jadwiga1350
10.09.11, 14:24
Pani Barbara lubiła snuć marzenia o swoim magazynie i jak to dorobiłaby się na krawiectwie. Widzi siebie w miejscu gdzie musiałaby nadskakiwać klientkom, pozyskiwać ich przychylność, może upokarzać się. A Niechcicowa była dumną, niezależną kobietą.
Zaraz po ślubie planowała, że pójdzie do Winczewskich i powie, że zrzeka się dworku. Czy w Warszawie równie chętnie zrzekałaby się klientek na rzecz innych pracowni krawieckich? Tak się bała, że Winczewscy sądzą, że Niechcicowie wygryźli ich z Krępy. Czy w Warszawie też bałaby się, co konkurencja o niej powie, pomyśli? Jeśli tak, to ta pracownia długo by nie pociągnęła.
Pani Barbara, mimo demokratyzacji, miała w sobie szlachecką dumą. Atawizm dawał o sobie znać. Nebelski w Krępie chwalił się swoim szlacheckim pochodzeniem, Niechcicowa czerwieniła się z upokorzenia, że taki prostak śmie się z nią równać. W Serbinowie narzekała, jak chłopi mają szanować dwór, skoro widzą Tomaszka pijanego na weselu w czworakach.
A jak ją bolało, że znajomi w Kalińcu mają ją i Bogumiła za ekonomów.
Miała więc w sobie dumę wielkiej pani, którą inni powinni szanować. Jak z tym pogodzić marzenia o pracowni krawieckiej w Warszawie? Gdzie może nieraz trzeba byłoby płakać po obsłużeniu arystokratek( jak znajoma pani Misiewiczowej)?
I skąd to narzekanie na Serbinów, skoro tylko tu jej atawizm może wyżyć się i znaleźć zaspokojenie. Wszak dla służby, chłopów, to Barbara jest jaśnie panią dziedziczką, a nie jakaś Mioduska mieszkająca za lasami, za górami.