Dodaj do ulubionych

Sterylka...

22.06.06, 20:12
Sluchajcie, ja wiem, ze to dla dobra kota, ale na prawde nie mieliscie
zadnych watpliwosci ?
Przeciez to w koncu zabieg pod narkoza. Po co narazac zdrowe kocie na
znieczulanie, na ingerencje w zdrowy, mlody organizm ? Przeciez to bedzie
bolalo, nie mowcie, ze niesad
Moja Mini konczy 8 miesiecy, wypadaloby ja wysterylizowac, ale... czy to nie
taka jakas moda, barbazynski zwyczaj typu obrzezanie ?
Dodam, ze kota niewychodzaca, nie majaca stycznosci z innymi kotami...
Obserwuj wątek
    • katikot Re: Sterylka... 22.06.06, 20:21
      wydaje mi się, że w wypadku młodej, zdrowej kotki, ryzyko jakiś komplikacji jest mniejsze, niż w wypadku starej. no i rujki potrafią być męczące dla otoczenia, dla kotki pewnie też - w końcu pozostanie "niespełniona"wink, skoro niewychodząca i nie mająca styczności z innymi kotami.ja swoją wolałam wysterylizować, niż ładować w nią szkodliwe hormony.
    • patrysiass Re: Sterylka... 22.06.06, 20:34
      Witaj,

      ja też miałam watpliwości co do sterylki mojej koty.
      Zdecydowałam się tylko dlatego że jej rujki stały się nie do zniesienia. Ona
      też jest niewychodząca, nie ma styczności z kotkami (poza drugą kota w domu).
      Druga ma 7 m-cy i zobaczymy co będzie. Narazie nie miała rujki jak ja dostanie
      to zobaczymy.

      Wet powiedziała, że koty bardzo szybko dochodzą do siebie po zabiegu i że
      organizm błyskawicznie się "regenuruje" że tak powiemwink))
      Pozatym kotek po sterylce dostawał przez 4 dni zastrzyki przeciwbólowe i na
      wzmocnienie organizmu. Już 4 godziny po zabiegu biegała jak zwykle.

      Jeśli nie przeszkadzaja Ci rujki koty i nie dopuścisz do jej rozmnożenia (za
      dużo kociego nieszczęścia, lepiej wziąć jakiegoś biednego koteczka niż
      rozmnożyć swoją kotę - tak mi się zdaje) to nie musisz jej sterylizować.
      Pamietaj, że hormony są najgorszym wyjściem (zarówno zastrzyki i tabletki)
      ropomacicze gwarantowane- wiem bo moja kota dostawala przez 5 m-cy zastrzyki!!!

      A to,że zabieg pod narkozą...No cóż kamień z ząbków też jest usuwany pod
      narkozą. Mój pies będac szczeniakiem został poddany narkozie przez
      prześwietleniem bioder.
      Podobno narkoza nie odbija sie na zwierzęcym organiźmie tak bardzo.

      Sama musisz podjąc decyzję co do Twojej koty.
      Napewno nie zrobisz koty krzywdy. Ona nie będzie świadoma faktu, że już nie
      ma "jajek" wink))))

      Pozdrawiam

      Patrycja
      • mist3 Re: Sterylka... 22.06.06, 21:38
        Moim zdaniem aż tak barbarzyński zabieg to nie jest, mając na uwadze, że o wiele bardziej barbarzyńskie będzie doprowadzenie kici do rui permanentnej lub ropomacicza. W tym drugim przypadku zabieg kicię i tak czeka, z tym że obarczony o wiele większym ryzykiem niż w przypadku sterylki.
        Wiele z nas to przeżywało (dziś wydaje mi się, że przeżywałam bardziej niż Kicia...). Wiadomym jest, że żadna z nas nie chce narażać kotek niepotrzebnie na cierpienia.
        Musisz rozważyć wszystkie za i przeciw. Dla mnie argumenty za przeważyły i kicia od stycznia jest wysterylizowana.
    • kotolub Re: Sterylka... 22.06.06, 22:04
      Widać, że jeszcze nie przeżyłaś rui swojej kotki. Ja też nie byłam pewna (tym
      bardziej, że mam kotki rasowe) ale po pierwszej rui zmieniłam zdanie. Miałam
      wrażenie, że kotka bardzo się męczy - i gdyby to miało miejsce jak u piesków 2
      razy do roku, to bym tak zostawiła ale kotki mogą mieć ruję co kilka tygodni.
      Nie ma wtedy z nią kontaktu, tarza się po ziemi i wydaje dziwne dźwięki, nie
      można jej wziąć na ręce bo się pręży jak kłoda, słowem beznadzieja.
      Minęło właśnie 10 dni od sterylki mojej młodszej Kalinki, miała zabieg hakowy,
      z boku ranka na 3 szwy, które sama dzisiaj wyciągnęłam. Antybiotyk o
      przedłużonym działaniu, żadnych środków przeciwbólowych - pierwszy dzień był
      trudny, ale później było już z górki. Kotek wesoły, żywotny aż miło patrzeć jak
      szybko wróciła do pełnej formysmile))
      • nann Re: Sterylka... 22.06.06, 22:55
        Hej
        Wiem co to rujka u kotek.
        Moja poprzednia kicia (jeszcze w domu u rodzicow) miewala swoje dni czasami i
        co kilka tygodni. Baaardzo starala sie w nocy nie mialczec, (bo to byla
        prawdziwa dama)tylko tak deikatnie pojekiwala. Zamykana byla na noc w lazience.
        Musiala zostac uspiona z powodu przerzutow raka sutka (miala guza na szyi),
        bidulka miala prawie 17 latsad((Nikt nie sugerowal wtedy sterylizacji koty, nie
        byla nawet szczepiona (tez kotek domowy, nie wychodzacy). Ale to byly inne
        czasy.
        Moja koteczka nie miala jeszcze rujki. Nie mam pojecia jak bedzie ja znosic.
        Ale na mysl, ze to malenstwo beda kroic i pobawiac ja czegos, co w zasadzie jej
        nie zagraza przyprawia mnie o dreszcze....
        Tutaj fotki malej Minismile:
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=631&w=32033687
        • buenos.aires Re: Sterylka... 22.06.06, 23:10
          moja nie jest sterylna
          mi osobiscie ruje nie przeszkadzaja, nie mam wrazenia "ze kot sie meczy".
          bo czym ma sie meczyc? tarzaniem? miauczeniem? pobudzeniem hormonalnym?
          czasami miala po 3 ruje pod rzad, co tydzien, ja wytrzymalam, ona tez


          PS
          sterylizacja tylko tak groznie wyglada wink
      • boykotka Re: Sterylka... 23.06.06, 06:55
        Jestem tego samego zdania. Moja kotka zmieniała się w czołgający czołg, nie
        wiedziała co się z nią dzieje, nie mówiąc już o tym, że widziałam w jej oczach
        ból, zresztą była po prostu nieobecna. Dodatkowo miałam obawy, że płyn
        wydzielający się w czasie rui prędzej czy później jednak doprowadzi do
        ropomacicy, bo nie jest to naturalne. W naturalnych warunkach kotki rodzą raz
        lub dwa razy do roku, ich rujki jednak zawsze kończą się ciążą. Jeżeli ktoś
        decyduje się trzymać kota w domu - zabieg ten jest chyba konieczny.
        • buenos.aires Re: Sterylka... 23.06.06, 19:15
          boykotka napisała:

          > W naturalnych warunkach kotki rodzą raz
          > lub dwa razy do roku, ich rujki jednak zawsze kończą się ciążą. Jeżeli ktoś
          > decyduje się trzymać kota w domu - zabieg ten jest chyba konieczny.


          jezeli nie karmisz dzikich kotow, nie obserwujesz ich CODZIENNIE to prosze nie
          wypowiadaj sie na ich temat, bo to co piszesz nie jest prawda.
          moje kotki podworkowe maja od kilku do kilkunastu rui w roku. czasem 2,3 pod
          rzad. nie dostaja provery.
          zostaly mi 3 niewysterylizowane kotki, do tej pory tylko jedna (od lata
          zeszlego roku) jest ciezarna, druga urodzila (ma roczek, cos ja zgwalcilo
          bardzo wczesnie) i ostatnia ani rujna ani ciezarna.
          dwie dorosle maja juz 4 lata
          obydwie rodzily tylko 2 razy w zyciu, a wg ciebie powinny miec juz conajmniej 3
          mioty


          nie uwazam by sterylizacja tylko domowego kota byla konieczna, zreszta juz w
          innym watku napisalam co o tym mysle
          • boykotka Re: Sterylka... 24.06.06, 08:13
            buenos.aires napisała:

            > jezeli nie karmisz dzikich kotow, nie obserwujesz ich CODZIENNIE to prosze
            nie wypowiadaj sie na ich temat, bo to co piszesz nie jest prawda.
            Fajne założenie, biorąc pod uwagę, że wychowałam się na wsi smile) Nie wiem, co
            jest kotom OBSERWOWANYM przez Ciebie, ale wierz mi nie jest to naturalne.

            > zostaly mi 3 niewysterylizowane kotki, do tej pory tylko jedna (od lata
            > zeszlego roku) jest ciezarna, druga urodzila (ma roczek, cos ja zgwalcilo
            > bardzo wczesnie)
            Ty chyba jeseś jakaś nawiedzona ??? Mój brat cioteczny, który jest rolnikiem w
            tamtym roku wzioł 2 kotki, które w maju tego roku szczęśliwie powiły, mając
            właśnie ukończony 1-szy rok życia. Niestety jeden miot kociąt "spadł" (
            dosłownie - kotka powiła w stodole i kocięta spadły z legowiska do jakiejś
            dziury. Nikt niestety nie mógł pomóc, bo obie kotki ukrywają swoje mioty) i
            kotka już rujkuje. Bardzo często nie potrzeba aż takiej tragedii - kocury -
            samce same zagryzają kocięta, tak by kotki szybciej zaczęły rujkować. Druga
            kotka ma dwójkę kociąt, którymi opiekuje się mój 5-cioletni bratanek. Ta
            kolejny miot, jeżeli kocięta przeżyją a mój bratanek nie zabierze kociąt od
            matki zbyt wcześnie, wyda za rok.

            > dwie dorosle maja juz 4 lata
            > obydwie rodzily tylko 2 razy w zyciu, a wg ciebie powinny miec juz conajmniej
            3 mioty
            > Coś chyba nie jest tak
            Coś chyba jest nie tak na Twoim podwórku, pewnie wszystkie kocury są
            wysterylizowane a kocice męczą się w pernamentnych rujkach. Mam kastrata w
            domu - wiem coś na ten temat. Te które rodzą mają szanse na zapłodnienie od
            własnych dzieci. Nieźle sad((
            • buenos.aires Re: Sterylka... 24.06.06, 10:08
              boykotka napisała:

              > Fajne założenie, biorąc pod uwagę, że wychowałam się na wsi smile) Nie wiem, co
              > jest kotom OBSERWOWANYM przez Ciebie, ale wierz mi nie jest to naturalne.

              jak najbardziej naturalne, wg ciebie kotki powinny miec 2 razy w roku kocieta,
              a moje nie maja, a kocurow ktore moga je zaplodnic jest kolo 10



              > Ty chyba jeseś jakaś nawiedzona ???


              dziekuje




              przyklad wsi!!!! ja mowie o miastowych kotach !!!!!!

              moje kocury nie sa kastrowane
              wszystkie kotki mialy kocieta dopiero w wieku 1,5 roku - 2 lata !!!!
              dlatego zaplodniona 10 miesieczna kotka to dla mnie cos nienormalnego uncertain

              > Coś chyba jest nie tak na Twoim podwórku, pewnie wszystkie kocury są
              > wysterylizowane a kocice męczą się w pernamentnych rujkach. Mam kastrata w
              > domu - wiem coś na ten temat.

              opowiedz mi jak wyglada meczarnia kotki w rui i czym dokladniej kot sie meczy

              i co twoj kastrat ma do rzeczy?


              > Te które rodzą mają szanse na zapłodnienie od
              > własnych dzieci. Nieźle sad((

              opowiadasz o swoich kotach ?
              • boykotka Re: Sterylka... 24.06.06, 10:48
                buenos.aires napisała:

                > opowiedz mi jak wyglada meczarnia kotki w rui i czym dokladniej kot sie meczy
                > i co twoj kastrat ma do rzeczy?
                Właśnie przed chwilką wróciłam od weta, bo moja mała po sterylce chciała sama
                sobie powyjmować szwy. W lecznicy na ziemi pod kroplówką leżała 9-cioletnia
                suka ( pies) po operacji ropomacicy. Nic dodać nic ująć. A suki ciokają się 2
                razy do roku. Moja mała od lutego przeszła ze 4 rujki. Gdybym jej nie poddała
                operacji w niedzielę zapewne pożyłaby może rok, może dwa, przy czym większość
                czasu spędziłaby pełzając na brzuchu, kopletnie nieobecna zawalona burzą
                hormonów. Jeżeli nadal twierdzisz, że zwierzątko nie męczy się w czasie rujki,
                to jak dla mnie oznacza, że tak naprawdę obserwujesz koty z daleka i przez
                chwilę.
                Co do cyklu rozrodu kotów. Od wieków koty "marcowały" w marcu rodziły w maju a
                młode kotki po 9-ciu, 10-ciu miesiącach ( w nastepnym roku w marcu) były gotowe
                do rozrodu. Kiedyś pisałam tu na tym forum o pewnej "francuskiej" kotce, która
                opiekowała się swoimi kociętami z trzech kolejnych miotów, co jednak nie
                oznacza, że nie rodziła je co roku, mało tego opiekowała się również swoimi
                wnukami- czyli dziećmi jej najstarszej córki.( We Francj strzela się do kotów,
                podczas niedzielnych polowań więc na łowy wychodziła tylko najstarsza -
                najbardziej doświadczona kocica. )
                • buenos.aires Re: Sterylka... 24.06.06, 14:51
                  boykotka napisała:

                  > razy do roku. Moja mała od lutego przeszła ze 4 rujki. Gdybym jej nie poddała
                  > operacji w niedzielę zapewne pożyłaby może rok, może dwa, przy czym większość
                  > czasu spędziłaby pełzając na brzuchu, kopletnie nieobecna zawalona burzą
                  > hormonów. Jeżeli nadal twierdzisz, że zwierzątko nie męczy się w czasie
                  rujki,


                  wierzysz w to ze pozyla by rok bo miala ciagle ruje? to jakim cudem moja kotka
                  zyje? ma od 6 lat ruje, najmniej 10 w roku, jak to mozliwe? a moze ona juz ma
                  ropomacicze?


                  > to jak dla mnie oznacza, że tak naprawdę obserwujesz koty z daleka i przez
                  > chwilę.


                  i znow sie mylisz. nie dosc ze mam kota w domu to jeszcze przynajmniej godzine,
                  od 4 lat obserwuje podworkowe koty


                  > Co do cyklu rozrodu kotów. Od wieków koty "marcowały" w marcu rodziły w maju


                  to bylo kiedys. nawet w "kociach sprawach" przeczytasz cos o tym
                  teraz koty nie "marcuja", ruje maja nawet w grudniu



                  >We Francj strzela się do kotów,
                  > podczas niedzielnych polowań więc na łowy wychodziła tylko najstarsza -
                  > najbardziej doświadczona kocica. )


                  gdzie o tym sie dowiedzialas? jakies zrodlo (link)?
    • annb linkuję ci wątek 23.06.06, 07:25
      jaki kiedyś załozylam
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10264&w=36623228&v=2&s=0
      • mada.d.n sterylizacja 11.07.06, 20:01
        moja kotka przy pierwszej rui (czerwiec zeszłego roku -miała 9 miesięcy)
        skorzystała z otwartego okna i wróciła następnego dnia już "z brzuszkiem". małe
        urodziły się w sierpniu, a ona następną ruję miała w styczniu. i była to ruja
        praktycznie ciągła przez 3 miesiące - chcieliśmy ją wysterylizować, ale miała
        tylko 3-4 dni przerwy między kolejnymi rujami. mała się tarzała, ryczała,
        przytulaął do wszystkiiego i prężyła jak kłoda na każdy dotyk, próbowała zwiać
        na dwór i robiła wszystko, żeby ją wypuścić. udało sie w końcu przed Wielkanocą
        trafić na mała przerwę i zawieźliśmy ją. zabieg był o 18ej, ona była o 21ej juz
        w domu, chodziła za nami, ale jak pijana - jeszcze w narkozie. następnego dnia
        rano już było ok, tylko tylne łapki były osłabione i jeszcz nie skakała dobrze.
        ale wszystko goiło się bez problemu i teraz biega po dworze kiedy tylko zechce
        i jest to wygodniejsze i dla niej, i dla nas smile

        zabrałam sie za pisanie, ale nadal mi się nie chce!! (magisterka) big_grin
        jeszcze dużo czasu... bardzo dużo...
        <Pyrda i Kajtek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka