gajasirocco
12.10.06, 08:29
Laptopy po stówie -TRYBUNA 12-10
Libijskie dzieci w amerykańskiej sieci
Amerykanie zaopatrzą wszystkich libijskich uczniów w laptopy po sto dolarów
za sztukę. Libijski rząd zawarł umowę z organizacją non-profit One Laptop Per
Child. Nie wszyscy są zadowoleni – Microsoft odmówił sprzedaży oprogramowania
Windows po niższej cenie, dlatego dzieci skorzystają z darmowego programu
Linux.
Libijczycy kupili 1,2 mln komputerów, serwery, satelity i wynajęli doradców
technicznych. Kosztowało to w sumie 250 mln dolarów, a za tę stosunkowo
niewielką kwotę mogą zostać pierwszym narodem na świecie, w którym wszystkie
dzieci w wieku szkolnym mają dostęp do internetu. Nie udało się to nawet
takim gigantom, jak Japonia, USA czy Singapur. Amerykanie dostarczą cały
sprzęt do czerwca 2008 r. Interes ubił Nicholas Negroponte, wykładający na
Massachusetts Institute of Technology, a prywatnie – brat Johna D.
Negroponte, szefa amerykańskiego wywiadu. Naukowiec wielokrotnie podróżował
do Libii, został nawet przyjęty przez pułkownika Muammara Kadafiego. – Czułem
dreszczyk emocji. Spotkaliśmy się w namiocie na środku pustyni – opowiadał
dziennikowi „The New York Times”. Amerykański pomysł przypadł Kadafiemu do
gustu, ponieważ pasował do jego polityki otwierania Libii na świat.
Pułkownik – od lat walczący o pozycję panafrykańskiego lidera – zasugerował
też, że zasponsoruje komputery dla Czadu, Nigerii i Rwandy.
Jeszcze trzy lata temu Libia znajdowała się na światowej czarnej liście za
promowanie naftowego embarga wobec Zachodu, sponsorowanie IRA i ETA oraz
ataki terrorystyczne na amerykańskie cele, m.in. na dyskotekę w Berlinie
odwiedzaną przez żołnierzy z USA oraz na samoloty linii lotniczych Pan Am i
UTA. W rezultacie ONZ nałożyła na Libię sankcje. Sytuacja zmieniła się
diametralnie, gdy Trypolis wziął odpowiedzialność za atak na samolot Pan Am
(zginęło wówczas 270 osób) i wypłacił 2,7 mld dolarów odszkodowań rodzinom
ofiar zamachu. W 2003 r. ONZ zniosła sankcje, a do zasobnej w ropę Libii
wyruszyły pielgrzymki światowych przywódców z prezydentem Francji Jacquesem
Chirakiem i ówczesnym kanclerzem Niemiec Gerhardem Schroederem na czele.
Pojechał tam także premier Marek Belka. Wszyscy walczyli o przywilej robienia
interesów z Libijczykami