aric Paria szachów 24.07.02, 12:44 Grywałem kiedyś w szach z pewnym osobnikiem. Mój przciwnik był długości siedmiu metrów. Jego przekrój ciała wynosił kilkanaście centymetrów kwadratowych, a wszystko co mógł wydobyć ze swojej ślizgiej paszczy z długim jezykiem, to syk. Syczał, a ja przesuwałem jego figury. Każdy syk oznaczał coś innego. Nie wiem skąd znałem jego język, ale rozumiałem gdy syczał: przsuń piona z H3 na H4, czy mówił, przepraszam syczał: szach królowi. Był wężem, więc cóż mógłbym od niego wymagać poza syczeniem. Syczał i syczał, a ja poruszłem wszystkimi figurami na szachownicy. Czasm gdy był zagrożony syczał inaqczej. Wtedy nie mogłem go zrozumieć. Rozumiałem tylko syki odnoszące się do szachów. Cóż, ogrywał mnie zawsze. Tylko chwilami miewałem przewagę. Wtedy szyczał tak paskudnie, że pragnąłem przegrywać. Ale zdarzył się cód. Przy 64 partii pokonałem go. Postanowiłem przemóc moją wielką niechęć do słuchania przeraźliwych syków. I wygrałem ostatnią z partii, które mielismy rozegrać. To było radosne wydarzenia. Wygrałem pierwszy raz z wężemi. A ten gdy przegrał, syczał tak i syczał aż mu zabrakło tchu. Jego język z rozdwojonym koncem zaczął wysychać i po kilku minutach odpadł. Oczy ze złości zaszły mu mgłą i wyparowały. Pozostały tylko dziórki z lekkimi oparami wydobywajacymi się z głębi. Ja patrzyłem, a on ciągle syczał. Nagle zaczął pękać. Pękał aż się rozpadł. Jego kawałeczki zaczęły zmieniać się w proch. Proch przobraził się w dym, dym rozpłynął się w powietrzu. Tylko zapach siarki unosił się wokół mnie. Odetchnąłem. Połowa drogi była za mną. Ale moja mała radość trwała krótko. Usłyszałem jakiś odgłos, a następnie naprzeciw mnie pojawił się gołąbek w kolorze bieli i zaczął gruchać. Rozumiałem jego gruchanie, podobnie jak syk jego poprzednika. - No gołąbku. - Powiedziałem. - Do roboty. Rozstawiłem piony. Gołąbek zagruchał. Ruszyłem jego białego piona dwa pola w przód. I tak zaczęła się pierwsza z 64 parti. Gdy tylko wygram jedną z nich, będę mógł opuścić te dziwne pośmiertne światy i spotkać sie z rodziną. Bardzo tęskniłem do życia i to stanowiło najwiekszą motywacje z możliwych. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Problemy osobowości 24.07.02, 12:45 Byłem kleptomanem, byłem rozwiązły. Nie przywiązywałem wagi do tego, że mój organizm nie może wytrzymać naporu nagromadzających się myśli w moim umysle. Kradnij, bież co ci się należy i nie myśl o innych. Mój egoizm był tak dalece posunięty, że kobieta była tylko otworem otoczonym przez ciało. Rozwiązłość i egoizm doprowadziły do spostrzeżeń związanych z egzystencją. Czy to ja rządzę otaczającym mnie światem? Myslałem i myslałem, aż wymysliłem, że dostałem świra. A co jak ktoś dostaje świra? Dwa wyjścia z sytuacji. Samozagładam, albo zagłada dla innych. Umierać nie chciałem, więdz wybrałem drugie wyjście z sytuacji. Chęć niesienia innym ulgi w ich cierpieniach związanych z problemami otaczającego ich świata stała się obsesją. I tak to trwało. Zmniejszałem populację na Ziemii i doprowadziłem do tego, że zostało ich tak niewielu, iż mogłem nimi kierować i zniewolić. To było apogeum mojego celu. Ale coś nie dawało mi spokoju. Gdy tylko wyłączyłem żelazko, znalazłem się w ciasnym pokoju z wyprasowaną koszulą w reku. Czas do pracy. Fajnie jest być megalomanem pracującycm w zakładzi dla umysłowo chorych. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Moje Ja 24.07.02, 12:45 Mężczyzna wyłonił się z ciemności, niczym letnia bryza, zalewająca nagle miasto. Stąpał lekko, bezszelestnie, przesuwając nogi kolejno w przód. W pewnej chwili przystanął. Wyjął paczkę papierosów i zapalił jednego z nich. Błysnął niewielki ogień z zapalniczki, oświatlając przez chwilę jego, jakby wyciętą z komiksu twarz. Dobry obserwator jednak zauważyłby, żę jego twarz nosie wiele śladów przeszłości, którą była często nękana. Gdy płomień zgasł, ciemność wokół niego rozpraszał jedynie żarzący się ogarek w malejącym z każdym zaciągniećiem się papierosie. Mężczyzna wyraźnie na kogoś czekał. Był to jego dzień czhwały. Długo czekał, by odzyskać to co niegdyś utracił, swoje Ja. Swoją osobowość, która została mu odebrana dawno temu. Od tego czasu stał się bezkształtną powłoką ze skórą ograniczającą jego bezkształt, a uformowaną w ciało, które oglądali mijający go ludzie. Dlaczego utracił swoje Ja? Nie sprawdził się? Nie podołał sytuacji. Problemy z kobietą, która była tak niezwykła, że potrafiła zmienić ciało stałe w lotne, a uczucia usuwać z umysłu bez mrugnięcia powieką. Gdy ów nieszczęsny mężczyzna poznał ową niezwykła kobietę, nie spodziwał się wcale takiego obrotu spraw, jakiego doświadczył. Został zmiażdżony psychicznie i nie mógł się przez długi czas pozbierać. Gdy zostawiła go wysysając mu całkowicie jego własną wolę, leżał na dywanie bez jakiejkolwiek szaty, a jego skóra była sucha i zupełnie biała. Prawie nie oddychał, nie mógł ruszyć palcem, ani u nogi, ani u ręki. Jedyne na co się zdobył drgnięcie lewej brwi. Przez chwilę do jego umysłu, poprzez zwężone źrenice, dotarł promień słoneczniego światła. To pozwoliło, by coś powstało z niczego i zrodziło reakcję łańcuchową, prowadząc do pełnej regeneracji umysłu. Mężczyzna ów stał się znów pełnosprawny i mógł rozpocząć żmudną drogę, którą zakończył właśnie w tej chwili, paląc coraz krótszego papierosa. Jego droga do chwili obecnej była jednym wielkim stosem nieprzyjemnych doświadczeń. Poszukiwania owej okiety, oprucz tego, że stały się celem i koniecznością działania w jego życiu, obfitowały również w tak smutne i tragiczne wydarzenia, że jego twarz musiała wyglądać właśnie tak, jak w tej chwili wyglądała. Lata poszukiwań, hektolitry kawy, tony tytoniu i niezliczone ilości pustych butelek po różnorodnych alkoholach, wyznaczały czas i stały się spuścizną okresu poszukiwań, który zakończył się wreszcie sukcesem. Mężczyzna skończył palić i wyrzucił papierosa, kilka metrów przed siebie, zrobił następnie trzy kroki, przy trzecim dosięgnął peta. Przy następnym sięgnął do wewnętrznej kieszeni prochowca i dobył pistoletu. Wiedział, że jego cel za kilka sekund wyłoni sie zza rogu kamienicy. Szedł na spotkanie swojej ofiary, pewny, że to ta, która kiedyś go pokonała, dokona żywota właśnie z jego ręki. I nie zawiódł się, oddał strzał prosto między oczy, gdy tylko ujrzał dobrz znaną twarz swojej dawnej pogromczyni. Kobieta trafiona w centralny ośrodek mózgowy znieruchomiała, powoli na sztywnych nogach usiadła całym ciężarem swojego ciała. Ziemia lekko zadrżała, a mężczyzna poczół nagle niokiełznaną satysfakcję z tego co uczynił. Jednak satysfakcja ta nie była tym czym powinna. Nagle mężczyna zgasił uśmiech na swojej twarzy. Opuścił pistolet, trzymając go lufą w kierunku ziemi. Zadowolenie przechodziło w smutek, a smutek dał mu bodziec do myślenia. Jakież smutne i okropne było jego życie. Lata, które spędził by odzyskać swoje Ja , stały się czasem straconym. Gdy jego Ja trafiło wreszcie do jego umysłu powiedziało mu, że w życiu nie jest ważne dążenie do celu, lecz radość z tego co nas otacza, a przeszłość nie istnieje. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Re: Moje Ja IP: 195.117.14.* 24.07.02, 13:43 Zemsta jako środek na uspokojenie umysłu nie sprawdza się... Drogi Aricu, jestem pod wrażeniem. Surrealistycznym, oczywiście. Jakże by inaczej? aA Rd PS. Polubiłem Cię - wszystkie Arki to fajne chłopaki. /Miś/ Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Moje Ja 24.07.02, 13:50 I nie przeniesiesz mnie do sekcji sportowej? Wolę pozostać tam gdzie jestem. Napłodziłem tego trochę, więc powrzucam czasami me krótkie złote myśli. HAHA Dzięki za słowa uznania. Poczytasz przygodzy Johna, tam wzniosłem się na szczyty. Ale nie ponaglam. Co nagle to po fredzie. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Moje Ja 24.07.02, 14:41 Wczoraj znowu przeczytałem "Co się z nami dzieje po śmierci"... Niech Ci to wystarczy za komentarz. aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Moje Ja 24.07.02, 14:50 Ale ja mówię o właściwych "Przygodach Johna". Wysyłam jeszcze raz bo może się zagubiły. Podziwiam cię. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Moje Ja 24.07.02, 14:57 aric napisał: > Podziwiam cię. Cieszy mnie to. A z jakiego powodu? aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Moje Ja 24.07.02, 15:07 Że potrafisz przebrnąć przez moje grafomańskie wymysły. Jak przebrniesz przez Kompleks Johnów, zawierających 20 Przygód Johna, i bedzie Ci się to podobało, będę Cię podziwiał jeszcze bardziej. No i będę miał motywację to pisania kolejnych. Zacząłem bowiem nowy cykl Przygód Johna, ale stanąłem na 25. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Moje Ja 24.07.02, 15:36 A pewnie, że przebrnę! I to, jak mniemam, z przyjemnością. Wysyłaj, bo nie mam. chyba że wysłaleś w ciągu ostatniej godziny. Wtedy nie wysyłaj, bo mam. Wszystko jedno. aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aard Sprawy prywatne, ale w surrealu unurzane... 24.07.02, 16:29 Tak, dzięki. odpowiedziałem Pozdro, aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aard Niedługo błąd 404... 24.07.02, 15:05 I tak oto surreal zbliża się raz większymi, a raz mniejszymi krokami do czterech setek. Już niedługo... Jakże się cieszę. aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aard Już, teraz! 24.07.02, 16:32 A imię jego czterysta i cztery. http://www.bocznica.org/~obrazek.htm%20<http://www.bocznica.org/~obrazek.htm> aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Już, teraz! 25.07.02, 09:23 Oooo, Kpiarze! Witamy. A tak poza tym, to może się znamy, że tak zagajacie? Pozdrawiam, aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
kpiarz Re: Już, teraz! 26.07.02, 19:52 Znane i poważane są działania aarda na tym forum... Odpowiedz Link Zgłoś
aard Cóż to, u licha, jest "blog"??! 25.07.02, 09:19 Ale i tak niezłe: karen.blog.pl/ aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Cóż to, u licha, jest 'blog'??! 25.07.02, 09:29 Przyznam się, że brak znajomości motywacji kaaren prowadzi do braku zrozumienia z mojej strony. Czy są jakieś motywy takowego pisania, czy to po prostu tak sobie. Jeżeli tak sobie to w porządku i jest ok. Zakręcone, dziwne aczkolwiek ciekawe. Jeżeli są motywy to się przyznam, że nie kumam. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Cóż to, u licha, jest 'blog'??! 25.07.02, 09:52 Zajrzyj na wątek: "To jest reklama mojego bloga" - może to Ci coś wyjaśni. Mnie nie bardzo. A wiesz co to jest, ten blog? aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Cóż to, u licha, jest 'blog'??! 25.07.02, 09:58 W wyszukiwarce WP wywaliło mi adres do tworzenia włanych dzinników. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Cóż to, u licha, jest 'blog'??! 25.07.02, 10:13 To by nawet miało sens. Dzięki. Że też sam na to nie wpadłem...? Pozdr, aA Rd Pieniądze to rzecz straszna... kiedy się ich nie ma. Odpowiedz Link Zgłoś
aric To co zakładamy sobie blogi? 25.07.02, 10:20 Powrzucam poszczególne Przygody Johna. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Mój blog jest tutaj - na surrealistycznej ziemi 25.07.02, 10:28 I blogam, nie każcie mi innego bloga zakladać, bo to jakaś blaga. Blogobojny aARd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Mój blog jest tutaj - na surrealistycznej zie 25.07.02, 10:32 Tak więc o pomstę do bloga wołać, by się blog wyblogował. A tak na powagę. Będziemy zakładąc stronę o zespole i związanych z tym róznych rzeczach. Postaram się dać linka do surrealu. Na razie strona w fazie planów ale zawsze. Tak więc bloga blogiem na blogach wyblogować i no more blogi. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Zastanawiając się nad sensem życia 25.07.02, 12:24 Czasem siedzę i myslę. Ogólnie to wiem, że myslenie nie jest zbyt dobre dla psychiki, gdyż natłok wątków nie prowadzi do nikąd, a co wiecej powoduje destrukcję mojego barwnego umysłu. Ale tak z umiarem, to czasem sobie pozwalam na małe odstepstwa. I co mi sie na myś nasuwa. Ano kłębią mi się mysli wokół tego dlaczego istniejemy, czy jakąś siła sprawcza nami kieruje. Czy istnieją inne dziwne stwory w innych miejscach ogromnej przestrzeni, bo jakież było by jej marnotrawstwo, gdybyśmy byli sami. I tak dochodzę do wniosku rozpatrując wszystkie ale, że jestem lekko szurniety, bo zamiast się modlić ja tu herezje wymyslam. Czy to ja jestem szutniety czy ludzie są nieświadomi? I co bedzie jak się okaże że Rick rzeczywiście sprawuje władzę? Aard poradź człowiekowi, bo rzygać mi się chce jak tak sobie myslę, i nic wymyslić nie mogę. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Sens życia... hm... 25.07.02, 15:08 Ba! Myślalem o tym, nie raz, nie sto. Głowiłem się w tygodniu i w weekendy. W roku szkolnymi w wakacje, w pracy i na urlopie. I co? Ano WYMYŚLIŁEM!! Niewiele, ale jednak. Najpierw sentencja mojego autorstwa: Żyje się po to, aby poszukiwać odpowiedzi na pytanie, po co się żyje. Że co? Że mało? Że sofizmat? A co ja poradzę? Mnie wystarcza. To znaczy nie wystarcza, bo wciąż poszukuję, ale kiedy nie mogę znaleźć, to zawsze sobie przypominam to zdanie i na kilka chwil mogę przerwać szukanie, delektując się słodko-kwaśnym jak danie orientalne smakiem tej odpowiedzi. Ale to nie koniec. Bo szukając (zgodnie z Biblią, o której mam marne pojęcie i której ideologię neguję) znajduję. I co znalazłem? Oto co jakiś czas znajdujemy odpowiedź na pytanie o sens życia. Na przykład kiedyś (kilka lat temu) stwierdziłem, że sensem życia może być miłość i życie z ukochaną osobą. Prozatorium? Ale poetyckie. Potem doszedłem do wniosku, że to za mało. To znaczy, że to jest prawda, ale nie cała. To może być treścią życia i przez jakiś czas nadawać mu sens, ale wszystko podlega erozji, miłość też, choćby niewielkiej, i nie można przeżyć życia posiłkując się TYLKO nią. Myślę wszelako, że po uogólnieniu może tobyć regułą uniwersalną. Każda kolejna odpowiedź, którą znajdziemy poszukując, okaże się prędzej czy później tylko fragmentem ostatecznej odpowiedzi. Część się być może całkowicie zdewaluuje. Ale z pozostałych fragmentów uda mi się kiedyś złożyć całość lub przynajmniej znaczącą jej część. Tak mi dopomóż Bóg. aA Rd PS. Chyba zrobię z tego osobny wątek, tutaj jednak mało kto zagląda, a warto poznać poglądy Forumowiczów na Sens Życia. PPS. Jeszcze jedna moja sentencja: Życie jest walką z góry skazaną na porażkę (śmierć), ale chcę żyć tak, żebym na łożu tejże śmierci mógł sobie powiedzić: "Walczyłem tak dobrze, że gdyby walka była uczciwa, to miałbym szanse co najmniej na remis" Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Sens życia... hm... 25.07.02, 15:22 Zyjemy po to, aby znaleźć odpowiedź po co żyjemy. Trochę maślane, ale z sensem. Ja natomiast żyje wedle reguły, że żyję bez celu, gdyż moim celem jest życie. Zawsze uważałem, że posiadanie celu w życiu jes zupełnie nie potrzebne, że zawsze dokonujemy słusznych wyborów, że nie jesteśmy całością złożoną z indywidualności, tylko indywidualnościami tworzącymi całość. Że życie poszczególnych ludzi to krzyżujące się ze sobą linie, bez początku i końca, patrz "Spojrzenie", ale gdy patrze na ludzi to się gubię. I moje założenia się walą jak bloki na Retkini. Cóż ubzdurałem sobie, że jeszcze się nie zdarzyło to co ma się zdarzyć, więc co... Więc czekam. Odpowiedz Link Zgłoś
aard . 25.07.02, 15:43 aric napisał: > Cóż ubzdurałem sobie, że jeszcze się nie zdarzyło to > > co ma się zdarzyć, więc co... > Więc czekam. • Tego przedpołudnia... - aard, 24-07-2002 10:59 • Re: Tego przedpołudnia... Gość: aard, 24-07-2002 13:49 • Re: Tego przedpołudnia... - aric, 24-07-2002 13:56 • Re: Tego przedpołudnia... - aard, 24-07-2002 14:51 • Re: Tego przedpołudnia... - aric, 24-07-2002 15:02 Czekał... aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aard Krótkie kazanie z parabolą o pleonazmie 25.07.02, 15:59 A mówią, że dziennikarze szanujących się gazet nie powinni popełniać niezręczności językowych • Koniec krańcówki na ul. Północnej (55) redakcja 25.07.02, 15:54 • Kraniec końcówki na ulicy Północnej (4) aard 25.07.02, 15:51 Na Północnej zawsze miałem końcówkę. Nie wiem jak to możliwe, ale odkąd pamiętam była tam ZAWSZE. Nigdy nie musiałem jej tam umieszczać, ani stamtąd zabierać. Po prostu tam BYŁA. Nie zadawałem sobie też długo pytania PO CO. Skoro była od zawsze, to była i już. Ale pewnego dnia wybuchł pożar w kamienicy na Nowomiejskiej. Niby nic, prawda? Pożarów jest codziennie wiele, nawet w Łodzi są prawie codziennie jakieś incydenty z ogniem. A jednak ten był szczególny. Oto bowiem na sygnale przyjechał wielki czerwony samochód straży pożarnej, wyskoczyli z niego strażacy w błyszczących hełmach na łbach i... ZABRALI MOJĄ KOŃCÓWKĘ NA NOWOMIEJSKĄ!! Potem odkręcili wodę i zaczęli gasić pożar. Ugasili. Ale po wszystkim zwinęli mnie i spakowali ze sobą do samochodu. Odjechaliśmy już bez sygnału, ale w moich myślach monotonnie jak syrena strażacka wyły słowa: Oto kraniec mojej końcówki na ulicy Północnej, oto kraniec mojej końcówki na ulicy Północnej, oto kraniec... Z tautologicznymi pozrowieniami dla Redakcji aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aard Co by zapobiec... 26.07.02, 09:34 ...upadkowi surrealistycznych obyczajów. Na razie tyle. aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aard Miłość do grobowej deski 26.07.02, 09:37 Nekrofilia i fetyszyzm w jednym. aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Ojcowskie rady 26.07.02, 10:20 To co widzę ma czasem mierne znaczenie dla moich zmysłów. Otaczający mnie ludzie i przedmioty w ich dłoniach. Przedmioty otaczające ludzi i przedmioty otaczające przedmioty otaczające ludzi. Przestrzeń otaczająca przedmioty otaczające itd. Nie ma znaczenia dla mnie sens ich istnienia. Ktoś powiedział kiedyś, że życie bez celu nie ma sensu. Ja natomiast chciałbym zaprzeczyć tej wypowiedzi. Ci jest celem? Czy to aby osiągnąć kiedyś wysoki poziom życia, posiadać rodzinę, pieniądze, dom? Czerpać zadowolenie z tego co w sumie nie potrafi zadowolić? Czy wystarczy dążyć do tych rzeczy aby żyć? Ci, którzy tak żyją nie zauważają, że żyją. Tak ich pochłania obrany cel, że zjadają dzień za dniem nie zwracając uwagi na otaczające ich przedmioty i ludzi z przedmiotami. I wracamy do początku. Czy ja także posiadam jakiś cel? Mówię, że widzę, ale nie zwracam uwagi? Hipokryzja czasami pomaga w obranej drodze. Wolność pomaga przetrwać, a osoba, którą widzę, nawet gdy jej przy mnie nie ma, stanowi źródło mojego działania. Życie bez celu jest więc niczym więcej jak tylko istnieniem. Życie z celem obranym sobie za priorytet jest ślepotą, która postępuje. Przebudzenie następuje zbyt późno, by marzyć o powrocie do beztroskiej miłości wobec otaczających nas przedmiotów i ludzi z przedmiotami w rękach. Warto więc żyć bez celu, aby zobaczyć wszystko bardzo jasno i nie zastanawiać się czy to co widzimy to rzeczywistość czy fikcja wyimaginowana przez nasze receptory. Więc wstań młody człowieku i podążaj do szkoły, mysląc, że dzień ten będzie twoim pierwszym ważnym dniem w twoim życiu, w którym od teraz nie będziesz miał celu. I posłuchaj jeszcze jadnej rady twojego starego ojca. Życie bez celu musi się stać właśnie twoim celem, bez priorytetów, wartosciowania innych i bez zastanawiania się nad przyszłością. Ja obudziłem się w dobrym momencie, by wpoić ci wszystko to co leży mi na sercu. A tera smarkaczu zmykaj i nie mów o niczym matce, bo dostanie zawału, dowiedziawszy się jakimi jej stary karmi cie herezjami. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Ojcowskie rady 26.07.02, 10:25 Dlaczego wstydzisz się swoich poglądów? Pozdrawiam, aA Rd PS. To jest mądre. Nie zgadzam się z tezą, ale podziwiam. Szczerze. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Ojcowskie rady 26.07.02, 10:34 Wcale się nie wstydzę, ale i tak ludzie pozostaną uczestnikami wyscigu szczurów, to nadaje im sens życia, chociaż nie wiedzą, że jednocześnie ich zabija. Wiesz z wieloma ludzmni próbowałem rozmawiać, ale to nie dociera. A za co bedziesz żył? Pieniądze to podstawa. Fakt, bez pieniędzy ani róż. Ja zarabiam, moja żona zarabia i co z tego. Jeżeli nie bedziemy się cieszyć z tego, że żyjemy, tylko dlatego, że żyjemy, to życie nie ma sensu. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Ojcowskie rady 26.07.02, 10:42 aric napisał: > Wcale się nie wstydzę, To dobrze, bo kolejna wzmianka o "herezji" mnie zaniepokoiła. Pozdrawiam, aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Ojcowskie rady 26.07.02, 10:48 Lubię herezję, fascynuje mnie, czasem bywam heretykiem, ale tylko żeby się przekonać co sądzą inni. Czasmi warto podszyć sie pod poglądy innej osoby i wtedy mozna się dowiedzieć kim ta osoba w rzeczywistości jest. Ciekawe doświadczenia. Polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Ojcowskie rady 26.07.02, 10:53 Dziękuję za polecenie. Stosuję to od dość dawna. Tylko że stosunkowo często obraca się przciwko mnie... aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Szara świadomość, nie brać na poważnie 26.07.02, 11:14 Inaczej mówiąć, zabawiłem się w próbę rozszyfrowania kompleksu Boga: Gdy tylko wydobedę się z szarej świadomości, dobędę pistoletu i zacznę strzelać. Moje ofiary będę dobierać ostrożnie, z rozwagą, tylko w jednym celu. Trzeba wyeliminować tylko to co nie pasuje do reszty. I tak, pierszy, który by zginął byłby chyba najszczęśliwszym trupem w chistorii. Na wieki stałby się nieśmiertelny. Pamięć o nim nie mogłaby wygasnąć do konca ludzkości. Uśmiercił go wybraniec z pełnym magazynkiem w śmiercionoścnej broni. Kim jest ten, który umrze? Właściciel pieknego domu, drogiego samochodu, eleganckich ubrań. Właściciel ludzi dających mu zadowolenie. Posiadacz kawałka plastiku z nieograniczonymi mozliwościami. To on zginie pierwszy. Jego dobra materialne przejdą na moją własność, a ja zajmę jego miejsce. Na trochę, na kilka chwil. Na tyle, by poczuć jego siłę oddziałowywania. Później odejdę zostawiając wszystko innym. Nastepnie odbiorę życie człowiekowi, który nic nie ma, poza czapką trzymaną w przemarznietej dłoni. On także będzie szczęśliwy odchodząc z tego świata, a ja zajmę jego miejsce, by poczuć jego bezsilność. Na trocę, na mniej niż kilka chwil, na tyle by zapragnąć śmierci dla każdego, który podaruje mi odrobinę serca. Gdyż lepiej nie mieć dobroci w sobie, bo stajemy sie słabi i nie dajemy sobie rady z codziennością. Będę celował w tych, którzy są silni, twardzi, źli. Zabije wszystkich i zostaną sam. A może nie... Zmieniłem jednak zdanie, gdy zabiłem drugiego, polubiłem to i uzależniłem się od uśmiercania. Potem wskrzeszę istoty czyste i ukształtuję je na swoje podobieństwo. Ja jestem tym jedynym, który jest panem życia i smierci. Jestem wszechmocny i tak ma być. Takie bowiem są przywileje nowego zbawiciela. Czy jestem wpełni rozumu? Hihi. Odpowiedz Link Zgłoś
eyemakk Re: Wątek surrealistyczny 26.07.02, 13:55 Wrocilem z wakacji. lepiej pozno niz wcale, a dla mnie i tak o pare dni za wczesnie. Dziewczyna na dzialce a ja wydaje majatek dzwoniac na komorke. Napisalbym ze pojde z torbami, ale toreb nie mam jeno dwa plecaki duzy i maly... A teraz tak nonsurrealnie: przede wszystkim ciesze sie, ze watek nie umarl. jest wielki! ale mam pytanie: kim jest(es) Aric? ps. ja to przeczytam... wszystko... w swoim czasie. ale teraz mam tylko pol godziny w tym przybytku, a w domu wchodzic w net na razie nie bede. inaczej pojde z plecakami... Odpowiedz Link Zgłoś
aric Odpowiadam 26.07.02, 14:02 Witam cię i po krótce wyjaśniam. Reszte dopisze aard, bo mnie jakoś nie wypada. Kim jestem? Przyjacielem świata o światopoglądzie nieokreślonym. Czasem wymyslam cos i niekoniecznie cos mądrego, a tak to ze mną jest, że nie boje się swoich leciutkich odchyleń. Nie szkodliwy jestem. Pozdrawiam weterana i zapraszam do odnalezienia Wątek suurrealistyczny - Sequel, oraz Prequel. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Odpowiadam 26.07.02, 14:56 aric napisał: > Pozdrawiam weterana i zapraszam do odnalezienia Wątek suurrealistyczny - > Sequel, oraz Prequel. Ja też polecam Ci, drogi Eyemakku, te dwa wątki. Ale UWAGA: w podanej kolejności. A zacząć trzeba tutaj, przy postach o wojnie jeży z psami. Potem sequel, a potem prequel. Miłej lektury. aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aard Eyemakk - nareszcie!! (tęskniłem...) 26.07.02, 14:45 Witaj Eyemakku powakacyjny!! Na długo do Łodzi? Jeśli tak, to czemu tak wcześnie, przecież wakacje jeszcze w toku... Kobieta, co...? Jezu, jak się cieszę... aA Rd PS. Aric przedstawił się sam, a ja tylko powiem, że jest git-surrealowcem i w pełni zasługoje na wątkostwo w naszym członku. Zresztą sam oceń. Odpowiedz Link Zgłoś
yavorius aard!!! Tęskniłem... 27.07.02, 09:26 Guess whos back, back again Yavorius' back, tell a friend Guess who's back, guess who's back, guess who's back Guess who's back... Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: aard!!! Tęskniłem... Ja też Yavoriusie 29.07.02, 09:11 Czy teraz będziesz znów często gęsto surrealował? Pisz. pisz, pisz. Niech tysiączne posty na naszym wątku suę ścielą, a strona już w ogóle i absolutnie nie chce się otworzyć! pozdrawiam poniedziałkowo. aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Coś romantycznego 26.07.02, 15:51 Napisałem to kiedyś w poczuciu głebokiego spokoju ducha. Tak przed łikendem dla potomności: Kiedyś, nie wiadomo jak dawno temu była sobie piekna kobieta. Czasami mówi się, że czasy te były ciężki, czasem, że piekne, a czasem, że razazem smutne i radosne. Nikt dokładnie nie może powiedzieć, jak to było naprawdę z tym okresem, w którym urodziła się, dorastała, kochała i nienawiadziła zarazem piekna kobieta. Jedyne co jest pewne, to że kiedyś była i zawładneła umysłem pewnego mężczyzny. Nie umiał on do konca wyrazić tego co czuł. Nie mógł znaleźć sobie miejsca na świacie, chociaż był przy niej. Oddał jej to co miał najcenniejszego, swoją wolność i niezależność. Pragnął by piekan kobieta stała się jego nauczycielem i uczniem, jego guru, mentorem, jego przyjacielem. Nie potrafił jednak pozbyć się smutki w swojej duszy. Nie poddawał się prostemu biegowi uczuć i zapominał, że dawanie szczęścia było jego pierwszorzędnym zadaniem. Zawiódł i musiał odejść. Nie rozumiał, dlaczego każde jego słowo, każdy czyn był bacznie obserwowany i analizowany, zamiast przyjęty i zaakceptowny. Taki był los tej kobiety i jej mężczyzny. Mijały chwile, mijały wraz z ogniem, który palił ich wnetrz. I nigdy nie wiedzieli czy kiedykolwiek on się wypali, czy może bedzie trwał wiecznie. Ona dręczona brakiem pewności siebie, on przygnębiony z powodu jej trosk. Każde chciało szczęścia drugiej osoby, a jednak nie było im dane dzielić go wspólnie. Dawno to było i nie należy tego rozpamietywać. Jedynym powodem, że opowieść ta jest przekazywana innym jest to, czego już się teraz nie spotyka. Wyrzuty sumienia. Za coś, co nazywano błędami, nietaktem, brakiem dobrego smaku. Brak pewności, że druga strona zrozumie o co tej pierwszej chodzi i przyjmie wszystko ze spokojem, bez wnikania w pojedyncze słowa. Nigdy w tamtych casach tak się nie działo. Istniały kompromisy, zamiast wzajemnego zrozumienia. Ustepstwa, udawanie, konspiracja uczuć. I dopiero gdy mój pradziadek zrzucił z siebie maskę i nakazał wszystkim by przestali bać się własnych uczuć, wszystko stało się piekne i proste. A czas stanął w miejscu, dając wszystkim mnóstwo przyjemności z powodutego, że przestał płynąć. I żegnam się do poniedziałku, gdyż za 15 minut rozpoczynam łikend. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Coś romantycznego 29.07.02, 09:08 czasem mam wątpliwości, czy Twoje teksty nie są zbyt mądre i głębokie jak na surreal. Ale pisz dalej, drogi Aricu, bo powoli Ty stajewsz się moim mentorem :-)) aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Coś romantycznego 29.07.02, 09:28 E tam, takie tam sobie pierdoły piszę, bo czasami mnie coś napadnie zależnie od nastroju, patrz Szara Świadomość, kilka postów wyżej. A tak wgóle to stwierdzam, że wątek ten, zaczyna otwierać się coraz wolniej i aardzie masz wiadomość, niesioną na falech światłowodów, poprzez cyfrowe centrale i tak dalej, zaczynakąc od palców a na oczach kończąc. Odpowiedz Link Zgłoś
dwoch_mezczyzn Re: Coś romantycznego 29.07.02, 10:41 aric napisał: aardzie masz > wiadomość, niesioną na falech światłowodów, poprzez cyfrowe centrale i tak > dalej, zaczynakąc od palców a na oczach kończąc. I wzajemnie Aricu. A co otwierania, to skomentowałem to kilka postów wyżej w "aard... tęskniłem - ja też yavoriusie" czy jakoś tak. aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
dwoch_mezczyzn Qfa, ale gafa! 29.07.02, 10:43 Całą nadzieja w tym, że mało kto tu zagląda... dwóch mężczyzn Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do. Re: Qfa, ale gafa! IP: 129.194.53.* 29.07.02, 10:45 HIHI, niestety :-)))))))))))))))))) Brawo aard! Do. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do. Re: Coś romantycznego IP: 129.194.53.* 29.07.02, 10:26 aric napisał: > Nigdy w tamtych casach tak się nie działo. Istniały kompromisy, zamiast > wzajemnego zrozumienia. Ustepstwa, udawanie, konspiracja uczuć. I dopiero gdy > mój pradziadek zrzucił z siebie maskę i nakazał wszystkim by przestali bać się > własnych uczuć, wszystko stało się piekne i proste. A czas stanął w miejscu, > dając wszystkim mnóstwo przyjemności z powodutego, że przestał płynąć. > I na szczescie, bo w stojacym czasie kobieta zrozumiala, ze to co pali ja we wnetrzu to potrzeba tego mezczyzny i juz nie mogla zaprzeczyc, ze tak wlasnie musi byc i jej madrosc cala na nic skoro tak jej kaze dusza. A mezczyzna na chwile bezchwilowa zamyslil sie i przyznal, ze to co uwazal za chec dawania nie bylo bezinteresowne i teraz juz mu wszystko jedno, musi wrocic, musi umiec, musi na nowo... Pradziadek mial racje. Tylko, ze oni byli bardzo daleko od siebie. Czy spotkaja sie? -------------------- Do. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Coś romantycznego do Do 29.07.02, 10:58 Gość portalu: Do. napisał(a): > Tylko, ze oni byli bardzo daleko od siebie. > Czy spotkaja sie? Spotkali się niecałe dwa lata temu. I żyja w szczęściu, przynajmniej na razie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do. Re: Coś romantycznego do Do IP: 129.194.53.* 29.07.02, 11:06 Sliczne. Do. Odpowiedz Link Zgłoś
vladip Tajemnice surrealu 29.07.02, 10:56 Właśnie odkryłem, że jeżeli wydrukuje się cały wątek surrealistyczny (każdy post na osobnej kartce) rozłoży go na podłodze i czyta poruszając się ruchem konika szachowego to traci on cały surrealistyczny charakter... Czyżby był to sposób na odczytanie tajemnic wszechświata? pzdr vladip Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Do. Re: Tajemnice surrealu IP: 129.194.53.* 29.07.02, 11:05 To dopiero zaczyna byc tajemnicze!!! Do. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Re: Tajemnice surrealu IP: 195.117.14.* 29.07.02, 11:06 vladip napisał: > Właśnie odkryłem, że jeżeli wydrukuje się cały wątek surrealistyczny (każdy > post na osobnej kartce) rozłoży go na podłodze i czyta poruszając się ruchem > konika szachowego to traci on cały surrealistyczny charakter... > Czyżby był to sposób na odczytanie tajemnic wszechświata? Niezłe, ale w takim razie na pewno jest rozkład tych kartek na podłodze (hali fabrycznej? lotniska w Chicago?). Jakiego użyłeś, normalnego czy t-studenta? A może Shapiro-Wilka? aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
vladip Re: Tajemnice surrealu 29.07.02, 11:20 Gość portalu: aard napisał(a): > Niezłe, ale w takim razie na pewno jest rozkład tych kartek na podłodze (hali > fabrycznej? lotniska w Chicago?). Jakiego użyłeś, normalnego czy t-studenta? >A może Shapiro-Wilka? > to chyba oczywiste że posługiwałem się zbiorem Mandelbrota pzdr vladip Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Re: Tajemnice surrealu IP: 195.117.14.* 29.07.02, 11:29 vladip napisał: > to chyba oczywiste że posługiwałem się zbiorem Mandelbrota Migdałowy chlebek, mniaaaaam... W takim razie idę poskakać. skoczaARd Odpowiedz Link Zgłoś
kitana Re: Wątek surrealistyczny 29.07.02, 12:28 Próbowałam to wszystko przeczytać, ale niestety, cieżko było i poznałam tylko co któryś list. To jest bardzo chore, a najbardziej chory jest chyba Aric, mam nadzieję, że nie szkodliwy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Witamy na surrealu! IP: 195.117.14.* 29.07.02, 12:44 Oj Kitana, Kitana..... Aric na pewno się ucieszy z Twojego osądu. Gorzej z resztą - jak mogłaś nas tak skrzywdzić? Pokręcony jak fasolka szparagowa aARd PS. Trzy świnki weszły na szczyt lustra i ujrzały otchłań pod kopytkami. Pomyślały chórem: "o ja pierdolę" i czym prędzej włączyły motorki żeby odlecieć na bezpieczny koniec tęczy. Garnka nie było... aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aric Re: Witamy na surrealu! IP: *.wonlok.com.pl / 172.27.18.* / *.wonlok.com.pl 29.07.02, 13:03 Ja osobiście uważam, że jestem całkiem normalny, a inni są zdecydowanie zkreceni bardziej ode mnie. Spójrz uważnie np na takiego aarda, on to potrafi zakrecić, niczym moja żona weki. Ja tylko tak sobie postukuję w klawiaturę, myśląc, że jestem oryginalny, a tu masz ktoś cię od chorych wyzywa. Wstydź się Kitano, bo na tym tku nie tylko ja jestem chory. Wszyscy są chorzy, aczkolwiek rzeczywiście nieszkodliwi. I gdy tak stukmam po klawiszach, to literki zdają się zamazywać, a mgła ogarnia moje oczy, im wiecej uderzeń tym bardzie niejasno widzę, ale cóż to coś się pojawia, to jakiś napis. Tak, zaczynam go widzeć wyraźniej. Jest, teraz wiem co jest napisane: "idź do lekarza". Więc wstaję i idę, ale niestety mgła spowija moje oczy jeszcze bardziej i uderzam w drzwi, które są jak na złość w kolorze mgły, i zasypiam, a jak sie obudzę, to sie napiję czegoś mocniejszego, bo mi się we łbie poprzewracało. A moja zona tyle razy mówiła, nie jedz tych grzybków z trawnika. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Czasem miewam halucynacje 29.07.02, 16:16 Czasem mi sie zdaje, że ja to nie ja, bo jak mogę być sobą, gdy każdy mówi, że jestem kimś innym? Cieżko mi wtedy dojść do siebie, bo przecież stoję tak daleko, że nie mogę się dojrzeć. Wtedy zamykam oczy i widzę ciemność, która ogarnia mnie zewsząd. A później pojawia się światło oznajmiające, że ktoś mi otworzył oczy, wbrew mojej woli, ale nikogo obok mnie niema, oprucz mnie, który stoi obok. Wtedy stwierdzam, że mam halucynacje i idę umyć twarz w zimnej wodzie. Dochodzę do umywalki i co widzę, na krawędzi białej ceramicznej umywalki siedzę sobie ja, mały wpatrzony w niklowany kran. Po odkręceniu wody przeze mnie, patrze się z tej krawędzi na strumień i zaczynam przemijać wraz z płynącą wodą. I topię się w odkreconej przeze mnie wodzie, spływam do kanalizacji serfując na mydle upuszczonym przeze mnie. Cóż, jak się nad tym zastanowić, można o mnie powiedzieć, że spłukałem swoje ja, które już było tak małe, że zmieściło się miedzy oczka sitka. Odpływam zostawiając siebie wycierającego sie ręcznikiem. Pozbyłem się siebie, stając sie znów sobą. Aż do kolejnych halucynacji. Muszę chyba mniej jeść tych grzybków z bezkresnych łąk średniowiecza. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Czasem IP: 195.117.14.* 30.07.02, 10:26 Czasem wydaje mi się, że włączam komputer. Wchodzę w Internet Exporera i na Forum GW. Jest to tak realne przywidzenie, że mogę nawet czytać wątki. Cóż z tego, kiedy wszystkie są jakieś pokręcone. Właściwie, gdyby nie surrealizm tych wątków byłbym przekonany, że to się dzieje naprawdę. Ale na szczęście to zdradza tego wrednego halucynogennego robala, który siedzi we mnie. Już ja go kiedyś dopadnę! Nie daruję skurczybykowi i wszystkie surrealistyczne i rzeczywiste flaki mu wypruję!! Zrobię to! Zaraz, natychiast!! Jak tylko wyplączę ręce z tych długich rękawów... aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Wątek surrealistyczny 30.07.02, 10:18 Dziś w nocy miałem sen, wszystkiemu winne są grzybki. Moja głowa urosła do takich rozmiarów, że mój kark nie był w stanie jej utrzymać, więc do pracy idąc szurałem głową po chodniku, idąc tyłem. W tamwajach było piekło, najpierw trzeba było wciągnąć głowę po schodach, a ta ciężko się odijała o każdy stopień, a później nikt mojjej głowie nie chciał ustąpić miejsca. I musiałem tak stać zgiety w pół, z głową na podłodze tramwaju. Kurde, jak mnie bolał krzyż. Gdy wreszcie dotarłem do pracy, okazało się, że głowa tak mi urosła, że nie mogę się zmieścić w drzwiach, więc usiadłem na schodach i zacząłem płakać. Z moich oczu ciekły łzy spływając prosto z głowy na wybetonowane stopnie. No i pojawiła się krew, cieknąca z ran powstałych podczas szurania i odbijania sie głowy. Bolało jak cholera, ale byłem twardy. Wyjąłem z plecaka szpikulec, zawsze noszę w plecaku szpikulec, na wszelki wypadek, jakby mi napuchła głowa, i wpiłem go sobie w ucho. Syknęło, a ja odfrunąłem i zapadła ciemność. Potem jasność. Obudziłem się naprawdę, pomacałem głowę. Wszystko było w porządku. Muszę wreszcie zacząć słuchać żony, bo te grzybki mnie w końcu uśmiercą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Dżizys, Aric... IP: 195.117.14.* 30.07.02, 10:38 Albo coś bierzesz, albo ... Gratuluję wyobraźni. Qrcze, jak w reklamach... aA Rd PS. Jakich reklamach? Oczywiście - przyszłości. Twoja praca wymaga wiele czujności i zaangażowania? Zawsze musisz mieć oczy dookoła głowy? Zgłoś się do "Kliniki Pokorski"! "Klinika Pokorski" w serii kilku całkowicie bezbolesnych operacji w ciągu dwóch tygodni wstawi Ci trzy nowe pary oczu - po jednej na każdą stronę głowy! Dla klientów, którzy zamówią usługę ekspresową lub przyjdą z partnerem/ partnerką brylantowe powieki lub wymiana starych oczu GRATIS!! "Klinika Pokorski" zaprasza codziennie od 6 do 24, a w niedziele cała dobę! Pokorski - your life is more than meets the eye... Do ZOBACZENIA! Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Dżizys, Aric... 30.07.02, 10:44 Czy oglądasz czasem telewizję? Ja dość często. Chociaż ostatnio mnie, ze wzgledu na braki w ilości kanałów. Kiedyś byłem tv maniakiem, ale żona mnie troche wyleczyła. Moje dziwne wypociny, to pozostałości po tym co obejrzałem i przeczytałem. Natchnienie samo mnie nachodzi, jak troche poogladam tv i coś mi się przyśni. Ostatnio lubię Total Rekall. Odpowiedz Link Zgłoś
dwoch_mezczyzn Re: Dżizys, Aric... 30.07.02, 10:55 Rzadko oglądam. I właściwie niegdy "telewizję", tylko zawsze jakiś konkretny program. Szkioda, że nie ma kanału z samymi reklamami. Wtedy bym oglądał. A co do telewizji, to wolę bardziej twórcze, rozwojowe zajęcia. Choćby czytanie lub zgoła pisanie. Na surrealu i nie tylko... aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Dżizys, Aric... 30.07.02, 11:12 Czyżby znów rzeczywistość się pomieszała z fikcją. Czy d_m to a. czy a. to d_m. Pilnuj się, surreal cie trzyma. Odpowiedz Link Zgłoś
dwoch_mezczyzn Re: Dżizys, Aric... 30.07.02, 13:28 d_m to depeche młode. A nie żadne a. A.le o co chodzi? A. może nad morze? d_m Odpowiedz Link Zgłoś
aric To wszystko przez te halucynacje 30.07.02, 13:37 Dzisiaj na przykład nie mogłem odróznić kota od klamki. Próbowałem otworzyć drzwi a coś ciągle piszczało, a ja nie mogłem się wydostać z sypialni. Dopiero gdy zona krzyknęła kot przeistoczył się w klamke i ruszyłem z pełnym pęcherzem w kierunku ustepu. Po drodze zaryłem czaszką o ławę, bo ta moja głowa coraz cięższa się staje. Odpowiedz Link Zgłoś
aric A grzybki mnie drążą. 30.07.02, 11:05 Cholera, wcisnęło mi się enter. Nieświadome poczynania kończyn zaczynają mnie drażnić. Ostatnio żona przyłapała mnie jak lizałem ekran telewizora. Jej cierpliwość chyba zaczyna sie kończyć. Nie wiem dlaczego to robiłem. Gdy zapytała co się dzieje, odwróciłem się tylko i z głupim uśmiechem powiedziałem, że widziałem bardzo wielkiego dropsa anyszkowego. Nadal nie wiem skąd to wszystko pamietam. Zdawało mi się, że drops na ekranie, którego właściwie nie było, mówił do mnie w jezyku który znałem z dzieciństwa, jak jeździłem z dziadkiem po stepach Ukrainy. Zagadywał, jaka pogoda i itd, a póxnie zapytał czy niechciałbym go pocałować. Na co odparłem z chęcią i właśnie wtedy mnie żona przyłapała. Zapytała nastepnie jakiego dropsa, skoro telewizor jest wyłączony, i dlacego ubrałem sie w futro. Chlera, kompletnie nie wiedziałem co jej odpowiedzieć. Nie wiem jak długo jeszcze będzie przy mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
dwoch_mezczyzn Przeczytałem!!! Uff... 30.07.02, 10:48 A niech to, Panowie (Panie wybaczcie, ale wydaje się, ze patriarchat na tym wątku jest przytłaczający, czyżby Damy twardziej stąpały po ziemi?). Ten wątek jest POPIEPRZONY i to zdrowo, nie bez soli! Ale PODOBA MI SIĘ! Szkoda, że dopiero teraz pojawiłem się na Forum. Tyle tu się ciekawego działo, a ja, przeczytawszy wszystko na raz, mam totalny mętlik w nadymającej się z wolna głowie. W każdym razie zapewniam Was, że nim wstanie świt, roziweje ranne mgły, będziemy już pląsać w blasku nigdy nie gasnącego ogniska, rozpalonego u wejścia do groty przeznaczenia. Wszystkie samice jeżozwierzy przysiądą się do tapirów i za dwa kiwnięcia ogonem fryzury będą gotowe. Byle wikingowie nie przybyli przed czasem, bo lipa... Ale i tak nie dojdzie nas tam słońce, przyrzekam ja tobie. Zawżdy. Azaliż i wyliż (za Yavoriusem). Tak miło Was poznać :-)))))))) Pozdro, d_m Odpowiedz Link Zgłoś
aric Wyjściem z matni jest długa kiełbasa 30.07.02, 12:13 Myslałem, że wreszcie się pozbyłe grzybków z organizmu, ale jakoś kurde nie chcą się odczepiś. Dzis rano wstałe, bez żadnych halucynacji i poszedłem do lodówki przekasić na sniadanie. Zaglądam, a tam jedynie kiełbasa. Najzwyklejsza kiełbasa w naturalnym flaku. Aż wsadziłem głowę, aby się dokładnie rozejrzeć czy w lodówce jest może coś jeszcze. Zrobiłem dwa obroty szyją o 360 stopni, wyjąłem kiełbasę i zamknąłem lodówkę. Co było nie tak. Przecież odstawiłem grzybki, a tu kręcę głową lepiej niż sowa. Cóż, pomyslałem, że mam taki dar. Położyłem kiełbasę na talerzu i zasiadłem za stołem. I tutaj stało sie coś nieoczekiwanego. Wziąłem kiełbasę do ręki i pociągnąlem w kierunku ust. A kiłbasa coraz dłuższa. Bdy zjadłem kawałek, drugi koniec kiełbady twkwił wciąż przytwierdzony do talerza, a talerz leżał na ławie jakby przklejony, klej, też czasami wącham. I tak sobie pożerałem kawałek za kawałkiem tej kiełbasy, 10, 20, 50, 100 cm i nie mogłem przestać. A brzuszek pęczniał. Po około 7 metrach wreszcie się skończyła. Wtedy wstałem i ruszyłem ku oknu, a cieżko było, oj ciężko. Otworzyłem okno, a kiełbasa zaczęła wychodzić ze mnie, zmniejszając stopniowo moją wagę. Gdy wyszła cała, złapałem końcówkę i przywiacałem do kaloryfera pod oknem. Drugi koniec dotykał ziemi na podwórku przed oknem. Zacząłem schodzić na dół, a potem się ocknąłem. stałem przed drzwaimi frontowymi i próbowałem wyjść z mieszkania, ale żona mnie zamknąła i zabrała grzybki, bym ich wiecej nie jadł. Jadnak mój mózg pracował ciągle wymyslając kolejne drogi ucieczki z mieszkania. Grzybki to straszne uzależnienie. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Aardzie, może grzybka? 30.07.02, 14:37 Świat jest piekniejszy, a i surreal jaki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Można by :-)) IP: 195.117.14.* 30.07.02, 14:44 Można też na wzór Twojej "Palarni" założyć "Grzybiarnię" - przyda się zwłaszcza wtedy, jak się tutaj całkowicie zatka i trzeba będzie zrobić W.S.(2) Póki co powiedz, jak to się je, bo jeszcze nie miałem okazji... aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
aric Prosta sprawa 30.07.02, 14:49 Idziesz na dwór, znajdujesz kawałek trawy, szukasz czy istnieja jakieś fungi, a potem do buzi i żujesz. Przełykasz i czekasz jak brzuszek zaboli. To objaw trawienia, pierwsze kilka razy tak jest. A potem trzeba kogoś by był na tyle silny aby cię z tego wyleczyć. Pamietaj, grzybki to wredne paskudztwa, jak cie raz dopadną, to dupa blada. Ale, mimo to warto. Trochę szkodzą na głowę, lecz świat wydaje się mega surrealistyczny. Odpowiedz Link Zgłoś
aard =============GRUBA KRECHA=============== 30.07.02, 15:43 która odgranicza posty niekonqrsowe od konqrsowych. Wszystko co poniżej (do następnej GRUBEJ KRECHY będzie podlegało ocenie kapituły w konkursie w najbliższym tygodniu. Następna GRUBA KRECHA w środę o 9.00 (i ta porą będzie stała co tydzień) aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
dwoch_mezczyzn Więc wszyscy się boją zacząć pod GRUBĄ KRECHĄ? 31.07.02, 09:33 To może ja: Raz uciekły z pozłacanej klatki Cztery małe pluszowe niedźwiadki. Szły na wschód, w kierunku słońca. Słońce wzeszło gwałtownie, jak na zwrotniku. Zabłysło z siłą milionów megaton. Po chwili nadeszła też fala uderzeniowa. Na termiczną nie trzeba było długo czekać. Zrobiło się gorąco. Pierwszemu niedźwiadkowi stopiły się oczy. Płakał przy tym rzewnymi ebonitowymi łzami. Drugiemu przypalił się nos - ciężki zapach spalonego plastiku niósł się po okolicy. Trzeciemu futerko osmaliło się tak bardzo, że ze złotawego zmieniło się w czarne jak skrzydło kruka, tyle że bez granatowego połysku. Ostatni przykrył się prześcieradłem. Wszystkie razem zaczęły się czołgać w kierunku najbliższego cmentarza, to znaczy na wschód. Tam właśnie w cieniu wielkiego grzyba upiornym uranowym blaskiem świeciło Miasto... d_m Odpowiedz Link Zgłoś
aard Natomiast w tym samym czasie daleko na zachodzie 01.08.02, 09:09 ... trzy świnki spokojnie grały w skata. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nie miały kart, a poza tym (podobnie jak autor) nie miały pojęcia, jak się w TO gra. Co nie przeszkadzało im grać z zapałem i zaangażowaniem. Do czasu. Kiedy wzeszło słońce przeciągnęły się i wciągnęły w nozdrza rześki zapach pustyni. Kiedy ponownie spojrzały na wschód, Nabuchodonozor rzekł: a właśnie, mieliśmy przecież iść na grzyby! Odpowiedz Link Zgłoś
aric Ach, wiedziałem, że przełom blisko. 01.08.02, 09:25 - Gzybki? - zapytała jedna z trzech świnek. - Tak, takie małe coć co kapelusz posiada. - opowiedziała druga - A co się z tym robi? - trzecia zapytała. - Ano je się i ma się wizje. - odpowiedział nadęty Nobuhodonozor. I poszli szukać grzybków, a peleryny powiewały im w rytm bezwietrznej pogody. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Dwie chinki 31.07.02, 10:29 Dwie Chinki przyszły pod koniec imprezy. Wprosiły się na moje przyjęcie urodzinowe. Nie odmówiłem im posiłku, napojów alkoholowych i zabawy, gdyż powiedziały, że pracują w zoo. Bardzo lubiłem zwierzęta, a ponieważ impreza miała się ku końcowi przydały się nowe twarze, w dodatku ze skośnymi oczami. Bawiłem się więc, tańczyłem z dwiema Chinkami do momentu zejścia. Film mi się urwał i obudziłem się dopiero około południa. *** Gdy obmyłem twarz i wypełniłem organizm odpowiednią ilością płynów, postanowiłem udać się do dużego pokoju. Nie spodziewałem się zbyt szczególnych atrakcji, lecz na środku dywanu stał sobie niczym nie wzruszony mrówkojad i wpatrywał się w okno balkonowe. Osłupiałem, a po chwili rozejrzałem się dokoła. Matka siedziała na kanapie. - Co to jest? - Spytałem ją. - Mrówkojad. - Odpowiedziała. - Wiem, że to mrówkojad, ale skąd się wziął? - Dwie Chinki rano przyniosły. - Odpowiedziała matka i zaczęła czytać gazetę. W tym momencie do pokoju weszła moja siostra niosąc w dłoniach miskę pełną mrówek. - Śniadanko. - Zawołała do mrówkojada i postawiła mu przed ryjkiem posiłek. On natomiast zabrał się do spożywania. Przy pomocy długiego języczka wciągał coraz większe ilości mrówek. Był szczęśliwy. - Skąd się wziął ten zwierzak? - Zapytałem ponownie, tym razem siostrę. - Dwie Chinki przyniosły rano. - Odpowiedziała. Postanowiłem zapytać inaczej: - Dlaczego? - Bo wczoraj ciągle marudziłeś, że chciałbyś mrówkojada. Pewnie tego nie pamiętasz, bo byłeś zalany jak bela, ale one pamiętały. Przyjdą po niego wieczorem. Byłem lekko zaniepokojony o stan mojego umysłu. Co mi strzeliło do głowy. Mrówkojada do domu sprowadzać. *** Minęła godzina, mrówkojad zaczął się przeraźliwie wiercić, co według mnie nie było dobrym znakiem. I stało się, mrówkojad najpierw puścił bąka, następnie się sprężył i wypróżnił na dywan. Co to był za widok. Niezapomniana chwila. Mrówkojad srający w twoim własnym domu na twój własny dywan. Jednak nie był to koniec dzisiejszych atrakcji. Niecałe pięć minut później okazało się, że nie był to mrówkojad płci męskiej, jak to z góry założyłem. Pani mrówkojadowa bowiem położyła się nieopodal swoich ekskrementów i urodziła sześcioro małych mrówkojadów. Trwało to niespełna chwilę. Następną niecałą chwilę zajęło im wstanie na nogi i ustawienie się w dwuszeregu za swoją matką. Wszyscy jednocześnie zasalutowali prawymi przednimi kończynami i oświadczyli chórem: - Idziemy walczyć za naszą ojczyznę. Tego było za wiele. Nie czekając na dalszy rozwój wypadków wyszedłem na balkon w celu zaczerpnięcia odpowiednich porcji powietrza. A tu czekała mnie następna niespodzianka. Na balkonie leżała bowiem kobieta. Miała jakieś trzydzieści lat i nie oddychała. Rozpocząłem więc reanimację. Odchyliłem jej głowę w tył. Pięć ucisków w dolnej części mostka na serce i jeden głęboki wydech powietrza z moich do jej płuc. Powtórzyłem tę czynność kilkakrotnie. Kobieta wreszcie się ocknęła, podobnie jak ja. To był tylko popołudniowy sen. Obudziłem się pięć minut przed godziną szesnastą. *** Chyba zbyt dużo gier komputerowych i serialu „Ostry Dyżur”. Odpowiedz Link Zgłoś
kpiarz Re: Dwie chinki 31.07.02, 10:41 Jezus Maria! Ludzie wody! Co tu się dzieje! W sianokosy usiadłem. Odpowiedz Link Zgłoś
aric Dwie chinki do Kpiarz 31.07.02, 10:46 A czytaj, a nie wstaniesz, taki to jest surreal. Odpowiedz Link Zgłoś
dwoch_mezczyzn Czemu... 31.07.02, 15:43 Czemu na tak fajnym wątku jest tak mały ruch? Czemu nie można budować mist na dnie oceanów? Czemu dinozaury wyginęły a starsze ewolucyjnie rekiny żyją? Czemu pies ci mordę lizał? Czemu tu się dziwić? Czemu większość światowych przebojów jest po angielsku? Czemu Enrique Iglesias ma tę kurzajkę? I po czemu truskawki? d_m Odpowiedz Link Zgłoś
aric Czemu? A temu. 31.07.02, 15:56 Z mojego doświadczenia, a grzybki wciąż swoje, wynika, że nie każdy może surrealisą być, i nudzą go te dziwne słowa. Ja ze swojej strony mogą dodać, że wczoraj wreszcie wydostałem sie z domu. Żona popełniła błąd i zapomniała o mojej sile fizycznej. Z początku troche się bałem wyważania drzwi, jednak jak sie wziąłem to jakoś poszło i teraz się nie martwię. Leżę sobie na początku schodów, gdyż z rozpedu sie po schodach zwaliłem i nie wiem co mam dalej robic. Nie czuję nów, nie czuję rą, ale widzę. Widzę ogromną rudą grubą babę, która nade mną stoi i się dziwnie usmiecha. 260 kilo żywego tłuszczu z usmiechem, z niewiadomego powodu. Nie mogę się ruszyć, ale patrzę. Rudzielec i jego ponad ćwierć tony powoli sie nachyla i zaczyna jeść moje nogi. Nic nie czuję, więc się nie sprzeciwiam, żuje przełyja i kąsa znów, potem obgryza kości, wylizuje i chrupię same kości, zajadając się szpikem. Przychodzi kolej na ręce, tak samo, zaczyna od paluszków i wgryza się coraz bardziej, kończąc na barkach. Gdy skończyła, to się oblizała, wzieła mnie za własy i zaniosła na górę mówiąc: - Teraz jesteś lekki, twoja żona kazała mieć cię na oku i gdybyś uciekał zanieść cię spowrotem na górę. - Szła z dziwną lekkością po schodach, przeniosła mnie przez próg, rzuciała na podłogą, a ja wciąż nic nie czując ległem i nie mogłem niczym ruszyc. Poza tym nie bardzo miałem czym. Wyszła, zamknęła drzwi od zewnątrz i zniknęła mówiąc: - Z nogami i rękoma nie dałabym rady cię wnieść. Co ta twoja żona myslała, że ja jakiś ciężarowiec jestem? A ja sobie tak leżałem i leżałem, a czas sobie mijał. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Kontrolnie dołożę coś od siebie 31.07.02, 16:52 Tak ze dwie małe rybki. Już na patelni skwierczy tłuszcz, więc zapowiada się na niezłą ulewę. Dla czego surreal utożsamiamy tutaj z bezsensem? A miało być tak pięknie... Odpowiedz Link Zgłoś
aric Kontrolnie dołożę coś od siebie, utożsamiać się 01.08.02, 08:20 I jest pieknie, my jesteśmy tożsamością surrealu, a surreal utożasmiamy jest z nami. I wbrew pozorom ja widzę w tym duży sens. Patrz poniżej: Odpowiedz Link Zgłoś
aard Re: Kontrolnie dołożę coś od siebie, utożsamiać s 01.08.02, 08:57 aric napisał: > Nie wyzbywajmy się surrealizmu! > Tak niewiele przyjemności w życiu mamy. A prącie Panie Boże!! Odpowiedz Link Zgłoś
aric Kiedy życie przechodzi w surrealizm i vice versa 01.08.02, 11:51 To jest coś co mnie zabiło, czytałem sobie Nie i trafiłem na to: www.nie.com.pl/main.php?dzial=akt&id=621 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Re: Kiedy życie przechodzi w surrealizm i vice ve IP: 195.117.14.* 02.08.02, 09:42 To było bardzo zabawne, gdyby nie fakt, że prawie na pewno jest prawdziwe... aA Rd O trzech świnkach, które poszły do lasu i co z tego wynikło jeszcze nie pisałem. A może nie powinienem...? Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Kiedy życie przechodzi w surrealizm i vice ve 02.08.02, 09:53 Dlaczego, a myslałem, że dążymy do rzymskiego D. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aarD Re: Kiedy życie przechodzi w surrealizm i vice ve IP: 195.117.14.* 02.08.02, 11:06 na pewno zdążymy, tylko pytanie, kiedy. Dlaczego mielibyśmy nie zdążyć? aA Rd Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Re: Kiedy życie przechodzi w surrealizm i vice ve IP: 195.117.14.* 02.08.02, 11:14 Może kiedyś nauczę się czytać. Jak na razie sorry. aA Rd PS. Myśle, że ze względu na oszołamiającą prędkość surrealu kiedy już osiągniemy Wielkie D, to po prostu założymy W.S. bis czy coś takiego. Oby nam Yavorius i Eyemakk wybaczyli... A link do tego można sobie zostawić i zawsze sięgnąć, nawet jak spadnie bardzo nisko :-)) Odpowiedz Link Zgłoś
aric Re: Kiedy życie przechodzi w surrealizm i vice ve 02.08.02, 11:55 No to umawiamy się, że w poniedziałek dopchniemy się do D. Teraz trochę to forum ślamazarne. A świnki własnie ruszyły na grzybki. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: aard Re: Kiedy życie przechodzi w surrealizm i vice ve IP: 195.117.14.* 02.08.02, 14:49 aric napisał: > A świnki własnie ruszyły na grzybki. Skoro do lasu, to na cóż by innego? aA Rd PS. A możę w weekend ktoś nas uprzedzi i dopchnie? Co Ty na to? "Ostatnio jakoś nie chciało mu się pisać. W ogóle nic mu się nie chciało. Wisiał spokojnie na suficie i machał nóżką. Właściwie trzema nóżkami. Albo może jedną potrójną. Złote kółka świeciły się w świetle świec. Wosk kapał na jego klapę. I co z tego, że, kurwa, do góry?! Zawsze musisz przerywać?!!! Tak, kapał wosk. Świece były coraz krótsze. Wreszcie zgasły, a fortepian pogrążył się w mroku..." Odpowiedz Link Zgłoś