sabina211
14.11.12, 09:36
Witam,
Większość wątków na tym forum traktuje o cierpieniach ich autorów sprowokowanych przez innych. Ja piszę, ponieważ sama czuję się problemem dla swojej rodziny, a przede wszystkim dla siebie. Problem polega na kolejnym w ciągu kilku lat nasileniu bardzo przykrych objawów nerwicowych. Objawy są przeróżne- od zasłabnięć, walenia serca, nagłych skurczów żołądka i dławienia się po budzenie się po kilkanaście razy w nocy z uczuciem strachu, braku tchu. Etap dość szczegółowych badań kardiologicznych przeszłam przed rokiem - wszystkie wyniki idealne, a na pewno w normie. Wszystkie badania laboratoryjne też ok. Jednym słowem - medycznie okaz zdrowia. Wiem, że nie ma sensu wołać pogotowia w środku nocy, ale naprawdę cierpię, w dodatku jestem na siebie (swoje ciało) wściekła za robienie "cyrku" wbrew woli i rozumowi. Jakiś czas było znośnie, teraz symptomy wracają nawet ze zdwojoną siłą...Nie dzieje się w moim życiu nic traumatycznego, normalne problemy codzienne. Mój mąż rok temu był przerażony, że jestem śmiertelnie chora, dlatego nie mówię mu o nawrotach. Córka w ubiegłym roku była świadkiem mojego zasłabnięcia na ulicy, kiedy wezwano pogotowie, a (po raz kolejny) okazało się, że nic mi nie jest....Dziecko strasznie to przeżyło (trudno się dziwić), a ja do dziś nie umiem sobie wybaczyć, że naraziłam ją na taki stres.
Co mogę zrobić, żeby wyzwolić się z tak destrukcyjnych reakcji somatycznych? Dla świętego spokoju pójdę raz jeszcze do kardiologa, ale jestem głęboko przekonana, że serce cały czas mam zdrowe i jest to kwestia psychiki.