halas1961
10.06.09, 23:48
Kiedy moja córeczka miała 2 latka po raz pierwszy sypała kwiatki. Potem tak co
roku . W czwartej klsie ostatni raz, bo twierdziła, że już za stara:)
Chodziłysmy po okolicznych łąkach i zbierałyśmy stokrotki, takie te duże,
obrywałysmy Babci w ogródku piwonie i róże, takie te jeszcze poniemieckie. Oj,
jak one pachniały. Zawsze ten zapach kojarzy mi się z sypaniem kwiatów przez
moją Agatkę. Dobrze, ze zrobiłam jej takie jedno zdjęcie w białej sukience z
koszyczkiem na białej wstążce, w ogródku wsród róz. Pamiętam to było po
procesji... I teraz przed chwila wróciłam od koleżanki. Bo jak co roku, od lat
pieciu robimy ołtarz na Boże Ciało. Ołtarz w przepięknym miejscu. Na uboczu,
wśród wielkich starych lip. W tym roku zainspirowała mnie wypowiedź Jana Pawła
II: "Człowieka trzeba mierzyć miarą serca - sercem." I tak właśnie
przygotowalismy. Na żółtym materiale umiescilam wielkie różowe serce ze
steropianu, w nim biały krzyz. Nad nim różowy płomyk i to właśnie hasło. Na
każdej lipie serce ze stropianu różowe obwiązane białą szeroką kokardą. Kwiaty
biale i żólte margerytki, zółte lilie,czerwone róże, łodygi tataraku.4 ogromne
bukiety. Bo chętnych do udziału w tym roku więcej:)I pisze Wam o tym dlatego,
że tak dzis mi było strasznie smutno, bo wciąż przypominało się to sypanie
kwiatków... A teraz juz inaczej. Nie można odsuwac sie od ludzi.Trzeba by c z
nimi. Gdybyście widzieli i słyszeli jak my się świetnie bawiliśmy
przygotowując ten ołtarz. I jeszcze jutro rano o 6.00 trzeba iść wszystko
zainstalować:) Tyle było żartów, smiechu, sami sebie chwalilismy, ze pięknie,
że najładniej, że nikt tak nie będzie miał cudnie jak u nas. Dorośli ludzie, a
jak małe dzieci. Az sama nie wierzę, zę ja sie taksmiałam i byłam prawie
szczęsliwa podczas tej pracy:)A to przeciez na moment, na parę chwil, bo jak
przejdzie procesja trzeba to wszystko sprzątać i demontowac. I jak wspomniałam
wyżej pisze to bo chcę powiedziec, że człowiek jest potrzebny drugiemu i sam
nie da rady życ. I mimo, ze ma czesto żal,że inni nie rozumieja jego bólu,
tesknoty, tragedii. To do końca tak nie jest. Dzis się po raz kolejny o tym
przekonałam .
I moja Agatka napewno będzie jutro ze mnie dumna, z tego co z pomoca innych
ludzi udało się dzis zrobic. Niby nic, ot ołtarz na parę chwil, ale
naiistotniejsze chyba było w tym, ze cos robilismy razem, z radością, z
chęcią, ze smiechem, ze odczułam że oni sa ze mną , ze jestem dla nich ważna,
ze nie robili glupich min kiedy wspomnialam o Agatce. Wszystko było normalne,
naturalne, mówilam o Agatce z radoscią i oni tez tak to odebrali. Nie
uciekajcie od ludzi...
Halina-mama Agatki