yoma 07.07.12, 11:10 w którym już żadne szorowanie łapek nie pomaga, cytryną czy nie. Muszę sobie kupić lakier dobrze kryjący. Odpowiedz Link czytaj wygodnie posty
se_nka0 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 11:11 Parę przepierek w rękach i trochę bardziej czyste się robią ;) Trochę. Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 11:16 Plus zmywanie. Łapki owszem, ale pazury już przepadły. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 11:44 Pazury to niestety najlepiej krótko obcinać. I nie narzekać, że nieelegancko - możesz być na przykład pianistką... Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 12:13 A nie jestem? Łupię w końcu w tę klawiaturę. Mówisz, jakbym miała tipsy na kilometr :) Za krótko obcięte też niedobrze, bo nie ma czym uszczykiwać rzeczy wymagających uszczknięcia. Mam, jakie mam i walnę sobie lakier, każdy orze jak może. Odpowiedz Link
dorkasz1 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 12:51 Wypróbuj kwasek cytrynowy. Najpierw robisz przepierki (ja nie robię, bo nie lubię, pralka sobie dobrze radzi) ewentualnie szorujesz dokładnie szczoteczką każdy paluszek i paznokietek (tak ja robię), wycierasz leciutko. W takie wilgotne wcierasz dokładnie kwasek cytrynowy ze szczególnym uwzględnieniem skórek z boku paznokcia oraz pod nim. Siadasz sobie do komputera, a w tym czasie kwasek wyżera Ci wszystko. Naprawdę. Radzi sobie nawet z zielonymi palcami po obrywaniu pędów pomidorów oraz z czarnymi od wyrywania chwaściorów (bo przecież to tylko kilka, tak przy okazji, a po rękawiczki trzeba daleko iść). Problemem są mini ranki, a tych mi nigdy nie brakuje. Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 16:40 Dzięki, mówiłaś. Doszłam do etapu, że nie działa, znaczy na skórę owszem, ale nie na pazury. Za bardzo wżarty czarnoziem pod pazurami. Odpowiedz Link
wadera3 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 13:03 Od dawna wszystko robię w rękawiczkach, innej opcji nie ma. Żadne przepierki, czy moczenie w czymś wybielająco- zakwaszającym. W moim przypadku przynoszą dokładnie odwrotny skutek. Brud i kolor ziemi wżera mi się w skórki wokół paznokci na stałe. Raz w życiu, niechcący, wymyły mi się ręce, czarne po obieraniu maślaków, myciem innych grzybów tzw. prośnianek. Niestety to były prehistoryczne czasy, i tylko moja była teściowa wiedziała co to są za grzyby(te prośnianki) i co w sobie zawierają, że łapy wyglądały jak z pralni. Odpowiedz Link
dorkasz1 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 13:31 Nie umiem pomidorów podwiązywać w rękawiczkach. A że zwykle jak podwiązuję, zauważam jakieś pędy do wyłamania, to ręce zawsze są później zielone. Nie umiem też przerywać np. marchewki, za mała sprawność manualna? Nie wiem, ale rękawiczki mi się wtedy plączą i przeszkadzają. Poza tym, prawie wszystko w rękawiczkach. Czasem jednak to "prawie" robi wielką różnicę ;) Odpowiedz Link
wadera3 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 14:15 Z racji zawodu muszę umieć w rękawiczkach, owszem używam cienkich "lekarskich", których w ogóle nie czuję na łapach. Jak muszę coś więcej , na wierzch zakładam ogrodnicze, lub po prostu dwie pary cienkich. Odpowiedz Link
niebieska.kokardka Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 15:33 Mi oprócz kwasku pomaga soda oczyszczona, tak samo się używa jak kwasku a najbardziej 'odmakają' pazurki, jak się popracuje w tych rękawiczkach właśnie lateksowych:D Może pomogłoby samo moczenie w jakimś cudnym roztworze kwasowo-sodowym? A lakier to też dobry pomysł, jeszcze, żeby był jakiś czerwono-bordowy, to pomaga, jak się przetwory robi, bo potem nic na nich nie widać, tylko później ten lakier trzeba zjeść, jak coś z paznokcia zejdzie:D Odpowiedz Link
horpyna4 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 16:04 Ja na szczęście nie miewam takich problemów. Geny - odziedziczyłam po mamie skórę, która się nie brudzi. Skórę tłustą zresztą, może dlatego nic nie wchłania i nie zatrzymuje. Pamiętam moje zdziwienie z dzieciństwa, jak usłyszałam o brudzeniu się rąk przy obieraniu kartofli. Bo sama obierałam i nic się nie działo. Wiele lat później kroiłam orzechy na orzechówkę i też nie pofarbowały mi palców. Ale do grzebania w ziemi przeważnie wkładam rękawiczki, szmaciane zewsztą (nie cierpię gumowych). Po prostu nie lubię ziemi pod paznokciami. Odpowiedz Link
lellapolella Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 16:39 ja, jak Horpyna, specjalnie się nie brudzę, zresztą, prawie ślepa jestem, więc średnio mi to przeszkadza;)Pomijając roboty, o których wspominała Dorkasz, najczęściej pracuję w rękawiczkach, tyle, ze akurat w tej chwili wszystkie są już dziurawe a nie wybieram się w stronę, gdzie je sprzedają, bo to taki specjał, są tylko na stacji benzynowej pod S. Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 16:43 Lateksowe odpadają kompletnie, z czego morał, że nie mogłabym być lekarzem. Mam w nich wrażenie, że ręce mi się duszą i odpadają. Jedyne, które jeszcze jeszcze, to takie bawełniane z podgumowaniem na spodzie. Tylko to podgumowanie bardzo szybko schodzi... Odpowiedz Link
se_nka0 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 17:04 One mają bardzo przyjemną nazwę te podgumowane - wampirki :) Tez używam. Gumowych wyjątkowo, jeśli bardzo mokra ziemia np. po deszczu. W razie bardzo tragicznych pazurków, przepierka - w proszku do prania nie w płynie - wystarczy. Odpowiedz Link
se_nka0 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 19:14 A tego to nie wiem, kto tak nazwał. Od dawna taką nazwę - handlową - się dla nich używa. Zwis męski tez ktoś nazwał ;) :) Tez nazwa handlowa. Odpowiedz Link
se_nka0 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 19:15 O, to jest to :) wimar.net/strona,rekawice-wampirki Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 19:25 No to. Coś takiego, człowiek się uczy całe zycie :) Jeszcze była gondola dziecięca woźna. Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 19:26 worki raszlowe na roli myślałam, że chodzi o ziemię orną, a chodzi o to, że one są zrolowane :))) Odpowiedz Link
leloop Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 20:23 mnie bardzo pomagała zepsuta zmywarka ale znów się jej odwidziało i pierze, jakaś taka samonaprawialna jest ;) rękawice używam tylko przy odchwaszczaniu, gdy muszę ryc paluchami w ziemi. nie wiem czemu ale w tych bawełniano gumowych wycieram natychmiast prawie fuckowy palec, mam zatem pełno lewych całych i wszystkie prawe dziurawe. odkryłam natomiast rękawice dla fachowców, mężu dostał kiedyś jako gadżet przy zakupie czegoś tam. guma była bardzo mocna a zamiast bawełny jakiś cieniutki, przewiewny syntetyk, wysychały w parę minut. miałam je kilka lat, żadne róże ani jeżyny nie dawały im rady, dopiero UValy zjadły syntetyk :( kupiłam sobie teraz podobne, zobaczymy czy tez będą takie dzielne. Odpowiedz Link
lellapolella Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 20:31 te moje specjalne to też jest właśnie bawełna z syntetykiem, fajne są, bo nawet jak zmokną, to świetnie przylegają, dłonie się nie pocą ale cóż- i je w końcu szlag trafił... Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 20:58 I kupuje się je, powiadasz, na stacji benzynowej pod S. Musze zobaczyć w piaseczyńskim sklepie rolniczym :) A, Horpyna, jego przenieśli - już nie jest w tym pawilonie na środku, tylko na Dworcowej. Ale jest. Odpowiedz Link
horpyna4 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 21:02 Dzięki za info, może się przydać. Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 21:05 Na Dworcowej w Piasecznie oczywiście (bogowie, czy jest w Wawie Dworcowa? Kolejowa to jest). Odpowiedz Link
horpyna4 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 21:29 Nie bój nic, zrozumiałam od razu, o którą Dworcową chodzi. A w Warszawie jest Dworcowa, nawet blisko Wsi. Konkretnie w Międzylesiu, po tej samej stronie torów. Taka to i Warszawa... wiesz, że Międzylesie nazywało się kiedyś Kaczy Dół? Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 08.07.12, 12:36 Wiem i był taki moment w historii, że bardzo mnie to bawiło :) Ale Dworcowej w Międzylesiu jakoś nie znam, umknęła mi. Znaczy pewnie znam, tylko nie wiem, że się tak nazywa. Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 20:59 A lakier sobie kupiłam w lokalnym geesie taki złotobrązowy, fajny odcień :) Odpowiedz Link
lellapolella Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 21:19 no właśnie tylko na stacji benzynowej w S., nigdzie indziej. Ale to w ogóle inny świat- tam nawet prawdziwy Murzyn sprzedaje;) Odpowiedz Link
wadera3 Re: No to dotarłam do etapu 07.07.12, 23:46 Dziś prawdziwych murzynów już nie ma...(cyganów też zresztą) są:afrykanie i afroamerykanie, oraz romowie zamiast cyganów :) Odpowiedz Link
leloop Re: No to dotarłam do etapu 08.07.12, 07:35 ja bym powiedziała nawet African Americans ;D Odpowiedz Link
wadera3 Re: No to dotarłam do etapu 08.07.12, 11:23 No właśnie, pozostaje więc nadal zagadką kto sprzedaje na eS. Odpowiedz Link
lellapolella Re: No to dotarłam do etapu 08.07.12, 12:10 pozostaje więc nadal zagadką kto sprzedaje na eS. zapytać?;) Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 08.07.12, 12:39 Przestań, jeszcze cię pozwie. Ja mam łatwiej, kebaba na Wsi mają Banglijczycy, którzy się wcale nie wstydzą, że są Banglijczykami, a ostatnio wprowadzili do menu dania narodowe smaczne bardzo. Co też rozwiązuje problem twojego wyżywienia na sabacie, zamówimy ci dalmak bez mięsa :) Odpowiedz Link
leloop Re: No to dotarłam do etapu 08.07.12, 14:30 > Ja mam łatwiej, kebaba na Wsi mają Banglijczycy, nie mam pojecie skąd są Banglijczycy, ale uwielbiam różne egzotyki, mniam :) ciekawe czy u nich bangla ;) Odpowiedz Link
yoma Re: No to dotarłam do etapu 08.07.12, 14:36 Banglijczycy są jak sama nazwa z Bangladeszu, a tobie zamówimy bhunę :) Odpowiedz Link
leloop Re: No to dotarłam do etapu 08.07.12, 14:27 > pozostaje więc nadal zagadką kto sprzedaje na eS. > zapytać?;) eee ..., pewnie Murzyn z Lęborka albo innego somiedztwa. moja przyjaciółka wybrała się onegdaj na Karaiby i inne zamorskie terytoria chrancuskie, zabrał ja tam były niemiecki narzeczony w ramach ratowania związku. podróż życia, jachty, samolociki przerzucające ich z wyspy na wyspę, zachody słońca, palmy, puste plaże, krystaliczna woda. podroż trwała miesiąc. wróciła w końcu listopada, wprost na moje imieniny oświadczając, ze w drodze powrotnej gdy ujrzała śnieg na szczytach Pirenejów to się popłakała. po wypiciu którejś tam butelki wina oświadczyła, ze nienawidzi tropików a jak zobaczy Murzyna to się porzyga. nie trzeba było długo czekać, dzwonek do drzwi, ona otwiera a za drzwiami stoi Murzyn Heniek i Maciek (znany potem jako Leszcz). Towarzystwo umarło a potem opowiedziało Murzynowi Heńkowi dlaczego. Murzyn Heniek poczucie humoru miał i obśmiewał się jak cala reszta. później w trakcie imprezy ktoś obskubał z kwiatków moje białe chryzantemki i powtykał w czuprynę afro Heńka :) bo to wogle niezła impreza była :) Odpowiedz Link