Dodaj do ulubionych

2010 był, a 2011 będzie...

13.12.10, 09:51
Ściagam temat z innego forum, oraz mediów wszelakich które już szykują nam doroczne (co roku równie nudne i dołujace) podsumowania. Jaki mieliście rok, czy już podjeliście postanowienia na nadchodzący i czy macie jakieś plusk(zam) minus konkretne plany na nowy?
Ja mam wobec 2011 bardzo duze wymagania i stawiam mu wysoko poprzeczkę. Mam zamiar odmłodnieć co najmniej o 10 lat, stworzyć sobie lepsze, bardziej niezależne i lepiej płatne, stanowisko, pojechać w maju na miesięczny objazd po Paryżu, Berlinie, Madrycie, po drodze zabić męża U.P., zacząć i pociagnąć remont generalny mieszkania, wykombinować pieniądze na zmianę auta. To jak chodzi o nadchodzący. A ten który kończy się niech się skończy i niech o nim zapomnę. I o trzech poprzednich też. Nudne, szare, każdy bardziej pogrążajacy się w starości i beznadzieji. Dosyć tego!!!
Obserwuj wątek
    • goskaa.l Re: 2010 był, a 2011 będzie... 13.12.10, 13:20
      Rok kończy mi się zmianą podstawową: wymówiłam mojemu TŻ.
      • verbena1 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 13.12.10, 19:38
        Gosiu ,kim jest TZ i dlaczego wymowilas?

        Glupio mi ale bede sie chwalic, jestescie juz do tego przyzwyczajenismile
        Uplywajacy rok byl jednym z najlepszych w moim dlugim juz, niestety, zyciu. Po roku 2009, pelnym kotlowaniny, niepewnosci ,dwu przeprowadzek, konczenia i zaczynania, rok uplywajacy to spokoj i lad, psychiczna przestrzen, bezpieczenstwo i cieplo. Dzialo sie wiele ciekawych rzeczy, ciagle razem i ciagle jeszcze ciekawi siebiesmile
        Marzenia? Wlasnie spelniamy najpiekniejsze. Nic mi wiecej nie potrzeba.
        • goskaa.l Re: 2010 był, a 2011 będzie... 13.12.10, 21:36
          TŻ to (dotychczasowy przez ostatnie 8 lat) towarzysz życia, z czego ostatnie 3,5 roku pod wspólnym (czyli moim) dachem. O powodach trudno pisać na otwartym forum.
          Mogę tylko podać, że nie pił, nie bił, ale w zasadzie nie robił prawie nic ponadto.
          Mam już dość.
          • fedorczyk4 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 14.12.10, 08:51
            Skrót TŻ rozszyfrowałam właściwie. Nie pił, nie bił, ale... no tak bolesna proza zyciasad Współczuję, choć może nie powinnam, bo nie ma nic gorszego niż "trwanie" w związku.
    • fettinia Re: 2010 był, a 2011 będzie... 14.12.10, 10:20
      2010 byl trudny-jeden z trudniejszych..w 2011 mam nadzieje na 1 ale za to ogromna zmiane-oby..bo to wszystko niszczy hm..
      • mammaja Re: 2010 był, a 2011 będzie... 15.12.10, 00:57
        Dla mnie tez byl to trudny rok, ale zaowocowal urodzinami Antosia, wiec wiele mu wybaczam smile
        • lablenka_x Re: 2010 był, a 2011 będzie... 15.12.10, 17:25

          Dla nas taki nijaki był,więc nijako go odbieram.
          Za dużo smutku,za dużo wody,za mało atrakcji.
          Ostatni miesiąc co prawda nam atrakcję zgotował,ale nie takiej bym sie spodziewała.
          Rok 2011 mam nadzieję,ze będzie zdecydowanie lepszy.Wyjdziemy z kredytów,więc jeśli zdrowie dopisze moze ruszymy trochę w świat.
          • bbetka Re: 2010 był, a 2011 będzie... 15.12.10, 18:55
            Dla mnie to też był rok ciężki - co prawda drobnymi krokami udało mi się ograniczyć obowiązki zawodowe, co poza radością, że jednak mogę być nieco asertywna! spowodowało zmniejszone przychody - miałam to oczywiście na uwadze, ale nie niespodziewanie moja połówka straciła pracę no i się porobiło...
            Od dawna staram się nie mieć oczekiwań do kolejnych następujących po sobie coraz szybciej lat smile oraz nie czynię postanowień noworocznych.
            Staram się uśmiechać do Nowego Roczku i oby nie było gorzej niż jest! plus zdrowie dla bliskich - taka ze mnie minimalistka wink
    • fettinia Re: 2010 był, a 2011 będzie... 25.12.10, 14:10
      Tja..a jednak zacznie sie jakis nowy etap w zyciusmileW prezencie swiatecznym dostalam kubek takibig_grin

      https://fotoforum.gazeta.pl/photo/0/rc/qi/yic0/bf5EuR2a4SK11Ys7TB.jpg
    • dado11 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 31.12.10, 18:06
      Mój stary rok był i dobry, i taki sobie...
      Przyniósł mi nową istotę do kochania, Zosię, pozwolił poszwędać się po Europie tak jak lubię, ostatnio przyniósł dobre wieści o następnej wyczekiwanej istocie, no i nie nadszarpnął zbyt mojego zdrowia,
      za to nadszarpnął trochę zdrowie małżonka, ale szczęśliwie niezbyt groźnie,
      przetoczył się ogólnie katastrofami, nieszczęściami, i dobrze, że już sobie idzie,
      może jego młodszy braciszek przyniesie nam więcej dobrego a mniej złego
      czego Wam i sobie życzę
      wesołej zabawy na powitanie Nowego i Wszystkiego Najlepszego!
      • alfredka1 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 31.12.10, 18:54

        Puk puk ... moge na chwileczke
        z uwagi na wspomnienia dawnych naszych wspólnych lat, pozwolę sobie złożyć zyczenia najlepsze, spod serca samego płynące.
        Odchodzący rok nie był zły - zdrowiśmy , a to chyba najważniejsze -
        czego i Wam życzymy od całego żerenia.
        a teraz ja o sobie :

        Znowu roczek i znów kroczek
        do niebiańskich wrót
        A ja będę chodzić tyłem
        obym tylko nie zabyła
        i za prędko nie trafiła
        do kołyski znów ..



        https://i48.tinypic.com/10er32u.jpg
        • mantra1 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 31.12.10, 20:17
          Samospełniających się, pozytywnych przepowiedni,
          samonapędzających się przedsięwzięć,
          samorealizujących się marzeń
          i samych dobrych słów, gestów, myśli, efektów
          w Nowym Roku
          życzę Wam, Kochani z całego serca.

          https://newevolutiondesigns.com/images/wallpapers/2011-happy-new-year-wallpaper-preview-21.jpg


          A tym niedobrym już dziękujemy! smile
          • jutka1 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 01.01.11, 02:17
            2010 był trudny, 2011 też będzie, ale za to interesujący...
            Wszystkiego NAJ życzę. smile
    • pierogi_z_jagodami Re: 2010 był, a 2011 będzie... 31.12.10, 18:53
      Pierogi z jagodami już nie bardzo mogą odmłodnieć, bo strasznie są smarkate big_grin.

      W 2011 postarają się zrobić coś pożytecznego, pierogi mają to szczęście, że ich życie przypomina małą karuzele z różnymi przygodami, ojejku.. ciiii... żeby nie zapeszyć wink

      Chciałabym nauczyć się jeszcze w życiu kilku języków, powstrzymuje mnie tylko świadomość i odpowiedzialność finansowa. Może uda się jakoś za darmo? Ale na pewno chciałabym pojechać do Paryża. teraz są tam świetne wystawy Moneta. I chciałabym odwiedzić Anglię, zwłaszcza to miejsce, gdzie wypasają się stada uratowanych z kopalń osiołków, opowieść o nich bardzo poruszyła moją wyobraźnię, i koniecznie chce zobaczyć te zielone łąki, hale i osiołki. big_grin
      • fedorczyk4 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 01.01.11, 05:37
        pierogi_z_jagodami napisała:

        > Pierogi z jagodami już nie bardzo mogą odmłodnieć, bo strasznie są smarkate big_grin.
        >
        >
        > W 2011 postarają się zrobić coś pożytecznego, pierogi mają to szczęście, że ich
        > życie przypomina małą karuzele z różnymi przygodami, ojejku.. ciiii... żeby ni
        > e zapeszyć wink

        Pirogi to brzmi dumnie i ciekawie. Napisz coś o sobie w wątku przyszpilonymsmile To jest tylko prośba, a nie wymóg.
        >
        > Chciałabym nauczyć się jeszcze w życiu kilku języków, powstrzymuje mnie tylko ś
        > wiadomość i odpowiedzialność finansowa. Może uda się jakoś za darmo? Ale na pew
        > no chciałabym pojechać do Paryża. teraz są tam świetne wystawy Moneta. I chciał
        > abym odwiedzić Anglię, zwłaszcza to miejsce, gdzie wypasają się stada uratowany
        > ch z kopalń osiołków, opowieść o nich bardzo poruszyła moją wyobraźnię, i konie
        > cznie chce zobaczyć te zielone łąki, hale i osiołki. big_grin

        Historii osiołków nie znam, czy możesz ją "przybliżyć? A generalnie to witaj nam, witajsmile
        • pierogi_z_jagodami Re: fedorczyk4 04.01.11, 04:19
          Ach witaj, witaj przepięknie smile))

          No może kiedyś opiszę, ale jak zaczynam to wychodzi z tego przechwalanie się i się wstydzę... albo robi mi się smutno.. ja z tych żyjących do przodu i patrzących w dal, nie wstecz ...

          A z osiołkami jest taka sprawa: moja koleżanka ma kogoś znajomego, kto tam mieszka i opowiada, że jest miejsce, gdzie żyją osiołki uratowane z kopalń. Bo tam do niedawna używano tych zwierzątek w kopalniach. Osiołki pętają się po łąkach i z radości i szczęścia, że żyją, rozmnażają się ochoczo. Zrobiło się z nich cale wielkie stado starych, średnich i malutkich osiołków snujące się po okolicy, zapewne ogrodzonej.
          Moja koleżanka marzy o tym, żeby to zobaczyć na własne oczy, w czym ma jej pomoc ten ktoś znajomy. Kiedy to usłyszałam - krzyknęłam: JA TEŻ CHCĘ ZOBACZYĆ TE OSIOŁKI! i przy tym postanowieniu uparcie tkwię mając nadzieje, że w drodze do osiołków zaliczę jeszcze Tade Modern wink. Wszystko przede mną, o ile "ktoś" się zgodzi na jeszcze jedną osobę smile
          I o ile nie wydam moich skromnych zasobów finansowych albo zarobie jakieś nieskromne, o co się w cichości modlę.
          • fedorczyk4 Re: fedorczyk4 04.01.11, 08:53
            pierogi_z_jagodami napisała:
            > I o ile nie wydam moich skromnych zasobów finansowych albo zarobie jakieś niesk
            > romne, o co się w cichości modlę.

            Jak mówią moi ulubieni Francuzi: jest to całe zło którego Ci zyczęsmile))
            • mammaja Re: fedorczyk4 04.01.11, 22:48
              Fed, ja bym cie zawiozla nawet do aligatorkow, nie mowiac o osiolkach ! Wez to pod uwage smile
              • fedorczyk4 Re: fedorczyk4 05.01.11, 08:38
                smile)))
            • joujou Re: fedorczyk4 05.01.11, 13:23
              fedorczyk4 napisała:
              > Jak mówią moi ulubieni Francuzi: jest to całe zło którego Ci zyczęsmile))

              >fajnie mówią smile)
    • joujou Re: 2010 był, a 2011 będzie... 01.01.11, 21:18
      Ten już miniony zapowiadał się dobrze,a nie był lepszy od poprzedniego.
      Mieszały się skrajne emocje,niespodziewane sytuacje podcinały trochę
      skrzydła,katastrofy,powodzie i inne wydarzenia dołowały.
      Prywatnie potwierdziło się porzekadło,że nie ma tego złego...więc zaczynam
      prostować kręgosłup w nadziei,że wytyczony plan działania uda się,chociaż
      częściowo zrealizować.
      Jedna poważna zmiana :od niedawna mieszkam z emerytem pod jednym
      dachem i prawdę mówiąc nie mogę pogodzić się z tą myślą,tym bardziej,że
      ja emerytury chyba nie dożyję.Emeryt odebrał wczoraj swoją legitymację i
      zerkał na nią z niedowierzaniem i lekkim rozbawieniem ( ma zniżkowe bilety
      kom. miejskiej,wejściówki na spektakle,koncerty itp.) i drażni mnie tymwink
      Za dwa tygodnie skończy aż 48 lat i żeby mi w domu nie zdziadział, od
      poniedziałku rusza do roboty tzn. na dorobek.
      Co do moich planów to częściowo pokrywają się z Fedowymi,nie będę
      zdradzać szczegółów,by nie zapeszyć.Od pażdziernika mam wpłaconą zaliczkę
      na kilkudniową wycieczkę,ale nie potrafię się jeszcze cieszyć(nie mam potwierdzonego
      terminu urlopu).Poza tym:muszę rzucić palenie i chcę zrzucić jeszcze trochę kg(te
      zamierzenia są niezmienne co rok wink
      • foxie777 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 02.01.11, 18:22
        Joujou,dlaczego masz nie dozyc emerytury?.Czy jestes nie daj Boze chora?.
        Rok 2010 byl dla mnie zly,ale jako osoba optymistyczna nie dalam sie zlamac.
        Verbeno milo slyszec,jak ktos ma super czas,oby tak dalej.
        Ja wlasciwie to tylko marze o tym aby nic sie nie zmienilo i bylo zdrowie,z reszta to jest
        male piwko.
        Ktos pisal aby zalozyc watek koci,kiedy tylko chcecie moge byc autorka,bo mam o czym pisac .
        Oby ten Nowy Rok byl dla nas wszystkich lepszy.
        Fed,Meza nie zabijaj,najwyzej mu cos tam dowal od czasu do czasu.
        Ja mojego tez czasami mam ochote "zalatwic",ale chlop porzadny i inteligentny wiec sie
        powstrzymuje,zreszta jak slucham opowiesci moich kolezanek to mi sie humor poprawia.
        pozdrawiam tropikalnie
        • joujou Re: 2010 był, a 2011 będzie... 02.01.11, 19:30
          Nie,Foxie nie chodziło mi o mój stan zdrowia.Miałam raczej na myśli: wydłużanie
          wieku emerytalnego i zakusy,by zrównać wiek kobiet i mężczyzn,wysoki stopień
          bezrobocia(szczególnie w małych miejscowościach),beznadziejny stan służby
          zdrowia i ogólnie nie najlepsze uwarunkowania genetyczne(moi rodzice nie
          zdążyli się zestarzeć).Potraktuj to,jako żart,przepraszam iż trochę ponurywink

          Pozdrowionka!
          • fedorczyk4 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 02.01.11, 22:07
            Przyznam się Zabaweczko, ze też ciut mię trząchneło! Ale znając Twoje zparcie w byciu szczęśliwą osobą szybko to sobie przetumałaczyłamsmile
            • lablenka_x Re: 2010 był, a 2011 będzie... 03.01.11, 10:37

              Tak tez pomyslałam JJ.Żyj nadzieją,że dożyjeszwink
              Swoją droga jakie to pokretne wyjasnienie znaleziono na te emerytury.Okazuje się,ze na mnie ,nieroba,musi robic cała armia robów,jakby to przez całe moje pracowite zycie nie zdzierano z mojej pensji haraczu własnie na emeruture.
              • foxie777 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 03.01.11, 17:25
                To dobrze,ze to tylko zart,nawet jak ponury.
                Ja o emeryturze nie mysle bo jeszcze za wczesnie,a poza tym mam swietne ubezpieczenia zdrowotne,ktorych nie moge zostawic no i forsa oczywiscie.
                Na razie sie nie daje i o starosci nie mysle i basta.
                pozdrawiam tropikalnie
                • mammaja Re: 2010 był, a 2011 będzie... 03.01.11, 23:45
                  Nie mam wielkich oczekiwan - ale byle sie w rodzinie nic zlego nie dzialo (zdrowie), to z reszta damy rade smile
                  Dado - czy dobrze przecztalam? Będzie nowe wnucze?
      • en.ej Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 01:08
        Krótko, zwięźle i na temat smile
        2010 nędza i rozpacz. 3 wydarzenia warte były przeżycia tego roku.
        Pierwsze to spotkanie" U kucharek", drugie u Fed i trzecie to uwolnienie siostry.
        W 2011 weszłam kuśtykając z pękniętym śródstopiem smile
        Z tego co widzę przekuśtykam realnie i w przenośni tak następny roczek.
        • jej_maz Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 02:31
          Przyznam, ze tez mialem nieciekawy rok (nawet dwa ostatnie) i tez z przyjemnoscia go pozegnalem. Zawsze podziwiam ludzi, ktorym wszystko wychodzi "spod malego palca" - ja musze wszystko zdobywac, walczyc, napracowac sie. Moze ten bedzie latwiejszy. Patrzac na moj horoskop na 2011 to kazdy z czytanych mowi o czekajacym mnie szczesciu i przyjaznych zbiegach okolicznosci - oby smile

          Jedna z meczacych i targajacych mna spraw bylo pytanie "co dalej". Nie bede ukrywal, ze troche mocno "tapnela" mnie "5-tka z przodu" w moim wieku. Nie za dobrze przechodze ten kryzys wieku sredniego. Swiadomosc przemijania, polaczona z wyprowadzeniem sie syna "na swoje", corki, ktora ma swoje zycie i nasza 25-ta rocznica slubu jakos dobily mnie nagla cisza w domu i troszeczke zdolowaly. Dodac do tego stabilizacje zawodowa (nie chce pisac "nuda") i strasznie dokuczajacy bol kregoslupa troszke mi sie przelewaly dziwna gorycza i melancholia. Co dalej? To pytanie zadalem zonie w dniu naszej rocznicy, liczac, ze przy sredniej zycia 77 lat mamy przed soba nastepne 26 lat razem... dziwnie ta perspektywa jakos wcale mnie nie ucieszyla. Staram sie wziasc w garsc, mam jakies tam plany zawodowe "stad wolanie o pomoc Beaty" bo czyz satysfakcja z dobrze wykonanych obowiazki nie przynosi radosci zycia? Pytam tylko. Zycze dystansu w kontekscie tematu Mammaji o "co by bylo gdyby" - moze wlasnie zrobic cos aby przekonac sie co by bylo? W najgorszym przypadku pojecie "przygody" ma zabarwienie czegos ekscytujacego, prawda? To juz temat sam w sobie i jak obiecalem Verbanie - moze kiedys sie spreze, ale naprawde zazdrosze jej tego "ciagu" w poszukiwaniu perfekcji wink

          Wracajac do tego pytania "co dalej" to ciagle nie mam odpowiedzi. Moze jakas pasja sprawiajaca przyjemnosc jak u LX? Krotko mowiac zycze sobie aby 2011 byl bardzo pracowity i zajety, bo zauwazam, ze chodzac po pustym domu, majac duzo czasu, jakies glupie mysli zaczynaja chodzic mi po glowie, ale znowu... czy aby sa one glupie? Czy rzeczywiscie w naszym wieku nie pozostaje juz nic innego li tylko odrywac kartki z kalendarza i liczyc dni do emerytury godzac sie na pasywnosc, czy moze zamknac oczy i zanurzyc sie w zycie raz jeszcze? Tak czy inaczej najlepszego raz jeszcze wszystkim! smile
          • akawill Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 03:36
            Czytam Cię jej_mężu i zastanawiam się czy ja bym tak napisał gdyby nie było Lidki. Lidka to nasza niespełna 4-latka z najnormalniejszym mnóstwem energii, swoich małych planów, wizji marzeń itp. oraz potrzeb dla nas do zaspokajania. No bo mogło jej nie być. A syn ma 22 lata i powoli wychodzi z domu, a za rok nasza 25 rocznica ślubu.

            Nie napiszę że rok był zły, trochę trudny, ale z uwagi na ogólnoświatowy nastrój polityczno-ekonomiczny można to chyba nawet psychologicznie racjonalizować. Na nowy patrzę optymistycznie, zwłaszcza że finansowy ciężar w postaci byłego domu, który się długo nie sprzedawał a kazał ciagle płacić za siebie, w końcu spadł z serca.

            Praca? Z jednej strony chciałbym się zasiedzieć tu gdzie jestem, a z drugiej moja ogólna irytacja rośnie i mówię sobie że chyba jestem potencjalnie w najlepszym okresie twórczym (tylko proszę nie mysleć żem artysta) więc nie powinienem dać się zmienić w zgnuśniałego cynika. Stąd myśli o zmianach.

            A z małżonką? Hmmm, dobrze, chyba stopniowo inaczej niż jeszcze kilka lat temu. Chyba tracę swoją dawniejszą łagodność, ale z drugiej strony doceniam akawillową bardziej. Zrozumienie? Ha, tajemniczo brzmi!

            Ogólnie: optymistycznie. Nowe idzie. I jeszcze raz: w jakim stopniu jest to zasługa Lidki? No bo ja przecież mógłbym powiedzieć, że w zasadzie ten rok będzie taki sam jak ten poprzedni. A Lidka ma inne zapatrywanie.
            • jej_maz Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 04:29
              WOW! Najserdeczniejsze gratulacje i rownie serdeczne zyczenia powodzenia dla Was wszystkich! smile Od razu przepraszam jezeli moj wpis byl zbyt negatywny. Nie mialem takiej intencji a wrecz przeciwnie: rowniez patrze z optymizmem w 2011. Powinienem pisac w czasie przeszlym, ale przyznam bez bicia, ze to tez nie byloby calkiem zgodne z prawda.

              Nie wiem w jakim jestes wieku Will, ale oboje z malzonka w tym roku skonczymy 52, syn 26, corka 22 - podkreslam to, poniewaz jeszcze trzy lata temu wszystko bylo bardzo proste, klarowne i przewidywalne. Poruszyles mnie ta swoja Lidka. Na moje pytanie do zony "co dalej" w nasza 26 rocznice (25 to typo), odpowiedziala, ze... dziecko mialo by teraz dziesiec lat i nie zadawalbym takich pytan. Tak; zona chciala jeszcze raz kolo czterdziestki ale ja juz absolutnie nie. Temat akurat u nas na czasie, poniewaz nasi bardzo bliscy znajomi (oboje maja 40) zafundowali sobie ciaze majac juz dwoch chlopcow 17 i 15 i termin byl wlasciwie wczoraj - ciagle nic. Nie ze "wypadek" - planowane i podchodzili nawet trzy razy "gubiac" dwie ciaze "po drodze". Czy zaluje? Nie. Uwazam, ze w naszym przypadku nie bylo warunkow takich jakie byc powinny, ale wiem, ze na pewno zmienilo by to moj dzisiejszy sposob myslenia. Wracajac do mojego pytania o Wasz wiek (nie, ze oczekuje odpowiedzi) to mam na mysli wlasnie zmiane w wielu aspektach zycia, ktore moze nastepuja w tym samym czasie i dlatego nie zbyt latwo przystosowac sie do nowych realiow. Odbija sie to tez na stosunkach miedzy nami, ale zawsze i to naprawde zawsze, bede podkreslal, ze Jego_zona jest moja kobieta zycia i pomimo tych "stopniowo inaczej" podobnego tracenia "dawniejszej lagodnosci" w zyciu nie chcialbym jej w jakikolwiek sposob skrzywdzic... z reszta moj nick tez cos o tym swiadczy wink

              Na pewno nie bedziesz pisal tak jak ja gdy Ci "stuknie" piecdziesiatka - Lidka juz sie o to postara wink ale mysle, ze zauwazysz gwaltowna zmiane w departamencie "najlepszego okresu tworczego". W moim przypadku straszna frustracja jest zatracenie "lapania w lot" nowego materialu, uczenia sie, ktore zawsze lubialem a zaczelo byc trudniej. Mam plan sie tu tez sprezyc i sprobowac walczyc raz jeszcze (z powodu tej frustracji zawiesilem prace nad dyplomem "na kolku" i wisi juz drugi rok).

              Inaczej mowiac - optymistycznie ale na pewno ostroznie wink

              Uklony - Mark
              • fedorczyk4 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 08:54
                Brawo Panowie. Brawo za odwagę napisania i brawo za przemyślenia. Podejrzewam ze u nas bab, tego typu kryzysy przebiegają inaczej i chyba wcześniej. Chociaż to akurat przeważnie jest mocno uzależnione od wieku dzieci ichwili ich usamodzielnienia. Gdybym miała odwagę zapytałabym mojego męża o to jak on to widzi, ale nie mam, ani ochoty, ani odwagisad Zauważyłam, że my (baby) raczej skupiamy się na sobie w planach na przyszły rok i zmieniać chcemy naszą osobistą i zawodową sytuację, a reszta sama ma się zrobić, to znaczy, że albo na związkach już nam nie za bardzo zależy, albo są już tak skostniałe naszym zdaniem, że nic nie da się juz zmienić poza rozłupaniem kości
                • foxie777 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 15:32
                  Tutaj musze sie troszke wtracic.W przypadku Panow czy mi sie wydaje,ze
                  malzenstwa sa na zasadzie rozpedu bo sa,a nowe dziecko to tylko przedluzenie stagnacji?.
                  Nigdy nie uwazalam posiadanie dziecka za najwazniejszy aspekt malzenstwa,zreszta
                  moze o tym swiadczyc fakt ze jestem teraz w drugim bezdzietnym malzenstwie{z wyboru}.
                  No ale kazdy jest inny.
                  Nastepne pytanie co to jest dobre malzenstwo?.Temat bardzo dlugi.
                  Dla mnie skrotowo wazne jest aby miec tematy do rozmowy,i konflikty rozwiazywac
                  bez zbytniej agresji.Oczywiscie czasami mam ochote utopic mojego M w lyzce wody,a On
                  pewno tez tak ma,ale na szczescie trwa to bardzo krotko.
                  To tak w skrocie.
                  pozdrawiam tropikalnie
                • akawill Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 17:46
                  To Ty Fed inspirujesz innych to określania postawy i stanu ducha.

                  Jej_mężu, mamy po 47 lat. Lidka miała sie pojawić jakies 15 lat temu, ale z jakichś niewiadomych przyczyn (chyba medycznych) się nie stało. Po latach praktycznie pogodzilismy się że bedzie tylko syn. A tu nie. Więc Lidka była nieoczekiwana i jednocześnie bardzo oczekiwana, że się tak trochę po wałęsowsku wyrażę. Nie potrafię powiedzieć dokładnie jaki wpływ ma na moje małżeństwo. Lidka wprowadziła naturalnym biegiem rzeczy dużo energii i obowiązkowości do domu, więc może tak to działa. Ale też okazuje się przy okazji ponownego wychowywania dziecka, że tak samo patrzymy na wiele spraw światopoglądowo i emocjonalnie a to utrwala więź.
                  • jej_maz Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 18:55
                    Foxie - mysle ze you miss the point: dwoch mezczyzn podsumowywuje tu pewien okres w zyciu (mijajacy rok) dzielac sie uwagami a nie rozpatrywuje "stagnacji" - to jest "given" w kazdym dlugo trwajacym zwiazku i jezeli zwiazek ten jest silny (to o czym Will mowi piszac o wspolnych punktach emocjonalno-swiatopogladowych) to zawsze znajdzie sie cos aby taki okres przetrwac zwyciesko. "Nowe dziecko" na pewno jest rozwiazaniem na "odswiezenie" pewnych relacji i w przypadku Will'a nie ma o stagnacji mowy, poniewaz bedzie zajety przez nastepne kilkanascie lat a ja rozwazam czym sie zajac. Chyba kazdy zgodzi sie ze mna ze mezczyzna jednak mysli inaczej niz kobieta, ma inne podejscie do wielu spraw i inne oczekiwania. "Nowe dziecko" jest jedna z opcji co wcale nie znaczy, ze opcja ta jest dla kazdego.

                    A tak swoja droga to po wielu rozmowach (i to nie tylko forumowych) zauwazam, ze wiele osob radzi a przynajmniej ma bardzo wyrobiona opinie wlasna na temat czym jest dobre malzenstwo. Ciekawym jest fakt, ze sa to z reguly osoby bedace w ktoryms juz z kolei zwiazku... co sie stalo z tym "aby miec tematy do rozmowy i konflikty rozwiazywac bez zbytniej agresji" w poprzednich? Nie mam tu nic zlego na mysli rozumiejac, ze sa rozne sytuacje w zyciu, ale bedac z jednak kobieta juz 27 lat i tym samym udawadniajac ze tematow do rozmow jest ciagle duzo i konflikty byly rozwiazywane na bierzaco nie oczekuje zrozumienia od tych osob gdy pisze o swoich emocjach. Przykladowo (i specjalnie przerysowujac dla podkreslenia mojego punktu) jezeli napisze ze sex po tylu latach moze miec zabarwienie wrecz kazirodcze nie sadze ze bedzie to dobrze przyjete przez kogos, kto jest na przyklad w trzecim malzenstwie.

                    Jestesmy w sumie pierwsza generacja, gdzie dzieki postepowi w nauce (np: medycynie) dzisiejsze piedziesieciokilkulatki sa jak czterdziestki poprzedniej generacji i sam znam osoby dobrze po siedemdziesiatce, ktore cudownie sobie radza z zyciem i to w kazdym jego aspekcie... nawet sexualnym. Nie mamy wiec mozliwosci skonfrontowania naszych emocji z doswiadczeniami na przyklad naszych rodzicow i wlasnie dlatego odpowiedz pytanie "co dalej" jest istotne aby nie poddac sie frustracjom.

                    Tak tylko glosno mysle smile

                    Uklony - Mark
                    • monia.i Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 20:53
                      Bardzo ciekawie piszecie smile
                      Dobre małżeństwo - to temat długi i nie do wyczerpania, i każdy ma swoje spostrzeżenia, fajnie poczytać o tych innych, bo można z nich coś dla siebie wysnuć. Dla mnie bardzo ważne jest zbliżone poczucie humoru. Wspólny śmiech bardzo zbliża smile Z małżonkiem mamy trochę rozbieżności na różne tematy, trochę czasem dyskutujemy, ale ja często te dyskusje ucinam, mówiąc, że w związku z rozbieżnością stanowisk pozwalam sobie na zdanie odrębne i już. Bo Smok to może do upadłego, a że dysponuje świetną pamięcią na przykład polityczną - z inną bywa różnie, haha! - a ja polegam przeważnie na wyczuciu, no to zgody długo by nie było. A ja z kolei cierpię na taki dyskusyjny defekt, że nie mam potrzeby przekonać rozmówcy do swojego zdania. Uznaję, że skoro myśli inaczej, a moje pierwsze argumenty go nie przekonują, no to widać swoich jest pewien. Oj, dygresja mi wyszła..Było o podobnym poczuciu humoru - więc takie ze Smokiem mamy, bawią nas podobne sytuacje, słowne lapsusy, małe głupotki, czasem wypowiedzi osób publicznych, ewentualnie dowcipy smile
                      Fakt, że to wspólne poczucie nie pomaga nam w rozbrajaniu bomb, w dodatku chyba obydwoje jesteśmy trochę obrażalscy, ale na pewno urozmaica codzienne, szare pożycie smile
                    • joujou Re: 2010 był, a 2011 będzie... 09.01.11, 18:34
                      Muszę przyznać,że w pewnym sensie zaimponowałeś mi Marku,zadając sobie pytanie
                      "Co dalej?" i przyznając się do tego publicznie-na forum wink Obyś znalazł właściwą
                      dla siebie drogę i ją realizował tzn. chodzi mi o to,by nie kończyło się na samych
                      rozważaniach,gdyż na dłuższą metę to może okazać się dołujące.
                      W pewnym wieku wydaje się normalne,że zastanawiamy się nad sensem codziennego
                      wstawania z łóżka(tu wątek Fed).Odpadają pewne obowiązki,wraz z odejściem dzieci
                      zazwyczaj dom pustoszeje i mamy coraz więcej wolnego czasu,a z drugiej strony,
                      nie możemy już tak wysoko podskoczyć,jakbyśmy chcieli,bo poprzeczki okazują
                      się za wysokie smile Co jakiś czas również zadaję sobie podobne pytania.Moją metodą
                      jest wyznaczanie sobie zadań na dość krótkie okresy:tydzień,m-c,pół roku.
                      Łatwiej mi wtedy je realizować,bo miewam słomiany zapał i dość chwiejny charakter wink
                      Poza tym,nastrój zmienia się wraz z porą roku i pogodą za oknem.W okresie od
                      póżnej jesieni do wiosny trzeba się przymuszać do pewnych czynności,do wyjścia z
                      domu,a potem samo się układa i tylko czasu brakuje.
                      W małżeństwie jesteśmy 22 lata i nie ma się co czarować,już coraz mniej mamy
                      sobie do powiedzenia.Odrębność,kawałek prywatnego terytorium jest sprawą
                      bardzo ważną i każde z nas o to dba.Gorzej,gdy zaczynamy się mijać,albo żyć obok
                      siebie.Takie okresy też nam się zdarzają i ja to nazywam beznadzieją.
                      Mżonek coraz bardziej ceni sobie kanapę i pilocik,z którym się prawie nie rozstaje.
                      Ja bardziej lubię 'ruch w interesie' i od czasu do czasu staram się pobudzać go
                      do życia wink Zazwyczaj bez entuzjazmu przyjmuje moje pomysły,ale potem
                      wydaje się być zadowolony smile To ja ciągam go na wypady do lasu,spacery,
                      wyjazdy.Niektórzy pewnie pamiętają,jak opisywałam nasze wycieczki po
                      okolicy bladym świtem he,he to były nieco inne czasy-nie mogliśmy dospać
                      i budziliśmy się przed skowronkiem smile Gorzej,gdy siła napędowa sama ulegnie
                      wyczerpaniu i dopada ją coś w rodzaju deprechy,a codzienność zaczyna przerastać.
                      W każdym razie mżonek twierdzi,że on jest zadowolony i niczego więcej mu nie
                      brakuje.Ja miewam niedosyt:wolałabym,by trochę więcej nas łączyło,jeśli
                      chodzi o zainteresowania i by był trochę bardziej romantyczny na co dzień-ale ten
                      typ już tak ma i trzeba się z tym pogodzić.Poza tym nie daję się za bardzo
                      zaorać w codzienności i pewne rzeczy przerzuciłam na jego barki: nie interesują
                      mnie opłaty,stosy papierów urzędowych(on jest w tym pedantyczny).Większość
                      codziennych zakupów też robi on,gdy ja śpię wink Boję się tylko o jedno,by za szybko
                      mi nie zdziadział,gdyż przejawia u temu skłonności.Ja mam impulsywny charakterek,a
                      on się obraża i bywa,że po moim wystąpieniu przez jakiś tydzień mogę se gadać sama
                      do siebie,ale ja nauczyłam się nie nudzić sama ze sobą smile Czy nie chciałam tego wszystkiego
                      rozpieprzyć(przepraszam za wyrażenie).Miewałam takie momenty,jeszcze do niedawna,ale
                      jakoś trudno mi uwierzyć,że w jakimkolwiek związku przez cały czas jest idealne
                      porozumienie dusz.
                      Stare kobiety mawiały,że zabójstwem dla związku są osobne sypialnie smile
                      Chyba coś w tym jest.My na szczęście nie mamy takich warunków mieszkaniowych i
                      nawet jak syn się kiedyś wyprowadzi,to sypialnia będzie jedna.
                      Chyba bardzo się rozgadałam i być może zboczyłam z tematu,ale mam wrażenie,że
                      jeszcze powrócę do tematu.
                      • mammaja Re: 2010 był, a 2011 będzie... 10.01.11, 00:18
                        To dobrze, ze nie chrapie ! To wlasnie nieszczesne chrapanie zmuszalo mnie do dpuszczania sypialni smile
                      • jej_maz Re: 2010 był, a 2011 będzie... 10.01.11, 02:01
                        Wiesz... dokladnie dlatego lubie i bardzo sobie cenie rozmowy na tym forum (z reszta nie "bawie sie" w inne): mozna naprawde nie tylko wiele dowiedziec, zabawic czy nauczyc, ale tez byc zainspirowanym nowym (czyt: kogos innego) punktem widzenia na ta sama sprawe, czy problem. Otoz mialem wlasnie takim moment czytajac Twoj wpis! Do znalezienia sobie tego "czegos", podchodzilem w kontekscie permanentnym. Masz absolutnie racje! Dlaczego nie rozbic tego na mniejsze, bardziej realne czesci? Bardzo mi pomoglas tym komentarzem - dzieki wink

                        Co do reszty to widze, ze wszyscy mamy podobne "problemy" i jedynie szczegoly sie zmieniaja. Nawet problemy pisze w cudzyslowiu, gdyz w sumie sa to drobiazgi, ktore sa do zniesienia i z ktorymi jednak jakos zyjemy. Jego_zona sama przyznaje, ze nie nalezy do osob za bardzo wylewnych, czasami mi to doskwiera, ale wszystko znika, gdy nagle dostaje sms "kocham cie" wink Podobnie jak Twoj malzonek lubie siedziec w domu (nie, ja nie lubie TVwink) i jak juz dla swietego spokoju dam sie wyrwac z domu, to widze, ze sprawiam zonie przyjemnosc, ze... jestem zadowolony ze spaceru, wyprawy, czy innej eskapady. A jak juz przyniose kiedys bez powodu kwiaty dla niej wracajac z pracy, to juz na pewno moge liczyc na wysmienita kolacje wink Nikt nie jest idealem, ale mysle, ze wszyscy mamy swoje "momenty" - nasi partnerzy rowniez smile

                        Czy osobna sypialnia zabija? Cos, a nawet powiedzialbym raczej duzo (przynajmniej na poczatku), ale podzial obowiazkow i to raczej rowno, wspolne patrzenie na swiat "swiatopogladowo i emocjonalnie", gust... ogolnie; wszystko to, co mozna nazwac rodzina i zwiazana z nia obowiazkami powoduje, ze jest zdecydowanie wiecej i duzo waznieszych punktow wspolnych niz rozbieznosci a osobne spanie naprawde nie jest takie zle wink

                        Jest jednak cos. Taka mala tesknota za czyms, co trudno sprecyzowac. Teraz jak sobie mysle piszac te slowa, to moze wlasnie za czasami, kiedy mozna bylo podskakiwac wyzej? smile
          • monia.i Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 21:13
            jej_maz napisał:


            > Wracajac do tego pytania "co dalej" to ciagle nie mam odpowiedzi. Moze jakas pa
            > sja sprawiajaca przyjemnosc jak u LX? Krotko mowiac zycze sobie aby 2011 byl ba
            > rdzo pracowity i zajety, bo zauwazam, ze chodzac po pustym domu, majac duzo cza
            > su, jakies glupie mysli zaczynaja chodzic mi po glowie, ale znowu... czy aby sa
            > one glupie? Czy rzeczywiscie w naszym wieku nie pozostaje juz nic innego li ty
            > lko odrywac kartki z kalendarza i liczyc dni do emerytury godzac sie na pasywno
            > sc, czy moze zamknac oczy i zanurzyc sie w zycie raz jeszcze? Tak czy inaczej n
            > ajlepszego raz jeszcze wszystkim! smile

            Żadnego odrywania kartek, Marku, i liczenia dni...Zamykaj oczy i rzuć się na coś. Nie mam na myśli uroczej sąsiadki (chociaż, niewątpliwie, emocje by były, i to różnego rodzaju smile))
            Raczej coś...całkiem innego, może nie do końca przemyślanego, może dziwnego, może zabawnego dla innych.
            Smocze łodzie są nie dla mnie, ale chętnie podglądam smoczą ekipę w akcji, zaangażowali się ludzie również po pięćdziesiątce, w drużynie, która zdobyła tytuł Mistrza Europy jest kobitka po sześćdziesiątce - zawsze, gdy się na nich patrzę, to myślę, że fajny pomysł mieli na czas wolny no i na życie tu i teraz. Czasem mnie złoszczą smocze absencje przy różnych okazjach - ale na pewno ma niezłą odskocznię smile
            Zawsze Ci radziłam - sieknij sobie ze trzy głębsze na odwagę, zarezerwuj bilet do PL - o co zakład że adrenalina by Ci skoczyła?smile)) Chociaż rozumiem argumenty "na nie" smile
            Albo kup sobie domek w Toskanii a my wszyscy do Ciebie przyjedziemy smile
            Albo zacznij pisać.
            Albo...wink
            • monia.i Re: 2010 był, a 2011 będzie... 07.01.11, 23:02
              Zawsze się tak pocieszam, gdy łapie mnie zniechęcenie: póki jeszcze w życiu coś mnie potrafi rozbawić i zaciekawić, póty warto żyć
              Tydzień temu jedna z siostrzenic założyła mi konto na facebooku. Miałam trochę obiekcji, no ale dobrze, idźmy z tym duchem czasu. I przed chwilą doświadczyłam przyjemności pogadania na czacie z młodocianą laską smile Rany, no fajnie, naprawdę. Nie wiem, czy fajniejszy komunikator, czy to, że laska chciała ze mną pogadać. Ale super się zrelaksowałam smile))
            • jej_maz Re: 2010 był, a 2011 będzie... 08.01.11, 03:31
              No i jak Cie tu nie lubiec Moniu smile Tak przy okazji, to nawet nie wiesz, jak trafilas z tym domkiem w Toskanii wink
              • foxie777 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 08.01.11, 16:01
                Marku,to byla po prostu moja obserwacja,i bron Boze nie uzurpuje sobie prawa
                na przepis dobrego malzenstwa.Ja w drugim jestem juz dwadziescia kilka latek,i napisalam
                co mnie kreci.Uwazam ze jesli malzenstwo jest nie do wytrzymania to nie ma sensu "trzymac".
                Pisalam o stagnacji malzenstwa co wcale nie ma zadnego zwiazku z tym jak bardzo
                duzo zajec moga miec obie strony.
                To jest temat nie do wyczerpania,ale podyskutowac czasami mozna.
                pozdr
                • jej_maz Re: 2010 był, a 2011 będzie... 08.01.11, 20:46
                  Rozumiem i tez nie mialem nic zlego na mysli a nawet zaluje pewnych sformuowan w moim wpisie. Temat na pewno ciekawy i jeden z tych, ktory dotyczy wielu z nas a rozmowa moze byc nie tyko interesujaca, ale tez i pouczajaca, bo - jak juz pisalem - mezczyzni mysla inaczej, inaczej odbieraja pewne sprawy i przy wymianie zdan mozna wiele zrozumiec co w duszy gra plci przeciwnej wink Ciagle czekam na wene aby odpowiedziec Mammaji na jej pytanie czy warto "Po latach"... moze tam wink
                  • mammaja Re: 2010 był, a 2011 będzie... 09.01.11, 00:22
                    Ja tylko w sprawie "poznego dziecka". Tzwn, młoda, czyli moja corka urodzila sie po 12 latach przerwy - chyba bardzo chcialam corki po dwu synach - i gratuluje Willowi, bo chyba w przeciwienstwie do rodzicielstwa na studiach, jak w pierwszym przypadku, to drugie odmlodzilo mnie mentalnie, wiele zawdzieczam corce - chodzby wciagnela mnie w komputer -
                    zylam sprawami kolejnego pokolenia. Gratuluje Will ....
                    Oczywiscie to nie jest recepta - kazde zycie jest inne smile
                    Marku, ja w twojej sytuacji podrozowalabym - moje kuzynka w Kaliforni po "wyjsciu z domu" jedynej corki zapisala sie do jakichs ornitologow i jezdzi na nieslychanie ciekawe wyprawy polaczone z obserwacja ptakow. Mysle, ze sa dziesiatki takich mozliwosci smile
                    • fedorczyk4 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 09.01.11, 11:30
                      No i proszę jaki znakomity i ciekawy wątek się zrobił z banalnego noworoczego!
                      Bardzo mnie zafrapowało Marku to co napisałeś o "kazirodczym" seksie w długotrwałym małżeństwie. Coś w tym jest, oj jest.
                      Moniu, bez podobnegopoczucia humoru dawno pozabijalibyśmy się z le Mężem, albo rozstali. Nasze stadło przeszło i przechodzi nadal nieustającą próbę ogniową. Przeprowadzka do Polski z jednej strony była znakomitą decyzją, ale z drugiej niestety stała się klęską zawodową dla niego. Teraz powinniśmy spokojnie płynąć w kierunku enmerytury, a my nadal jesteśmy na dorobku i w nieustannym poszukiwaniu pracy. Jakoś nic nie chce u nas toczyć się normalnym torem. Dzieci nieustannie dostarczają nam "rozrywek" i ich stabilizacja jest bardzo powierzchowna, że nie wspomnę o wykształceniusad Obaj moi synowie najpierw postanowili zostać pierwoludkami, a dopiero dojrzawszy zaczeli nadrabiać straty. Syn Podstawowy walczy o wiedzę w każdej wolnej chwili. Syn Średni właśnie zaczął. Tylko Dziecinka tfu, tfu, przez lewe ramie, żeby znowu nie okazało się że po roku zacznie szukać innej perspektywy, jakoś tam ciągnie ten szkolno uczelniany proces.

                      To że pomimo nieustającej obecności obojga nas w domu, czyli spędzania 24 godzin na dobę razem od ładnych kilku lat (w końcu ja wyszłam z domu do pracy dopiero rok temu, przedtem pracoaliśmy razem) jeszcze żyjemy, to istny cud, ale też i dowód na coś. Na co? Pewnie na to że nie jest w tym małżeństwie jeszcze tak źle żeby nie mogło być gorzejwink
                      Późne dzieci są wspaniałe. Mam przyjaciółkę która według lekarzy wcale nie miała mieć przychówku. Syna urodziła z zaskoczenia jako 36 latka. Po czym ku swojemu i lekarzy najszczerszemu zdumieniu zaszła w ciążę w wieku 43 lat. Jej macierzyństwo w niczym nie przypomina mojego. Jest pełne, dojrzałe, nie ma w nim wyrzeczeń i wyborów, szarpaniny nijakiej. Nie jest idealne, zapewne, bo coś takiego nie istnieje, ale miała czas do niego dojrzeć, przygotować się i teraz korzysta pełną gębąsmile
                      Zresztą ja doskonale rozumiem małżeństwa bezdzietne. Mój instynkt macierzyński zawsze pozostawiał wiele do życzenia i gdyby nie przypadek to pewnie nie miałabym dzieci, albo skończyło by się na "Przypadku" czyli Synu Podstawowym. Nikt mi nie wmówi że każda kobieta musi, a jak nie ma to musi cierpieć, a jak twierdzi, że nie cierpi to kłamie.
                      • foxie777 Re: 2010 był, a 2011 będzie... 09.01.11, 16:38
                        Fedorczyk jak ja sie ciesze,ze Ty to rozumiesz.Ile razy mialam zadawane pytanie,"ale dlaczego wy nie macie dziecka"?.Czy to tak trudno zrozumiec,ze ktos np nie chce.W tym przypadku
                        byl to moj maz,a dla mnie majac dziecko z poprzedniego malzenstwa bylo to bez znaczenia.
                        Nie kazdy ma rozwiniete instynkty rodzicielskie,a gadka o rzekomym "cierpieniu" po prostu mnie
                        rozsmiesza.Niestety istnieja na tym swiecie zakute lby i nic na to nie poradzimy.
                        Dziecko w wieku pozniejszym,dlaczego nie?
                        Temat niewatpliwie ciekawy,recepty nie ma.
                        Dla przykladu do dnia dzisiejszego nie lubie footbolu,a moj maz jest pasjonatem.
                        Bylam na kilku meczach,niestety nie dla mnie.Powiedzialam mu o tym jeszcze przed malzenstwem zeby nie bylo nieporozumien.On nie znosi zakupow.No problem.
                        Mam kolezanki ktore aby "dogodzic" swoim facetom chodza i sie mecza.
                        Podalam przyklad banalny, ale dla mnie istotny.Kazdy musi miec swoj "obszar".
                        Swoja droga oboje uwielbiamy pilke nozna.
                        pozdr


                        i zdania nie zmienilam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka