Mieszkaniec Krakowa Wacław K. pozwał do sądu telewizję TVN , bo poczuł się
dotknięty tym, że w wyemitowanym przez stację filmie lektor użył
słowa "wacek" na określenie penisa.
Jak można publicznie drwić z imienia, które jest przecież najwyższym dobrem
każdego człowieka - napisał w pozwie do sądu Wacław K., który za naruszenie
dóbr osobistych domaga od stacji się aż miliona złotych. Sprawa dotyczy
wyemitowanego dwa tygodnie temu przez TVN filmu „Długi pocałunek na
dobranoc". W jednej ze scen bohater tłumaczy, gdzie bezpiecznie można schować
broń. „Najlepiej koło wacka, bo tam nie sprawdzają" - pada kwestia z ekranu,
którą aktor jednoznacznie podkreślił gestem w okolicach krocza.
Krakowianin, który oglądał film, zareagował natychmiast. W ciągu kilku dni
oddał sprawę do sądu, bo jak twierdzi, z racji swojego imienia poczuł się
zniesławiony. „Porównanie imienia Wacek do penisa jest bardzo obraźliwe
i wpływa na utwierdzenie w społeczeństwie skojarzenia penisa z ludzkim
imieniem" - uzasadnił swoje żądanie. Kwestia odczytana przez polskiego
lektora miała być tym bardziej obraźliwa, że - jak nie omieszkał podkreślić
autor pozwu - Wacław to jeden ze świętych, a także patron Katedry Wawelskiej.
Co gorsza, pada w filmie dwukrotnie, co skrupulatnie wyliczył autor
pozwu. „Niedopuszczalne jest emitowanie takich treści. Powinny zostać
pominięte albo inaczej określone. Mój nastoletni syn usłyszał, że »wacek «
to ch...j (najmocniej przepraszam Wysoki Sąd za takie określenie, ale cytuję
słowa syna). Jak to się ma do dobra najwyższego chronionego przez
konstytucję” - napisał rozżalony krakowianin.Rzecznik TVN Andrzej Sołtysik
nie krył zaskoczenia. - O pozwie nic nie wiemy. Jednak zapewniam, że nie
zamierzaliśmy nikogo obrazić. Film był wcześniej rozpowszechniany z tą samą
listą dialogową w kinach i na kasetach wideo. Zresztą określenie „wacek"
jest dość powszechne i niebrutalne - powiedział.
[onet.pl]

))