Doktor bardzo chwalil Leie

ze malo krwawila i wszystko poszlo szybko i dobrze. Ma tylko dwa szwy, bez zadnego opatrunku. Z lapy wystaje jej malo gustowny gwozdz, tak na 3 centymetry i ma tam byc przez miesiac. Oczywiscie zakaz glwaltownych ruchow itp. Na razie kitka grzecznie lezy w malym miekkim transporterku. Apetyt dopisuje, byly problemy z lykaniem pigulek, ale jakos dalismy rade. Zawijanie w mumie raczej nie wchodzi w rachube, jak wierzga to gwozdz sie zachacza o koc.
Jakims cudem udalo sie nam kupic duza klatke, o taka:
animalcity.pl/product-pol-3669-Ferplast-Krolik-Large-100-skladana-klatka-dla-swinki-krolika-z-wyposazeniem.html
i za kilka dni przeniesiemy tam Leie. Dostanie swoja budke, mala kuwetke, zarelko. Nie wiem tylko, czy zostawiac ja w pustym pokoju (MD moze sie wyprowadzic ze swojego pokoju w miare szybko) czy postawic klatke w livingu, tak zeby widziala rodzine? Kicia.Yoda wczoraj w nocy rzrobila mala burde, dzisiaj jak dotad bylo spokojnie. Musi tylko ciagle ktos byc przy niej, inaczej zawodzi.
Jedno co martwi to opuchnieta lapa, nie ma zalozonego saczka. Mamy ja masowac, ale za kilka dni. Telefonu w lecznicy nikt nie odbiera (godz 4,24). Chirurg nie polecal powadawania tramalu, ze niby jak bedzie ja bolec to nie bedzie szalec. Jakos nam to do gustu nie podeszlo.