anakonda-2
12.10.11, 17:12
Pracuję w tym zakładzie od kilku lat, i w tym czasie bardzo spadł poziom
szacunku dla pracowników. Zaczęliśmy być traktowani jak bydło, mdły odpad po
sprzedaży. Ktoś przestał zauważać, że to my, szara masa, czarnuchy, czy też
diggersi jak kto woli - to my zarabiamy pieniądze na panów dyrektorów, a nie na
odwrót. Dziwne co? Czy w takim wypadku powinno się o nas dbać czy też nie?
Dlaczego nikt już nie liczy się z naszym zdaniem, skoro to my mamy bezpośredni
kontakt z klientem i znamy jego potrzeby? Problemem jest tutaj chyba to, że
kierują nami osoby, które w wielu przypadkach nie mają zielonego pojęcia jak
powinna wyglądać praca menadżera, a już z ludźmi to OLABOGA !! Ba! Nie mają
zielonego pojęcia nie tylko o swojej pracy ale i o naszej!! Trudno żeby ktoś nas
zrozumiał, jeśli został "przyniesiony w teczce", nigdy na żadnym dziale tak
naprawdę nie pracował i ma na wewnętrznej stronie czoła nadruk "DEREKTOR".
Dochodzimy do paranoidalnej sytuacji gdzie główny menadżer sklepu przeszkadza
pracownikom w pracy!! Niedawno miała miejsce sytuacja, kiedy pracownik
rozkładając towar z bieżącej dostawy (polecenie służbowe od kierownika), dostał
notatkę służbową z rozkazu dyrektora za to, że miał nie podokładany towar u
siebie w alejce! Każdy z nas spotkał się chyba z natychmiastowym przerwaniem
wykonywanej pracy (nieważne jak ważna by była) bo nastąpiła "taka mała
prośba..." . Można by tu mnożyć bez liku przedziwne zarządzenia i dekrety,oj
można by... Jednym z barwniejszych przykładów totalnej ignorancji naszych
obowiązków i lekceważenia naszego czasu pracy jest pomysł, aby określać/obliczać
ile płyt wiórowych (jakiej grubości i rodzaju, np. kolor laminatu) znajduje się
w worku z pyłem (chodzi o pył po cięciu płyt na pile - dział drewno), a
następnie odpisać je na straty .