annjen
06.10.10, 13:02
wybaczcie, ale znów mnie naszło na żale. na razie mieszkam z Młodym w naszym nowym mieszkaniu. mąż raczej u siebie, dojeżdża do nas średnio dwa razy w tygodniu, weekendy spędzamy razem (sobotnie popołudnie + niedziela). Młody jak to Młody, biega ze szkoły na dodatkowe zajęcia, wraca wieczorem. zresztą za dwa lata wyfrunie na studia (raczej daleko od domu). no i myślę, co potem, bo wygląda na to, że mojemu odpowiada taki układ, że jesteśmy bardziej osobno niż razem. sądzę, że za te dwa lata zostanę sama, mąż będzie czasem przyjeżdżał, czasem ja będę jeździć do niego (w charakterze sprzątaczki i praczki)... nie ukrywam, że mi się to nie uśmiecha. kupowaliśmy to mieszkanie z postanowieniem, że będziemy mieszkać razem, koniec dwóch domów. nawet z tą myślą pozbyłam się wielu rzeczy, które nam się dublowały.
biorę pod uwagę rozstanie, bo nie mogę oprzeć się myśli, że on prowadzi podwójne życie. ustawił się komfortowo - żona i dziecko osobno, koszty minimalne (utrzymanie naszego domu w całości pokrywam ja, w tym wałówki dla męża)... wiem, że w poprzednim małżeństwie miał różne związki z kobietami, więc oporów moralnych przed zdradą raczej nie ma...
ogólnie odsuwamy się od siebie, coraz mniej czasu spędzamy razem, zero przyjemności, bo nie ma czasu, bo praca, mało kasy, urządzanie mieszkania...
jego drażni to, że mówię, że próbuję coś planować, uzgadniać, zresztą i tak mnie nie słucha.
mam jeszcze tyle godności, by nie pozwalać się oszukiwać i lekceważyć, bo z moimi potrzebami on nie liczy się już od dawna...
no i zastanawiam się, czy z wielkim hukiem się rozwodzić, co byłoby szokiem dla całego otoczenia i dobiłoby moich rodziców, którzy dopiero jako tako doszli do siebie po moich przygodach z Eksem; czy też ustalić z nim tymczasowe warunki, (np. do czasu, gdy Młody pójdzie na studia), abyśmy oboje przemyśleli, czy chcemy być razem...
spodziewam się, że napiszecie, iż sama jestem sobie winna, bo w odpowiednim czasie nie wywalczyłam sobie godnej pozycji... to prawda, ale ja nie umiem inaczej, niż być matką - Polką...