejscie

                        Dzięki.

                        Sz.

                        PS. Nie jestem mundurowym, jeśli ta informacja ma dla Ciebie jakieś znaczenie
                        dla merytorycznej oceny mojej wypowiedzi.
                      • jacksparrow1 Re: pyskowanie 10.08.06, 01:39
                        lola, ales sie czepila tego kubeczka.To byl akurat tylko przyklad.Mogl podac
                        cokolwiek innego.Zgadzam sie z nim w calej rozciaglosci.Te drobne sprawy -
                        posorzatanie pokoju, starcie kurzy nawet w calym domu, wyniesienie smieci,
                        odkurzenie dywanow czy cokolwiek innego , malego co pomoze nam w codziennych
                        pracach, co ulatwi nam zakonczenie tych prac.W zaleznosci od wieku dziecka
                        czasami trzeba bedzie pojsc i np zetrzec te kurze z polek jeszcze raz bo nie
                        dokladnie to zrobilo, ale licza sie checi.i Scher ma racje - dzieciak dlug
                        zaciagniety u nas zacznie splacac u swoich dzieciakow.To jest jeden z takich
                        dlugow co to zaciagasz u jednej osoby a splacasz u kogos innego.
                        Ale widze ze w normalnej dyscyplinie ty widzisz wojskowa musztre.Najwyrazniej u
                        ciebie w domu baaaardzo luzne sa warunki i chyba dzieciakom wolno w mysl
                        zasady "robta co chceta".Skoro u ciebie to pracuje....
                        • lola211 Re: pyskowanie 10.08.06, 10:08
                          Tak, u mnie jest luz, co nie znaczy, ze dziecko nie ma obowiazkow- owszem, ma.
                    • judytak Re: pyskowanie 09.08.06, 22:00
                      taki długi post mi wysmarowałeś, że czuję się w obowiązku odpowiadać :o)

                      pierwsza rzecz, co musimy sobie jasno powiedzieć, to taka, że nie było nas przy
                      scenie z kubkiem, nie znamy dziecka, nie znamy matki, więc tak naprawdę każda
                      nasza "ocena sytuacji" opiera się właściwie na naszych_doświadczeniach z
                      naszymi_dziećmi

                      dalej:
                      > Moja ocena jest inna, istotą zachowania dziecka było wg mnie CELOWE
                      > nieposłuszeństwo. Chłopak nie miał żadnych racjonalnych powodów,

                      według mojego doświadczenia każdy zawsze ma jakiś powód
                      ile razy zadałam sobie trud, żeby wyjaśnić powody niezrozumiałych zachowań
                      moich dzieci, zawsze się okazało, że powód istnieje
                      czy jest on racjonalny, czy nie, to inna kwestia, ale znów - moje własne powody
                      nie zawsze są racjonalne w oczach innych, a czasami nie są one racjonalne nawet
                      we własnych oczach, ale nie odmawiam sobie robienia rzeczy z nieracjonalnych
                      powodów (w granicach rozsądku, oczywiście)

                      wmiosek: ja zawsze wychodzę z założenia, że jeśli ktoś coś chce, to nie "bez
                      powodu", a rozważam tylko to, czy to, co ten ktoś chce, mieści się w granicach
                      rozsądku, czy nie (jeśli jest na granicy, to dopiero zaczynam wchodzić w
                      wyjaśnianie powodów, żeby rostrzygnąć)

                      > Dziecko tego nie zrobiło tylko i wyłącznie po
                      > to, żeby _zademonstrować_ matce, że nie musi tego robić w tej chwili i że
                      zrobi
                      > dopiero wtedy, aż on sam zechce.

                      to wyłącznie twoje dywagacje
                      ale zakładając, że tak jest, w opisanym przypadku opinia dziecka i matki była
                      taka sama: matka też uważała, że dziecko nie musi zrobić tego w tej chwili, a
                      może zrobić w wybranym przez siebie (w granicach rozsądku) czasie
                      jakby matka uważała inaczej (i tu moje dywagacje), postąpiłaby inaczej (np.
                      wyjaśniłaby dziecku, że "musisz schować teraz, bo np. będę zmieniać obrus")

                      > Po pierwsze dziecko nie kształtuje w sobie poczucia koniecznej samodyscypliny
                      w
                      > ustawieniu sobie priorytetów.

                      wręcz odwrotnie: dziecko ćwiczy się w samodzielnym ustalaniu priorytetów
                      jeśli wychodzą mu one niefortunnie, zmodyfikuje swoje zachowanie

                      Woli narazić się na utratę przyjemności płynącej
                      > z zabawy (bo cóż to za zabawa, kiedy każdym nerwem czujemy, że wisi nad nami
                      > niewykonany obowiązek, kiedy narażamy się na nieustanne przypomnienia), niż
                      > mieć to z głowy od razu, woli narazić się na dość znaczny dyskomfort
                      > psychiczny, na alarm sumienia, żeby zademonstrować mamie swoje
                      > buntownicze "ja".

                      tu implikujesz własne priorytety komuś, kto nie jest tobą
                      jest to dość rozpowszechniony sposób myślenia, ale niestety prowadzi do
                      absolutnie błędnych wniosków
                      ja osobiście nie znam nikogo, kto by przeżywał katusze z powodu odłożonego na
                      później obowiązku

                      > Po drugie w rodzinie musi panować pewien przyjęty rytm życia, pewna rutyna
                      > koniecznych, codziennych czynności, które każdy robi od razu - żeby było
                      > zrobione i żeby nie musieć zaprzątać sobie tym głowy

                      z tym się zgadzam
                      jednak z mojego doświadczenia wynika, że taki idealny stan można u dzieci
                      osiągnąć stopniowo, po kolei koncentrując się na kolejnych czynnościach
                      nie wiemy, jakie miejsce w hierarchii danej rodziny zajmuje odkładanie kubka (w
                      mojej np. żadnej, bo u mnie nie ma systemu "każdy zmywa po sobie", a jest
                      system "wieczorem ktoś się zabiera do zmywania, i doprowadzi tę czynność do
                      końca"

                      > Po trzecie jako ojciec mam prawo do nieodczuwania irytacji

                      prawo, to ty masz do różnych rzeczy, ale prawo prawem, a życie życiem :o)
                      to raz, a drugi, ja np. tym się nie irytuję...

                      > Uważam, że od dzieci należy też wymagać dawania, nie tylko uczyć brania.

                      ja też

                      > Też. Jest jednak czas krytycznego myślenia, jest też czas pełnego miłości do
                      > rodziców i poczucia budowania rodzinnej wspólnoty - świadomego posłuszeństwa

                      widocznie różnimy się w ocenie prawidłowych proporcji tych czasów :o)

                      pozdrawiam
                      Judyta
                      • jola_ep Re: pyskowanie 10.08.06, 11:09
                        > według mojego doświadczenia każdy zawsze ma jakiś powód

                        Całkowicie się z Tobą zgadzam. Wiem, też jak trudno czasem zrozumieć te powody
                        u dziecka.

                        > wręcz odwrotnie: dziecko ćwiczy się w samodzielnym ustalaniu priorytetów
                        > jeśli wychodzą mu one niefortunnie, zmodyfikuje swoje zachowanie

                        Mój synek należy do tych dzieci, które bardzo dobrze uczą się na własnych
                        błędach. Czasem tylko trzeba mu pomóc w wyciąganiu wniosków.

                        > jednak z mojego doświadczenia wynika, że taki idealny stan można u dzieci
                        > osiągnąć stopniowo, po kolei koncentrując się na kolejnych czynnościach

                        Do takiego samego wniosku doszłam - jak urodziłam drugie dziecko.
                        I nagle się okazało, że można uniknąć wielu walk, które toczyłam przy starszym.

                        Pozdrawiam
                        Jola
                    • jola_ep Re: pyskowanie 10.08.06, 11:07
                      > Moja ocena jest inna, istotą zachowania dziecka było wg mnie CELOWE
                      > nieposłuszeństwo.

                      Jak dla mnie - raczej takie "łobuzerskie". Ja wiedziałam, że on w końcu ten
                      kubek odłoży, on też wiedział, że go odłoży. Sprawdzał moją reakcję. A ja byłam
                      całkowicie spokojna i niewzruszona. I udawałam, że tego błysku w oku i
                      wojowniczej postawy nie widzę.

                      > Chłopak nie miał żadnych racjonalnych powodów, by odkładać tę

                      Ależ miał. Po piewsze do tego mycia oderwałam go od lego.

                      > Kubek był już umyty, wystarczyło wykonać trzy małe
                      > ruchy i postawić go na miejsce. Dziecko tego nie zrobiło tylko i wyłącznie po
                      > to, żeby _zademonstrować_ matce, że nie musi tego robić w tej chwili

                      Rzecz w tym, że nie musiał. Świadomie nie kazałam mu zrobić tego "w tej
                      chwili". A jego nieco "butnownicza" postawa, to był taki swoisty wentylek
                      bezpieczeństwa (porzucenie budowy lego w samym środku świetnej zabawy było dla
                      niego trudne).

                      > Po pierwsze dziecko nie kształtuje w sobie poczucia koniecznej samodyscypliny
                      > ustawieniu sobie priorytetów.

                      A właśnie kształtuje sobie samo. Na własnej skórze przekonuje się, że odrywanie
                      się od zabawy nie jest fajne i lepiej ten nieszczęsny kubek umyć i odstawić od
                      razu.

                      > Typowa postawa "na złość mamie odmrożę sobie uszy".

                      Bardzo często - o ile bezpieczeństwo dziecka na to pozwala - daję przyzwolenie
                      na taką postawę. Omroziłeś? I co fajnie? Warto było? Twój wybór wink
                      Mój mały akurat najlepiej uczy się na własnych błędach.

                      > Po drugie w rodzinie musi panować pewien przyjęty rytm życia, pewna rutyna
                      > koniecznych, codziennych czynności, które każdy robi od razu

                      A do tego lepiej - tak jak napisała Judyta - wdrażać stopniowo.

                      > Po trzecie jako ojciec mam prawo do nieodczuwania irytacji z tego powodu, że
                      > dziecko bez żadnego wyraźnego powodu odmawia wykonania mojego polecenia.

                      Pewnie, że masz. Zasadniczo uważam, że w wychowaniu trzeba brać pod uwagę także
                      siebie i swoje piorytety. Mnie akurat zachowanie mojego małego nie zirytowało.
                      W zasadzie nawet ten stojący kubyk też mmie zbytnio nie irytował - ale z moim
                      lenistwem i bałaganiarstwem akurat stam się walczyć wink

                      To, co zirytuje Ciebie nie musi mnie męczyć. Podobnie jak to, co ja akceptuję,
                      nie musi dopuszczalane u mojego męża. Dzieci to wiedzą.

                      Reszta to oczywistości. Pewnie, że stosunki między rodzicami a dziećmi nie są
                      partnerskie.

                      > chciałbym choć od czasu do czasu doświadczać z ich strony za to wszystko
                      > wdzięczności.

                      Ja wczoraj dostałam od mojego synka kwiatki smile z karteczką "I lowe mum" wink A
                      kubek stoi w kredensie (na raie wink )

                      Pozdrawiam
                      Jola
    • jacksparrow1 Re: pyskowanie 08.08.06, 19:15
      Przepraszam,ale jestem ostatnio po lekturze Nowe przygody Mikolajka - pozostale
      pozycje z kolekcji Mikolajka znam prawie na pamiec i oslupialam.Ktore zwroty
      nie nadaja sie do powtarzania?
      A chcesz tymi lapskami pelnymi masla, czy moze Chcesz fange w nos, czy moze "no
      i sie pobilismy no bo co w koncu kurcze blade
      Cala kolekcja Mikolajka jest przeznaczona dla dzieci i naprawde nie znalazlam w
      tych ksiazkach zadnych brzydkich slow.Nie przesadzajmy troche.
    • jacksparrow1 Re: pyskowanie 08.08.06, 19:27
      A pyskowanie.Jezeli dzieciak zaczyna pyskowanie w doslownym tego slowa
      znaczeniu to nie ma dyskusji z takim dzieckiem.Zostaje wyproszone z
      pomieszczenia i ma sie natychmiast udac do swego pokoju a jak cos probuje
      przemycic to tylko zadaje jedno pytanie czy jest corka/syn pewna/y ze wygraja
      ze mna podczas tej pyskowki z ich strony.
      Jezeli jest to zwykle moze troche emocjonalna wymiana zdan i dziecko stara sie
      przekonac do swojego zdania i troche nieudolnie mu to wychodzi i moze to
      wygladac jak zaczatki pyskowki to spogladam na to z przymrozeniem oka i jak
      widze ze zaczyna sie irytowac prosze aby na chwilke poszla ( zwlaszcza corka)
      do pokoju, uspokoila sie, przemyslala co chce powiedziec i wrocila by
      dokonczyc rozmowe bo jakos sie dogadac nie mozemy.Jakos poki co nie mialam z
      tym problemow.I zgadzam sie ze pierdoly typu"mamusi jest przykro" to nie do
      6latka" zwlaszcza jezeli faktycznie napyskowal ci zlosliwie.Chyba ze nie podoba
      ci sie forma w jakiej twoj syn broni swojego zdania, ale to wtedy twoja wina
      zes go nie nauczyla cywilizowanej konwersacji.
Pełna wersja