23.02.10, 21:15
Nie złożyłam papierów rozwodowych, bo nie chciałam sobie zafundować sądowych
stresów w czasie ciąży. Pomyślałam, że zrobię to później.
Za to skazałam się na życie pod jednym dachem z moim mężem, który nie chce się
wyprowadzić choć ma swoje mieszkanie. Do nie go chyba nie dotarło, że ja
mówiłam serio.. Nie chcę go znowu jak kiedyś pakować i sama wywozić jego
rzeczy, to już kiedyś przerabiałam. Chciałabym, żeby sam się wyprowadził.
Więc żyję z facetem, który gra mi na nerwach i ma mnie generalnie w dupie. Nie
zdarzyło mi się, by podał mi szklankę herbaty czy zapytał to czy jadłam dziś
jakieś owoce. Nigdy się nie zapytał jak się czuję, nie dzwoni do mnie w ciągu
dnia, żeby zapytać co u mnie słychać. Nie przytula mnie, wręcz przecwnie -
unika ze mną kontaktu. Na miłość Boską, przecież to mój mąż, a ja jestem Z NIM
w ciąży!!
Jeśli w ogóle rozmawiamy to kończy się to generalnie awanturą.
Przeszedł mi nawet pomysł przez głowę, żeby spróbować to wszytko od początku
poukładać, tak jak kiedyś, mimo, że nie czuję już do niego miłości. Kiedy
wczoraj zaczęłam o tym rozmowę, żeby w końcu ustalić na czym sama stoję,
skończyła się po 5 godzinach i generalnie trudno ją nazwać rozmową. On cały
czas twierdzi, że chce się dogadać, ale ja nie widzę w nim woli zmiany - wręcz
przeciwnie, jest zacietrzewiony i upiera się, że będzie nadal zachowywał się
tak samo, bo to jego zachowania są dobre, a moje złe...
Dziś wymyślił, żeby planować wakacje. Więc tłumaczę mu, że nie mogę niczego
zaplanować, bo jestem w ciąży i nie wiem czy w lipcu będę się dobrze czuła.
Poza tym jestem i pewnie będę na L4, więc nie mogę daleko jeździć. Oczywiście
skończyło się awanturą, bo on musi zaplanować urlop w pracy, a ja staję
okoniem. I że nie będę się nigdy dobrze czuć, bo się nie chcę dobrze czuć sad
Jesus, jak mi jest ciężko. Kiedy przypominam sobie wszystkie koleżanki, które
znam i to, jak ich faceci nosili je na rękach kiedy były w ciąży.. Ja jestem z
moją ciążą totalnie sama, choć sama sobie jej nie zrobiłam.
Nie potrafię się zebrać na decyzję, by zanieść ten cholerny pozew do sądu,
choć mam go od miesiąca wydrukowany, boję się tej samotności (choć już de
facto jestem samotna), boję się, że może jednak kiedyś będę żałować. Nie mam
nawet z kim o tym pogadać. Wstyd mi się przyznać przed ludźmi z kim się związałam.
Sorry, że na Was to spadło.
Obserwuj wątek
    • tully.makker Re: Łyso mi 23.02.10, 22:02
      A czyje jest mieszkanie w ktorym mieszkacie w tej chwili?
    • tully.makker co do urlopu jeszcze 23.02.10, 22:02
      to chyba go sobie powinien zaplanowac na termin porodowo - pologowy? Wydawaloby
      sie, ze to jest oczywiste?
      • 333a13 Re: co do urlopu jeszcze 24.02.10, 09:09
        3 maj się kobietko, bo dziecko napewno wynagrodzi Ci Twoje obecne
        trudy.
        Jeśli chodzi o rozwód, to myślę że nie masz się co spieszyć i
        niepotrzebnie stresować. Nie znam się na sprawach "uznawania"
        dziecka spoza małżeństwa itd, ale tak sobie myślę, że jak się ono
        urodzi w małżeństwie, to bedziesz miała mniej
        problemów "papierkowych" (ale mogę się oczywiście mylić).
        Ale nic chyba nie stoi na przeszkodzie, by Twój mężuś "przez
        przypadek" ten pozew gdzieś w domu znalazł...
        Kolejna sprawa to taka, czy naprawdę chcesz być teraz sama... Czy
        lepiej na Ciebie wpłynie samotność czy też wolisz być mimo wszystko
        w tym czasie z mężem, "kimkolwiek"... A może sposobem byłoby
        mieszkanie u rodziców i wynajęcie na jakiś czas Twojego
        mieszkania...
        Moim zdaniem zupełnie nie powinnaś brać sobie do serca utyskiwań M
        odnośnie Twojej postawy, zdrowia czy urlopów, bo uważam że w tym
        czasie to Ty i dziecko jesteś najważniejsza i Wasze potrzeby
        (uzasadnione bądź mniej) powinny być brane pod uwagę.
        Nie znam Twojego M, ale uważam że kłócąc się teraz z Tobą, nie
        pomagając itd zachowuje sie jak ostatni dupek i raczej nie Twoja
        tutaj rola w "odbudowaniu" Waszego związku... Owszem można się na
        siebie boczyć i wściekać, ale nie w sytuacji kiedy może to mieć
        wpływ na Twoje donoszenie ciąży i zdrowie dziecka... Więc zastanów
        się czy naprawdę chcesz być z tym gościem i lepić rodzinę. Bo jeśli
        zawiódł Cię teraz co będzie jak naprawdę zaczną się problemy,
        nieprzespane noce przy dziecku itd. Czy zdecydujesz się zaryzykować?
        Teraz tak naprawdę musisz myśleć nie tylko o sobie ale także o
        dziecku. Co będzie jeśli "tatuś" po roku, dwóch nie
        wytrzyma "presji" i się rozstaniecie? Jak taką rozłąkę przeżyje
        maluch... Czy nie lepiej będzie jak od początku będzie znał tylko
        tatusia dochodzącego... Wiele jest tu znaków zapytania, nie namawiam
        Cię na wybór jakiegoś konkretnego rozwiązania. Po prostu zastanów
        się nad swoim życiem, by poprzez bierność nie zapętlić się w tą
        chorą sytuację jeszcze bardziej. Schowaj dumę do kieszeni i
        rozmyślania o "swojej porażce" w oczach innych ludzi. Porozmawiaj o
        swoich problemach z mamą, przyjaciółką, psychologiem czy się po
        prostu pomódl i jakoś znajdziesz rozwiązanie. Najważniejsze byś
        teraz nie była osamotniona. 3 mam za ciebie kciuki i życzę Ci dużo
        siłki. Nie wyglądasz mi na kobietę, która sens swojego życia
        upatruje w męskich spodniach w domu, więc dasz radę smile
        • tully.makker Re: co do urlopu jeszcze 24.02.10, 09:45
          Dziecko urodzone do 300 dni od daty rozwodu uznaje sie z automatu za
          pochodzace od bylego meza matki.
          • zabelina Re: co do urlopu jeszcze 24.02.10, 15:34
            a nawet od daty uprawomocnienia wyroku.
        • ciocia-chalinka Re: co do urlopu jeszcze 24.02.10, 13:19
          Ja się popłakałam, bo przypomniała mi się moja ciąża...

          Uważam, że ze względu na dobro Bąbelka, nie powinnaś przechodzic przez rozwód w
          ciąży. Na to zawsze ewentualnie przyjdzie czas po.
          Wydaje mi się też, że jakikolwiek mąż- partner w sytuacjach
          szpitalno-formalno-porodowych to zawsze wsparcie.

          A tak w ogóle to się dziwię.
          Jestem jeszcze w stanie (choc z trudem) zrozumiec argumentację faceta, który
          dystansuje się od swojej dziewczyny w ciąży twierdząc, że "chciała go złapac na
          dziecko, etc."...
          ale mąż, który już wcześniej formalnie założył z Tobą rodzinę, a teraz próbuje
          się z niej wypisac, bo nie podoba mu się ciąża?!?!

          Nie łapię tego.
          Może są mężczyźni fizjologicznie niezdolni do sprawowania pewnych funkcji..

          W miarę możliwości nie przejmuj się fochami męża, jedz owoce, dbaj o siebie,
          zapisz do psychologa. To trochę pomaga.
          Za chwile Twoja ciąża wejdzie w najfajniejszy okres drugiego trymestru.Idzie wiosna.
          Spróbuj mimo wszystko czerpac z tego stanu jak najwięcej pozytywnych emocji.

          A...Urlop rzecz jasna mąż powinien wziąsc na okolice wyznaczonego terminu
          porodu. Mnie także wydaje się to oczywiste.





          • sylvia_b Re: co do urlopu jeszcze 24.02.10, 18:00
            Widzisz, on mi cały czas mówi, że nigdy nie powiedział, że nie cieszy się z
            dziecka, albo że dziecko jest dla niego problemem. A ja mu cały czas powtarzam,
            że nie pamiętam, by powiedział, że fajnie, że będziemy je mieć! I nie czuję
            tego, żeby tak było, bo ma mnie serdecznie gdzieś. Nie pomaga mi, nie
            rozpieszcza, nie pocieszał gdy z ciążą było źle. Wręcz przeciwnie - mam
            wrażenie, że ma wobec mnie większe żądania niż przed ciążą.
            Szlag go trafia, że pracuję w domu, a nie w biurze (to jest typowy typ
            pracoholika) - jak jakby to miało jakiekolwiek znaczenie i było ważniejsze niż
            zdrowie dziecka. A to, czego się nasłuchałam jak przyniosłam do domu pierwsze
            L4, kiedy ciąża była rzeczywiście zagrożona, to moje.
            Mam wrażenie, że dla niego słowo "ciąża" to słowo obce. Pierwsza żona
            przechodziła ją rewelacyjnie (może dlatego, że miała 20 lat, a nie 31), więc
            jemu się wydaje, że ja zmyślam, żeby nic nie robić. Paranoja!
            A najgorsze jest to, że ja widzę, że on autentycznie nie zdaje sobie sprawy z
            tego, co ja do niego mówię. Facet wykształcony, a jak półdebil. Użyłam ostatnio
            stwierdzenia, że nasze małżeństwo "wisi na włosku" to mi odpowiedział, że on nie
            ma takich odczuć (!!!) Wg niego wszystko jest w porządku, tylko ja powinnam
            zmienić swoje zachowanie, bo "nawet małpa uczy się na błędach".
            W weekend dostaje Młodą. Tego już totalnie sobie nie wyobrażam... Szczególnie
            kiedy widzę jak ona jest dla niego ważna, a co odczuwam w odniesieniu do mojego
            dziecka sad
            • adela38 Re: co do urlopu jeszcze 24.02.10, 19:05
              Jak facet nie rozumie twojego jezyka to przemow do niego w takim jezyku jaki
              rozumie i to jak najpradzej.Pozew jest dobrym jezykiem.
              Powiem ci cos jeszcze- to nie prawda, ze on nie rozumie.To dorosly i nawet
              wyksztalcony czlowiek On nie chce rozumiec.Skladajac pozew zloz tez wniosek o
              zabezpieczenie alimentami ciebie na czas okoloporodowy (przysluguje to nawet
              nie-zonie)i na poczet potrzeb waszego dziecka.
              Tym samym uswiadomisz mu moze, ze bedzie mial 2 dzieci i ty zadbasz by twoje nie
              bylo gorsze...
    • filetta Re: Łyso mi 24.02.10, 14:15
      Fajny ten Twój Bąbelek smile
      Myślę, że w tej chwili spokój jest najważniejszy, a na pewno go nie
      zaznasz wyprowadzając męża czy składając pozew rozwodowy. Dbaj o
      siebie i maluszka, unikaj konfliktów i rozstrzygających rozmów,
      wykorzystaj ten czas na oczekiwanie (nawet samotne), snucie planów
      na przyszłość, nawet jeśli miałyby one dotyczyć tylko Ciebie i
      maluszka.
    • 13monique_n Re: Łyso mi 24.02.10, 16:37
      Oj, wybiję się z głosów "współpiszących". Nie wyobrażam sobie
      takiego "spokoju", jaki Ty masz przy człowieku, który ma zupełnie
      innego poglądy na życie, małżeństwo, rodzicielstwo. Moim zdaniem,
      wasze małżeństwo już jest w zgliszczach. Na Twoim miejscu, nie
      chciałabym, by był przy mnie "ktokolwiek". Wolałabym raczej matkę,
      siostrę, przyjaciółkę, zamiast takiego "męża".
      Trzymaj się, dla Maluszka
    • tamaryszek04 Re: Łyso mi 24.02.10, 19:27
      Ja też bym wolała być sama, bo przy kimś takim, jak ten Twój facet, to bym się
      nabawiał rozstroju nerwowego. Ale pewnie cały czas masz nadzieję, a nadzieja
      umiera ostatnia. Jak będziesz już miała dziecko na świecie, to facet przestanie
      nieć dla Ciebie takie znaczenie. Zobaczysz smile Powodzenia smile
    • sylvia_b Re: Łyso mi 12.03.10, 13:51
      Nie jestem w stanie zrozumieć facetów.
      Wyobrażacie sobie, że sytuacja w naszym domu nagle wróciła do stanu sprzed 3
      m-cy?! I to w momencie, kiedy wybierałam się z pozwem do sądu (o czym M nie mógł
      wiedzieć).
      M nagle spędza całe dnie w necie na poszukiwaniach wózka dla dziecka surprised
      • elan-to-ja Re: Łyso mi 29.03.10, 09:58
        trzymam kciuki i gratuluję! u mnie było podobnie jak byłam w ciązy,
        mimo ciagłych awantur był ze mną przy porodzie, bardziej to przezył
        niż ja, co w cale nie oznaczało że w domu zapanuje spokój. Dopiero
        teraz jak synuś ma pół roczku, moge stwierdzić że jestem szczęśliwa,
        i nie koniecznie z postawy mężasmile mam śliczne dziecko, a mąż?
        wystarczy że dał sobie spokój z narzucaniem mi pewnych
        rzeczy,,,,,czy osóbwink trzymaj się! tez urodziłam we wrześniusmile)
      • sylvia_b Re: Łyso mi 06.04.10, 11:56
        Przedwczesna radość. Znowu totalny kryzys. Nie podniesiemy się już z tego, nie
        ma szans.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka