Dodaj do ulubionych

nadgorliwy tesc

20.04.08, 16:05
witam!
postaram sie krotko i zwiezle opisac moja sytuacje, moze ktos cos
podobnegoprzerabial i pomoze mi wybrnac z problemu.
jestem z mezem po slubie od lat , ze soba jestesmy lat ponad 12. za
miesiac urodzi sie nam drugie dziecko.
mamy swoje mieszkanie, jako tako nam sie zyje jest tylko jeden
problem- maz jest bardzo, moze nawet i za bardzo zwoazany
emocjonalnie ze swoimi rodziciami i w zwiazku z tym, miedzy nami, od
dawna zreszta na tym punkcie pojajwiaja sie klopoty.
chodzi mianowicie o brak szacunku jego rodzicow, a wlasiciwe ojca do
cudzj prywatnosci, jeszcze przed slubem wynajmowalismy mieszkanie,
do kgtorego niestety tesc wchodzil jak do siebie, tzn bez
uprzedzenia, bez pukania... po prostu naciskal klamke i wchodzil jak
do siebie. staralam sie przymykac na to oko, jak i na kilka innych
denerwujacych mnie spraw ale sytuacja ulegla zmianie, kiedy
zachorowalam na paskudna chorobe0 lysienie plackowate. od ponad lat
jesrtem wlasciwie bez wlosow, brwi rzes...od iedy mieszkamy we
wlasnym mieszkaniu, przychodzenie a wlasciwie nachodzenie mnie (
nas?) przez tescia trwa. doszlo do tego, ze mial nawet dorobiony
komplet kluczy przez co zupelnie nie bylam w stanie przewidziec
kiedy sie pojawi... pomijam kwestie szacunku cudzej prywatnosci do
wlkasnego zycia i kata, ale w sytuacji gdy dla odpoczynku chodze
sobie po domu z lysa glowa i nie moge w zaden sposob zareagowac ( tj
zalozyc chustke lub tez\ jakas inna czesc garderoby)pojawianie sie z
zaskoczenia tescia jest ostatnia rzecza jakiej bym sobie zyczyla.
rozmawialam na ten temat z mezem, zeby jakos uczulil ojca na moja
przypadlosc i to, ze tak na prawde nie wchidzi do siebie, wiec
moglby zapukac i poczekac az mu sie otaworzy ( nie stalby przeciez
przed drzwiami godzinami) ale bez efektow. klocilismy sie i klocimy
z tego powodu, gdyz najwidoczniej nie przynioslo to zadnego
rezultatu. jakis czas temu poprosilam tescia o oddanie kluczy ( pod
pretekstem ze zostawilam swoje u mamy w domu) a kilka dni temu,
poprosilam go o pukanie i niewchodzenie samemu do domu.
oczywiscie, istnieje mozliwosc pilnowania czy drzwi sa zamkniete,
azle czy moje zycie ma sie do tego sprowadzac?
moze daloby sie to jeszcze jakos przecierpiec gdyby nie fakt, ze
tesc jest u nas praktycznie codziennie, czasem nawet 2 razy
dziennie... n ie ukrywam ze jest to dla mnie denerwujace, gdyz
irytujacy jest sposob bycia gtescia... wchodzenie na mojego laptopa
( oczywiscie bez pytania) zmusilo mnie do jego zahaslowania... tesc
dobrze wie, ze laptop jest moj a nie meza, wiec nie ma mowy o
nieswiadomej pomylce...
kolejna bzdura, pretekt do przychodzenia do nas to skladowanie
ziemniakow w naszej piwnicy gdyz podobno u nas jest chlodniej...
nie wiem jak orzerwac ta chora jak dla mnie sytuacje- gdybym
chcialam widywac go na codzien, zamieszklalibysmy u tesciow w domu,
gdyz maja spory metraz... wydawalo mi sie dom ma byc ostoja
prywatnosci; gdy mam juz dosc pakuje corke i jedziemy 70 km o mojej
mamy odpoczac. probowalam rozmawaiac z mezem, czy codzienne wizyty
mojej mamy nie doprowadzalby go do szalu, nic mi nie odpowiedzial...
wszyskie moje argumenty wyolbrzymia, nie jest w stanie obiektywnie
spojrzec na swoich rodzicow... a ja, moze to jest i smieszne, myslac
o tej sytuacji nie sypiaqm po nocach bo obmyslam jak, po raz kolejny
dyplomatycznie ( a moze wlasnie nie?) porozmawioac z mezem na ten
temat? powinien umiec odciac pepowine, zwlaszcze ze jego brat, ma
rodzicow gdzies, mimo, ze pilnuja mu oni corki....
ostatnim hitem dnia byl zaskuo, wlasciwie pod naszymi oknami malej
dzialki. gdzie oprocz kilku drzew nie stoi nic. wyobrazam sobie nie
konczace sie pielgrzymki do kibla tescia i tesciowej a takze reszty
jego rodziny bo przeciez na dzialce fajnie jest, mozna bedzie grilla
zrobic ( za kgtory nota bene zapalaci moj maz, gdyz jego rodzice,
nigdy nie mieli problemu zeby zyc po trosze na meza koszt, pomimo iz
oboje maja emerytury a tesc od kilku miesiecy dorabia jako stroz).
skoro juz sie zale, to napisze ze jakis czas temu, maz mial pomysl
jak poddreperowac budzet jego rodzicow i wymyslil ze bedzie placil
swojemu ojcu ok 600zl!!!!! mies za pomoc w opiece nad naszym
dzieckiem. zwazywszy ze tesc nie jest w stanie jej ani przewinac,
ani nakarmic, ani ugotowac ( w koncu to chlop)a nasze finanse do
imponujacych nie naleza,wywolalo to we mnie furie i jeszcze wieksza
niechec do tescia...
wiem ze jestem w ciazy, moze reaguje zbyt emocjonalnie ale nie wiem
jak mam odseparopwac tescia od mojego domu ( niestety mieszkamy
blisko). wraz z pojawieniem sie synka za jakis miesiac i ta cholerna
dzialka pod moimi oknami, obawiam sie ze spokoju nie zaznam i pewno
wyniose sie z dzieciakami do mojej mamy...
jesli tesc ma sie zamiar wprowadzic to ja chyba bede zmuszona
opuscic moj dom, co juz zreszta sie zdarzalo.ucieczka nie jest
najlepszym wyjsciem ale chyba ni innego mi nie poizostaje. w koncu
zdrowie psychiczne jest wazne...
mialo byc krotko, nie udalo sie; sory.
mam na koniec tylko pytanie- czy mam sama porozomawiac z tesciem aby
nie nawiedzal/odwiedzal nas codziennie czy nie wyopada?
dodam, ze tesc jest dosc prostym czlowiekiem, niezbyt domyslnym,
wiec moze wystarczy mu otworzyc oczy na ta kwestie? na meza nie
licze, byloby mu baerdzo trudno o to prosic wlasnego ojca, wiec moze
mnie, jako synowej bardziej wypoada? nie jestem w zaden sposb
emocjonalnie z nim zwiazana, wiec moze i ewentualne reperkusje
zniose lzej... oczywiscie wszystko kosztem moich relacji z mezem,
ktore i tak juz od dawno, sa bardzo slabe...
dzieki za ewentualne rady i pozdrawiam,
iza
Obserwuj wątek
    • burza4 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 16:24
      bardzo się dziwię, że znosisz to cierpliwie od 12 lat i jeszcze
      pytasz czy wypada zwrócić teściowi uwagę... Naprawdę ja bylabym już
      po paru totalnych awanturach.

      w normalnej sytuacji taką rozmowę powinien przeprowadzić twój mąż,
      ale na niego nie masz co liczyć, bo jest tak wytresowany że nigdy
      nie zrozumie w czym problem - więc musisz sama. Nie czekać na
      kolejne przegięcie, które podniesie ci ciśnienie tak, że
      wybuchniesz, ale przy najbliższej okazji - spokojnie i dobitnie
      musisz powiedzieć mu bez owijania w bawełnę, że ciebie te wizyty
      męczą i dezorganizują ci życie.

      dziwię się notabene, że drzwi masz otwarte, pomijając teścia - to ze
      względów bezpieczeństwa? dziwię się, że nie powiedzialaś wprost -
      nie ruszaj moich rzeczy. Tu nie ma co bawić się w dyplomację, bo do
      ludzi tego pokroju dyplomacja nie dociera. Popełniłaś ogromny błąd
      tak długo siedząc cicho - teraz będzie to trudno odkręcić, bo sama
      przyzwyczaiłaś ich, że mogą czuć się jak u siebie. Ja reagowałam od
      początku przy byle okazji, choćby kiedy teść chciał sobie sam zrobić
      herbatę. Mówiłam po prostu "siadaj, jesteś tu GOŚCIEM, nie lubię jak
      ktoś mi się kręci po MOJEJ kuchni".
    • lookbill Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 16:26
      Dziwi mnie to, że tyle lat żyjesz w takim układzie i pozwalasz sobie
      na to. Mąż ma nieodciętą pępowinę, a Ty to znosisz bardzo dzielnie
      latami. Zmieniłabym zamki i tyle, może takie rozwiąznie da im do
      myślenia?
      • izarepa1 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 16:43
        dzieki kobiety za sugestie. przeczytalam na spokojnie swojego mejla,
        jest b. chaotyczny i nieposkladany ( korzystam z czasu, kiedy corcia
        spi) ale zawarlam w nim wszystko lub prawie wszystko, co mnie
        dobija.
        probowalam na spokojnie wytlumaczyc mezowi, co wg mnie jest
        niewlasciwie w postepowaniu jego ojca, on jednak jest albo gluchy na
        moje argumenty, albo jest mu niezrecznie zwrocic uwage ojcu na
        zaistnialy problem. powiedzialam mu, ze zeniac sie ze mna zdecydowal
        sie na zalozenie wlasnej rodziny i odciecie sie w ten sposob od
        rodzicow.bez reakcji. wytlumaczylam, ze nie wymagam aby calkowicie
        zerwal z nimi kontaktu- rowniez bez odpowiedzi ze strony meza.
        wypalil za to, ze na drzwiach umiescimy kartke: tesciom i wszystkim
        wstep wzbroniony. chcialam to jakos skwitowac, ale maz juz opuscil
        pokoj. staralam sie wyjasnic, ze nie czuje sie dobrze we wlasnym
        domu, w takiej sytuacji...
        dziwi mnie i zawsze dziwilo przywiazanie mojego meza,
        dofinansowywanie ( bezposrednie lub posrednie- poprzez uzupelnianie
        im lodowki lub robienie zakupow)tesciow a z drugiej strony ich
        zapominanie o urodzinach meza, nieskladanie mu zyczen itp. wiem, ze
        inaczej nas wychowano, pewno dlatego takie sytuacje mnie raza...
        co do zamkow, to nie ma chyba sensu... zaopatrze sie chyba w
        lancuch, do tego klucza dorobic sie nie da...
        co do dzialki, "odwiedzin" tescia, nie wiem co poczac...
        a co do meza, wystosuje mu chyba list i zbiore sie z corka do matki
        aby tam ochlonac i aby rowniez i maz zastanowil sie, z kim chce zyc-
        z rodzicami czy z nami...juz tak sie od siebie oddalilismy, ze coraz
        czesciej mysle o rozstaniu. szkoda jednak byloby mi dzieci. Maz za
        corka przepada, tesc niestety tez...
        dzieki raz jeszcze i pozdrawiam,
        iza
        • lookbill Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 17:01
          Moje pierwsze małżeństwo się rozpadło m.in. przez nadmierny związek
          męża z rodzicami. Ciągłe przesiadywanie u nich, nieustanne
          komentarze ze strony teściów na temat prowadzenia przeze mnie domu,
          prowadzenia interesów itp... Byłam tak przytłoczona w pewnym
          momencie ich obecnością w naszym życiu, że miałam pretensje do nich
          o wszystko. Dopiero po jakims czasie otworzyły mi sie oczy, że to
          przecież nie ich wina, a moja i mojego męża, który na to pozwalał.
          Doszło do tego, że teściowie wiedzieli o tym czy stosuję
          antykoncepcję czy nie i kiedy sypiamy ze sobą!

          Postawiłam ostre warunki naszego bytowania razem i wtedy sie
          okazało, że niestety nikomu to nie odpowiada, a mąż jest
          maminsynkiem i nie potrafi usiedzieć w domu, tylko woli spędzać czas
          z rodzicami, tam jadać obiadki, a w domu oczywiście drugi raz.
          Uznałam, że to sensu nie ma i wyrzuciłam go z domu. Nawet wtedy się
          nie opamiętał. Także ja przegrałam walke o odrębność rodziny z
          teściami.
          Teraz po czasie nie żałuję swojej decyzji, wszak mam męża, który
          pępowinę ma odciętą, a teściowie nie żyją. Sądzę jednak, że to
          ludzie innego pokroju byli, bo mąż ma silna osobowość i nie pozwala
          na ingerowanie w nasz związek komukolwiek z mojej rodziny.
    • arwen8 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 16:32
      izarepa1 napisała:

      > wiem ze jestem w ciazy, moze reaguje zbyt emocjonalnie

      Iza, reagujesz właściwie. Twoja prywatność i poczucie bezpieczeństwa
      we własnym mieszkaniu są notorycznie naruszane. Normalną reakcją na
      takie naruszenie jest złość, frustracja, wściekłość. Masz pełne
      prawo do tych uczuć.

      > mam na koniec tylko pytanie- czy mam sama porozomawiac z tesciem
      > aby nie nawiedzal/odwiedzal nas codziennie czy nie wypada?

      Jak najbardziej WYPADA. Dobrze by było gdybyście razem z mężem
      przeprowadzili taką rozmowę i żeby mąż wyraźnie opowiedział się po
      WASZEJ stronie. Rozumiem, że problem również tkwi w postawie meża?

      Polecam jak najszybciej przeczytać "Toksycznych teściów" Susan
      Forward. Znajdziesz w tej książcę wskazówki jak mądrze i spokojnie
      przeprowadzić taką rozmowę konfrontacyjną z teściem. Warto
      powiedzieć mu o swoich uczuciach i zaproponować wspólne rozwiązanie
      problemu (np. uprzedzanie o przyjazdach, umawianie się na konkretną
      godzinę, zmiana częstotliwości odwiedzin, pukanie, etc.). Ważne jest
      by spokojnie powiedzieć o tym, jakie uczucia wzbudza w Tobie jego
      zachowanie i co można (wspólnie) z tym zrobić.

      Można na przykład ustalić, że jeśli teść chce Was odwiedzić, to
      wykonuje telefon i uprzedza o swoich zamiarach, pytając
      równocześnie, czy Wam to odpowiada i ustalając dzień/godzinę takiej
      wizyty.

      Zastanowiłabym się też nad zmianą zamków w drzwiach do mieszkania i
      piwnicy w przypadku braku współpracy ze strony teścia w kwestii
      rozwiązania tego problemu. Uprzedziłabym teścia o konieczności
      takiej zmiany zamków i wyjaśniłabym dlaczego jest to ostateczność
      (np. gdyby nie zgodził się zmniejszyć ilości swoich odwiedzin lub
      nie chciał iść na żaden kompromis). Sprawa musi być postawiona
      jasno.

      Powodzenia i odwagi!
    • amelkalexi Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 17:13
      Koniecznie porozmawiaj...sama, bo maz ma bardzo odmienne zdanie,
      wiec na jego wsparcie nie licz. Jesli nic sie nie zmieni, a bylaby
      taka mozliwosc, zapros swoja mame. Niech posiedzi przez kilka
      tygodni, powtraca sie... pozyje na wasz koszt, moze wtedy malzonek
      zrozumie, jak sie czujesz. Jesli i to nie pomoze, to chyba tylko
      rozstanie pozwoli Ci spokojnie zyc. Nie jestem zwolenniczka
      wykorzystywania dzieci w potyczkach rodzinnych, ale jesli juz nic
      nie pomoze, to zagroz, ze wyniesiesz sie z dziecmi daleko....a on
      niech dalej zyje z rodzicami.
      Zycze powodzenia i ... mocnych nerwow..
      • lookbill Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 17:22
        Swoich rodziców bym nie mieszała raczej w to, bo do tego typu
        zagrywek trzeba mieć odpowiedni charakter. Jeśli mama i tata nie są
        z tych, co się lubią wtrącać, to dziewczyna nic nie zdziała.
    • kicia031 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 17:38
      Przede wszystkim trzymaj dzwi zamkniete. Dziwie sie, ze tego nie robisz,
      przeciez to podstawowa zasada BHP. Lancuch to moze byc dobry pomysl.

      Wyobrazam sobie, jak trudno przeprowadzic taka rozmowe, ale musissz sie zebrac,
      bo stawka jest twoje zdrowie psychiczne!
      • lookbill Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 17:58
        Stawką jest w tym przypadku w ogóle to małżeństwo. Albo samodzielne
        życie w odrębnej rodzinie albo dalsza męczarnia. Mąż albo się
        opamięta albo na rzecz rodziców zrezygnuje ze swojej rodziny. Wóz
        albo przewóz. Lepsze nowe szczęście i oddech niż duszenie się.
    • kol.3 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 17:58
      Matko jedyna, przyczytałam to i słabo mi się zrobiło. W zasadzie
      nie masz domu.
      Ci ludzie obsiedli Cię jak rój. Tatuś włazi do Was 2 razy dziennie
      jak do obory i jeszcze ta działka pod oknami. Musisz działać
      natychmiast. Przeprowadzić rozmowę, aby ograniczyli wizyty i
      przestać ich wpuszczać. Ustalić zasady, że korzystanie z działki nie
      może być pretekstem do koczowania w Waszym domu. W życiu nie
      wyprowadzaj się do mamy. Jeżeli mąż nie może żyć bez rodziców -
      wręczyć mu walizkę i adieu.
      • izarepa1 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 18:58
        dziewczyny!
        dzieki za wszelkie sugestie. nie wiedzialam, czy przesadzam, czy tez
        moja zale i prestensje sa uzasadnione. na poczatek zbiore sie w
        sobie i napisze mezowi list, gdyz rozmawianie z nim na tak drazliwy
        temat jest rzecza b trudna o ile niemozliwa. nigdy (niestey) nie
        bylam osoba , ktora tupnelaby noga i ostro postawila na swoim; przed
        slubem myslalam o jego rodzicach, ale stwierdzilam, ze nie bede
        rezygnowac z wartosciowego ( jakby nie bylo) czlowieka tylko z
        powodu jego rodzicow. od slubu minelo 3 lata a wlasciwie zmian na
        lepsze, jesli chodzi o jego rodzicow nie ma.
        zobaczymy co bedzie po liscie. jesli w zaden sposb nie zareaguje i
        nie zechce poszukac jakiegolwiek kompromisu, zostane u mamy do
        porodu i pewno jeszcze troche po... moze chociaz za corka zateskni i
        za majacym narodzic sie synem.
        pozdrawiam i raz jeszcze dziekuje,
        iza
        • lookbill Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 19:05
          Proponuę listy wysyłać do męża polecone, ja niestety takie listy
          musiałam wykorzystać przy rozwodzie, jako że mąż pozwał mnie z
          orzeczeniem mojej winy, podczas gdy nasze małżeństwo rozpadło się z
          winy głównie nieodciętej pępowiny, choć aniołem nie byłam i moja
          wina była też. Niemniej to, że takie listy do męża miałam skserowane
          z potwierdzeniem nadania spowodowało, że mąż i jego adwokat przystał
          na moja propozycję rozwodu- czyli bez orzekania o winie.
        • arwen8 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 19:12
          W tym artykule znajdziesz kilka wartościowych uwag:

          www.newsweek.pl/kobieta/artykul.asp?Artykul=22954
          Przeczytaj uważnie wszystkie trzy strony tego wywiadu. Na pewno da
          Ci dużo do myślenia. Ważne też spróbowac odpowiedzieć sobie na
          pytanie, dlaczego przez tyle lat nie odważyłaś się powiedzieć
          teściowi o tym, jak się czujesz, kiedy wkracza bez zapowiedzi do
          Waszego mieszkania. Albo, dlaczego związałaś się z mężczyzną mocno
          uzależnionym od rodziców, który nie potrafi bronić odrębności i
          prywatności własnego małżeństwa. Albo, dlaczego wolisz zostawić dl
          ameża list i "uciec" do swoich rodziców.

          Wyraźnie boisz się konfrontacji. Być może kojarzy Ci się z kłótnią,
          krzykiem, wyzwiskami. Tak wcale nie musi być. Mądra konfrontacja
          polega na asertywnym, niedefensywnym przedstawieniu swojego punku
          widzenia. A tego można (a nawet trzeba - dla własnego zdrowia
          psychicznego) się nauczyć.

          Na razie polecam w.w. artykuł!
          • izarepa1 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 20:18
            czesc!
            artykul z pewnoscia przeczytam, jak tylko na dluzej i spokojniej
            dorwe sie do kompa. na razie dzialam z doskoku. pytasz dlaczego
            wczesniej nie reagowalam na "swobodny" styl bycia tescia...
            reagowalam, probowalam rozmawiac z mezem, ale niewiele z tych rozmow
            wynikalo. moz maz uwaza ze jestem "faszystka" z racji moich pogladow-
            nie oszczwedzam mojego brata, jesli chodzi o jego problem
            alkoholowy, mowie otwarcie co o tym sadze. tak samo bylo i z reakcja
            na jego rodzicow- z poczatku, probowalam robic to delikatnie, z
            wyczuciem, w miare jednak jak moja frustracja narastala a sytuascja
            sie nie zmieniala, stawialam sprawe dosc jasno. ucieczka do mojej
            mamy nie jest najlepszym rozwiazaniem, wiem, ale w momencie, kiedy
            moj moz ucina rozmowe wychodzac albo z pokoju albo z domu, nie mam
            mozliwosci przedstawienia mu moich racji, ktore z pewnoscia i tak
            zna.
            mysle ze na razie sprobuje z listem;zobaczymy jak bedzie dalej.
            maz zdaje sobie sprawe ze w pewnych kwestiach przegina- ostatnio,
            jak zebralam sie z corka do domu, zastalam w aucie kwiaty... na
            pytanie z jakiej to okazji, odpowiedzial, ze z zadnej.
            pozostajke mi sie wiec ludzic, ze jesli nie zalezy mu juz na mnie,
            to zalezy na tym, aby miec dziedcko przy sobie. i jesli chce aby tak
            zostalo, to list, ktory mam zamiar mu wystosowac, powinien dac mu do
            myslenia.
            zas co do tescia, to musze oddac mu sprawiedliwosc- pomimo, swojej
            prostoty w byciu i obyciu, jest to uczynny czlowiek. to on, a nie
            tesciowa, przez kilka dni, po cersarce, gdy zmuszona bylam u nich
            pomieszkiwac ( z racji remontu w moim domu), pytal czy niczego mi
            nie brakuje i przynosil sniadanie do pokoju...wpadajac do nas
            w "odwiedziny" pyta, czy nie wyniesc mi smieci... ale to chyba nie o
            to chodzi...
            dziekuje za rady i pozdrawiam,
            iza
        • burza4 Re: nadgorliwy tesc 22.04.08, 16:36
          uważam, że nie masz co sobie strzępić języka tysięczny raz tłumacząc
          mężowi rzeczy, które powinny być oczywiste dla dorosłego człowieka.
          Po wtóre - na męża nie masz co liczyć - ON TEJ SPRAWY NIE ZAŁATWI,
          bo jemu to nie przeszkadza.

          Przeszkadza tobie - i niestety sama musisz porozmawiać z teściem,
          postawić sprawę jasno.

          i przestań uciekać do mamusi, bo to dziecinada. Rozumiem chęć
          odpoczynku, ale to nie rozwiązuje niczego, raczej podkreśla fakt, że
          zamiast tworzyć całość, rodzinę - każde z was ciągnie w swoją stronę.
    • alicja1212 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 20:28
      kobieto, ja cię podziwiam :))) jak ty to wytrzymujesz?

      mój teść tez jest z tych niekumatych, co to wchodzi do domu syna jak
      do swojego i dlatego pinuję, by drzwi zawsze były zamnknięte i w
      zamku był klucz ( bo teść ma swój komplet kluczy). A jak mi kiedyś
      rano wlazł do domu DO SYPIALNI wejściem przez garaż, to go
      wyrzuciłam za drzwi i powiedziałam jasno ze nie zyczę sobie takiego
      zachowania. Poskutkowało :))

      Niestety, ale takich teściów trzeba sobie wychować, bo inaczej wejdą
      Ci na głowę...
      • izarepa1 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 20:37
        alicja!
        staram sie pilnowac zamknietych drzwi, jednak nie zawsze mi sie
        udaje upilnowac meza aby je zamykal... a to wyjscie do skrzynki po
        listy, a to jakies smieci... nie wiem, moze maz robi to celowo,
        wiedzac ze tesc zaraz przyjdzie i "zapominajac" mi o tym
        powiedziec...
        zlosc na tyle we mnie wezbrala, ze niedlugo przejde chyba do ostatec
        znego rozwiazania drazniacej mnie kwestii. kiedys maz powiedzial,
        abym nie kazala mu wybierac pomiedzy mna i rodzicami- jestem daleka
        od tego aby wzbraniac mu kontakty z nimi, ale czuje ze zastosuje ten
        szantaz bo sytuacja ta trwa zdecydowanie za dlugo.
        pozdrawiam,
        iza
        • alicja1212 Re: nadgorliwy tesc 20.04.08, 21:27
          Ja Ci radzę, żebyś porozmawiała z teściem i to szybko, bo inaczej
          wykończysz siebie albo swoje małżeństwo. Sama to przerabiałam,
          przymykając dłuższy czas oko na porządki mojej tesciowej. Ona
          chciała mi tylko pomóc, a mnie szlag trafiał jak widziałam porządek
          w mojej szufladzie z bielizną zrobiony przez teściową :| W końcu
          doszło do tego, że zamiast dziękować za pomoc, ja byłam na nią
          wściekła i niemiła. Ta sytuacja doprowadziła do tego, że kłóciliśmy
          się ciągle z męzem o mój stosunek do jego rodziców. pomogła dopiero
          awantura moja z teściową. Wykrzyczałam jej wtedy jak ja się czuję,
          gdy ona mi sprzata i teściowa chyba zrozumiała. W każym razie
          odpusciła trochę i przestała robić porządki w moich rzeczach :)
          Myślę że czasem trzeba powiedzieć teściom wprost co się myśli na
          temat ich danego zachowania, bo to co nas razi dla nich może być
          normalne.I oni po prostu mogą nie zdawać sobie sprawy z tego, że nas
          coś denerwuje. W końcu są to obcy ludzie, którzy zostali inaczej
          wychowani niż my.

          Pozdrawiam

          PS. A z moim teściem też się wczoraj pokłóciłam, bo wymyślił sobie,
          że zabierze wnuka na wakacje za granicę, a ja się nie zgodziłam :))
          • 4-mexx Re: nadgorliwy tesc 21.04.08, 06:06
            a moze wydrukuj to i daj tesciowi do przeczytania...
            mysle ze to bedzie najkrotsza droga
    • daria3101 Re: nadgorliwy tesc 21.04.08, 08:24
      Koszmar taki nadgorliwy teść. Podobnie jak Ty, nie zniosłabym takiej
      sytuacji i szukałabym rozwiązania. Widać jesteś dobrze wychowana i
      prostemu teściowi trudno Ci wyrzucić z siebie, co o tym myślisz.
      Może dobrym wyjściem byłaby też rozmowa z teściową jak kobieta z
      kobietą, w cztery oczy, może ona porozmawiałaby z mężem w "swój"
      sposób aby przestał Was nachodzić, może powstrzymałaby go. Niektórzy
      starsi ludzie nawet nie zdają sobie sprawy z tego, że ładuja się z
      butami w czyjeś życie. Teść musi usłyszeć co robi i do czego się
      przyczynia. Może zda sobie sprawę, że nie pomyslał wcześniej...
    • kicia031 Re: nadgorliwy tesc 21.04.08, 09:59
      A moze tesc powinien kiedys wejsc i zastac was nago? Albo jeszcze
      lepiej w akcji?
      To powinno go raz na zawsze zniechecic do niezapowiedzianych wizyt ;-
      ))
    • bubster skoro Twój mąż 21.04.08, 12:50
      to taka łajza sama porozmawiaj z teściem
      i wymień zamki

      i bardzo często nie wpuszczaj teścia do domu, udając że nikogo nie ma
      a za każdym razem pytaj, po co przyszedł, mówiąc wprost, że Ci
      przeszkadza
    • darrem Re: nadgorliwy tesc 21.04.08, 13:07
      Witam!
      Tez mam taki egzemplarz, tyle tylko że mieszkamy razem. To porażka,
      mój teść jest niewidomy, ale w pełni samodzielny, tzn zrobi wszystko
      wokół siebie. W ostanim czasie jednak się przyzwyczaił do dobrego i
      jedynym jego zajęciem jest siedzenie i bujanie się na krześle. Też
      mi się wtrąca do życia, tzn nie ma swojego życia i nasze traktuje
      jak swoje. Nasi znajomi to jego znajomi itp. Czasami przegina i
      wtedy mu mówię" Tato możesz iść do siebie?", pomaga na chwilę. Tez
      mam dość. Chcę być samodzielna i już głupoty mnie denerwują, np
      wracam z dziećmi ze spaceru, podchodzę pod swoje drzwi, oczywiście
      otwarte, teść siedzi w drzwiach, trzyma psa żeby nie uciekł. Potem
      jest przepytywanie córki, w którym sklepie byliśmy?, co kupiła
      dziadkowi? itp Przychodzi sąsiadka, rozmawiamy chwile o dzieciach(
      niedawno urodziła jej się wnuczka) i do rozmowy włącza sie teść i
      zaczyna opowieść jak to S był mały o karmieniu itd. Spojrzałam na
      sąsiadkę( osoba w podobnym wieku co teść), biedna tylko przewraca
      oczami, dosyć szybko pod byle pretekstem się ewakuuje. Takich
      sytuacji jest mnóstwo, ja wiem powiecie, że inwalida to trzeba
      zrozumieć, ale tysiąć razy tłumaczyliśmy razem z mężem, żeby tato
      ruszył się z domu, wyszedł choćby na ławeczkę, pogadał z ludźmi z
      osiedla nic jak grochem o ścianę
      Tak więc łatwo nie jest, niektórzy ludzie nawet jak im się tłumaczy
      nie zrozumieją, trzeba by chyba za każdym razem przypominać o swojej
      prywatnośći. U Ciebie chybabym skorzystała z codziennej obecności
      mamy, tak przez jakis czas, może mąż by zrozumiał o co chodzi, jakby
      nie mógł po WŁASNYM domu w "gaciach" pochodzić i co by się obejrzał
      to Teściowa?
      Sorry, że się rozpisałam, ale przy okazji swoje żale trochę wylałam
      Życzę powodzenia, silnych nerwów i pomyślności za miesiąc:)
    • bj32 Re: nadgorliwy tesc 21.04.08, 13:31
      Łomatko... Też mam takiego teścia. Tylko ten mój nie jest prostym
      człowiekiem, zatem dywersję uprawiał świadomie. W dodatku to
      faszysta. Odkąd zamieszkaliśmy stosunkowo blisko jego działki
      zaczęły się nieoczekiwane wizyty 4 razy w tygodniu. Grzebać nam
      teście nigdzie nie grzebali, ale przyłazili o rozmaitych porach
      niezapowiedziani i żądni kawki, ciasta i miłej pogawędkiu. O 8.00
      rano, o 22.00, jak miałam zmywanie, czy wieszanie pieluch, albo jak
      miałam usypiać dziecko. Pół roku to znosiłam, dając mężowi do
      zrozumienia [a też był silnie z rodzicami związany], aż mnie to
      zgniewało, zrobiłam karczemna awanturę i oświadczyłam, że kolejnej
      niezapowiedzianej wizyty nie zniosę.
      Tak sie akurat zdarzyło, że zapowiedzianą mieli, bo imienimy męża,
      upalny letni dzionek i my frajersko od 12.00 do 16.00 czekaliśmy, aż
      przylezą. W końcu się wnerwiliśmy i poszliśmy w diabły na spacer.
      Okazało sie, ze sobie przyszli o 18.00. Kto składa wizyty o takiej
      porze w domu, gdzie jest małe dziecko? Pocałowali klamkę i sie
      obrazili na tyle skutecznie, ze teść z nami nie gadał w ogóle przez
      rok, a teściowa z rzadka. Mąż się przyzwyczaił do luksusu nie bycia
      wzywanym do każdej więdnącej roślinki i każdej zchrzanionej
      uszczelki, że nawet jak teść odzyskał chęć do gadania z nami, to
      stare nie wróciło:)
      Przez jakiś czas relacje były w normie, aż w końcu teściowi cośtam
      się znowu przestało podobać usiłował mnie publicznie pobić -
      nieskutecznie, przez jakis czas potrwały napiete warunki, aż
      wreszcie orzekłam mężowi, ze teściowa jak musi, proszę bardzo, niech
      nas odwiedza, ale jak mi teściu jeszcze raz próg domu przekroczy, to
      wzywam policje i po sprawie. Mąż sie zgodził i od tej pory żyjemy
      długo i szczęśliwie:)
      Czasami trzeba radykalnie. Do niektórych ludzi nie dociera spokojna
      informacja. Do mojego męża nie docierały prośby, dopiero, jak go
      zrugałam, to zastosował manewr taktyczny. Wcześniej nie sądził, ze
      mnie to wnerwia, bo przecież mówiłam spokojnie...
      Może też tak spróbój. Masz prawo mieć spokój we własnym domu.
      • izarepa1 Re: nadgorliwy tesc 21.04.08, 18:13
        wracam ze sklepu z zakupow i co widze- tescia!!!! krew mnie zalala
        gdy otworzyl mi drzwi po czym od razuy wypalilam" widze ze juz tu
        mieszkasz". nie zareagowal...
        nastepnie obwiescil mi ze w poczcie jest cos dla mnie, powiedzialm
        mu ze sama ja sobie przejrze i dziekuje....
        szlag mnie trafia, juz nie mam sil. w zeszlym tyg nie bylo go tylko
        wczoraj, dzis nowy tydzien i pewno pod znakiem tescia...
        Ku..!!! za przeproszeniem.
        • arwen8 Re: nadgorliwy tesc 22.04.08, 15:25
          izarepa1 napisała:

          > od razy wypalilam" widze ze juz tu mieszkasz" [...]
          > powiedzialm mu ze sama ja sobie przejrze i dziekuje....

          Iza, doskonale rozumiem Twoją wściekłość na teścia, ale tak
          agresywne reakcje Twojego problemu nie rozwiążą, wręcz przeciwnie.
          Jest to bunt dziecka przeciwko narzucającemu się rodzicowi. Nie tędy
          droga. Polecam raz jeszcze zachowanie i mówienie NIEDEFENSYWNE (i
          tym bardziej nie agresywne), tego można (i warto!) się nauczyć.
          Rozmowa z Małgorzatą Liszyk-Kozłowską, którą Ci poleciłam, też daje
          do myślenia.

          Na prawdę warto dostrzec, że oprócz reagowania defensywnego i
          agresywnego jest jeszcze niedefensywne, asertywne dbanie o siebie i
          swoje granice.
          • izarepa1 Re: nadgorliwy tesc 22.04.08, 17:07
            czesc arwen!
            wiem, ze wypalilam dosc bezceremonialnie a i potem moje zachowanie (
            przejscie z corka do drugiego pokoju i zostawienie tescia samego w
            drugim) bylo nieeleganckie, ale po prostu rece mi opadly...
            jakis czas pozniej wykrzyczalam ( co mi sie nie zdarza) mezowi co
            sadzie na temat nawiedzin a nie odwiedzin jego ojca, o tym co czuje,
            jak sie czuje itd itp, maz stwierdzil ze przesadzam...wiem, ze dla
            niego obecnosc ojca nie jest problematyczna, mnie nawet glosny glos
            tescia, jego "kulawe" i niezgrabne wypowiedzi denerwuja... mam go po
            prostu dosc i w nadmiarze. po klotni z mezem, o dziwo, dzis ze soba
            normalnie rozmawiamy. zagrozilam, ze jezeli codzienne wizyty jego
            ojca nie stana sie rzadsze, zabieram corke i jade do matki, bo dzien
            w dzien denerwowac sie nie bede. uslyszalam, ze moge jechac ale bez
            corki...
            no coz, poki co trwam u siebie w domu, jest wtorek tescia jeszcze
            nie bylo. byc moze odczul, ze moje wczorajsze zachowanie ma wiele
            wspolnego z jego bywaniem u nas.
            pozdrawiam,
            iza
            • burza4 Re: nadgorliwy tesc 23.04.08, 13:21
              stale powielasz ten sam błąd - nie mówisz wprost, wycofujesz się,
              zamiast wyłuszczyć sprawę teściowi - zwracasz się do męża, który
              NIGDY nic z tym nie zrobi. I zamiast zachować się jak dorosła osoba -
              zachowujesz się jak dziecko (grożenie ucieczką do mamusi), a
              dziecka nie traktuje się poważnie.

              Jeszcze sobie nie uświadomiłaś, że takie gesty i aluzje NIE
              DOCIERAJĄ do ludzi pokroju twojego teścia? chcesz ten problem
              rozwiązać, czy będziesz się tylko żalić przez następne 20 lat?
              • m_zonka Re: nadgorliwy tesc 23.04.08, 15:12
                Nie rozumiem jednego: dlaczego radzicie autorce wątku, by sama
                załatwiła sprawę? problem nie jest w teściu (wiemy juz że
                niereformowalny), tylko w mężu. Facet ma ewidentnie nie odciętą
                pępowinę, nie umie tego zrobić, nie umie zaznaczyć, gdzie kończy sie
                jego stado a zaczyna stado teścia - a to powinni robić małżonkowie
                razem, jednym frontem bo inaczej się nie uda. Oczywiście za cenę
                bycia takimi czy siakimi w oczach obrazonych rodziców. Ten koszt
                niestety trzeba wkalkulować.
                Jak dla mnie to mąz jest ciągle jedną noga w rodzinie pochodzenia, a
                drugą ledwo co w rodzinie, która założył. Najwidoczniej innego
                układu nie zna, co nie znaczy, ze to nie jest patologiczne. Dla mnie
                jest.
                Co z tego, że autorka wątku wyłuszczy sprawe teściowi skoro mąż nie
                stanie po jej stronie? Będzie jeszcze większym intruzem w rodzinie
                niz jest. To bez sensu.
                Gdybym była na jej miejscu, a do męża przez x lat by nie docierało,
                to bym olała takiego faceta bo co to za wsparcie w takim chłopie? Co
                to za przywódca stada? Albo się godzę na to, że jestem "na doczepkę"
                do jakiejs rodziny (na co autorka watku od wielu lat dawała zgodę i
                dlatego teraz oni wszyscy mogą czuć się jakby nadeszło trzęsienie
                ziemii), albo zakładam osobną rodzinę, w której wraz z mężem
                stanowimy o wszystkim - w tym, o wizytach teścia.

                Niestety, jestem odmiennego zdania, że do pionu należy postawić
                męża. Wóz albo przewóz. Za taki sposób życia można nawet dostać
                uniewaznienie ślubu kościelnego na podstawie faktu nieodciętej
                pępowiny.

                Ani przez moment nie siedziałabym z chłopem, dla którego
                mamusia/tatuś sa ważniejsi niż zona i dzieci.
                • arwen8 Re: nadgorliwy tesc 23.04.08, 16:11
                  m_zonka napisała:

                  > Nie rozumiem jednego: dlaczego radzicie autorce wątku, by sama
                  > załatwiła sprawę? problem nie jest w teściu (wiemy juz że
                  > niereformowalny), tylko w mężu.

                  To są dwa odrębne problemy.

                  Ponieważ konflikt zaistniał pomiędzy autorką wątku i jej teściem (to
                  autorcę przeszkadza wtrącanie się teścia), a nie pomiędzy synem i
                  ojcem (synowi wtrącanie się ojca nie przeszkadza), to powinien być
                  rozwiązywany bezpośrednio przez osoby zainteresowane, nie osoby
                  trzecie. Konflikt pomiędzy autorką i jej mężem (oraz jego nieodciętą
                  pępowiną) to osobna sprawa.

                  Problem autorki wątku polega na 1) tłumieniu swoich prawdziwych
                  uczuć (wściekłość na teścia), 2) unikaniu konfrontacji oraz 3)
                  defensywnym lub agresywnym komunikowaniu swoich uczuć i potrzeb.

                  W tym całym konflikcie z teściem chodzi o to, że autorka jak na
                  razie nie zdobyła się na odwage by w sposób bezpośredni, spokojny i
                  asertywny powiedzieć teściowi o swoich uczuciach z powodu jego
                  najazdów. Nie powiedziała mu jak jego zachowanie wpływa na jej
                  samopoczucie i relację z mężem, nie zaproponowała też wspólnego
                  rozwiązania problemu i nie powiedziałą o możliwych konsekwencjach
                  kontynuowania praktyki najazdów. Chodzi o możliwość konstruktywnego
                  wyrażenia swoich uczuć. Mąż tych uczuć za autorkę wątku nie wyrazi,
                  ponieważ to są jej uczucia, nie jego.

                  Podobnie boi się autorka otwartej konfrontacji z własnym mężem. A
                  przecież w tym wszystkim nie chodzi o awantury, groźby czy szantaż
                  emocjonalny. Chodzi o to by powiedzieć: "takie a takie twoje
                  zachowanie sprawia, że czuję się tak i tak. nie mogę dłużej tak
                  funkcjonowac i chciałabym zaproponować byśmy wspólnie zastanowili
                  się nad tym problemem i znaleźli najlepsze dla nas rozwiązanie.
                  jeśli nie uda nam się znaleźc takiego rozwiązania, będę musiała dla
                  swojego dobra zrobić to i to by chronić swoje zdrowie psychiczne i
                  fizyczne".
                  • m_zonka Re: nadgorliwy tesc 23.04.08, 17:39
                    > To są dwa odrębne problemy.

                    Tylko pozornie. Problem korzystania za lap topa - ok. między teściem
                    a synową. Ale problem wchodzenia do mieszkania bez pytania - juz
                    nie. Bo to wspólne terytorium męża i żony, i on ma takie samo prawo
                    zarżdzac tym terytorium jak i ona, a jak wiemy, oboje skrajnie
                    inaczej to zarządzanie postrzegają. I tenże mąż, w tym problemie nie
                    stanie po stronie żony bo dla niego to nie problem.

                    Z całą resztą zgadzam się w całej rozciagłości.
                    • arwen8 Re: nadgorliwy tesc 23.04.08, 20:55
                      Oczywiście, że z mężem ten problem należy omówić i obrać WSPÓLNA
                      strategię zachowania. To podstawa funkcjonowania każdego zdrowego
                      małżeństwa. Ale mnie chodziło też o to, że autorka wątku
                      nieadekwatnie reaguje na zachowanie teścia (chodzi o defensywne lub
                      agresywne wypowiedzi). Przecież w chwili, gdy wchodzi do mieszkania
                      i widzi tam teścia, jest wkurzona i musi jakoś zareagować, prawda?
                      Mnie chodziło właśnie o zmianę tych reakcji na "zdrowsze".

                      Z mężem sprawa musi być omówiona też. To oczywiste. Ale obowiązek
                      przeprowadzenia konfrontacji z teściem nie należy jedynie do męża.
                      Autorka wątku tak samo ma prawo zabrać głos w tej sprawie i
                      powiedzieć o swoich uczuciach, nie czekając na "wstawiennictwo"
                      męża.
                      • izarepa1 Re: nadgorliwy tesc 23.04.08, 23:10
                        witam wszystkich!
                        dzieki za wasze komentarze i 'oglad" sprawy. rozmawialam na ten
                        temat z bratowa meza, wy;uszczylam jej problem, gdyz ona,
                        szczesciara, mieszka o wiele dalej od tesciow i jej maz jest mniej
                        zwiazany z rodzicami. on wlasciwie ma przegiecie w druga strone-
                        zjawia sie u swoich rodzicow wylacznie w potrzebie, zapominajac o
                        zlozeniu zyczne np w swieta. ale to juz inna historia.
                        bratowa meza ( bardzo rozsadna kobieta) poradzila mi abym
                        porozmawiala na ten temat z tesciowa, gdyz tesc, bedac dosc prostym
                        czlowiekiem ( co tez zreszta sama stwierdzila)nie zrozumialby
                        niuansow calej sytuacji i moglby poczuc sie dotkniety, obrazony itd
                        itp. ja tez nie chcialabym wchodzic z nim (i) na wojenna sciezke,
                        gdyz, nie ma sie co czarowac, moge potrzebowac ich pomocy ( dotad
                        radzilam sobie sama jak moglam) zwazywszy ze za miesiac rodze 2
                        dziecko a maz ma prace "wyjazdowa" przez co wlasciwie wiecej go nie
                        ma w domu niz jest.
                        to fakt, reaguje agresywnie w stosunku do tescia bo az nie miesci mi
                        sie w glowie, ze mozna byc az tak niedomyslnym czlowiekiem jesli
                        chodzi o problem jaki poruszam.myslalam, ze latwiej bedzie mezowi
                        porozmawiac z wlasnym ojcem na ten temat, ale zwazywszy na jego (za)
                        silne zwiazki emocjonalne,chyba sie mylilalam. gdybym miala
                        powiedziec mojej mamie " wiesz, nie przychodz do nas, bo jarek cie
                        nie lubi" lub sformulowac to nieco inaczej, latwo przez gardlo by to
                        mi nie przeszlo. jestem jednak swiadoma i mezowi tez to
                        uswiadomilam, ze w momencie slubu ze mna, zdecydowal sie na
                        zalozenie wlasnej, odrebnej rodziny, ktora powinna byc dla niego
                        najwazniejsza. Mlodzi maja swoje zycie, starzy, tj nasi rodzice
                        swoje; nie oznacza to jednak defintywnego zerwania zwiazku z nimi.
                        zas co do rady bratowej meza co do porozmawiania z tesciowa i
                        unaocznienia jej calej sytuacji, podchodze niechetnie; nie ukrywam,
                        ze chyba obie nie darzymy sie zbyt wielka sympatia. w tej sytuacji
                        szukanie sojusznika u niej nie ma sensu.
                        pzozstaje mi wiec klocic sie z mezem ( chyba ze przelknie fakt,
                        umawiania sie jego rodzicow co do wizyt u nas...) lub tez odejsc?
                        na razie, za kilka dni wybieram sie do matki, gdzie mam spotkanie z
                        lekarzem i gdzie moze jakos ochlone z nagromadzonych emocji.
                        konfrontacji z mezem nie unikam, bronie swojego, lecz niestety
                        niewiele z tego wynika...
                        pozdrawiam was wszystkich,
                        iza

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka