Było trochę zamieszania. Na dzisiaj miałam umówiony termin i zamówioną klatkę. Rano Plastek czekał na śniadanie (wczoraj kolacji nie było

), ale było jeszcze za wcześnie, żeby zaczynać łapankę. Jak już przetarłam oczy i odziałam okazało się, że kot poszedł precz. Czekałam przeszło 2 godziny, nastawiłam klatkę z myślą o burasie, Plastka myślałam złapać w ręce, miałam dla niego przygotowany sedalin do podania żeby nie był taki spanikowany (o czym wiedziałam, że będzie), ale nie zdążyłam, wlazł sam do klatki. Trochę się rzucał, ale klatkę przykryłam kocem i ucichł. Zawiozłam i żeby przełożyć do lecznicowej klatki musiał dostać usypiacza, więc trafił od razu pod nóż, a raczej skalpel. Do odbioru będzie za 3 dni. Tylko ciut lżejszy
Idę nastawić klatkę na burasa, może się uda. Tam już na niego czekają