Dodaj do ulubionych

Mój Tata odebrał sobie życie... pomóżcie mi..

28.07.09, 15:11

Piszę tutaj bo nie mogę już sobie z tym poradzić... Pięć dni temu
mój Tatuś odebrał sobie życie... powiesił się w oknie mojego pokoju
z dzieciństwa... nie mogę się zupełnie pozbierać, został we mnie
stos pytań na które nie znajduję odpowiedzi... nie potrafię tego
zrozumieć: DLACZEGO? Dlaczego zamiast poradzić sobie z problemami
finansowymi i utratą pracy wolał to zrobić ???? Do tego doszedł
problem z alkoholem przez te problemy finansowe... Przecież tak
bardzo mnie kochał... przecież tak czekał na swoją wnusię która
teraz ma 5,5 miesiąca... przecież zawsze mu pomagałam... dlaczego
zrobił to w domu? nie mogę tam teraz w ogole przebywać, moja Mama
która tam zostala od kilu dni tuła się po znajomych bo spanie w domu
ją przeraża...a teraz? a teraz nie ma nic... jest we mnie smutek,
żal, złość na niego i moja udręczona dusza... W piątek będzie
pogrzeb i nie wiem co zrobić, czy wejść do sali rozpoznań, pożegnać
się z nim czy też zapamiętać go w głębi serca takiego jakiego go
znam. Tak bardzo się boję, boję sie też że stracę pokarm dla mojego
maleństwa z powodu silnych stresów, boję się jak przeżyję pogrzeb
kiedy nie mogę wziąść żadnych uspokajajacych leków bo karmię
piersią, boję się jak mam dalej żyć z taką świadomością... Moja Mama
mówi,że musiał nas nie kochać żeby zrobić coś takiego, bo kto kocha
nie pozostawia rodziny z takim bagażem, do tego zostały taty
niespłacone dlugi bo wydaje mi się że to go głównie przerosło... Mam
straszne wyrzuty sumienia bowiem dzień wcześniej napisał sms: TAK
MUSIAŁO BYĆ. PRZEPRASZAM a ja nie zareagowałam bo podobnych smsów
jak sobie wypił dostawałam bez liku i nigdy nic się nie działo...Jak
życ Kochani, jak żyć bo serce pęka mi w bólu ???

lb1f.lilypie.com/5Oz5p2.png
Obserwuj wątek
    • tilia7 Re: Mój Tata odebrał sobie życie... pomóżcie mi.. 28.07.09, 18:50
      Przede wszystkim serdeczne wyrazy współczucia.Ja od 4 miesięcy też usiłuję
      zrozumieć dlaczego, bo mój ukochany mężczyzna również popełnił samobójstwo.Co Ci
      mogę napisać?Po pierwsze nie myślcie, że Was nie kochał, bo to nie jest
      prawdą.Wiem, że takie rzeczy przychodzą do głowy, ja też myślę wciąż jak mógł
      mnie zostawić, ale po rozmowach z psychologiem, przeczytaniu kilku artykułów i
      na podstawie własnych samobójczych myśli, które miałam po Jego śmierci, wiem, że
      człowiek zagubiony w tych swoich problemach nie panuje już nad tym,jeśli Twój
      Tata pił, to tym bardziej pewnie sobie nie radził już ze sobą.Idź do psychologa,
      to jednak trochę pomaga, pozwala się wygadać i można mówić naprawdę wszystko, co
      się czuje bez martwienia się, że ktoś będzie Cię osądzał.
      Co do pogrzebu i pożegnania.Ja myślałam, że nie dam rady,byłam pewna, że nie
      dam.Ale przemogłam się i poszłam się pożegnać i teraz wiem, że całe szczęście,
      że to zrobiłam , bo nigdy, nigdy nie wybaczyłabym sobie, gdybym Go nie
      pożegnała, nie powiedziała jeszcze raz, jak bardzo Go kocham i przede wszystkim
      nigdy nie uwierzyłabym, że to się naprawdę stało, gdybym nie zobaczyła Go
      nieżywego.I tak na cmentarzu mam czasem ochotę zacząć kopać,żeby sprawdzić czy
      tam naprawdę jest:(To na pewno inny ból, opłakiwać ojca, inny narzeczonego, ale
      pewne jest, że samobójstwo bliskiej osoby okropnie obciąża psychicznie.Dlatego
      naprawdę radzę psychologa i życzę dużo siły.Bardzo mi przykro, naprawdę
    • osmiorniczka030 Re: Mój Tata odebrał sobie życie... pomóżcie mi.. 29.07.09, 00:48
      Witaj!

      Przede wszystkim bardzo Ci wspolczuje i bardzo mocno przytulam do
      siebie. Wyobrazam sobie, co przezywasz. Kazdy z nas tu, na tym forum
      znajduje sie w olbrzymiej rozpaczy. W Twoim przypadku jest jeszcze
      jedno obciazenie - swiadomosc ze Tata sam od Was odszedl...

      Nie wolno Ci jednak tlumaczyc tego w najlatwiejszy sposob - ze
      zrobil to, poniewaz nie kochal... To nieprawda!!! Ja uwazam, ze to
      byl wedlug niego najwyzszy wyraz milosci, poniewaz czlowiek decyduje
      sie na taki czyn bedac swiadomym swoich niedoskonalosci. Wydaje mu
      sie, ze zawalil mu sie caly swiat, ze spada w jakas wielka przepasc,
      a w dodatku ciagnie za soba swoich najblizszych. Czesto taki krok ma
      na celu ochrone najblizszych przed nim samym i konsekwencjami jego
      czynow.

      Pytasz dlaczego... Sama sobie odpowiedzialas: utrata pracy, dlugi,
      alkohol... Jego desperacja musiala byc tak wielka, iz nie byl juz
      soba. Nie myslal juz logicznie. Zadawal sobie tylko jedno pytanie,
      czy zrobic to juz teraz, czy jeszcze troche poczekac? Nie przyszlo
      mu do glowy, ze przez reszte zycia Twoj pokoj dziecinny bedzie -
      zamiast z dziecinna radoscia - kojarzyl Ci sie z wielkim smutkiem.
      Nie przewidzial, ze Mama bedzie tulac sie po znajomych, gdyz nie
      bedzie w stanie tam zasnac.

      Wiem, ze w takich sytuacjach dochodza do glosu nasze emocje: gniew,
      zal, zlosc... Jednak uwierz mi, ze choc jest to bardzo trudne,
      mozesz pomoc sobie i Tacie wlasnie przebaczajac i starajac sie go
      zrozumiec, ze to byl w jego mniemaniu wyraz milosci. Gardzil soba za
      to, ze nie potrafi utrzymac rodziny, ze sprawia wszystkim tyle
      klopotu, wiec postanowil Was od siebie uwolnic.

      Nie wiem, co Ci doradzic w kwestii pogrzebu. Ja tez nie chcialam
      widziec mojego Taty. Chcialam go zapamietac takim, jakim byl za
      zycia. Wyslalam wiec siostre, dla ktorej nie bylo to tak trudne, jak
      dla mnie.

      Ciezko jest zyc dalej po stracie ukochanej osoby. Nie ma jednej
      recepty, jak sobie z tym radzic. My tu sobie rozmawiamy, wylewamy
      nasze zale, pocieszamy sie, niektorzy pisza listy do Nieba, czy
      listy do Boga. To pomaga. Jednak niektorzy potrzebuja rowniez pomocy
      psychologicznej. Pomysl o tym zwlaszcza, jesli nie wolno Ci zazywac
      zadnych tabletek. Moze przynajmniej na czas pogrzebu zazyjesz
      chociaz ziolowe? Ja przez rok prawie nie pracowalam, w tym czasie
      przechodzilam liczne zmiany, wyremontowalam pokoj Taty i pol
      mieszkania, zeby zapomniec, troche siebie oszukac, ze to nie ten sam
      pokoj... Piszemy wiersze, piszemy listy, ale choc jestesmy w jakis
      sposob "ze smiercia oswojeni," niestety bol w sercu pozostaje.

      Pamietaj, choc stala sie wielka tragedia, postaraj sie zrozumiec
      swojego Tate i mimo wszystko mu przebaczyc. To bedzie pierwszy krok
      w kierunku uporania sie z ta tragedia.

      Pozdrawiam.
    • astra09 Re: Mój Tata odebrał sobie życie... pomóżcie mi.. 29.07.09, 01:51
      landrynko103 naprawdę bardzo Ci współczuję i nie są to tylko nic nie znaczące słowa, naprawdę. Dwa i pół miesiąca temu w ten sam sposób popełnił samobójstwo człowiek którego kochałam i z którym spędziłam 23 lata życia. Też zadaję sobie to samo pytanie: dlaczego zamiast szukać dróg wyjścia targnął się na życie.

      Landrynko, może Twój Tata już nie widział przed sobą możliwości rozwiązania problemów, może czuł się tak zagubiony że odebranie sobie życia wydawało Mu się najlepszym rozwiązaniem, jedynym możliwym ratunkiem.

      I postaraj się nie myśleć, że was nie kochał bo to nie jest prawda. Możliwe, że gdy podejmował taką decyzję wydawało Mu się, że Was chroni, że bez Niego będzie Wam lepiej, że nie będzie już Was obciążał swoimi problemami.Człowiek który decyduje się na taki krok na pewno bardzo cierpi, tak cierpi, że nie jest w stanie już tu dłużej być.

      A to, że się na Niego złościsz jest w pewien sposób naturalne i nie obwiniaj się za to. Czasami złościmy się na Tych których kochamy a którzy odeszli (zwłaszcza kiedy sami podjęli taką decyzję)żeby móc się w sobie uporać z tragedią która nas spotkała, nauczyć się z tym żyć, wybaczyć.

      A co do pożegnania... nie wiem co Ci mogę napisać, tak naprawdę decyzję będziesz musiała podjąć sama. Ja w każdym razie zdecydowałam się wejść do kaplicy (i byłam jedyną osobą która to zrobiła) pomimo rady pana z Zakładu Pogrzebowego żebym się z Nim pożegnała w sercu (pogrzeb był prawie miesiąc po śmierci), poprosiłam tylko żeby Mu zrobili makijaż, i nie żałuję tego. Czułam, że muszę Go zobaczyć, muszę się przekonać że to rzeczywiście On. I nie jest to tak, że nie pamiętam Go żywego. W moich wspomnieniach jest nadal żywy i tamten widok mi tego nie zabrał. Naprawdę z całego serca życzę Ci podjęcia trafnej decyzji i dużo, dużo siły na ten trudny dla Ciebie czas.


    • landrynka103 Re: Mój Tata odebrał sobie życie... pomóżcie mi.. 29.07.09, 08:45
      Dziękuję Kochani...
      Biję się dziś z myślami... jutro rozpoznanie, potem kremacja, w
      piątek pogrzeb... wciąż nie wiem co robić, czy wejść tam i się
      pożegnać? czy wytrzyma to moje serce? czy nie wejść i zapamiętać go
      takim jaki był za życia, czy nie będą mną targać wyrzuty sumienia że
      się z nim nie pożegnałam? Jest mi strasznie ciężko... mam malutką
      córeczkę i ostatnio jakoś nawet nie mam sily się nią zająć, wpadłam
      w jakieś odrętwienie, otchłań, nie wiem jak to nazwać... Boże jakie
      to wszystko trudne... przynajmniej tutaj mogę się Wam wyżalić, wiem,
      że zostanę zrozumiana... to dużo daje...
      • anima Re: Mój Tata odebrał sobie życie... pomóżcie mi.. 29.07.09, 09:22
        Landrynko,
        jeśli mogę coś zasugerować, to... pożegnaj się z Tatą. Pożegnanie to też jakiś etap naszej żałoby. Ja też bałam się zobaczyć moją Mamę w trumnie, ale potem cieszyłam się, że mogłam raz jeszcze ją pocałować, niezdarnie przytulić, chwycić za dłonie. Pożegnałam ją, widziałam ją bez życia, ale wciąż ją pamiętam, gdy się śmiała, rozmawiała, przytulała, kłóciła... Tego nie zapomnisz nigdy. A pożegnanie może Ci pomóc...
        powodzenia. trzymaj się dzielnie.
        • tilia7 Re: Mój Tata odebrał sobie życie... pomóżcie mi.. 29.07.09, 18:52
          Wytrzymasz, nie wiemy nawet ile jesteśmy w stanie wytrzymać.Ja też byłam
          przerażona i pewna, że zwariuję jak zobaczę ukochanego mężczyznę w trumnie.I nie
          ukrywam, że to jest przeżycie na granicy szaleństwa, na granicy świadomości,
          oprócz dnia w którym odszedł, to był najgorszy dzień w moim życiu.Ale się
          pożegnałam, pogłaskałam po policzku, pocałowałam, dałam coś od siebie "na drogę
          i wieczny sen" i jestem chociaż o to jedno spokojna,że nie zaniedbałam
          niczego.Sama pomyśl, choć to makabryczne, ale gdybyś to Ty odeszła, też pewnie
          chciałbyś, żeby Cię bliscy pożegnali.Znajdziesz siłę, zobzczysz

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka