Dodaj do ulubionych

przyjaznie

17.06.05, 12:34
Wydaje mi sie, ze po 40-ce trudniej jest zawiazywac przyjaznie. Zwykle ludzie
bazuja na przyjazniach z mlodosci, a w tym wieku bardziej patrza na to, czy
oplaca sie zaprzyjazniac. Czy tez macie takie wrazenie?
Obserwuj wątek
    • mantra1 Re: przyjaznie 17.06.05, 12:53
      Akurat mysle zupelnie odwrotnie wink. Po 40 ludzie staja sie bardziej otwarci,
      tolerancyjni, a rowniez maja wiecej czasu dla przyjaciol. Czesto tez okazuje
      sie, ze przyjaznie z mlodych lat byly tylko stricte towarzyskimi znajomosciami,
      ukierunkowanymi raczej na wspolne spedzanie czasu, imprezowanie, wakacje, czy
      nauke. W moim przypadku z tych przyjazni przetrwaly tylko nieliczne, natomiast
      te zawarte w wieku pozniejszym trwaja i moge powiedziec, ze sa to przyjaznie
      prawdziwe, aczkolwiek niezbyt ich wiele. Nie kazda bowiem znajomosc, nawet z
      przefajna osoba, z ktora dobrze sie czuje i lubie spedzac czas nazywam
      przyjaznia. Kryteria mam dosc "wysrubowane" smile)
      • marialudwika Re: przyjaznie 17.06.05, 13:39
        I u mnie okazalo sie,ze przyjaznie wieloletnie i
        trwajace ...dluuuugo,zostaly "przycmione" nowymi przyjazniami,przyjazniami
        wieku dojrzalego,sa one rodzajem objawienia!!
        ML
        • dan8 Re: przyjaznie 17.06.05, 14:40
          Mysle,ze nie ma na to jakiegos sztywnego wzorca.
          W kazdym wieku mozna spotkac kogos ,kto "odbiera i nadaje na tych samych
          falach" co my.
          Z tym,ze jak latek przybywa,to przybywa tez doswiadczenie i jestesmy bardziej
          swiadomi tego co nam odpowiada.
    • jej_maz Re: przyjaznie 17.06.05, 14:40
      Sa innego typu - powiedzialbym, ze te po 40 bardziej odwoluja sie uzupelniania
      potrzeb towarzyskich w przeciwienstwie do mlodzienczych potrzeb czystego
      braterstwa. Zasadza zjedzenia razem beczki soli bardziej obowiazuje po 40-tce,
      gdy w mlodosci wszystko jest bardziej spontaniczne.
      • skiela1 Re: przyjaznie 17.06.05, 15:37
        jej_maz napisał:

        > Sa innego typu - powiedzialbym, ze te po 40 bardziej odwoluja sie
        uzupelniania
        > potrzeb towarzyskich w przeciwienstwie do mlodzienczych potrzeb czystego
        > braterstwa. Zasadza zjedzenia razem beczki soli bardziej obowiazuje po 40-
        tce,
        > gdy w mlodosci wszystko jest bardziej spontaniczne.

        To co ostatnio obserwuje to plaga rozwodow po 40 tce,przyczyna-panowie szukaja
        przyjazni,zona to klotliwa ,niewyrozumiala istota z ktora ma coraz mniej
        wspolnego.Ta 20 lat mlodsza przynajmniej go slucha,a soli...na pewno nie jedza:-
        )))razem.
        • skynews Re: przyjaznie 17.06.05, 16:28

          Mysle ze nalezy okreslic i zdefinieowac pojecia "przyjazn", "przyjaciel",
          "przyjaciolka".
          Niektorzy uzywaja tych pojec po znajamosci trwajacej dluzej niz jeden dzien,
          zapominajac ze "po drodze" sa jeszcze znajomi i koledzy.

          skiela1 napisała:
          "Ta 20 lat mlodsza przynajmniej go slucha..."

          Wlasnie!
          Najczesciej ta dzisiejsza, 20 lat mlodsza, ma wiecej wiedzy o milosci
          i w ogole sprawach damsko-meskich, jak dzisiejsza 40+.
          Mozna smialo zaryzykowac teze o "straconym pokoleniu"

          Enjoy!
        • jej_maz Re: przyjaznie 17.06.05, 16:29
          To o malzenstwie czy przyjazni? smile)) A tak powazniej, to moja zona jest rowniez
          moim najwiekszym przyjacielem i wlasnie to (plus oczywiscie milosc) pozwola nam
          walczyc nawet z najwiekszymi problemami. Plaga rozwodow? Moze brak wlasnie tej
          przyjazni w malzenstwie? W koncu nawet najwieksze "zakochanie" przechodzi i
          albo przeradza sie w glebokie uczucie plus przyjazn, albo pozostaje jedynie
          wygoda i troche ekonomii (wspolnie zyje sie taniej).
    • skrzydlate Re: przyjaznie 17.06.05, 16:27
      u mnie jest inaczej... ja caly czas poznaje nowych ludzi, bardzo ciekawych i
      nawet coraz bardzi interesujacych, tak sie sklada ze powoli moje zycie staje sie
      tez coraz ciekawsze, zmieniam zawod wlasnie i w ogole jestem szalenie ciekawa
      swiata... stare znajomosci w wiekszosci poumieraly albo sa w stanie hibernacji
    • eloi Taka naprędce sklecona teoria 17.06.05, 19:16
      Zgadzam się. Jednak nie mam żadnej teorii na potwierdzenie mojego zdania.
      Jak się patrze na swoje życie, to wszystkie prawdziwe przyjaźnie jakie mam były
      zawarte do roku 25-ego.
      Wszystko po tym wieku to tylko znajomości, bliższe lub dalsze, ale tylko
      znajomości. Przychodziły, odchodziły, zależnie od miejsca i okoliczności.

      Dlaczego tak jest, nie wiem. Być może przełomem jest założenie własnej rodziny.
      Przed założeniem rodziny człowiek jest sam, więc jest bardziej otwarty na
      innych, i poza tym łatwiej się dopasować do innych będąc samemu i odpowiadając
      tylko za siebie samego.
      Po założeniu rodziny zmieniają sie priorytety. Nagle żona i dzieci wchodzą na
      pierwsze miejsce, a nowe znajomości już są nie na zasadzie 1-1, ale muszą być
      na zasadzie 2-2. A jest to o wiele trudniej znaleźć dopasowanie w układzie 2-2.
      Nie wiem, taka naprędka teoria. Może jest inaczej.
      Człowiek też się zmienia, zamyka się w sobie, mówią że umiera mu serce. Tak
      przynajmniej słyszałem kiedyś na filmie...
      • skrzydlate Re: Taka naprędce sklecona teoria 17.06.05, 22:44

        fajnie, to oznacza bowiem, ze jestem jeszcze dość dziecinna smile))
      • jutka1 Re: Taka naprędce sklecona teoria 17.06.05, 23:57
        Jako darczynca Twojej sygnaturki, raz jeszcze niesmialo sugeruje, zebys
        wszedl w opcje "moje forum" (w tym nicku) i usunal/zmienil...

        Chyba ze w nosie masz, w ktorym to przypadku pisz pod swoim nickiem, co?

        Prawie siostra Jutka
        • eloi Światło is dead 18.06.05, 00:06
          jutka1 napisała:

          > Jako darczynca Twojej sygnaturki, raz jeszcze niesmialo sugeruje, zebys
          > wszedl w opcje "moje forum" (w tym nicku) i usunal/zmienil...
          > Chyba ze w nosie masz, w ktorym to przypadku pisz pod swoim nickiem, co?

          Nie mogę pisać pod tamtym nickiem (swiatlo) bo go zgubiłem. Nie mogę na niego
          wejść bo straciłem do niego hasło. Jest on dlatego na zawsze stracony. Siedzi
          on tam gdzieś w archiwach GW jak zombie, i niestety nikt nie ma do niego
          dostępu. A szkoda bo miałem tam sporo poczty z kontaktami, i wszystko przepadło
          jak śliwka w kiblu (czy jakoś tak się mówi).
          Poza tym nie mam wejścia na wiele forów na które byłem zaproszony jako Światło,
          ale trudno. To może i lepiej. Umówmy się że Światło is dead.
          Muszę więc się udzielać pod moim zastępczym nickiem, który to z powyższych
          powodów stał się moim nickiem głównym.

          A na twoją prośbę likwiduję sygnaturkę.
          Ciach! Zrobione. Sygnaturki nie ma. W międzyczasie wymyślę sobie nową smile
          • jutka1 Re: Światło is dead 18.06.05, 00:09
            Nieeeeee.........
            Jesli przerzucasz sie na Swiatlo jako nick glowny, to trzymaj sygnaturke!

            PS. Napisz do adminow GW, moze pomoga Swiatle wrocic?
            • jutka1 przerzucasz sie na Eloi mialo byc... btxt 18.06.05, 00:13
            • eloi Re: Światło is dead 18.06.05, 00:14
              jutka1 napisała:

              > PS. Napisz do adminow GW, moze pomoga Swiatle wrocic?

              Lepiej nie. Za dużo niezdrowych emocji. Nie powinienem był dwa lata temu
              zapraszać tam CJ. Powinienem był przewidzieć że to nie jest dobry pomysł.
              Teraz się nam zejdzie parę tygodni, a może i miesięcy, abyśmy znowu mogli sobie
              przez telefon porozmawiać. Ale nie ma co się przejmować, wszystko się dobrze
              skończy, trzeba tylko trochę czasu.
              Dlatego nie chcę wracać na P2.
              • eloi Re: Światło is dead 18.06.05, 00:15
                Psia kość, znowu jest sygnaturka! Chyba źle ją usunąłem.
                Spróbuję jeszcze raz.
                • jej_maz Re: Światło is dead 18.06.05, 00:27
                  aaaaaaaaaaaa... Swiatlo... cos mi to mowi smile Szkoda ze przepadl Ci login, bo
                  nawet tak zasiedzialy na jednym forum ktos jak ja, rozpoznaje "Swiatlo" jako
                  bardzo stary nick - takie stale i stare nicki sa jak ventage vine; nabieraja
                  mocy i czaru wink) To jak brand name a na pewno wiesz ze to jest w dzisijeszym
                  skomercjalizowanym swiecie bardzo wazne. Postaraj sie do niego dostac.
                  • eloi Re: Światło is dead 18.06.05, 00:37
                    jej_maz napisał:

                    > aaaaaaaaaaaa... Swiatlo... cos mi to mowi smile Szkoda ze przepadl Ci login, bo
                    > nawet tak zasiedzialy na jednym forum ktos jak ja, rozpoznaje "Swiatlo" jako
                    > bardzo stary nick - takie stale i stare nicki sa jak ventage vine; nabieraja
                    > mocy i czaru wink) To jak brand name a na pewno wiesz ze to jest w dzisijeszym
                    > skomercjalizowanym swiecie bardzo wazne. Postaraj sie do niego dostac.

                    Too late smile)
                    • jej_maz Re: 18.06.05, 17:31
                      Too late? Why? Ja nawet kiedys w porywie desperacji skasowalem swoj nick. Po
                      szesciu miesiacach "sie zwolnil" (jak kasujesz to nikt nie moze go sobie
                      zarezerwowac przez ten czas) i znowu go sobie wzialem (kto by chcial taki
                      nick wink) Tylko dzielel sie doswiadczeniem bez sugestii. Tak czy inaczej milo
                      Cie tu widziec niezaleznie pod jakim nickiem piszesz smile
            • eloi Jutka, zajrzyj na skrzynkę /nt 18.06.05, 00:37
              • jan.kran Re:Światło , zajrzyj na skrzynkę GW. 18.06.05, 00:56
                Napisałam na nick Eloi. Ściskam. Kran.

              • jutka1 Re: Jutka, zajrzyj na skrzynkę - odpisalam ntxt 18.06.05, 07:50
    • ewapf Re: przyjaznie 17.06.05, 19:38
      real1234 napisała:

      > w tym wieku bardziej patrza na to, czy
      > oplaca sie zaprzyjazniac.

      ---------------

      Słowo "opłaca" wyklucza przyjazń.
      Miłość - również.
      • szfedka Re: przyjaznie 17.06.05, 19:54
        ewapf napisała:

        > Słowo "opłaca" wyklucza przyjazń.
        > Miłość - również.

        Masz racje ewa...ale w polskim to slowo tak dz<iwnie sie uzywa
        tak samo jak slowo "warto"
        wszystko jest "czy warto?" "czy sie oplaca" mimo ze sie nie mysli w formie
        pieniedzy, zysku.
        Smieszne ale zdalam sobie z tego sprawe wpierw gdy moj przyjaciel, przyjechal
        do Szwecji jak mial 6 lat, zareagowal dziwnie gdy powiedzialam ze cos sie nie
        oplaca. Znalismy sie wtedy jeszcze bardzo malo. Powiedzial ze w Polsce wszyscy
        tylko patrza zeby cos sie oplacalo. I ciagle sie mowi co sie oplaca.
        on, dla ktorego j.polski jest juz drugim jezykiem (moze nawe 3-cim) rozumial to
        doslownie i myslal ze ja chcialam cos kupic zey zarobic na tym.
        Uzmyslowlam to sobie i teraz mnie tez te zwroty irytuja.
        To taka mala dygresja.

        a co do przyjazni zawieranych na "stare" lata to jest tu taka ruda na tym forum
        ktora moge nazwac chyba przyjaciolka poznana 2 lata temu.
        Czy sie oplaca? Oj tak. Poznalam Paryz - troszke ale najwazniejsze...i
        przytulila i operdolila...i ja tez tak robie. Bo to tak w przyjazni jak i w
        milosci. Sa dobre i zle chwile.
        Ale sie oplaca zawsze ...zaprzyjazniac sie
    • terem Re: przyjaznie do eloi 17.06.05, 20:44
      "Człowiekowi umiera serce".
      Poruszły mnie te słowa.Bo i jakoś tam nie zgadzam się na taki stan ducha
      (serca), i jednak widzę tego stanu objawy... Czasem u siebie, czasem u bliskich.
      A przyjażń?
      Hmmm, jednak ta z lat młodszych bardziej się w moim przypadku sprawdza.
      Ale może jestem wyjątkiem...
      • skiela1 Re: przyjaznie do eloi 17.06.05, 21:39
        Tak te przyjaznie z dziecinstwa sa najtrwalsze.To sa takie przyjaznie kiedy to
        slowa nie sa potrzebne bardzo czesto,no bo kto nas lepiej zrozumie jak nie
        Jasiek czy Jolka z ktora sie jablka kradlosmile
      • kamfora Re: przyjaznie do eloi 17.06.05, 22:06
        Można kogoś kochać/lubić bez wzajemności,
        ale przyjaźnić się bez wzajemności? - Wykluczone.

        W przyjaźni zawsze jest "oferta" i jej odwzajemnienie - inaczej to nie
        jest przyjaźń. A to wiąże się ze zobowiązaniem, odpowiedzialnością,
        wysiłkiem...i ryzykiem utraty (czegoś lub kogoś) dotychczasowego.
        Gdy ryzyko zbyt duże - "nie opłaca się" zaprzyjaźniać, czyli "odwzajemniać
        ofertę".

        Też uważam, że łatwiej zawiązują się przyjaźnie między osobami młodymi.
        • mammaja Re: przyjaznie 17.06.05, 22:22
          Tez uwazam, ze najserdeczniejsza przyjaciolka to ta od II klasy podsawowki,
          znamy swoje zycie od podszewki i jest to kontakt niepowtarzalny, chociaz
          mieszkamy daleko i widujemy sie kilka razy w roku. Ale mam tez przyjaciolki juz
          z pozniejszych lat, bardzo mi bliskie.No i sporo "kumpeli", ale juz na innej
          zasadzie smile Trwale sa zwiazki oparte na jakichs glebszych kontaktach - wspolne
          rozumienie swiata, poparte wspoldzialaniem.Ot,co.
        • marialudwika Re: przyjaznie do eloi 17.06.05, 22:22
          ...a czy to aby nie jest "ekonomia uczuc" smile)) ?
          ... albo jest "chemia " albo jej nie ma....i tyle..
          ML
          • kamfora Re: przyjaznie do eloi 17.06.05, 23:04
            marialudwika napisała:

            > ...a czy to aby nie jest "ekonomia uczuc" smile)) ?
            > ... albo jest "chemia " albo jej nie ma....i tyle..

            A w czym ekonomia gorsza od chemii? wink
            • felinecaline Re: przyjaznie do eloi 17.06.05, 23:22
              Jakos tak sie skladalo, ze moje przyjaznie, w ktorych byl chocby niezmiernie
              maly pierwiastek ekonomiisie...zdewaluowaly i ich bilans jest dla mnie
              odwrotnie proporcjonalny do wkladu. Niedawno wspominalem Wam o mojej "czadowej"
              przyjaciolce i jej mezu - poznalismy sie wszyscy troje na studiach, byla miedzy
              namii jakas ewidentna chemia i sporo anatomii (wspolna praca w kole naukowym),
              momenty, kiedy po wiedze bylo nam mocno "pod gorke" i ten moment, kiedy ja z
              tej gorki spadlam na zlamany kark. Odnalezlismy sie po wielu latach i mimo
              sspalonych poczatkowo przeze mnie mostow -bylam juz tutaj i konczylam wznowione
              studia, skorzystalam z bytnosci w miescie kolegi z pracy mojej Krysi,
              poprosilam o przekazanie jej listu, co uczynil i...stara przyjazn odnowila sie
              bez zdziebelka rdzy. W czasie ostatniego pobytu u mnie Krysia stwierdzila:
              nawiazanie tego kontaktu bylo najlepsza rzecza, jaka moglas zrobic. Cieplutko
              mi sie zrobilo na sercu...
              • kamfora Re: przyjaznie do eloi 17.06.05, 23:41
                felinecaline napisała:

                > skorzystalam z bytnosci w miescie kolegi z pracy mojej Krysi,
                > poprosilam o przekazanie jej listu, co uczynil i...stara przyjazn odnowila
                > sie
                > bez zdziebelka rdzy. W czasie ostatniego pobytu u mnie Krysia stwierdzila:
                > nawiazanie tego kontaktu bylo najlepsza rzecza, jaka moglas zrobic. Cieplutko
                > mi sie zrobilo na sercu...

                A gdyby nawiązanie kontaktu wypłynęło od Krysi...czy myślisz, że ta przyjaźń
                również by się odnowiła?
                • felinecaline Re: przyjaznie do eloi 18.06.05, 08:46
                  Wyobraz sobie, ze nawet o tym rozmawialysmy w czasie jej pobytu - niewatpliwie
                  TAK, tylko, ze ona miala male po temu szanse - ja "spalilam za soba WSZYSTKIE
                  mosty", moi Rodzice pelnili role "cerberow", zeby tamten etap z mojego zycia
                  wraz z tymi, ktorzy go "zaludniali" dokladnie wykreslic (co uwazam za
                  zasadniczy blad, ale nie moge miec Im za zle). Zrzadzenie losu pozwolilo
                  odnowic przyjazn akurat mnie, ale obojetne byloby kto to zrobil, odczuwamy
                  pottzebe obcowania ze soba (swoja droga dosc niezreczne to slowo).
                  • kamfora Re: przyjaznie do eloi 18.06.05, 09:13
                    A ja myślę, że sytuacja odwrotna nie byłaby możliwa smile

                    Ponieważ to Ty byłaś podpalaczką mostów, próba ich odbudowania mogła być
                    udana tylko z Twojej strony. I nawet, gdyby los pozwolił Wam się spotkać
                    gdzieś na ulicy obcego miasta - pierwszy krok musiałby być Twój smile
                    Tak uważam.
                    • felinecaline Re: przyjaznie do eloi 18.06.05, 09:19
                      gdyby tak bylo droge od czlowieka do czlowieka zagradzalyby miliony zgliszcz
                      spalonych mostow. Wazne jest, zeby ktokolwiek zrobil ZACZATEK pierwsego kroku.
                      I wazne, zeby budowac mosty a nie palisady.
                      • kamfora Re: przyjaznie do eloi 18.06.05, 10:10
                        felinecaline napisała:

                        > Wazne jest, zeby ktokolwiek zrobil ZACZATEK pierwsego kroku.
                        > I wazne, zeby budowac mosty a nie palisady.

                        Felinko, masz rację - ale...

                        Jeśli kogoś lubię, a ten ktoś mówi, że nie ma ochoty mnie
                        widzieć - to nie będę się narzucać, uszanuję to. I nie będę sprawdzać co jakiś
                        czas, czy zmienił zdanie . Ale w każdej chwili przyjmę wyciągniętą dłoń.
                        Tak myślę...
                        • felinecaline Re: przyjaznie do eloi 18.06.05, 10:46
                          Zgadza sie, tylko, ze moje "spalenie mostow" nie polegalo na obwieszczaniu,
                          ze "nie chce Was widziec", ale na zniknieciu ze srodowiska - bez zadnego
                          komentarza czy deklaracji. A odnowilo sie latwo przy pierwszej okazji, bo chyba
                          bylismy sobie nawzajem potrzebni - mimo, ze nikomu z nas roznych innych
                          przyjaciol nie brakuje. W czasie tych paru dnik ktore Krysiostwo spedzili u nas
                          czulismy sie tak, jakbysmy nigdy sie nie rozstawali.
                          Ale juz dosc, bo nie chce monopolizowac watku...
                    • lablafox Re: przyjaznie do eloi 18.06.05, 09:19
                      kamfora napisała:

                      > A ja myślę, że sytuacja odwrotna nie byłaby możliwa smile
                      >
                      > Ponieważ to Ty byłaś podpalaczką mostów, próba ich odbudowania mogła być
                      > udana tylko z Twojej strony. I nawet, gdyby los pozwolił Wam się spotkać
                      > gdzieś na ulicy obcego miasta - pierwszy krok musiałby być Twój smile
                      > Tak uważam.
                      >

                      Sądzę ,że takie spotkanie spowodowałoby spontaniczną reakcje obu pań , bez
                      koniecznosci pierwszych kroków.
    • jej_maz Re: przyjaznie 18.06.05, 18:07
      Pociagne temat w inna strone, jako ze uwazam go za bardzo ciekawy. Wiekszosc
      jak widac uwaza, ze te przyjaznie zawarte w mlodosci ja bardziej spontaniczne i
      jakby szczersze. Wlasnie; szczerosc. Przyznam, ze po ostatnich rozmowach jakos
      milej (czyt; bardziej przyjacielsko) mysle o Jutce, Fed czy Skieli niz o tych
      co wiem ze mysla podobnie jak ja, ale sie nie odzywaja. Jaki wiec powinien byc
      przyjaciel?
      • kamfora Re: przyjaznie 18.06.05, 18:36
        jej_maz napisał:


        > Jaki wiec powinien byc przyjaciel?

        Właśnie tak, jak mówisz: szczery.

        Powiedzieć przyjacielowi, gdy uważa, że ten nie ma racji. Ale trwać
        przy nim niezależnie od tych racji posiadania bądź nie - bo przyjaźń
        (ta prawdziwa) dotyczy ludzi a nie ich poglądów.
        • jej_maz Re: przyjaznie 18.06.05, 19:23
          OK - to jakie cechy wykluczaja przyjazn? Oczywiscie kazdy bedzie mial tu swoje
          zdanie, ale tak generalnie? Jako przeciwienstwu szczerosci (moim zdaniem),
          sobiscie boje sie konformizmu. Takie dbanie o wlasna, dobra opinie, ktore nie
          pozwala na powiedzeniu glosno tego co w sercu gra, bo nie daj Boze ktos cos zle
          o mnie pomysli.
          • kamfora Re: przyjaznie 19.06.05, 09:57
            Tak sobie myślę
            gdyby życie przedstawić jako grę w domino
            to przyjaciele to tacy
            którzy mają kamienie odkryte i widzą je nawzajem

            Wiem - bzdety piszę wink
            • witekjs ______________________________DOMINO KAMFORY 19.06.05, 11:37
              kamfora napisała:

              > Tak sobie myślę
              > gdyby życie przedstawić jako grę w domino
              > to przyjaciele to tacy
              > którzy mają kamienie odkryte i widzą je nawzajem
              >
              > Wiem - bzdety piszę wink


              To chyba nie bzdety... smile)
              Wprowadziłbym tylko pewną modyfikację.
              Każda kolejna rozgrywka prowadzi do pozostawiania, zwiększjącej się w
              następnej, liczby odkrytych kamieni.
              Co prawda taka gra, z czasem zależy już tylko od LOSOWEGO rozdania kamieni i
              ewentualnych pomyłek graczy.
              Tych rozdań jest w życiu przyjaciół dużo.
              Za każdym rozdaniem pozostaje więcej odkrytych kamieni, popełnia się coraz
              mniej błędów i można przewidzieć swoje zagrania.
              Czasami, jak w grze z dzieckiem możemy wytknąć/skorygować/ popełniony błąd,
              nawet ryzykując, że "przegramy" tym razem.
              W takim przypadku, przyjemnością jest somo powadzenie gry z Tą osobą.
              "Gra" z przyjacielem wyklucza jakiekolwiek zagrania nie fair i bezwzględną,
              prowadząca do zwycięstwa, rywalizację.
              Nierzadko trzeba zrezygnować z triumfu wygranej.
              Często już pierwszy ruch mówi nam, że w tym rozdaniu, myślami jest On ze swoimi
              problemami, spoza naszej rozgrywki.

              POzdrawiam Was. Witek
              • kamfora modyfikacja 19.06.05, 12:24
                To o czym piszesz, to Domino Witka wink

                "Moje" polega na grze z...Losem wink
                Dostajemy jakieś kamienie i dokładamy do tych na planszy według
                przyjętych reguł. Możemy swoje kamienie trzymać zakryte, albo odkryć przed
                dowolnym człowiekiem. Ten człowiek wtedy może układać swoje kamienia w sposób,
                który może nam pomoże bądź zaszkodzi. Można komuś doradzać, ale nie można za
                niego położyć kamienia.
                Generalnie chodzi o to, aby jak najdłużej układać czyli...nie wypaść z gry wink

                A tak w ogóle, to przypadkiem znalazłam takie forum ciekawe
                i stąd te moje zawirowania myślowe smile))

                forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=29920
    • bacik6 Re: przyjaznie 20.06.05, 00:25
      Temat przyjaźni i zawierania nowych znajomości po 40-tce jest mi bardzo bliski.
      Stosunkowo niedawno, z przyczyn rodzinnych, musiałam "zlikwidować" całe swoje
      dotychczasowe życie i przeprowadzic się kilkaset km. Znalazłam sie w obcym
      mieście, gdzie nikogo nie znałam, znajomi, przyjaciele i wszystko, co było mi
      bliskie pozostało daleko.
      Poznałam parę osób, ale...To nie są przyjaźnie, nawet nie dobre znajomości,
      zdawkowa wymiana zdań, dzien dobry na ulicy...Taka uczuciowa pustka. Zgodzę się
      z tym, że w tym wieku znalezienie przyjaźni jest trudniejsze. Mnie się to nie
      udało. A może jeszcze nie trafiłam na odpowiednią osobę?
      • witekjs Re: przyjaznie 20.06.05, 09:50
        Mammaja w innym miejscu podała sentencję z madrości wschodu:

        "Kto przyjaciela szuka bez wady, nigdy nie zazna przyjazni
        nawet mu cien jej nie mignie blady, kto przyjaciela szuka bez wady"...

        Myślę, że zbyt często nie pamiętamy o tej oczywistej prawdzie.
        Pewnie jest to jedną z przyczyn tego, że trudniej zawieramy późne przyjaźnie.
        W tym czasie jesteśmy trwale ukształtowani i niechętnie poddajemy się wpływom
        innych.
        W okresie szkolnym i na studiach, łatwiej jest je zawierać również dlatego, że
        jesteśmy jeszcze bez małżonków i niekonieczny jest, trudny układ 2+2
        /przepraszam, ktoś o tym już napisał/.
        Bardzo silne, niekiedy trwałe więzy przyjacielskie, szybko powstają podczas
        udziału w sytuacjach ekstremalnych.
        Chyba podobnie bywa w innych, wyzwalajacych silne emocje i wymagjących bliskiej
        współpracy.
        Rzadziej zdarzają się takie sytuacje w wieku 40+.
        Szkoda... wink smile)

        Pozdrawiam. Witek
        • skynews Re: przyjaznie 20.06.05, 10:04

          "Rzadziej zdarzają się takie sytuacje w wieku 40+."
          ???
          Nie sadze, aby bylo to regula.
          Z tym trwalym uksztaltowaniem to tez nie jest tak.

          Trwale uksztaltowany jest tylko kamien!

          Zalezy od czlowieka - jego zdolnosci do kontaktow, bezkonfliktowosci,
          umiejetnosci zycia i pracowania w team'e, otwartosci i szczerosci.
          Do tego odpowiedni jest kazdy wiek.
          • witekjs Re: przyjaznie 20.06.05, 10:30
            skynews napisał:

            >
            > "Rzadziej zdarzają się takie sytuacje w wieku 40+."
            > ???
            > Nie sadze, aby bylo to regula.

            To prawda, to nie jest reguła.
            To pewien skrót myślowy i niewątpliwa częściej występująca u osób dojrzałych
            tendencja, do ich unikania.

            > Z tym trwalym uksztaltowaniem to tez nie jest tak.

            Również mogę się zgodzić.
            Bardziej poprawnie byłoby - z oczywistych względów, bardziej niż ludzie młodzi
            ukształtowani.
            >
            > Trwale uksztaltowany jest tylko kamien!
            >
            > Zalezy od czlowieka - jego zdolnosci do kontaktow, bezkonfliktowosci,
            > umiejetnosci zycia i pracowania w team'e, otwartosci i szczerosci.

            To niewątpliwe prawdy.
            Dodam do tego, że ludzie dorośli znacznie mocniej reagują na brak w/w cech u
            innych i szybciej wycofują się z niewygodnych i "toksycznych" relacji.

            > Do tego odpowiedni jest kazdy wiek.

            W okresie młodości niełatwo rozpoznajemy toksyczne związki.
            Również dużo mocniej przeżywamy konieczność zerwania kontaktu i "osamotnienia".
            W tym czasie bywa ono niezwykle bolesne, chyba bardziej niż w wieku dojrzałym.
            >

            Pozdrawiam. Witek
          • bacik6 Re: przyjaznie 20.06.05, 10:32
            Nad kamieniem tez można popracować. Co prawda wymaga to wielkiej cierpliwości i
            czasu, ale da się on ukształtować.
            Nie wymagam od nikogo by był bez wad, bo sama nie jestem od nich wolna.

            > Zalezy od czlowieka - jego zdolnosci do kontaktow, bezkonfliktowosci,
            > umiejetnosci zycia i pracowania w team'e, otwartosci i szczerosci.
            > Do tego odpowiedni jest kazdy wiek.<

            Czy sądzisz, że nie posiadam żadnej z tych cech? Naprawdę nie jestem kłótliwą,
            zakłamaną babą. w wieku 40+ ludzie maja juz swoje grupki sprawdzonych
            przyjaciół i nie tak otwarcie przyjmuja do swojego grona kogoś obcego.
            W moim przypadku dochodzi jeszcze problem braku pracy, główne miejsce
            poznawania nowych ludzi. Widzisz, każdy przypadek jest inny.
            • mammaja Re: przyjaznie 20.06.05, 11:34
              W mlodosci wystepuje wielka potrzeba zawierania przyjazni.Znajduje to obraz w
              literaturze mlodziezowej, gdzie "przyjaciel" to niezwykle wazna osoba w
              zyciu.Razem snuje sie marzenia o przyszlosci, a bulawa marszalkowska jaka
              nosimy w plecaku wydaje sie na wyciagniecie reki. Dobrze jest wtedy zwierzac
              sie i razem marzyc. Z wiekiem zycie nas doswiadcza i inne osoby zapelniaja
              nasza rzeczywistosc, o czym pisal Witek. Trudniej o "prawdziwa przyjazn",te do
              glebi szczera. Dlatego uwazam, ze te mlodziencze przyjaznie, jezeli przetrwaja
              probe czasu - sa niezastapione. Nie trzeba opowiadac calego swojego zycia a
              kody porozumienia dzialaja. Poza tym juz nie ma chyba takiej wielkiej potrzeby
              wspol-szukania prawdy.Co nie znaczy, ze nie mozna sie zaprzyjaznic - jezeli
              ktos ma taka potrzebe. Ja pozostaje raczej przy starych przyjazniach i
              pozniejszych bardzo bliskich znajomosciach - moze dlatego ze te 40 to u mnie
              juz ma kilka plusow smile
              • skynews Re: przyjaznie 20.06.05, 12:19

                Witek,
                nikt nie sprecyzowal do tej pory w tej dyskusji pojecia przyjazn,
                dlatego w dalszym ciagu uwazem ze jest ono zbyt czesto naduzywane.
                Ktos cos dla nas zrobil lub zalatwil, cos z czym nie dalibysmy sobie rady.
                Zrobil to bezinteresownie lub tez nie.
                Oczekuje od nas tego samego, czujemy ze ciazy na nas dlug wdziecznosci lub
                tez nie.

                Bedziemy wprawdzie mowili ze przyjaciel zrobil dla nas to czy tamto, ale
                czy to jest automatycznie przyjazn ?
                A moze jest to zupelnie odwrotnie, mogl bowiem powstac nazwany przez Ciebie
                "toksyczny zwiazek", bo czujemy sie uzaleznieni wiedzac np. ze nigdy nie
                bedziemy mogli sie skutecznie zrewanzowac ?

                Ktos inny nic dla nas nie zrobil, nie chcial lub nie mogl.
                Nie wystarczy ze po prostu jest i wplywa pozytywnie swoja osoba na nas,
                na nasze mniej lub bardziej optymistyczne nastawienie do zycia.
                Nie mozna sie zaprzyjaznic ?

                Mysle ze w powstawaniu przyjazni wiek nie odgrywa kompletnie zadnej roli,
                inne sa tylko priorytety, wymagania i wspolne plaszczyzny zainteresowan oraz
                potrzeb.

                "Nad kamieniem tez można popracować." - zgadza sie, nie ma wiec nic co trwalo
                by wiecznie.

                Moja metoda zawierania znajomosci bazuje na pierwszym wrazeniu.
                Ktos moze powiedziec ze to naiwne, niesprawiedliwe lub nawet krzywdzace,
                ale do tej pory jeszcze sie nie pomylilem w ocenie ludzi nie wiedzac o nich
                prawie nic.
                Funkcjonuje jednak, chociaz zdaje sobie sprawe ze ktoregos dnia moge sie pomylic.

                Przyjaznie tzw. biznesowe to zupelnie cos innego: liczy sie biznes i nie
                ma sentymentow ani rozczulania sie.
                O partnerstwie raczej musi byc mowa w tym przypadku.

                Enjoy!
                • bacik6 Re: przyjaznie 20.06.05, 13:29
                  > Mysle ze w powstawaniu przyjazni wiek nie odgrywa kompletnie zadnej roli,<

                  zgadzam sie z tobą. Jednak wydaje mi się, że nie w powstawaniu przyjaźni tkwi
                  problem, co w znalezieniu odpowiedniej osoby. Przyjaciel, czy nawt bardzo dobry
                  znajomy, to wielka sprawa. Moi pozostali daleko, ale czuję się lepiej gdy wiem,
                  że mam do kogo zadzwonic gdy mi źle i bez zbędnych słów zostanę zrozumiana.
                  Albo odwrotnie. I już nic więcej nie muszą dla mnie robić, to że są jest już
                  wystarczające.
                  Jednak chciałabym mieć kogoś bliższego nie tylko pod telefonem.
                  • bacik6 Re: przyjaznie 20.06.05, 13:30
                    a zdefiniować przyjaźń? Nie wiem czy komuś się to udało.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka