mamazuczka
21.03.08, 13:27
odeszłaś od nas w Wielką Sobotę - 29 marca 1997 roku. Z samego rana
poszła do Ciebie ciocia Stasia ze święconką, żeby podzielić się z
Tobą jajeczkiem. Już nie żyłaś.
Ja poprzedniego wieczoru, gdy odchodziłam od Twojego łóżka
szpitalnego, mówiłam, że przyjdę następnego dnia i zostanę z Tobą na
noc. Prosiłam pielęgniarkę, by czuwała nad Tobą i żeby mi
powiedziała następnego dnia, jak minęła Tobie noc: czy spałaś
spokojnie, czy coś Ciebie bolało - chorowałaś na nowotwór...
Ale nie było już 'następnego dnia'. Świat się dla mnie zawalił. Nie
wierzyłam, że odeszłaś. Zawsze wracałaś! Tyle lat heroicznie
walczyłaś, cierpiałaś ale nic nam - dzieciom - nie dawałaś odczuć. I
wracałaś! Potem już prawie wszystkie święta spędzałaś w szpitalu. I
wracałaś. Moja żałoba trwała przez 10 lat. I trwa nadal - chociaż
teraz, po tylu latach - jestem już w stanie mówić o Tobie nie
płacząc.
Mamo. KOCHAM CIEBIE!!!!!
Strasznie mi ciebie brak, chociaż jestem dorosła!!!!!
Gdy rodziłam, chciałam zapaść w comę, by spotkać się z Tobą i wrócić
potem do siebie!
Opowiadam Ernestowi o Tobie, pokazuję mu Twoje zdjęcia, mówię jak
bardzo go kochasz i że nad nami czuwasz.
Mamo, przepraszam, że byłam nieznośna. Dzieci takie podobno są, ale
ja sobie tego nie mogę wybaczyć. Wiem, że TY byś mi to wybaczyła -
ale JA nie mogę... Przepraszam, że byłam z człowiekiem, który mną
zawładnął i wyznaczał czas spotkań z Tobą. Przepraszam, że nie byłam
z Tobą gdy odchodziłaś. Tego nie mogę sobie wybaczyć i nic mnie nie
usprawiedliwia. Chciała bym to jakoś odpokutować. Staram się.
Mamusiu, kocham Ciebie bardzo mocno.
Odwiedzaj mnie proszę we snach... są takie piękne...
Wybacz mi te ostatnie miesiące mojego zachowania.
Czuwaj nad nami.
Kochamy Ciebie bardzo - Twoje dzieci i wnuczek