maverick-1
08.05.04, 23:32
Chciałbym poruszyć kwestię, która spędza mi sen z powiek. Bo albo jestem
jakiś nieżyciowy, albo to współczesne dzieciaki są dziwne, albo to ja akurat
trafiłem na takie ciekawe okazy. Dlatego proszę, jeśli ktoś ma nastoletnie
dziecko lub też chociaż słyszał coś o dzieciach znajomych, to niech mi powie,
jak to jest. Zastanawiałem się, czy w ogóle wychodzić z tym tutaj, bo to
sprawy dość drażliwe, ale może ktoś napisze mi coś mądrego, a przydałoby się.
Zacznę od tego, że moja pasierbica jakiś czas temu zaczęła regularnie
przyprowadzać do domu chłopca, przedstawiała go jako kolegę, ale z żoną
podejrzewaliśmy, że to jej „chłopak”, tylko wstydzi się nam powiedzieć. Co do
ich relacji przestaliśmy mieć wątpliwości, kiedy żona kiedyś przypadkiem
zobaczyła, jak młoda siedziała mu na kolanach. Nie wcinaliśmy się, uznaliśmy,
że nic wielkiego się nie dzieje. Po jakimś czasie zaczęła przyprowadzać
drugiego chłopca, którego też przedstawiała jako kolegę, ten pierwszy jednak
przychodził dalej. No i zastałem ją w uściskach z tym drugim. W drodze do
szkoły próbowałem ją podpytać, jak to z nimi jest. Nie wspomniałem nic o tym,
że żona widziała ją z pierwszym, a ja z drugim, bo jeszcze by nas posądziła o
szpiegowanie. Twardo obstawała przy tym, że to tylko koledzy. Potem pojechała
na obóz w czasie ferii zimowych. Wróciła z malinkami na szyi. Zaznaczam, że
ani pierwszy, ani drugi na ten obóz nie jechali. Potem odbierając ją ze
szkoły zobaczyłem, że trzyma się za ręce z jakimś trzecim. Oczywiście na
bieżąco żonie o wszystkim donosiłem, a ona próbowała z nią rozmawiać, trochę
sugerując, że widzieliśmy ją z tymi chłopcami, wspominając na malinki, a
młoda stwierdziła, że to przecież nic nie znaczy i to są tylko koledzy.
Trochę nas ta sytuacja zaniepokoiła. Młoda ma jedenaście lat, ale poszła do
szkoły rok wcześniej, więc teraz kończy piątą klasę podstawówki i obraca się
wśród starszych, przy czym mimo pewnego infantylizmu, który czasami się
ujawnia, jak na swój wiek jest bardzo dojrzała fizycznie i psychicznie, to
wszystko jednak trochę nas przerosło. Nie spodziewaliśmy się, że takie
historie zaczną się tak szybko. Jednak to, co się stało wczoraj, zupełnie
mnie wbiło w ziemię. Byliśmy na familijnej imprezie u moich rodziców. Tak się
składa, że mój młodszy brat jest tylko dwa lata starszy od mojej pasierbicy,
więc dobrze się dogadują, co oczywiście wszystkich bardzo cieszy. Kiedy
zagadaliśmy się z rodzicami dzieciaki gdzieś sobie poszły, na stół wjeżdżał
jakiś podwieczorek, nawoływań nie słyszeli, miałem ich poszukać. Wchodzę na
górę i widzę moją pasierbicę w namiętnym głębokim pocałunku z moim bratem.
Zamurowało mnie, po prostu mnie zamurowało. W najśmielszych przypuszczeniach
nie podejrzewałbym, że oni mogą tak w ogóle potrafić! Nie mówiąc o tym, że
przecież ich znajomość jest bardzo pobieżna, widzą się raz na kilka miesięcy!
Normalnie ochłonąć nie mogłem. W życiu bym się czegoś takiego nie spodziewał!
Do końca imprezy niedowierzająco popatrywałem na te nasze wystrojone
dzieciaczki bawiące towarzystwo szkolnymi anegdotkami i wciąż w pamięci
miałem tę scenę. Szok! Potem zapytałem mamę, czy brat ma jakąś dziewczynę.
Powiedziała mi, że owszem, bywa u nich jedna, ale tata widział go niedawno na
deptaku z inną i teraz nie wiedzą jak jest. Czyli to samo, co z naszą małą.
Tylko mnie to dobiło. Przeżyć tej całej sytuacji nie mogłem, kiedy
opowiedziałem żonie, to mi nie chciała uwierzyć. Ja rozumiem na jakichś
imprezach na studiach, ale już w podstawówce! Przy czym zarówno młoda, jak i
brat są dziećmi inteligentnymi i raczej grzecznymi. Wprawdzie teraz trochę
daje się u nich we znaki okres dojrzewania, ale w szkole są postrzegani jako
uczniowie wzorowi, większych oznak buntu nie widać, a ze swoimi ekscesami,
bądź co bądź, się kryją, więc to nie na pokaz. Teraz się tylko zastanawiam,
kto ich w ogóle tego nauczył, bo to co prezentowali, to nie było wcale takie
proste, przy czym jakaś wymyślna poza. Koszmar! Młode nie wiedzą, że ich
widziałem, bo nawet nie miałem pojęcia, co w tej sytuacji mogę im powiedzieć.
Żona przygotowuje się do poważnej rozmowy z córką. Ale tak naprawdę to jak
tłumaczyć? I czy to jest teraz typowe dla dzieciaków? Bo jeśli tak, to
rozmowę trzeba prowadzić inaczej, niż jeśli to jest raczej wyjątek od normy.
Proszę, jeśli coś wiecie to poradźcie, bo jesteśmy bardzo zdezorientowani.
Pozdrawiam. J.