andrzej585858
23.12.10, 20:45
Poczytałem sobie ostatnio kilka prac Leszka Kołakowskiego i naprawdę jestem pod wrażeniem jego sposobu widzenia religii jako takiej i obiektywnego spojrzenia na chrześcijaństwo. Zwłaszcza że są to opinie wypowiedziane przez człowieka z zewnątrz, człowieka o którym nie można powiedzieć że przeszedł "pranie mózgu" i to już od dzieciństwa. Nie można także powiedzieć o nim że ulegał jakimkolwiek naciskom.
Pozwolę sobie na zacytowanie kilku fragmentów z jego prac:
"Ale również same naocznie widome zjawiska, w których dopatrujemy się "kryzysu" czy zgola upadku chrześcijaństwa, nie sa bynajmniej jednoznaczne. Chrzescijaństwo tyle razy było bezskutecznie skazywane na śmierć i tyle razy odradzało się z nieoczekiwanych źródeł, że co najmniej znaczna ostrożność jest potrzebna w proroctwach co do jego upadku, skoro proroctwa te opierają się głównie na ekstrapolacji statystyk, dotyczących częstotliwości udziału ludności w obrzędach kościelnych. Czy Europa była bardziej chrześcijańska w XI stuleciu, niż dzisiaj? To znowu zalezy od interpretacji słowa. Jeśli tryumf chrześcijaństwa polega na tym, że wszystkie składniki kultury mają formę chrześcijańską, wówczas "kryzys chrzescijaństwa" ciągnie się co najmniej od XIV wieku. Europa przezyła, istotnie, epokę, w ktorej chrześcijaństwo mialo po prostu monopol na dostarczenie form wszystkim dziedzinom życia ludzkiego; nie tylko filozofia, malarstwo, architektura, kalendarz, rodzina, były zorganizowane w chrześcijańskich formach; wojny, najazdy, tortury, sądy, organizacja wladzy - wszystko to też było "chrześcijańskie": wszystkie skłócone interesy ludzkie i wszystkie aspiracje wyrażały się w chrześcijańskich symbolach. Wedle proponowanej tu interpretacji (arbitralnej, to prawda, jednak nie kapryśnie arbitralnej, lecz historycznie usprawiedliwionej), siła chrześcijaństwa nie objawia się wcale w teokracji ani w monopolu na tworzenie kanonów dla wszystkich obszarów cywilizacji. Siła jego, w tym rozumieniu, objawia sie w tym, że potrafi ono w świadomości jednostek ludzkich budować zapory przeciw nienawiści. Istotnie, sama wiara w Jezusa-odkupiciela bylaby próżna i martwa, gdyby nie pociągała za sobą rezygnacji z motywu nienawiści, niezaleznie od okoliczności: gdyby po słowach "i odpuść nam nasze winy" chrześcijanie nie mieli powtarzać słów "jako i my odpuszczamy naszym winowajcom". Żądanie rezygnacji z nienawiści było wyzwaniem rzuconym przez chrześcijaństwo ludzkiej naturze i takim pozostało. Jesli chrześcijanie sa tylko wśród tych, ktorzy temu właśnie żądaniu umieją sprostać, którzy więc w tym sensie są uczniami Jezusa, że nie uciekają od walki, ale wolni są od nienawiści - ilu ich było i ilu jest na świecie? Nie wiem. Nie wiem także, czy było ich więcej w średniowieczu, niz teraz.
Ilekolwiek ich jest, są oni solą ziemi, a cywilizacja europejska byłaby bez nich pustynią."
I następny fragment:
"Być chrześcijaninem jest przeto i zawsze było zadaniem trudnym, bo chrześcijanstwo wymaga zdolności do radykalnego odsłaniania przed samym sobą własnego zła. Wielcy nauczyciele chrzescijaństwa nie taili też, że chrześcijan w tym sensie jest niewielu i zawsze było niewielu. Że jest ich niewielu - nie jest to wszelako objawem żadnego "kryzysu" chrześcijaństwa, ale potwierdzeniem czegoś, co samo o sobie mówi: iż trudno sprostać jego wymaganiom. jeśli jest "kryzys" to jest on po prostu permanentny, jest nieodzownym sposobem istnienia chrześcijaństwa albo może wyrazem bardziej uniwersalnego i powszechnego "kryzysu", w jakim znajduje się rodzaj ludzki wygnany z raju.
Ci, dla których sprawa chrześcijaństwa jest jednoznacznie związana ze sprawą jakiegoś interesu politycznego, muszą, oczywiście, oceniać jego sytuację jako pomysśną lub niepomyślną zaleznie od tego, jak oceniają perspektywy swojego interesu politycznego.
Ci, którzy biorą chrześcijaństwo na serio, nie mają powodów, by przewidywać jego upadek".
I powyższe słowa pisze myśliciel - ateista. Ale on traktuje chrześcijaństwo serio, widząc także jego wady.
I jeszcze jeden krotki fragment:
"..rozdział Kościoła od państwa nie pozbawia bynajmniej Kościoła uprawnień do zabierania głosu we wszystkich sprawach publicznych, chociaz uprawnienie to nie jest wynikiem żadnego szczególnego przywileju, ale częścią uprawnień powszechnych przysługujących jednostkom i organizacjom w pluralistycznej strukturze państwowej".