Dodaj do ulubionych

Tak tu cicho.....

09.07.11, 11:32
Cicho i pusto. Może ktoś odnalazł nitkę radości. Może cień usmiechu. Nie musi tu być...
A może oniemiał z bólu. Może machnął ręką...
Szukam ciepła tego forum bo jeszcze tego potrzebuję. Bo dookoła życie rwie do przodu i nikt nie PAMIĘTA. Kiedy skończy się niedowierzanie ? kiedy ból przestanie jak bumerang zaskakiwać, kiedy niby jest dobrze.....Kiedy dostrzegę znak i poczuję spokój ? Kiedy życie przestanie zaskakiwać - problemami a zaskoczy uśmiechem ? Mogę coś zrobić ? Tak chciałabym ulgi........
Obserwuj wątek
    • galaksy46 Re: Tak tu cicho..... 09.07.11, 12:49
      Witaj. Tez często tu zaglądam, ale jakoś mało osób pisze. Mam strasznego doła, ojciec jest umierający. Rak. Nie umiem się cieszyć, że jeszcze żyje. Mam ogromne wyrzuty sumienia, bo nie spodziewałam się, że mogę życzyć śmierci najukochańszej osobie w moim życiu.
    • tilia7 Re: Tak tu cicho..... 10.07.11, 10:53
      Zaglądam tu codziennie.Ale tak Gamo,oniemiałam z bólu,nie wiem,co mogłabym na pisac.Tak to jest,że na początku potrzeba mówienia o swoim bólu jest ogromna,człowiek pisze,mówi,pyta,szuka odpowiedzi,ulgi,pocieszenia.W pewnej chwili niestety dochodzi do wniosku,że odpowiedzi nie ma,ulga jest chwilowa,o ile w ogóle,a do powiedzenia nie zostało nic.Zostaje tak ogromna wewnętrzna pustka,że nie da się stamtąd wydobyc nic,ziemia spalona i sucha od ognia rozpaczy.
      Świat dookoła oczekuje,że po takim czasie będzie się już życ w miarę normalnie.Więc zamyka się ból w milczenie.Słów i tak brakuje.
      Ale piszcie,jeśli macie potrzebę,piszcie,zaczynajcie nowe wątki,wyrażajcie swój ból,na pewno ktoś się wtedy odezwie.
      Przytulam Was mocno
      • kasik2222 Re: Tak tu cicho..... 10.07.11, 18:41
        zaglądam... tak jak i na mamę-wdowę.. cisza wszędzie - ale tomoże dobrze znaczy? że już za nami najgorsze... że się pozbieraliśmy jakoś... jakoś mało piszę, już nie umiem
        • agalt Re: Tak tu cicho..... 10.07.11, 20:38
          Zaglądam, ale już nie piszę. Nie rozpaczam, po prostu czekam... Czekanie jest ciche...
          Przytulam serdecznie
          • proy0311 Re: Tak tu cicho..... 10.07.11, 21:58
            Galaksy...wiem bardzo bardzo dokładnie co masz na myśli...
            Był czas gdy i ja ...jest takie życie przy którym naprawdę ma się wrażenie że to co może czekać na ukochaną osobę później może być już tylko lepsze....


            A mi dzisiaj bardzo radośnie ...bo jesteście :)

            Piotra kocham nadal...i czasami mi ciężko...ale nie dzisiaj....
            Zawsze zawsze zawsze będę broniła prawa do smutku i żałoby....nawet po dziesięciu latach...nawet przed sobą będę go broniła...szukała...jeśli zechce się schować...( chwilowo się nie chowa jest na każde zawołanie :)

            Dać sobie prawo do smutku to dać sobie prawo do uczucia i uzyskania pocieszenia dać sobie prawo do uczuć to pozwolić żeby i radość dała się czasami czuć...

            Kocham Was po prostu . Anonimowo :)
            • agawa43 Re: Tak tu cicho..... 10.07.11, 22:33
              Tu nie jest cicho, aż uszy bolą od bólu, cierpienia, rozpaczy.
              Nie mam już siły pisać. Zamykam ból w sobie. Tak musi być.
              Zostajemy w bólu i cierpieniu sami.
              Przestajemy pisać, przestajemy mówić ...
              • ollaa86 Re: Tak tu cicho..... 10.07.11, 23:40
                Ja też tu jestem codziennie... Ale też już nic nowego nie potrafię napisać. Bo cóż tu pisać, kiedy w serduchu wciąż taka sama czarna otchłań.Zauważyłam, że w ogóle nie potrafię mówić o tym co się stało, co czuję. Ból jest tak ogromny, że nie potrafię znaleźć słów, by go nazwać.
                Niby juz czasem wydaje mi się, że jest lepiej, że sobie poradzę, że jestem silna babka, która to przetrwa i pójdzie do przodu, kiedyś...
                Ale przychodzi taki dzień, jak dziś, gdy zalewa mnie fala tęsknoty i rozpaczy tak ogromna, że rzuca mnie spowrotem na kolana... Ale to przecież normalne.
                Ale walczę, chcę walczyć o siebie, bo wiem, że On by tego chciał. Chciałabym chcieć żyć z całych sił, za siebie i za Niego. Dla Niego.
                • bea1024 Re: Tak tu cicho..... 11.07.11, 08:49
                  radosci nie ma,jedynie oswojenie z bolem,zamkniecie sie w tym bolu,ktory rozumieja tylko bliscy,modlitwa no i rozmowa z naszymi ukochanymi.
                  • gama2003 Re: Tak tu cicho..... 11.07.11, 11:15
                    Kochane jesteście i tak bardzo mi bliskie w tym smutku.
                    Fakt- ta cisza tutaj nie jest cicha. Jakby ciągle było slychać czyjś płacz. Ale cisza- werbalna.
                    Też gorzej mi się pisze. Słowa powtarzam te same....
                    Sama nie wiem czego chcę. Spokoju chyba, ale go nie umiem odnaleźć. Przychodzę na forum i chyba jak dziecko czekam, że któraś z Was cos odkryła. Lekarstwo na cierpienie...Jakiś pomysł na ból. pomysł którego ja nie widzę.
                    Bo niby żyję życiem - dalszym. Ale...
                • margolka-and-more Re: Tak tu cicho..... 18.07.11, 22:09
                  Olu... Bo to prawda. Jesteś silna. Wszyscyśmy silni. Pomimo wszystko - dodajemy dzień do dnia. Wróciłam z Torunia. Przeszczęślliwa tam byłam. I czas mi się tam zatrzymał. Przewłóczyłam się po wszystkich korytarzach Maiusa, magnolie wydały mi się dokładnie takie, jak 11 lat temu (choć bez kwiatów), posiedziałam na schodach DS 2 (domek!:) ), a na przejściu z Rapaka do DS-ów moje dzieci wypatrzyły...królika. I jeszcze długie leniuchowanie na bulwarach nadwiślańskich, połączone z czytaniem wierszowanych legend toruńskich z Łaziennej i pałaszowaniem katarzynek.
                  I wszędzie tam za mną moje Anioły. Z prywatnym moim Aniołem na czele.
                  Tak. Czasem pomimo wszystko chcę żyć z całych sił. Tak jak mnie uczyła.
                  Pozdrawiam Cię Olu serdecznie.
    • gama2003 Re: Tak tu cicho..... 19.07.11, 11:48
      Mija czas, najłatwiej żyć nie mysląc.
      Ale noce... moje dziecko po 7 miesiącach zaczyna głosno tęsknić. Rozpacza wieczorami.
      Przedtem prawie milczał na ten temat....Rozmawiamy, płaczemy razem. Po tych rozmowach okopuję się niemyśleniem. Ale przychodzi sen i sny. Ciągle to samo. W wielu odsłonach, ale to samo - jesteś, ale wiem, że zaraz Cię stracę . Albo tracę na moich oczach. Wielokrotnie, noc za nocą. Koszmar. W ciągu dnia bardzo pamiętam te sny. Jakby coś po tylu miesiącach za mnie uwalniało żałobę, ten chowany głęboko na codzień ból- bo trzeba żyć w ciągu dnia najnormalniej jak to możliwe. Nowymi kłopotami ponad siły.
      Tak bardzo chcę odetchnąc głębiej, zaśmiać się do bólu brzucha. Poczuć sie lekko.
      Nie wiem, czy czas leczy rany. Może jak każde lekarstwo- jednemu służy, innemu nie.
      Wstyd mi tych uczuć bo wcale nie jestem z tym bólem jedyna, na tym forum szczególnie.
      Walczę o spokój a może nie powinnam.Może trzeba się oddać żałobie, oddac jej całą siebie, jak powinnam zrobić na początku a potem może ona odda mnie życiu?
      • magonia24 Re: Tak tu cicho..... 21.07.11, 18:58
        Hmmmm...
        Czytam Twoje posty gamma i szczerze ci współczuję. Chciałabym cię pocieszyć, ukoić twój ból, pokazać ci jaśniejszą stronę życia ale mam świadomość, że byłoby trudno. Tak dojrzale piszesz o czasie, o spokoju, o życiu pełnią życia i śmiechu... Myślę, że ten czas nadejdzie u jednych szybciej u innych później. Dajmy mu szansę, nie przyspieszajmy niczego i nie róbmy nic na siłę wbrew sobie.

        Masz rację niemyślenie pomaga, zajmujemy się własnymi sprawami. Ja osiągnęłam już spokój, pogodziłam się z odejściem Taty i tym, że już nigdy nie będzie tak jak było. Często odwiedzam jego grób, zapalam świeczkę i myślę, że jest już ze swoją matką,którą stracił w wieku 9 lat (o której bardzo często mi opowiadał), ojcem i całą rzeszą rodziny, która już odeszła. Myślę, że odpoczywa w spokoju.

        Życie musi toczyć się dalej pomimo strat . Gdyby było inaczej to nasze życie kończyłoby się wraz z odejściem bliskich. Musimy żyć normalnie dla naszych dzieci, które na nas liczą, to nasza pokoleniowa rola.

        Trzymaj sie. Pozdrawiam

        • splean Re: Tak tu cicho..... 29.07.11, 17:39
          Podczas półtoramiesięcznej walki z chorobą mojej Babci tylko czytałam, napisałam pierwszego posta prawie dokładnie kiedy Ona odchodziła. Nigdy nie zapomnę Waszych słów wparcia. Wiadomo, że w takiej chwili słowa są niedoskonałe, ale dla mnie były wielkim oparciem.
          Teraz jest cisza, ale tak jak wyżej zauważono ta cisza nie jest cicha...
          Ból u mnie pojawia się niespodziewanie, w jednej sekundzie w mojej głowie pojawia się obraz, który mrozi serce i umysł.
          Wzięłam się w końcu za porządkowanie rzeczy, całego mieszkania. Po raz kolejny przeżyłam coś, co wydawało mi się nie do przeżycia. O tym też tutaj pisałam i też otrzymałam otuchę.
          Więc może i ja dodam teraz komuś otuchy, jakiegoś promyka moją opowieścią - na imieniny i urodziny nie dostawałam od Dziadków prezentów, tylko pieniądze z przeznaczeniem na prezent. Mieszkanie już od pewnego czasu jest opróżniane, ubrania oddane do ośrodka prowadzonego przez zakonnice, papiery porządkowane itd. We wtorek 26 lipca miałam imieniny, po pracy umówiłam się z mamą w mieszkaniu Dziadków, by kontynuować porządkowanie. W pewnej chwili podniosłam stojącą w kredensie filiżankę pod którą było ... 100 zł. Płakałyśmy obie, by po chwili dojść do wniosku, że przecież zawsze pamiętali o imieninach ukochanej wnuczki, więc dzisiaj także...
          Jest taka cierpienia granica, za którą się uśmiech pogodny zaczyna - takiego uśmiechu życzę Wam i sobie. Przytulam tak mocno, jak umiem.
    • kalincia Re: Tak tu cicho..... 23.08.11, 20:51
      gama2003..
      chciałabym Ci powiedzieć coś cieplego, żeby było łatwiej, żeby chociaz na chwilę ból ustąpił miejsce radości..
      rzadko tu zaglądam, spędziłam na tym forum ok. 2 lat, teraz wpadam raz na jakiś czas tylko..
      masz rację, pisząc, ze niektórzy pewnie oniemieli z bólu, inni machnęli ręką, myślę, że sporo osób powiedziało już wszystko.. już nie ma sił pisać po raz kolejny, że boli, że tęskno, że smutno i że beznadziejnie..

      niedowierzanie się skończy, ale nie odpowiem Ci kiedy, sprawa indywidualna.. w moim przypadku trwało to parę m-cy/pół roku.. może troszkę dłużej.. później po fazie niedowierzania, niedopuszczania do siebie myśli, że młode życie dobiegło końca, nastąpiła faza pt. tęsknota.. trwa do dziś, ale żyje się dalej ..

      kiedy dostrzeżesz znak ? ciężko powiedzieć, ale to także nastąpi :)
      poczujesz nagły spokój, będziesz czuła, że im jest tam dobrze.. po drugiej stronie tęczy..

      Ulgę przynosi każdemu coś innego..
      Mnie największą ulgą przynosił płacz, dusiłam się, ale chwilę było lepiej..
      Poza tym długie wizyty na cmentarzu czasem pomagały, bo czułam, że jest blisko mnie..
      teraz czuję to wszędzie, on jest ze mną cały czas, mój prywatny anioł stróż..
      ciagle uciekałam i szukalam czegoś, co przyniesie mi ulgę.. czasem był to film, czasem bliska osoba, która za wszelką cenę starala się pomóc, innym razem rower, a bywało i tak, ze nikt i nic nie był w stanie ukoić bólu.. wtedy milkłam, znikałam, zaszywałam się w pokoju i płakałam..
      największe i najtrwalsze ukojenie znalazłam .. w muzyce ..
      znajduję je do dzisiaj ..
      czasem się jedynie zastanawiam co musiał przeżyć autor słów, pisząc takie teksty jak np.
      'A kiedy tęsknię' Varius Manx
      'Ostatni list" Varius Manx
      '51' TSA
      "Gone Away" Offspring
      i wiele wiele innych..



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka