izarepa1
20.04.08, 16:05
witam!
postaram sie krotko i zwiezle opisac moja sytuacje, moze ktos cos
podobnegoprzerabial i pomoze mi wybrnac z problemu.
jestem z mezem po slubie od lat , ze soba jestesmy lat ponad 12. za
miesiac urodzi sie nam drugie dziecko.
mamy swoje mieszkanie, jako tako nam sie zyje jest tylko jeden
problem- maz jest bardzo, moze nawet i za bardzo zwoazany
emocjonalnie ze swoimi rodziciami i w zwiazku z tym, miedzy nami, od
dawna zreszta na tym punkcie pojajwiaja sie klopoty.
chodzi mianowicie o brak szacunku jego rodzicow, a wlasiciwe ojca do
cudzj prywatnosci, jeszcze przed slubem wynajmowalismy mieszkanie,
do kgtorego niestety tesc wchodzil jak do siebie, tzn bez
uprzedzenia, bez pukania... po prostu naciskal klamke i wchodzil jak
do siebie. staralam sie przymykac na to oko, jak i na kilka innych
denerwujacych mnie spraw ale sytuacja ulegla zmianie, kiedy
zachorowalam na paskudna chorobe0 lysienie plackowate. od ponad lat
jesrtem wlasciwie bez wlosow, brwi rzes...od iedy mieszkamy we
wlasnym mieszkaniu, przychodzenie a wlasciwie nachodzenie mnie (
nas?) przez tescia trwa. doszlo do tego, ze mial nawet dorobiony
komplet kluczy przez co zupelnie nie bylam w stanie przewidziec
kiedy sie pojawi... pomijam kwestie szacunku cudzej prywatnosci do
wlkasnego zycia i kata, ale w sytuacji gdy dla odpoczynku chodze
sobie po domu z lysa glowa i nie moge w zaden sposob zareagowac ( tj
zalozyc chustke lub tez\ jakas inna czesc garderoby)pojawianie sie z
zaskoczenia tescia jest ostatnia rzecza jakiej bym sobie zyczyla.
rozmawialam na ten temat z mezem, zeby jakos uczulil ojca na moja
przypadlosc i to, ze tak na prawde nie wchidzi do siebie, wiec
moglby zapukac i poczekac az mu sie otaworzy ( nie stalby przeciez
przed drzwiami godzinami) ale bez efektow. klocilismy sie i klocimy
z tego powodu, gdyz najwidoczniej nie przynioslo to zadnego
rezultatu. jakis czas temu poprosilam tescia o oddanie kluczy ( pod
pretekstem ze zostawilam swoje u mamy w domu) a kilka dni temu,
poprosilam go o pukanie i niewchodzenie samemu do domu.
oczywiscie, istnieje mozliwosc pilnowania czy drzwi sa zamkniete,
azle czy moje zycie ma sie do tego sprowadzac?
moze daloby sie to jeszcze jakos przecierpiec gdyby nie fakt, ze
tesc jest u nas praktycznie codziennie, czasem nawet 2 razy
dziennie... n ie ukrywam ze jest to dla mnie denerwujace, gdyz
irytujacy jest sposob bycia gtescia... wchodzenie na mojego laptopa
( oczywiscie bez pytania) zmusilo mnie do jego zahaslowania... tesc
dobrze wie, ze laptop jest moj a nie meza, wiec nie ma mowy o
nieswiadomej pomylce...
kolejna bzdura, pretekt do przychodzenia do nas to skladowanie
ziemniakow w naszej piwnicy gdyz podobno u nas jest chlodniej...
nie wiem jak orzerwac ta chora jak dla mnie sytuacje- gdybym
chcialam widywac go na codzien, zamieszklalibysmy u tesciow w domu,
gdyz maja spory metraz... wydawalo mi sie dom ma byc ostoja
prywatnosci; gdy mam juz dosc pakuje corke i jedziemy 70 km o mojej
mamy odpoczac. probowalam rozmawaiac z mezem, czy codzienne wizyty
mojej mamy nie doprowadzalby go do szalu, nic mi nie odpowiedzial...
wszyskie moje argumenty wyolbrzymia, nie jest w stanie obiektywnie
spojrzec na swoich rodzicow... a ja, moze to jest i smieszne, myslac
o tej sytuacji nie sypiaqm po nocach bo obmyslam jak, po raz kolejny
dyplomatycznie ( a moze wlasnie nie?) porozmawioac z mezem na ten
temat? powinien umiec odciac pepowine, zwlaszcze ze jego brat, ma
rodzicow gdzies, mimo, ze pilnuja mu oni corki....
ostatnim hitem dnia byl zaskuo, wlasciwie pod naszymi oknami malej
dzialki. gdzie oprocz kilku drzew nie stoi nic. wyobrazam sobie nie
konczace sie pielgrzymki do kibla tescia i tesciowej a takze reszty
jego rodziny bo przeciez na dzialce fajnie jest, mozna bedzie grilla
zrobic ( za kgtory nota bene zapalaci moj maz, gdyz jego rodzice,
nigdy nie mieli problemu zeby zyc po trosze na meza koszt, pomimo iz
oboje maja emerytury a tesc od kilku miesiecy dorabia jako stroz).
skoro juz sie zale, to napisze ze jakis czas temu, maz mial pomysl
jak poddreperowac budzet jego rodzicow i wymyslil ze bedzie placil
swojemu ojcu ok 600zl!!!!! mies za pomoc w opiece nad naszym
dzieckiem. zwazywszy ze tesc nie jest w stanie jej ani przewinac,
ani nakarmic, ani ugotowac ( w koncu to chlop)a nasze finanse do
imponujacych nie naleza,wywolalo to we mnie furie i jeszcze wieksza
niechec do tescia...
wiem ze jestem w ciazy, moze reaguje zbyt emocjonalnie ale nie wiem
jak mam odseparopwac tescia od mojego domu ( niestety mieszkamy
blisko). wraz z pojawieniem sie synka za jakis miesiac i ta cholerna
dzialka pod moimi oknami, obawiam sie ze spokoju nie zaznam i pewno
wyniose sie z dzieciakami do mojej mamy...
jesli tesc ma sie zamiar wprowadzic to ja chyba bede zmuszona
opuscic moj dom, co juz zreszta sie zdarzalo.ucieczka nie jest
najlepszym wyjsciem ale chyba ni innego mi nie poizostaje. w koncu
zdrowie psychiczne jest wazne...
mialo byc krotko, nie udalo sie; sory.
mam na koniec tylko pytanie- czy mam sama porozomawiac z tesciem aby
nie nawiedzal/odwiedzal nas codziennie czy nie wyopada?
dodam, ze tesc jest dosc prostym czlowiekiem, niezbyt domyslnym,
wiec moze wystarczy mu otworzyc oczy na ta kwestie? na meza nie
licze, byloby mu baerdzo trudno o to prosic wlasnego ojca, wiec moze
mnie, jako synowej bardziej wypoada? nie jestem w zaden sposb
emocjonalnie z nim zwiazana, wiec moze i ewentualne reperkusje
zniose lzej... oczywiscie wszystko kosztem moich relacji z mezem,
ktore i tak juz od dawno, sa bardzo slabe...
dzieki za ewentualne rady i pozdrawiam,
iza