Czy nasz mózg musi zrobi sobie RESET od czasu do czasu? Mój na pewno

Pamiętam jak to miałam odebrac wraz z mężem samochód szanownej teściowej z warsztatu. Pojechaliśmy tam razem i na mnie padło wracanie jej autem. W końcu żadna to sztuka. Prawo jazdy posiadam od lat nastu i taką samą praktykę, a samochodem tej marki tez przez kilka lat jeździłam. Wpakowałam się do auciska, mąż został w naszym pojeździe za mną jako asekuracja - w końcu samochód odbieraliśmy z naprawy. Zatrzasnęłam drzwi, ustawiłam lusterko i fotel, kluczyk w stacyjkę i delikatnie ruszamy... Po ujechaniu 5 metrów samochód staje i silnik się wyłącza. "Ale naprawili!" Druga trzecie próba - to samo. Mąż wychyla się z naszego samochodu i krzyczy przez okno "Co się dzieje" Czemu co chwilę stajesz?". Grzecznie mówię co i jak i ponawiamy próbę, i jeszcze raz, i jeszcze raz. Niestety, na jedynce jakoś toczy się do przodu ale kiedy tylko próbuję dodać chociaż trochę gazu to staje dęba i koniec. Zrezygnowana wyłączyłam silnik i czekam co na to powie mój mąż. Długo nie czekałam, wkrótce jego cień przysłonił okno. Na czole miał marsa a spojrzenie było zimne jak tyłek Mikołaja. Pochylił się spokojnie ale już wiedziałam, że wcale dobrze nie jest. I miałam rację bo przemówił niczym wężousty sycząc poszczególne słowa..."Do jasnej cholery po co ciągle dusisz ten hamulec?"