Dodaj do ulubionych

Przestroga

05.06.13, 14:45
Nie wiem jakie intencje ma ks. Wojciech Lemański. Możliwe, że rzeczywiście zależy mu na dobru wiernych, którzy mają kłopoty z bezpłodnością i chce tylko innego sposobu dialogu z osobami homoseksualnymi. Jednak nie może on zapominać, że wprowadzanie zamętu w głowach wiernych jest największym przewinieniem duchownego. Szczególnie w takich czasach.


„Ks. Wojciech Lemański musi milczeć. Komu przeszkadza otwarty na świat duchowny?”- pytają redaktorzy portalu, gdzie ks. Lemański prowadził swoją teologię wyzwolenia od kajdanów nauki Kościoła w takich kwestiach jak in vitro. Długo ks. Lemański mógł szerzyć swoje bardzo kontrowersyjne stanowisko. Doszło w końcu do tak kuriozalnej sytuacji, że w programie redaktora, który antyklerykalizm w wydaniu palikotowych wprowadził do mainstreamu polskich mediów, osoba świecka ( Terlikowski) musiała bronić stanowiska Kościoła w sprawie in vitro przed tezami duchownego tego Kościoła. To musiała być kropla przelewająca czarę goryczy.


W końcu biskup diecezji warszawsko-praskiej, arcybiskup Henryk Hoser wydał proboszczowi parafii w Jasienicy zakaz wypowiedzi w mediach. Nie trzeba było zbyt długo czekać na oburzone głosy obrońców duchownego. Nie pojawiają się jeszcze postulaty by przełożonymi księdza zajęła się prokuratura, jak pisano w przypadku wypowiedzi ks. Adama Bonieckiego. Nie ma też naklejek z podobizną „umęczonego” przez Kościół blogera portalu, na którym publikują takie osoby o marnej reputacji jak lider ruchu swojego imienia. Jednak można się spodziewać medialnych, świeckich krucjat przeciwko biskupowi Hoserowi, który zrobił jedynie coś, czego wymaga od niego prawo kościelne. Ks. Lemański powinien natomiast zauważyć, że i tak zasłużone upomnienie spotkało go bardzo późno. Słusznie napisał bowiem kilka dni temu ks. Henryk Zieliński w tygodniku „Idziemy”:


Kodeks Prawa Kanonicznego stwierdza, że w czasopismach, które atakują religię i dobre obyczaje, duchowni mogą cokolwiek zamieszczać jedynie za zgodą swojego ordynariusza. Udział duchownych w programach radiowych i telewizyjnych mają regulować przepisy Konferencji Episkopatu. Te zaś nakazują, aby duchowny na udział w każdej audycji uzyskiwał zgodę swojego ordynariusza. Ksiądz Lemański ani w jednym, ani w drugim wypadku, z tego, co wiem, takiej zgody nie ma.


Nie wiem jakie intencje ma ks. Wojciech Lemański. Możliwe, że rzeczywiście zależy mu na dobru wiernych, którzy mają kłopoty z bezpłodnością. Możliwe, że chce on innego sposobu dialogu z osobami homoseksualnymi. Nie chcę oceniać intencji księdza i nie potępiam z góry jego prób ewangelizacyjnych. Duchowny musi zawsze szukać sposobu dotarcia do wiernych. Św. Josemaria Escriva kazał jednemu ze duchownych zacząć palić papierosy ( w erze przed świadomością szkodliwości palenia) by lepiej identyfikował się ze środowiskiem. Nie do przecenienia są też duchowni, którzy w biednych dzielnicach zrzucają czyste szaty i totalnie wchodzą w świat wiernych. Jednak tacy duchowni muszą pamiętać, że są żołnierzami Jezusa z Nazaretu. Są oni zobowiązani do wyrażania swoim postępowaniem, słowami, działaniem naukę Jezusa Chrystusa, której strzeże Kościół katolicki. Dla wiernych, szczególnie w czasach agresywnej laicyzacji i narzucanej dyktatury relatywizmu nie ma nic gorszego niż wprowadzanie zamętu w świadectwie i przekazie wiary. Trudno mi uwierzyć, że ks. Lemański tego nie rozumie. Tym smutniejsza jest sytuacja jaką spowodował.


Jego sytuację będą teraz do granic możliwości eksploatować wrogowie Kościoła. Jednak nie zrobią tego z miłości do ks. Lemańskiego. Tak jak to nie troska o Kościół powodował eksponowanie jego krytykujących biskupów tekstów. Jestem przekonany, że w fundamentalnych sporach o aborcję czy eutanazję Gazeta Wyborcza nie miałaby oporów masakrować na swoich łamach ks. Bonieckiego czy innego pupilka w koloratce. Czy ks. Lemański wyciągnie wnioski z decyzji swojego ordynariusza? Miejmy nadzieję, że nie jest to początek drogi najsłynniejszych byłych duchownych, którzy od krytyki Kościoła dobrnęli do kwestionowania boskości Jezusa.

wpolityce.pl/dzienniki/dziennik-lukasza-adamskiego/55120-salon-potrzebowal-kolejnego-meczennika-w-koloratce-i-bedzie-go-wykorzystywal-do-walki-z-kosciolem
Obserwuj wątek
    • andrzej585858 Re: Czego oni chcą? 08.06.13, 09:18
      Jestem przekonany, że w walce o legalizację związków homoseksualnych i adopcję przez nich dzieci nie chodzi tak naprawdę o sprawy prawne, lecz ideologiczne i duchowe.



      Wielu prawników podkreśla, że to, czego żądają geje w sprawie związków partnerskich, można realizować korzystając z już istniejącego prawa. O adopcji mówi Sam Robert Biedroń w wywiadzie dla natemat.pl: - Nie ma żadnego zakazu adopcji dzieci przez gejów, czy lesbijki dzisiaj. Pary gejowskie nie mogą owszem, trzeba być w małżeństwie. Ale ja jako samotny gej mogę się starać o adopcję dzieci. I żadna instytucja nie może mnie dyskryminować."


      Dlaczego więc środowiska gejowskie z takim impetem walczą o prawne uznanie związków homoseksualistów i adopcję przez nich dzieci? Posłuchajmy co mówi Biedroń: - Nadal jest tak, że większość gejów nie robi coming-out'u. Toczą ciągłą walkę ze sobą: powiedzieć czy nie, zaakceptować, kim jestem, czy nie. Nie powinienem tego mówić, ale bardzo dobrze robi to pani Pawłowicz z PiSu, która jest mądra i wie, że jest wielu gejów, którzy siebie nie akceptują i ona im mówi: "zobaczcie, możecie się leczyć, nie musicie być pedałami." Ona to wykorzystuje i to jest okrutne, straszne, ale są tacy ludzie. Dlatego tak ważne jest zmienić to społeczeństwo."


      Jak widać, chodzi nie o zmianę prawa, ale o zmianę społeczeństwa. Homoseksualista grzeszy, ale też może mieć poczucie winy lub niższości. Według geja poczucie winy jest spowodowane presją społeczną oraz prawami wymyślonymi przez ludzi i instytucje. Jeśli te prawa zmienić, jeśli usunąć ze świadomości ludzi przykazania, to wtedy człowiek będzie w końcu wolny i szczęśliwy. Tak więc trzeba zmienić myślenie społeczeństwa, a wtedy nieznośne sumienie na koniec zamilknie.


      Chodzi o to, żeby wszyscy homoseksualiści robili coming-out i stawali się przekonanymi gejami. Gej to człowiek, który świadomie nie uznaje praw moralnych dotyczących ludzkiej seksualności. Gej to nie tylko człowiek, który współżyje z osobami tej samej płci, lecz to homoseksualista, który promuje określoną ideologię. Ideologia gejowska głosi, że homoseksualizm nie jest żadnym zboczeniem czy anomalią. Jest to jeden z możliwych sposobów realizacji swoich pragnień i poszukiwania szczęścia.



      Homoseksualizm nie może podlegać żadnym osądom moralnym, bo jest moralnie obojętny. Homoseksualizm nie ma żadnego złego wpływu na społeczeństwo. Przeciwnie, wielu gejów twierdzi, że to właśnie oni są lepszą częścią społeczeństwa, bardziej wrażliwą, twórczą i zasługująca na szczególne uznanie.


      Co to jest ideologia gejowska? Bynajmniej nie chodzi tu tylko akceptację współżycia między osobami tej samej płci. Chodzi tutaj także np. o liczbę partnerów. W Stanach Zjednoczonych połowa przebadanych homoseksualistów rasy białej (w wieku do 37 roku życia) przyznaje się do co najmniej pięciuset różnych partnerów seksualnych. Oto fragment książki promującej gejowską ideologię: "Geje są pod wpływem te samej wypełnionej emocjami ideologii, co heteroseksualna część społeczeństwa. Oznacza to, że często błędnie utrzymują, iż mają partnera na własność, jak w niektórych formach różnopłciowego małżeństwa" - oznajmia autor, namawiając jednocześnie homoseksualistów do "otwarcia swojego związku".



      "Partnerom może być trudno ustalić zasady dotyczące seksu z osobami trzecimi. Niekiedy zdarza się, że obaj boją się porzucenia. Jeśli tak jest, to tym bardziej trzeba opracować wspólne reguły. Niektóre pary ustalają, że jeśli wychodzą razem na imprezę, wracają do domu również razem. Jeśli jeden spotka kogoś, kto mu się spodoba, weźmie jego numer telefonu albo adres e-mail i umówi się na spotkanie później - nie zostawi swojego partnera samego na resztą wieczoru. Kolejną możliwą regułą jest seks wyłącznie w obecności stałego partnera. Niektórzy natomiast wolą spotykać się na seks z kimś innym, tylko w czasie nieobecności stałego partnera. Inne pary przeznaczają jedną lub kilka nocy w miesiącu na seks z partnerami spoza związku. Tego typu reguły nie mogą pozostać niezmienne, gdy związek się rozwija, a partnerzy poznają się lepiej i zgadzają na ustępstwa, warto przedyskutować również zasady dotyczące partnerów seksualnych". (Ch. Silverstein, F. Picano, "Radość seks gejowskiego", s. 413-414.) Jak widać, chodzi tutaj o całkowite przemodelowanie relacji międzyludzkich, o oparcie ich na totalnym egoizmie i programowemu uleganiu wszelakim popędom i pragnieniom. Wszystko jest dozwolone i miarą dobra jest osiągana w danym momencie przyjemność.


      Homoseksualizm jest przeciwny naturze i, żeby to stwierdzić, nie trzeba być profesorem medycyny. Ciało człowieka jest pod każdym względem stworzone do współżycia między kobietą i mężczyzną. Natura dąży zawsze do przedłużania życia, a to jest dla gejów niemożliwe. Prawo przyrody nie zależy ani od norm społecznych, ani żadne prawo ludzkie nie może tego zmienić. Myślę, że gej, tak czy inaczej, często przyznaje to w głębi samego siebie i odczuwa siebie jako kogoś niesprawiedliwie skrzywdzonego. Może też postrzegać Boga jako kogoś, kto stoi na jego drodze do szczęścia. Boga postrzegają jako wroga, kogoś kto nakazuje i zakazuje. Poczucie skrzywdzenia przez los (Boga?) tłumaczy też niechęć do Kościoła tak wielu gejów.



      Geje atakują Kościół nie tylko dlatego, że jest on często ostatnią instytucją, która się im przeciwstawia, lecz także dlatego, że Kościół odbierają jako przedstawiciela tego okrutnego, zazdrosnego i niesprawiedliwego Boga.

      www.deon.pl/religia/kosciol-i-swiat/komentarze/art,1198,czego-oni-chca.html
      • andrzej585858 Re: Życie dokona weryfikacji 12.06.13, 16:28


        Musimy poczekać kilkadziesiąt lat, kiedy to sama biologia i demografia zweryfikuje nienaturalność związków i małżeństw homoseksualnych. Wiemy dobrze, że między osobami tej samej płci nie ma prokreacji, natury nie da się oszukać. Tymczasem społeczeństwo Starego Kontynentu kurczy się w zastraszającym tempie

        – podkreśla ks. prof. Andrzej Muszala z Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II w Krakowie, który uczestniczył w trzydniowym spotkaniu moralistów – teologów w „Księżówce” w Zakopanem. Przewodnim tematem spotkania był sprzeciw sumienia w kontekście troski o zdrowie i życie ludzkie, związków partnerskich, tzw. medycyny luksusowej, żywności modyfikowanej.


        Ks. prof. Andrzej Muszala z Uniwersytetu Papieskiego w rozmowie z KAI zauważa, że niektóre profesje niosą większe ryzyko zawodowe, gdzie kwestia sprzeciwu sumienia będzie ciągle występować.

        Można zadać szereg pytań. Czy lekarz anestezjolog będący chrześcijaninem może znieczulać pacjentkę przed aborcją? Czy na sali szpitalnej, gdzie odbywa się taki „zabieg” powinien pracować chrześcijanin jako salowy?

        – mówi ks. prof. Muszala. Przypomina, że już w starożytności istniały zawody, których nie godziło się wykonywać, wskazał np. na gladiatorów czy budowniczych świątyń pogańskich.

        Ks. prof. Muszala odniósł się także do innych kwestii.

        Czy lekarz ma spełniać życzenie pacjenta, który chce zmienić płeć? Przecież to wiąże się z okaleczeniem, sterylizacją, kastracją. Taka operacja szkodzi zdrowiu. Lekarzowi nie wolno amputować zdrowych członków ciała

        – zauważa ks. prof. Muszala.

        Przywołał również temat in vitro i związków jednopłciowych.

        Kościół niekoniecznie musi inicjować akty sprzeciwu, lecz raczej formować sumienia wiernych, którzy – jak to miało ostatnio miejsce we Francji – sami wyjdą na ulice Paryża i innych miast, i z własnej inicjatywy pokażą sprzeciw wobec tego, co fundują im rządzący

        – wskazuje ks. Muszala.

        Zakłada jeszcze jeden scenariusz rozwiązania kwestii małżeństw homoseksualnych.

        Musimy poczekać kilkadziesiąt lat, kiedy to sama biologia i demografia zweryfikuje nienaturalność takich związków. Wiemy dobrze, że między osobami tej samej płci nie ma prokreacji. Natury nie da się oszukać. Tymczasem społeczeństwo Starego Kontynentu kurczy się w zastraszającym tempie. Następuje implozja demograficzna. Rządzący już wkrótce zdadzą sobie sprawę, co jest tego przyczyną

        – podkreśla ks. prof. Muszala.

        Zdaniem ks. Muszali nie warto reagować agresywnym oburzeniem na to, że państwa uchwalają ustawy o związkach partnerskich czy in vitro.

        Wzorem są dla nas pierwsi chrześcijanie, którzy żyli w sytuacji politycznej, niesprzyjającej moralności ewangelicznej. Choć w cesarstwie rzymskim dopuszczano aborcję, uśmiercanie noworodków, a nawet pedofilię, jednak chrześcijanie tego nie robili. Podobnie i dziś – ustawodawstwo nie obliguje chrześcijanina, aby musiał wchodzić w związki jednopłciowe czy korzystać z in vitro. Będzie szukał innego rozwiązania dramatu niepłodności

        – ocenia prof. Muszala.

        Z kolei dominikanin o. dr Robert Plich z Kolegium Filozoficzno – Teologicznego Polskiej Prowincji Dominikanów, także uczestnik zakopiańskiego spotkania moralistów w rozmowie z KAI zauważa, że nie można zmuszać lekarza, farmaceuty, czy pacjenta, aby postępowali wbrew swemu sumieniu.

        Może to wprawdzie uniemożliwić innym ludziom skuteczne wykonanie wyborów zgodnych z ich sumieniem, jednak nie jest tym samym, co zmuszanie ich do postępowania wbrew swemu sumieniu

        – mówi dominikanin.

        Jego zdaniem dzisiaj wielu ludzi powołuje się na wolność sumienia, aby usprawiedliwić własne złe postępowanie, i jako swojego wroga postrzegają oni Kościół katolicki.

        Nie doceniają jednak, że dyskusja o wolności sumienia i możliwości jego sprzeciwu jest możliwa w łonie kultury intelektualnej czerpiącej swą żywotność z chrześcijaństwa, i w innych kulturach nie musi mieć w ogóle miejsca. Kiedy społeczeństwa Europy zaczną wymierać z powodu mentalności antykocepcyjno-genderowej, godzącej w płodność oraz w instytucję tradycyjnego małżeństwa i rodziny, wówczas Europę najprawdopodobniej zamieszkają ludzie kultur niechrześcijańskich, opornych na te wynaturzenia, ale niekoniecznie tolerujących jakiekolwiek sprzeciwy sumienia

        – twierdzi o. Plich

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka