Dodaj do ulubionych

25 lat wolności

03.06.14, 09:22

TVN i Wyborcza wybrali sobie „Ludzi Wolności”. A twitter i tak wie swoje. ZOBACZ WYNIKI alternatywnego konkursu

Gorzka strona rzeczywistości

"Media społecznościowe żywiołowo zareagowały na galę TVN i Gazety Wyborczej, podczas której ogłoszono ich Ludzi Wolności. Zwycięzcami okazali się (co za zaskoczenie! co za szok!) Lech Wałęsa, Jurek Owsiak, Krystyna Janda, prof. Henryk Skarżyński, Adam Małysz oraz Solange i Krzysztof Olszewscy.

Dlaczego mnie nie dziwi, że są to głównie ludzie związani z PO i TVN?

— pytali uzytkownicy twittera.



Pojawiły się także inne propozycje, niektóre kategorie zupełnie absurdalne, niektóre zastanawiające… Oceńcie państwo sami.

Danie 25-lecia - szczaw i mirabelki

Zwierzę 25-lecia - leming

Dwór 25-Lecia - chrobielin

Tekst 25 lecia: Panie Waldku , pan się nie boi.

Kapłan 25 lecia - ks. Lemański

Lot 25-lecia: cywilny

Winni 25-lecia - piloci

Kura 25-lecia - Jacek

Adwokat 25 lecia: Widacki.

Lekarz 25 lecia: Mirosław G.

Możeł - patent 25 lecia

Reforma 25-lecia: OFE.

Kumple 25-lecia: Rywin- Michnik

Rambo 25-lecia: Jerzy Dziewulski

Big Band 25-lecia: Grupa Trzymajaca Władzę.

Ustawa 25-lecia: lub czasopisma.

Transfer 25-lecia - Michał Kamiński

Zmiana 25-lecia - #NocnaZmiana

Tweet 25lecia - „Witam serdecznie”

Autorytet 25-lecia: Waldemar Kuczyński.

Redaktor 25 -lecia: Tomasz Wołek.

Magister 25-lecia - Aleksander K.

wpolityce.pl/spoleczenstwo/198827-tvn-i-wyborcza-wybrali-sobie-ludzi-wolnosci-a-twitter-i-tak-wie-swoje-
Obserwuj wątek
      • andrzej585858 Re: 25 lat wolności 05.06.14, 18:02
        Czy to naprawdę wydarzyło się?

        "Prezydent Bronisław Komorowski odsłonił dziś w Warszawie Memoriał Wolnego Słowa. I jednocześnie odznaczył Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski "zasłużonych dla wolności słowa" dziennikarzy: Tomasza Lisa, Jarosława Gugałę i Edwarda Miszczaka.

        - Wolne słowo to był dynamit, który rozsadził system - mówił prezydent. Kogo uznał za wybitnych bojowników o wolność słowa?

        Za "wybitne osiągnięcia w działalności na rzecz wolności słowa w Polsce, za wkład w rozwój wolnych mediów i niezależnego dziennikarstwa" Komorowski odznaczył Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski:

        - Tomasza Lisa, redaktora naczelnego "Newsweek Polska"
        - Jarosława Gugałę, dziennikarza związanego m.in. z TVP i Polsatem
        - Bogusława Chrabotę, redaktora naczelnego "Rzeczpospolitej"
        - Edwarda Miszczaka, dyrektora programowego TVN


        To samo odznaczenie - tyle że "za wybitne zasługi w budowaniu niezależnej prasy w Polsce, za pielęgnowanie wartości, jakie legły u podstaw polskich przemian demokratycznych, za wkład w rozwój nowoczesnej publicystyki i przestrzeganie wysokich standardów w pracy dziennikarskiej, redakcyjnej i menadżerskiej" - otrzymał Jarosław Kurski, pierwszy zastępca redaktora naczelnego „Gazety Wyborczej”.

        Na tym lista ciekawych laureatów się nie kończy. "Za wybitne zasługi dla przemian demokratycznych i transformacji ustrojowej w Polsce, za szczególne osiągnięcia w działalności państwowej i publicznej" Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski odznaczony został Michał Boni, polityk związany z PO. Boni w swym oświadczeniu lustracyjnym złożonym w 2008 r. ujawnił, że był współpracownikiem Służby Bezpieczeństwa. Z akt IPN wynika, że Boni został zarejestrowany w lutym 1988 r. jako kandydat na TW, a następnie przerejestrowany na TW ps. „Znak”. "

        niezalezna.pl/56070-kpina-z-wolnosci-slowa-komorowski-odznaczyl-orderami-lisa-gugale-i-miszczaka
        • andrzej585858 Re: 25 lat wolności - wywiad cz. 1 09.06.14, 08:56

          "Kornel Morawiecki: pełzamy, zamiast fruwać

          - Tak, oskar­żam ge­ne­ra­ła Ja­ru­zel­skie­go o to, że trzy­krot­nie pod­niósł swoją zbrod­ni­czą rękę na Naj­ja­śniej­szą Rzecz­po­spo­li­tą - mówi w roz­mo­wie z One­tem Kor­nel Mo­ra­wiec­ki. Za­ło­ży­ciel So­li­dar­no­ści Wal­czą­cej prze­ko­nu­je, że 4 czerw­ca to rocz­ni­ca "zmar­no­wa­nych na­dziei i zmar­no­wa­nych szans". - Kilka mi­lio­nów Po­la­ków jest na bez­ro­bo­ciu. Je­ste­śmy za­dłu­że­ni na 3 bi­lio­ny! To suk­ces? - pyta. - Rola ludzi So­li­dar­no­ści nie po­le­ga­ła na tym, by robić sobie do­brze - do­da­je.


          Z Kor­ne­lem Mo­ra­wiec­kim, dzia­ła­czem opo­zy­cji de­mo­kra­tycz­nej w cza­sach PRL, za­ło­ży­cie­lem i prze­wod­ni­czą­cym So­li­dar­no­ści Wal­czą­cej, roz­ma­wia Ja­nusz Schwert­ner.

          Gen. Woj­ciech Ja­ru­zel­ski, do­pro­wa­dza­jąc do Okrą­głe­go Stołu, chciał do­brze dla Pol­ski – czy ra­czej do­brze dla sie­bie? Mówił Pan, że ko­mu­ni­ści byli w 1989 roku wy­stra­sze­ni, ale chcie­li wyjść z tej klę­ski z "czę­ścią wła­dzy i ma­jąt­ku".

          Ge­ne­rał Ja­ru­zel­ski nie do­pro­wa­dził do Okrą­głe­go Stołu. On zo­stał zmu­szo­ny przez sy­tu­ację do roz­mów ze spo­łe­czeń­stwem. Stan wo­jen­ny za­ła­mał go­spo­dar­kę i fi­nan­se kraju, ale nie za­ła­mał spo­łe­czeń­stwa, które kon­se­kwent­nie dą­ży­ło do urze­czy­wist­nie­nia idei So­li­dar­no­ści. Te idee to wol­ność, praw­da i spra­wie­dli­wość. Pierw­sza So­li­dar­ność była zry­wem, który można po­rów­nać ze zry­wem Le­gio­nów Pił­sud­skie­go. To było bez­in­te­re­sow­ne po­świę­ce­nie, en­tu­zjazm, wiara w zwy­cię­stwo. A po stro­nie wła­dzy było je­dy­nie opła­ca­ne dą­że­nie do utrzy­ma­nia wła­dzy i ma­jąt­ków.

          Ma Pan pre­ten­sje do niego także o to, jak za­cho­wał się po 1989 roku?

          "Pre­ten­sje" to złe słowo na okre­śle­nie mo­je­go sto­sun­ku do ge­ne­ra­ła Ja­ru­zel­skie­go. Lep­szym, cel­niej­szym, może być "oskar­że­nie". Tak, oskar­żam ge­ne­ra­ła o to, że trzy­krot­nie pod­niósł swoją zbrod­ni­czą rękę na Naj­ja­śniej­szą Rzecz­po­spo­li­tą. Po roku 1945 zwal­czał pol­skie pod­zie­mie nie­pod­le­gło­ścio­we, uczest­ni­cząc w tzw. utrwa­la­niu wła­dzy lu­do­wej. W grud­niu 1970 nad­zo­ro­wał krwa­wą roz­pra­wę z re­wol­tą ro­bot­ni­czą na Wy­brze­żu. W grud­niu 1981 wpro­wa­dził stan wo­jen­ny. Po trans­for­ma­cji ustro­jo­wej po­wi­nien być zde­gra­do­wa­ny i skie­ro­wa­ny do pracy w ja­kimś pe­ge­erze.

          Jako pre­zy­dent ode­brał nam palmę pierw­szeń­stwa wy­cho­dze­nia z ko­mu­ni­zmu. Jak mamy tłu­ma­czyć dziś świa­tu naszą chlub­ną kartę hi­sto­rii? Jak wy­tłu­ma­czyć to, że by­li­śmy tak bar­dzo wa­lecz­ni, a na pierw­sze­go pre­zy­den­ta wy­bra­li­śmy ko­mu­ni­stę Ja­ru­zel­skie­go? Ja od­da­ję mu honor, bo był żoł­nie­rzem, bił się z Niem­ca­mi. Ale za to, co robił póź­niej, nie za­słu­gu­je na sza­cu­nek. Po trans­for­ma­cji po­wi­nien być zde­gra­do­wa­ny i to­czyć nor­mal­ne życie.

          Pro­te­sty w dniu jego po­grze­bu przy­jął Pan ze zro­zu­mie­niem czy z obu­rze­niem?

          Nie opo­wia­dam się za pro­te­sta­mi na po­grze­bach, ale uwa­żam, że ge­ne­rał Ja­ru­zel­ski nie za­słu­żył na to, by być po­cho­wa­ny z ho­no­ra­mi przy­słu­gu­ją­cy­mi lu­dziom za­słu­żo­nym dla Pol­ski. Zo­stał po­cho­wa­ny na Po­wąz­kach tylko dla­te­go, że pol­skie wła­dze nie po­zba­wi­ły go stop­nia ge­ne­ral­skie­go i or­de­rów, otrzy­ma­nych za so­wiec­kie na­miest­nic­two w Pol­sce. Po­wiedz­my to otwar­cie: Ja­ru­zel­ski był ge­ne­ra­łem so­wiec­kim i po­wi­nien być po­cho­wa­ny na cmen­ta­rzu so­wiec­kich soł­da­tów.

          Jak Pan tłu­ma­czy to, że dziś duża część spo­łe­czeń­stwa widzi w gen. Ja­ru­zel­skim czło­wie­ka ho­no­ru?

          Spró­buj­my od­po­wie­dzieć na py­ta­nie, czym jest honor. To słowo na­le­ży do sfery im­pon­de­ra­bi­liów, czyli rze­czy nie­da­ją­cych się do­kład­nie okre­ślić, zwa­żyć, lo­gicz­nie usta­lić. Honor w swej ge­ne­alo­gii jest po­ję­ciem szla­chec­kim. Honor wy­klu­cza wszel­ką nie­uczci­wość, a nawet ma­łost­ko­wość, wzma­ga po­czu­cie wła­snej god­no­ści. Czło­wiek ho­no­ru nie po­zwa­lał sobie na uchy­bie­nia, które w ten honor go­dzi­ły. Honor osa­dzo­ny jest na praw­dzie. W takim sen­sie ge­ne­rał Ja­ru­zel­ski nie był czło­wie­kiem ho­no­ru. Ow­szem, za­li­cza­ny jest do ludzi ho­no­ru tylko dla­te­go, że tak chcą po­tęż­ne siły - media i biz­nes. Mi­to­lo­gia Ja­ru­zel­skie­go jest wy­pad­ko­wą róż­nych in­te­re­sów i pro­pa­gan­dy. Spo­łe­czeń­stwo jest mar­twe, po­zba­wio­ne mocy usta­na­wia­nia norm i war­to­ści. Ja­ru­zel­ski na­le­ży do łże-eli­ty.

          Pro­pa­gan­da po 1989 roku po­ka­zy­wa­ła Ja­ru­zel­skie­go i Kisz­cza­ka jako wy­ba­wi­cie­li Pol­ski. Ja oczy­wi­ście wie­rzę, że Ja­ru­zel­ski nie chciał uto­pić nas we krwi, nie chcę na­zy­wać go mor­der­cą. Ale miara krzywd, jakie wy­rzą­dził lu­dziom i ca­łe­mu kra­jo­wi, jest ol­brzy­mia. A część Po­la­ków tego nie widzi. W do­dat­ku to sami lu­dzie So­li­dar­no­ści za­czę­li mówić o Ja­ru­zel­skim jako o ho­no­ro­wym czło­wie­ku. Takie słowa pa­da­ją choć­by z ust Ada­sia Mich­ni­ka, który był moim ko­le­gą. Mówi się, że Okrą­gły Stół był je­dy­nym, do­brym roz­wią­za­niem. I że udał się bez za­rzu­tu. To nie­praw­da, można było zro­bić dużo wię­cej. Na­praw­dę dużo wię­cej.

          Dzi­siej­sza rocz­ni­ca wy­wo­łu­je w Panu bar­dziej po­czu­cie dumy czy uczu­cie ol­brzy­mie­go nie­do­sy­tu?

          To rocz­ni­ca zmar­no­wa­nych na­dziei i zmar­no­wa­nych szans. Nie po­wsta­ło spo­łe­czeń­stwo oby­wa­tel­skie. Złud­ne jest prze­świad­cze­nie, że o wy­róż­nie­niu de­cy­du­ją za­słu­gi, że de­cy­du­ją wa­lo­ry umy­słu albo duszy. Praw­da jest taka, że spo­łe­czeń­stwo, rzą­dzo­ne przez grupy in­te­re­sów i media, je­dy­nie gło­su­je. Pol­ska żyje cią­gle w wieku tłu­mów, a nie w wieku pu­blicz­no­ści. Lu­dzie, któ­rzy dziś sta­no­wią elity kraju, na­ro­du, pań­stwa są nie­zdol­ni do tego, by or­ga­ni­zo­wać i sub­li­mo­wać masy, bo sami są czę­ścią mas, nie­rzad­ko po­cho­dzą spod budki z piwem, co widać w Sej­mie. Elity nowej Pol­ski peł­nią wobec mas funk­cje ide­olo­gicz­ne i hip­no­ty­zer­skie, a nie or­ga­ni­za­tor­skie. Hip­no­ty­ze­rzy i ide­olo­dzy nie są jed­nak w sta­nie ukryć na­tu­ry re­al­nej rze­czy­wi­sto­ści, w ja­kiej wy­pa­da lu­dziom żyć. Nie­mo­ral­ność ludzi elit, sko­rum­po­wa­nie, nad­mier­ne bo­ga­ce­nie się, ukła­dy ma­fij­ne - wszyst­ko to po­ka­zu­je spo­łe­czeń­stwu, że w życiu każdy chwyt jest do­zwo­lo­ny i w kon­kret­nej sy­tu­acji mo­ral­ny. A zatem nowa Pol­ska jest za­prze­pasz­cze­niem ma­rzeń i aspi­ra­cji ludzi So­li­dar­no­ści. W szcze­gól­no­ści, So­li­dar­no­ści Wal­czą­cej.

          W do­dat­ku ten Okrą­gły Stół był mięk­kim lą­do­wa­niem dla ko­mu­ni­stów – i to dla sa­mych apa­rat­czy­ków, nie dla bu­dow­ni­czych. Naj­więk­sze ko­rzy­ści od­nie­śli lu­dzie służb spe­cjal­nych, służb woj­ska. Okrą­gły Stół zro­bił do­brze tym, któ­rzy przy nim za­sia­da­li. I tylko im.

          Jed­nak dziś, w 2014 roku, Pol­ska jest znacz­nie le­piej roz­wi­nię­ta niż po­zo­sta­łe kraje bloku so­cja­li­stycz­ne­go. Trud­no nie uzna­wać tego za suk­ces.

          Pa­mięć jest se­lek­tyw­na, nie za­wsze wiemy, co stra­ci­li­śmy, a co zy­ska­li­śmy. Co to zna­czy: "Pol­ska le­piej roz­wi­nię­ta?". Co to zna­czy "suk­ces"? Stra­ci­li­śmy pa­mięć. Nie pa­mię­ta­my, przy­kła­do­wo, fał­szo­wa­nia na­szej hi­sto­rii, dzia­łal­no­ści cen­zu­ry, bo nawet na­lep­ki na bu­tel­ki z wodą so­do­wą mu­sia­ły być za­twier­dza­ne przez cen­zu­rę. Dzi­siaj jest le­piej, bo na­le­pek nie cen­zu­ru­ją. Ale hi­sto­ria jest nadal fał­szo­wa­na. Nie pa­mię­ta­my, że Sejm był forum ak­cep­ta­cji woli par­tii i ni­czym innym. Ob­ra­dy w Sej­mie po­le­ga­ły na wy­mu­sza­nej jed­no­myśl­no­ści. A dzi­siaj jest ina­czej niż w PRL?"

          • andrzej585858 Re: 25 lat wolności - wywiad cz. 2 09.06.14, 08:57


            "Nie pamiętamy służalczych prokuratorów, sędziów i urągającym prawu wyroków. Bo dzisiaj jest inaczej? Pamiętamy, że w czasach PRL był niedobór towarów. Brakowało garnków, gwoździ papiaków i octu. Skoro to wszystko dzisiaj jest, to jest lepiej? To sukces? Bezrobocia kilku milionów nie możemy nazywać sukcesem. Zadłużenie kraju na ponad 3 biliony! To nie jest sukces. Najniższa w świecie rodność kobiet - też nie.

            W 1989 roku byliśmy niezwykle do przodu, jeśli chodzi o proces wychodzenia z komunizmu. Proszę porównać naszą pozycję do NRD czy Ukrainy. Sposób transformacji w dużym stopniu cofnął te kraje. Ukraina czy Rosja straciły bardzo wiele. Gdyby polska transformacja została dokonana w sposób uczciwy i nowatorski, to w Europie wyklułaby się nowa rzeczywistość. Bylibyśmy dużo lepszym wzorem dla innych. A tak – pozostałe kraje małpowały wszystko od nas, popełniając jeszcze więcej błędów. Jeśli u nas komuniści przeszli przez transformację suchą stopą, to komuniści w pozostałych państwach – tym bardziej. Jeśli nasi rozkradli państwo, to tamci – w jeszcze większym stopniu. My wychodząc z komunizmu, dysponowaliśmy niezależną opozycją, Solidarnością. Dlatego dało się osiągnąć znacznie więcej.

            Polski potencjał został niewykorzystany. Gdybyśmy ostatnie 25 lat wykorzystali inaczej, to inna sytuacja byłaby też na Ukrainie, w Bułgarii i w całej Europie. Mogliśmy pociągnąć cały kontynent.

            Sądzi Pan, że gdyby Polska w bardziej radykalny sposób rozprawiła się z komuną i przeprowadziła transformację w inny sposób, to mogłoby nie dojść do kryzysu na Ukrainie?

            Tak uważam. Ukraina jest dziś problemem samym dla siebie. Nastąpiła tam społeczna zapaść. Ale faktem jest, że wszystkie rządy po 1989 roku prowadziły wobec Ukrainy niewłaściwą politykę. Dominował zupełny brak zainteresowania tym, co dzieje się u naszego wschodniego sąsiada. Ignorowano nawet odradzające się tam ruchy o naturze faszystowskiej. Na Ukrainie stawiano pomniki SS Galizien, a my przymykaliśmy na to oko. Dlaczego nie reagowaliśmy? Aż prosiło się o zasadniczy sprzeciw i jakieś działania. Stawiacie pomniki ludziom, którzy nas bestialsko mordowali? No to róbcie to, ale bez nas. Handlujcie z Niemcami, Rosjanami, ale nie z nami. Nie wiem, dlaczego zabrakło nam dumy narodowej, by wyrazić swój stanowczy sprzeciw wobec gloryfikowania oprawców Polski.

            Mamy w sobie potencjał kulturowy, mieliśmy Solidarność, ale wszystko zgubiliśmy. Nawet elementy naszej demokracji są chore, bo co to za demokracja w Polsce, jak co czwarty obywatel nie chodzi na wybory?

            Frekwencja była znacznie wyższa, gdy w latach 90. do władzy wrócili postkomuniści. Jak dziś tłumaczy Pan to, że nastąpiło to tak szybko?

            Transformacja postawiła duże grupy ludzi na marginesie życia. Polacy pozbawieni pracy, żyjący w strachu o swój los, byli zagubieni. Z jednej strony mieliśmy plan Balcerowicza, a z drugiej – komunistów u steru. Nie było dobrej alternatywy. Okrągły Stół, czyli grupka ludzi dobrana przez Kiszczaka, pozbawiła nas naszych własnych pomysłów na to, jak budować społeczeństwo obywatelskie, gospodarkę, geopolitykę. Radykalni działacze Solidarności zostali wykluczeni z życia publicznego. Nie ma ich nawet w encyklopediach Solidarności!

            A społeczeństwo? Jest zawiedzione. Weszliśmy do Europy spóźnieni, ograbieni. Elity solidarnościowe, tzw. elity nowej Polski - pożal się Boże – popełniały olbrzymie błędy. Całe to zamieszanie z OFE, za rządów Jerzego Buzka, wydrenowało nas z oszczędności. Politycy często zachowywali się bardzo nie w porządku wobec ludzi.

            Jak duży jest dziś w Panu żal do dawnych przyjaciół z Solidarności?

            Większy niż do komunistów. Ludzie Solidarności mieli wszystko na talerzu, mogli zachować się znacznie lepiej. Nawet jeśli popełnili błąd zasiadając do Okrągłego Stołu, to jednak mieli szansę, by się z tego otrząsnąć. Tymczasem poszli w prywatę. Władysław Frasyniuk był szefem regionu, ważnym człowiekiem Solidarności, symbolem. A teraz jest biznesmenem. I to nie problem, ale nasza rola nie polegała na tym, by robić sobie dobrze.

            Jak przyjmuje Pan głosy, ciągle słyszalne, że "za komuny" – żyło się lepiej?

            Ze zrozumieniem. Proszę spojrzeć na statystyki – milion głodujących dzieci, 28 proc. młodych osób bez pracy. One są bardzo czytelne. Bardzo duża część społeczeństwa żyje gorzej niż za PRL. Tak nie powinno być, bo przecież obecny system jest dużo lepszy niż komunizm. Ciągle do tego wracam: po '89 mogliśmy proponować nową drogę rozwoju. Sam liczyłem na dużo więcej. Jesteśmy silnym narodem, mamy ducha, więc sobie jeszcze radzimy. Ale niedosyt jest.

            Teraz, od niemal dekady, polska scena polityczna jest zdominowana przez dwie partie postsolidarnościowe – PO i PiS. Cieszy to Pana?

            Tak, choć martwi mnie, że partia rządząca jest partią jednej wielkiej prywaty. Oba te ugrupowania nie wyznaczają dziś wielkich celów. Nie szukają nowego kształtu Polski, w sensie społecznym, gospodarczym. Nie widać ducha ekspansji, nowości, powiewu świeżości. A świat się bardzo zmienia.

            Doceniam jednak to, że władzy nie sprawuje pan Kwaśniewski czy SLD. Niepokojące są za to prądy związane z Korwin-Mikkem. Jego polityka to zaprzeczenie ideałów Solidarności. Martwi mnie ten egoizm, indywidualizm. Dlaczego oni nie dostrzegają, jak ważna jest wspólnota? Takie siły, jak Nowa Prawica, mogą być zabójcze dla naszego kraju. Mogą doprowadzić nas do przepaści. Oni widzą tylko siebie, nie innych. To niebezpieczne i przygnębiające. A przecież kraje, które najszybciej się rozwijają, jak Niemcy, są oparte na gospodarce społecznej. I na tym zasadza się ich sukces.

            Lech Wałęsa – to najważniejsza postać 25-lecia wolności?

            On był symbolem przemian, ale zachował się niegodnie. Będąc tajnym współpracownikiem służb bezpieczeństwa, powinien to ujawnić i przeprosić naród. Stanąć na wysokości zadania. Wtedy byłby kimś. Także później miał wielkie możliwości, mógł dokonać dekomunizacji i popchnąć Polskę do przodu. Nie wiem, czy można go nazwać człowiekiem wolności. Jeśli tak, to właśnie taką mamy wolność, jakiego mamy Wałęsę.

            Po 25 latach wolności ciągle żywa jest w Panu duma z bycia człowiekiem Solidarności?

            Przy całym moim krytycyzmie, mówię to bez chwili zawahania: dziś świat jest lepszy. Nie grozi nam konfrontacja ze Związkiem Sowieckim, nie musimy obawiać się wojny nuklearnej. Ale trzeba cały czas dbać o ten świat.

            A Polska? Jest dziś piękna, ale – mogłaby być piękniejsza?

            Niestety, politycznie i społecznie Polska jest dziś chora. Mamy podcięte skrzydła. Nie fruwamy, tylko pełzamy po ziemi. A przecież parę razy już fruwaliśmy. I wznosiliśmy się ponad innych"

            wiadomosci.onet.pl/kraj/kornel-morawiecki-pelzamy-zamiast-fruwac/5nvfy
            • andrzej585858 Re: Diagnoza 22.06.14, 09:38
              Kilka cytatów będących bardzo trafną diagnozą zagrożeń przed którymi stoimy:


              " Polska wygrała, ale przegrała II wojnę światową. Dziś wojny tradycyjne przeszły na inne kontynenty, lecz wojny jako takie nadal się toczą. Polska jest terenem, na którym toczy się wojna ekonomiczna i ideologiczna. Wojna przeciw Polsce trwa nieprzerwanie. Sprawa demografii z tym się wiąże. Skutki są zresztą takie same jak po wojnie.

              Charakteryzując wroga, z którym Polacy muszą walczyć, mówiła:

              Komunizm sowiecki i sowiecki marksizm-leninizm, który desantem usadowił się w Polsce, przeszedł drogę na Zachód, w jakimś stopniu personalną, a w jakimś ideologiczną. I tam przekształcił się w coś, co nazywa się ślicznie „lewicą liberalną”. To coś nie dokonuje już jawnych zbrodni, chociaż dopuszcza niejawne, ale jest logiczną kontynuacją sowieckiego komunizmu. Dla mnie to nowy totalitaryzm.

              Podkreślała, że głowa hydry odradza się na nowo.

              Zagrożeniem dla kultury europejskiej są różne warianty przekształconego sowieckiego komunizmu. To oczywiście skutki długiego procesu społecznego, krążenia elit i ideologii, przy czym sposób aplikowania tej ideologii jest za każdym razem dostosowywany do potrzeb i mentalności społeczeństwa, które ma oszukiwać.

              Przestrzegała przed „lewicowym liberalizmem”, który polega na rozbijaniu wspólnot i uderzaniu w wartości, na odbieraniu naturalnych więzi człowieka.

              To podstawowa cecha wszystkich totalitaryzmów. Wspólnota bez trwałych wartości nie może istnieć. Można to porównać z prawami ruchu drogowego. To, czy ruch mamy lewostronny, czy prawostronny, jest obojętne moralnie, ale dzięki temu ludzie na drogach się nie zabijają. Gdyby jednak wprowadzić odpowiednik relatywizmu moralnego na płaszczyźnie ruchu drogowego, nastąpiłaby katastrofa."

              wpolityce.pl/spoleczenstwo/201699-odeszla-prof-anna-pawelczynska-wielka-patriotka-i-wybitna-socjolog-kultury-do-konca-swoich-dni-walczyla-o-wolna-polske
              • andrzej585858 Re: Diagnoza - wersja"postępowa" 23.06.14, 15:05
                "Było ich trzech, w każdym z nich inna krew, ale jeden przyświecał im cel… Wroński, Żakowski, Lis: obrona skompromitowanego rządu do samego końca (jego i ich?)

                Sytuacja staje się groźna, bo w dziejach zawsze najbardziej zagrażali państwu polskiemu ci, którzy patriotami się mianowali

                — rozpoczyna tegotygodniową narrację „Gazety Wyborczej” na temat afery w rządzie Donalda Tuska użyteczny cyngiel Paweł Wroński. W ten sposób kieruje tropy zagubionej i coraz bardziej sfrustrowanej masy czytelniczej własnej gazety na Sami Wiecie Kogo. „Patriota” to bowiem pseudonim tego, który przesłał ostatnie zagrania do redakcji „Wprost”.

                Zgodnie z ustaloną wersją, Wroński też już nie ma wątpliwości.

                Słowo „zamach” zaczyna nabierać realnego znaczenia. Można odnieść wrażenie, że kolejne nagrania są punktowymi uderzeniami w najważniejsze osoby w Polsce i w najważniejsze instytucje. Rezultatem publikacji ostatnich nagrań może być próba zdezawuowania i skompromitowania polskiej polityki zagranicznej.

                A może prościej - to polska polityka zagraniczna sama się skompromitowała do imentu. I aż chciałoby się spytać speca od „dyplomatołków” - Władysława Bartoszewskiego - czy taki sposób prowadzenia polityki zagranicznej jest według niego jak najbardziej prawidłowy, bo przecież gołym okiem widać, że diametralnie się różni od tej, wyśmiewanej przez Bartoszewskiego.

                Ale Wroński z miedzianym czołem broni naszego drogiego Radka Sikorskiego.

                Amerykanie dobrze wiedzą, że tego rodzaju opinie w czasie, gdy USA wycofywały swoje oddziały z Europy do Azji, Sikorski wyrażał nie tylko w rozmowie z ministrem Rostowskim. Co więcej, przed kryzysem na Ukrainie były one jak najbardziej uzasadnione.

                Dobre, ale skoro takie to jasne i oczywiste, to Sikorski powinien to ogłosić publicznie, a nie po kryjomu, w knajpach, przy alkoholu.

                I zaklina Wroński rzeczywistość:

                Ponoć polską polityką kierują instynkty najbardziej pierwotne. Najbardziej pierwotny jest instynkt samozachowawczy. Nie ma obecnie sprawy, wokół której polska polityka powinna być bardziej zjednoczona. Nie ma bowiem żadnych gwarancji, że po zmianie władzy nie wypłyną inne nagrania, których głównymi bohaterami będą politycy apelujący dziś o odwołanie premiera i rozwiązanie Sejmu. Co wtedy?

                Jak to było? Nie mierz panie redaktorze innych podług siebie?

                Nie wiem, czy to jest kryzys państwa. Państwo do tej pory jednak jakoś sobie z aferą nagraniową radzi

                — oświadcza z kolei w tejże samej „Wyborczej” Jacek Żakowski. I aż chciałoby się spytać - które państwo według niego sobie radzi, bo raczej nie polskie.

                Ale Żakowski wie co mówi i po co mówi. Dlatego brnie dalej:

                Chociaż jest wobec niej samotne jak jak Polska we wrześniu 1939 r.

                Czy Pan Redaktor sugeruje, że już czas, żeby rząd i prezydent zaczęli się pakować z myślą o emigracji? Niebywałe…

                Na dywagacje Żakowskiego, porównującego dziennikarzy próbujących rozwikłać aferę w rządzie Tuska do Armii Sowieckiej, która zadała Polsce cios w plecy, szkoda nawet już słów. Po prostu żałosna obrona przegranego dziennikarza skompromitowanego rządu i zbankrutowanej III RP. Może właśnie w tym kontekście Żakowski myśli o Zaleszczykach?

                Śmieszne jest natomiast szukanie przez Żakowskiego wrogów Tuska nie tylko w chociażby Marcinkiewiczu ale przede wszystkim w… samej PO:

                Paweł Zalewski i jego liczni koledzy z gowinowej części PO nie ominą okazji, by odreagować to, że nie dostali miejsc biorących na listach do europarlamentu. Min. Marek Biernacki i jego zastępca Michał Królikowski nie darują zmarginelizowania katolickich fundamentów w PO.

                Ładne? Może ktoś z GW lub Polityki by szepnął Żakowskiemu, że już atak Marsjan na rząd Tuska wyglądałby bardziej wiarygodnie. Ale podobno papier jest cierpliwy…

                Nieoceniony w zasługach dla rządzącej ekipy jest jak zawsze Tomasz Lis. Kto jest winny aferze? Podsłuchujący? Podsłuchiwani? Ależ skąd!

                Pasem transmisyjnym studia nagrań okazują się dziennikarze. Są paserem złodzieja treści prywatnych rozmów.

                Oczywiście Lis zaraz się zastrzega, że

                To nie wezwanie do cenzury.

                Nie, nie, ależ oczywiście, nikt by przecież czegoś tak wulgarnego nie pomyślał.

                Treść tych rozmów jest ważna i powinna być znana opinii publicznej

                — zapewnia dalej gromko Lis. Ale, jak to, to jednak paser jest OK? Chyba ktoś zjada własny ogon. Ale jeśli, to tylko przez chwilę.

                Konferencja prasowa premiera przeistacza się w festiwal chamstwa i prostactwa oraz popis niekompetencji części dziennikarzy. (…) Traktowanie premiera przez rozhisteryzowanych niepokornych oraz bardziej pokornych dziennikarzy jak pętaka, któremu można przerywać i rzucać w twarz najcięższe oskarżenia.

                Można tylko domyślić się, że do tego „zacnego” grona Lis zaliczył swoją koleżankę Monikę Olejnik…

                Ale najlepsze jest jak zawsze na końcu.

                Część tzw. środowiska dziennikarskiego okazuje się zmultiplikowaną Marysią z Gorzowa, która najwyraźniej narzuciła owej części i ton, i styl

                — wyrzucił z siebie Lis, pokazując co, a właściwie kto naprawdę go dręczy od kilku tygodni. Nic dodać, nic ująć."

                wpolityce.pl/media/201902-bylo-ich-trzech-w-kazdym-z-nich-inna-krew-ale-jeden-przyswiecal-im-cel-wronski-zakowski-lis-obrona-skompromitowanego-rzadu-do-samego-konca-jego-i-ich

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka