Zrobiłabyś tak?

18.08.07, 16:45
Wyobraźmy sobie:
Twój przyjaciel, kolega (z pracy, jeszcze ze studiów czy skąd), albo
dobry znajomy, traci w jednej chwili w wypadku żonę i dzieci.
Czy - niezależnie od tego, kim jesteś: mężatką, rozwódką, wdową,
panną -
zdecydowałabyś się być z tym kimś przez pierwszą noc, już po
pogrzebie, po rozjechaniu się rodziny, aby nie musiał
w jednej chwili zostawać sam w pustym nagle mieszkaniu -
- przy tym gotowa na to, aby być z tym kimś większość nocy w pełnym
zespoleniu fizycznym -
gdyby ten ktoś poprosił Cię o to albo jakkolwiek dał do zrozumienia,
że tego potrzebuje?
    • m-i-l-v-a Re: Zrobiłabyś tak? 18.08.07, 17:55
      Byłabym z nim w pełnym zespoleniu psychicznym. Nie dopuściłabym do zespolenia
      fizycznego, gdyż sądzę, że z perspektywy czasu obydwoje czulibyśmy się z tym
      źle, myslę, ze straciłabym w ten sposób przyjaciela.

      Ale nie zakładam, ze taka sytuacja mogłaby mieć miejsce (z udziałem innych ludzi
      oczywiście) i wcale nikogo nie potępiłabym za takie zachowanie.
    • hania_2006 Re: Zrobiłabyś tak? 18.08.07, 21:23
      Nie!To, że ktoś czegoś potrzebuje (przyjaciel, kolega z pracy, ze
      studiów czy skądkolwiek)to nie znaczy, że musi to dostać. Myślę też,
      że nie ma znaczenia czy to jest pierwsza, dziesiąta czy setna noc
      lub dzień po pogrzebie. Musi przyjść taki moment, że zostanie się
      samemu w mieszkaniu, które z dnia na dzień staje się puste.
      Podstawowe pytanie wówczas jest takie "co ja tu własciwie robię,
      powinienem/powinnam być z nimi, co by to nie miało znaczyć". Znam
      przypadek gdy kobieta dołączyła do swojego mężczyzny po jego
      śmierci. I powiem Ci, że teraz ją rozumiem, po śmierci mojego męża
      było kilka momentów kiedy wydawało mi się to jedynym sensownym
      wyjściem.
      Wracając do głównego wątku, nawet gdybym była zakochana w tym
      mężczyźnie po uszy to nie ma takiej opcji aby w opisanym momencie
      zgodzić się, jak to piszesz, na "pełne zespolenie fizyczne".
      A tak w ogóle to skąd taki pomysł? Jak zaczynam o tym myśleć to
      mnie przeraża taka sytuacja. Jest w niej coś chorego. Pozdrawiam.
      Hanka
      • luccio1 Re: Zrobiłabyś tak? 18.08.07, 23:11
        Hanko,
        jeżeli śmierć( = odejście do lepszego świata) jednej ze stron
        rozwiązuje przysięgę małżeńską,
        to czy tak trudno wyobrazić sobie, że żona tamtego człowieka mogłaby
        czuć się szczęśliwa widząc, że jej mąż w ciężkim okresie jest mimo
        bólu choć przez chwilę szczęśliwy, przeżywając pełnię zespolenia z
        kobietą, już dawniej usposobioną wobec ich obojga przyjaźnie?

        Pozdrawiam
        Łukasz.
        • hania_2006 Re: Zrobiłabyś tak? 18.08.07, 23:39
          Sam zadałeś gdzieś tam pytanie "czy rozwiązuje?". Moim zdaniem to
          nie jest takie jednoznaczne. A poza tym nie chodzi o żonę tego
          mężczyzny tylko o mnie. Będę szczera, nie bardzo mnie interesuje czy
          ona będzie zadowolona czy nie "tam" (co by to nie miało znaczyć).
          Nie wiem dlaczego w takiej sytuacji miałabym sie poświęcac, bo tylko
          w tych kategoriach mogłabym to rozpatrywać.
          Nadal nie wiem skąd takie pytanie, czy to sytuacja "z życia"? Czy
          też taki problem jest dla Ciebie interesujący czysto teoretycznie?
          Pozdrawiam. Hanka
    • luccio1 Re: Zrobiłabyś tak? 20.08.07, 22:54
      Prawda, pomysł pytania wziął się nie z życia, lecz z literatury
      pięknej trzeciej, a może czwartej półki.
      W tamtej książce (autora i tytułu zapomniałem) rzecz wyniknęła
      między dwojgiem ocaleńców z katastrofy samolotu pasażerskiego: on
      stracił w tejże katastrofie żonę i dzieci, ona leciała sama - mąż z
      dziećmi byli bezpieczni w domu.
      Później, już po wyjściu obojga ze szpitala, spędzili ze sobą trzy
      noce w hotelu - przy czym ona wytłumaczyła (nie bez oporów) swemu
      mężowi, że jest po prostu winna te trzy noce człowiekowi, który wraz
      z nią uszedł śmierci, tracąc jednakże najbliższych.

      Jest też w powieści Johna Steinbecka "Ziemia"(?) taki motyw:
      głównemu bohaterowi umiera żona podczas, czy na skutek powikłań przy
      porodzie. W pierwszą noc po pogrzebie szwagierka, mieszkająca po
      sąsiedzku, przychodzi do niego prosto do łóżka, rozbiera i kładzie w
      pościeli koło niego, mówiąc tylko dwa słowa: "tak trzeba".
Pełna wersja