Dodaj do ulubionych

Kotka na (nie)gorącym blaszanym dachu, czyli znowu

26.02.13, 19:17
cyrk na całą ulicę.
Pamiętacie, jak myślałam, że Bliźniaczka zginęła w czeluściach miejskiej kanalizacji i przez cały dzień nachylona nad studzienką nawoływałam ją?
No to dzisiaj miałam powtórkę z rozrywki, ale w wykonaniu Lisiczki i niejako w drugim kierunku. Byliśmy już w domu, a ta małpa chciała koniecznie wyjść. Miałam chyba chwilowe zaćmienie, bo otworzyłam drzwi i... już jej nie było. Po godzinie zaczęłam ją nawoływać, a tu ani tutu. Tymczasem z dachu leciały istne lawiny, taki był huk. Małżon wyszedł na dwór zobaczyć, co się dzieje i nagle zaczął mnie wołać. I co się okazało - na dachu to nie lawiny śnieżne, ale Lisiczka. Siedziała wystraszona na kalenicy od daszku i darła się na cały głos. Staliśmy przed domem, wołaliśmy ją, ale ani prośbą, ani groźbą nie mogliśmy ją zmusić, by zrobiła chociaż kroczek.
Nie mamy drabiny, więc chłop obleciał wszystkich sąsiadów. Ja w tym czasie zdążyłam zadzwonić po majstra, który zakładał nam rynny - miał w ciągu godziny przybyć z odsieczą. Następna w kolejności była straż pożarna.
W tym czasie na drodze zebrało się już paru gapiów, a inni zaciekawieni spoglądali z okien swoich domów lub samochodów. Chłop wydarł wreszcie komuś upragnioną drabinę. Gdy jednak się na nią wdrapał, okazało się, że sięgnie jedynie do rynny, a na dach nie da rady się po niej wgramolić. Na szczęście Lisiczka zdecydowała się zejść trochę niżej, ale brakowało jakiś 20 cm. Wtedy pobiegłam po grabie do siana (takie szerokie, plastykowe), mąż przytrzymał ją nimi i zgarnął, a Lisica wpadła mi dosłownie w oko. Kiedy przyniosłam ją do domu była taka podekscytowana, jakby zdobyła Mount Everest.
Obeszliśmy z mężem dom i nie mamy pojęcia, jakim cudem udało jej się tam dostać - są tylko rynny i kratka do roślin, która jednakowoż stoi POD daszkiem, więc stamtąd nie da rady skoczyć.
Tylko boję się, żeby nie weszło jej to w krew.
Obserwuj wątek
    • mitta Re: Kotka na (nie)gorącym blaszanym dachu, czyli 26.02.13, 19:18
      No i jeszcze fotka poglądowa.

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/7/gg/wb/qpz8/qWvMoK8q8IGxyFy7hB.jpg
      • pi.asia Re: Kotka na (nie)gorącym blaszanym dachu, czyli 26.02.13, 20:13
        Ależ przygoda!!!
        Taka maleńka koteczka na takim ogromnym daszysku!
        Nie rozumiem tylko, czemu nie rozumiesz JAK ona się tam dostała. Teleportacja, moja droga, teleportacja!

        ...a za użycie słowa "jednakowoż" masz u mnie wielkiego plusa smile
      • wladziac Re: Kotka na (nie)gorącym blaszanym dachu, czyli 26.02.13, 20:26
        nie do wiary jak ona tam wlazła,eh Lisiczka łobuziara
        • barba50 Re: Kotka na (nie)gorącym blaszanym dachu, czyli 26.02.13, 22:54
          E tam koty potrafią suspicious Może nie wszystkie, ale bure (moje) na pewno. Kiedyś jeszcze Ksika szlajała się po dachu, teraz to pani w bardzo dojrzałym wieku, więc chodzi raczej po ziemi.

          http://imageshack.us/a/img845/4973/50674820.jpg

          http://imageshack.us/a/img838/3384/97550555.jpg

          http://imageshack.us/a/img715/2446/72786502.jpg

          http://imageshack.us/a/img4/281/88871084.jpg

          Gdzieś miałam zdokumentowaną drogę z ziemi na dach domu. Bo trzeba wskoczyć wpierw na słupek ogrodzenia, na dach garażu, obejść dachem na drugą stronę, przeskoczyć z garażu na dach domu ok. 1,5 m, a dachy są na różnej wysokości i podejść do któregoś z okien połaciowych i drzeć japę, że się chce wejść, albo tylko posiedzieć sobie na kalenicy.
          • niutaki mitta 27.02.13, 08:28
            Uwielbiam, uwielbiam Twoje koty i Twoje opowiescikiss zreszta wszystkie kocie opowiesci, ja nie mam niestety zdjecia, ale kiedys Czarny Kotek wlazl u nas na dach od wiaty, jak? po co? zabijcie - nie wiem. Za to pozniej strasznie wrzeszczal na meza o pomoc i trzeba bylo go ratowac, na szczescie bez karkolomnych wyczynow, otworzylismy okno od silowni i Czarny wskoczyl w nasze objecia caly i zdrowysmile
            • mitta Re: mitta 27.02.13, 15:37
              niutaki napisała:

              > Uwielbiam, uwielbiam Twoje koty i Twoje opowiesci

              Dzięki. Ale musisz wiedzieć, że to dzieje się naprawdę i śmieszne jest dopiero za jakiś czas. We wczorajszą akcję zaangażowane było pół ulicy, majster od rynien, a ja oczami wyobraźni widziałam już straż pożarną i liczyłam, ile to będzie kosztowało. Zmarzliśmy strasznie, bo trwało to jakąś godzinę, a najdłużej prośby wznoszone do Lisicy, aby raczyła zrobić kilka kroków w dół.
              Barbro, ty chociaż wiesz, którędy tam włażą. Ja stwierdziłam, że najbardziej prawdopodobna jest teoria pi.asi o teleportacji, szkoda tylko, że nie chciała zadziałać w drugą stronę.
              • niutaki Re: mitta 27.02.13, 15:53
                ja wiem kochana, wiem, ale Twoja historie z Blizniaczka w wykopach to przysiegam ze na glos sie smialam, mialam lzy w oczach, ale pekalam ze smiechu, naprawdesmile wspaniale to opowiadaszkiss
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka