Dodaj do ulubionych

macocha samotnie wychowująca...

06.10.10, 13:02
wybaczcie, ale znów mnie naszło na żale. na razie mieszkam z Młodym w naszym nowym mieszkaniu. mąż raczej u siebie, dojeżdża do nas średnio dwa razy w tygodniu, weekendy spędzamy razem (sobotnie popołudnie + niedziela). Młody jak to Młody, biega ze szkoły na dodatkowe zajęcia, wraca wieczorem. zresztą za dwa lata wyfrunie na studia (raczej daleko od domu). no i myślę, co potem, bo wygląda na to, że mojemu odpowiada taki układ, że jesteśmy bardziej osobno niż razem. sądzę, że za te dwa lata zostanę sama, mąż będzie czasem przyjeżdżał, czasem ja będę jeździć do niego (w charakterze sprzątaczki i praczki)... nie ukrywam, że mi się to nie uśmiecha. kupowaliśmy to mieszkanie z postanowieniem, że będziemy mieszkać razem, koniec dwóch domów. nawet z tą myślą pozbyłam się wielu rzeczy, które nam się dublowały.
biorę pod uwagę rozstanie, bo nie mogę oprzeć się myśli, że on prowadzi podwójne życie. ustawił się komfortowo - żona i dziecko osobno, koszty minimalne (utrzymanie naszego domu w całości pokrywam ja, w tym wałówki dla męża)... wiem, że w poprzednim małżeństwie miał różne związki z kobietami, więc oporów moralnych przed zdradą raczej nie ma...
ogólnie odsuwamy się od siebie, coraz mniej czasu spędzamy razem, zero przyjemności, bo nie ma czasu, bo praca, mało kasy, urządzanie mieszkania...
jego drażni to, że mówię, że próbuję coś planować, uzgadniać, zresztą i tak mnie nie słucha.
mam jeszcze tyle godności, by nie pozwalać się oszukiwać i lekceważyć, bo z moimi potrzebami on nie liczy się już od dawna...
no i zastanawiam się, czy z wielkim hukiem się rozwodzić, co byłoby szokiem dla całego otoczenia i dobiłoby moich rodziców, którzy dopiero jako tako doszli do siebie po moich przygodach z Eksem; czy też ustalić z nim tymczasowe warunki, (np. do czasu, gdy Młody pójdzie na studia), abyśmy oboje przemyśleli, czy chcemy być razem...
spodziewam się, że napiszecie, iż sama jestem sobie winna, bo w odpowiednim czasie nie wywalczyłam sobie godnej pozycji... to prawda, ale ja nie umiem inaczej, niż być matką - Polką...
Obserwuj wątek
    • 13monique_n Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 13:12
      Annjen, sama sobie zdajesz z wielu kwestii sprawę. Zatem nie ma co Cię dobijać tekstami o byciu sobie winną. Tak. Ale to już jest fakt. Pytanie, co dalej.

      Na Twoim miejscu zaczęłabym od przemyślenia, czego NAPRAWDĘ chcę. Ja, ja sama (ta ja, która jest sama sobie winna).
      Mogę powiedzieć jedno - tak, słusznie wnioskujesz, że Twój chłop się komfortowo ustawił. Może na początek popsuj mu nieco to ustawienie, żeby poczuł wagę problemu?
      Po nieudanym małżeństwie wiem jedno, nie warto na jakąś dłuższą metę planować życia razem, ale osobno. To baaaaaardzo rzadko się sprawdza. Patrzę na znajomych i widzę zakres problemów, jakie u nich przedłużające się pobyty z dala od siebie wywołały. W udanych zupełnie związkach. Jedni chodzą na terapię i ciężko nad tym pracują. Drudzy - chyba się lada moment rozstaną.

      Prawda jest taka, że tylko Ty możesz w tym układzie coś zmienić, skoro uznałaś, ze tak żyć nie chcesz. 3mam kciuki smile
    • edw-ina Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 13:32
      Annjen, ja do ciebie siły już nie mam!
      a) dlaczego sama opłacasz mieszkanie, w którym mieszkasz z synem męża?
      b) dlaczego nadal robisz za sprzątaczkę i kucharkę na dwa domy (wałówka dla męża mnie przeraziła)?
      c) jak długo jeszcze zamierzasz czekać, aż twój szanowny coś sobie uświadomi? Chciałaś mieć własne dziecko, poczekaj jeszcze trochę, a zostanie adopcja, samotna, bo z tego co widzę, twój facet zrobi wszystko, by się nie napracować.
      W sumie gość nieźle się ustawił.
      Kobieto, trochę asertywności!!!!!!!!!!!!!
    • aragorna71 Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 14:10
      A moze nadszedl czas, abys i ty dobrze sie w tym zwiazku ustawila. Maz powinien dawac pieniadze na utrzymanie 2/3 mieszkania + na utrzymanie syna.
      Zamiast gotowac obiadki pasierbowi i robic walowki mezowi zajmij sie soba a swoje pieniadze wydawaj na siebie. Jesli sama nie bedziesz sie szanowac nikt nie bedzie cie szanowal.
      Liczy sie twoje zycie a nie to, co powiedza rodzice czy znajomi.
    • tully.makker historia mojego exa 06.10.10, 14:16
      Kiedy ex mial 2 lata, jego ojciec wyprowadzil sie do pracy do innego miasta na jakis czas. jego rodzice zostali razem, ale ich malzenstwo to porazka.
      Kiedy nasz syn mial 2 lata, Ex wyprowawadzi sie do pracy do innego miasta. Rozstawlismy sie rok pozniej
      Kiedy corka exa i Nexi miala 1.5 roku, ex wyprowadzil sie do pracy do innego miasta, wlasnie koncza sie rozwodzic.

      Nic nie dzieje sie bez przyczyny, za to obserwacja zachowan partnera moze dostarczyc bardzo pouyczajacych przemyslen. Pomysl o tym, co wiesz o swoim mezu, jego rodzinie, malzenstwie, zwiazkach i wyciagnij wnioski.
      • agnessam Re: historia mojego exa 06.10.10, 14:50
        Moj maz wlasnie wczoraj zaakceptowal prace w terenie tzn bedzie w podrozy od poniedzialku do piatku, soboty. Widze, ze nasz zwiazek i tak by sie rozlecial, jak nie z powodu pasierba to przez ciagla nieobecnosc meza. Jak na rozmowie kwalifikacyjnej zostal zpytany co na to zona, odpowiedzial, ze sie bardzo ciesze na taki uklad (jestesmy w trakcie rozwodu - maz utrudnia jak moze). Chyba sobie znajdzie w tej pracy jakas pania do opieki nad synem, podczes jego nieobecnosci. Pisze o tym calkiem serio, bo jego syn byl wczoraj u mnie na szybkim obiedzie (miedzy zajeciami). Musze wyjatkowo pochwalic pasierba, bo nakryl do stolu i posprzatal po obiedzie (?) Chlopak stara sie jak moze od kiedy chce sie rozstac z jego ojcem. Dziwne nie? W koncu powinien mnie olac i cieszyc sie, ze w koncu postawil na swoim i pozbyl sie wstretnej macochy.
        • 13monique_n Re: historia mojego exa 06.10.10, 15:21
          Łapy mi opadły.
    • rybkka24 Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 16:53
      > no i zastanawiam się, czy z wielkim hukiem się rozwodzić, co byłoby szokiem dla
      > całego otoczenia i dobiłoby moich rodziców, którzy dopiero jako tako doszli do
      > siebie po moich przygodach z Eksem

      przestań patrzeć na wszystkich wkoło wreszcie i zacznij się patrzeć na siebie.
      co to znaczy ze rodzice musza dojść do siebie po twoich zwiąkach????
      przecież to twoje życie, twoje związki i twoje rozstania.rozumiem że rodzice mogo się marwić jak to rodzice ale chyba to twoje decyzje i nie musisz się z nich nikomu tłumaczyć nawe im.
      i dodatkowo nie powinnaś uzależniac swoich zamiarów i planów od postawy rodziców i znajomych i innych ludzi..

      >z moi
      > mi potrzebami on nie liczy się już od dawna...
      nie liczy się a ty jak gosposia na pełnym gazie, dom, jego dziecko, wałówki.
      przepraszam a PO CO on ma sie liczyć z tymi twoimi potrzebami jak ty sama nie liczysz się z nimi.
      mądre powiedzenie zmiany trzeba zaczynać od siebie.

      >ale ja nie umiem inaczej
      > , niż być matką - Polką...
      nie umiesz inaczej ale się z tym męczysz, źle ci jest i chciałabyś inaczej.wyuczoną postawę służalczości którą sobie przswoiłas może nie być zgodna z twoim prawdziwymi predyspozycjami.
      popracuj nad sobą.zajmij się sobą.idź na kurs asertywnosci, warsztaty rozwojowe.cokolwiek.
      postaw sprawe jasno TY NIE CHCESZ MIEZKAĆ NA DWA DOMY!!
      obciąż go połową rachunków, wyżywienie, syn.siedzisz jak ta sierotka marysia i popłakujesz w kącie.
      trochę odwagi co masz do stracenia??
      • edw-ina Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 17:21
        Rybko, przecież my wszystkie mówimy to samo Annjen od ponad roku. Można otworzyć jakikolwiek wątek dziewczyny i przekleić posty, bo na 99 proc. będą pasowały. Kurczę, chciałabym znaleźć sposób na uświadomienie Annjen, że bez asertywności zwyczajnie nie da rady, bo zawsze będzie się na przegranej pozycji.
        Może dziewczyny zorganizujmy Annjen jakiś kurs? Ja mogę nauczyć rozbijania naczyń na ścianie i tupania nogą. Takie: "przyspieszone odnajdywanie się w związku z trudnym facetem". wink
        • tully.makker Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 19:52
          Kazdy facet bedzie trudny, jak mu sie na pozwoli.
        • rybkka24 Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 20:22
          racja.;/ ja nie wiem jak można wstrząsnąć annjen przez internet.
          jak takie dobitne słowa nie trafiają.
          chyba trzeba machnąć ręką.
          • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 22:02
            to nie jest takie łatwe - mój mąż po prostu nie słucha, uważając że to moje fanaberie. on jest przekonany, że powinnam być szczęśliwa i nie rozumie, że nie jestem. jego zdaniem złapałam Pana Boga za nogi, bo "podniosłam swój status"... taaaa.... co prawda mam widoki na odziedziczenie sporego majątku, ale chwilowo zupełnie mnie to nie cieszy... on nie rozumie, że nie potrzebuję męża biznesmena, egzotycznych wczasów, wypasionego auta, tylko normalnego domu... prawdą jest, że żyłam skromniej zanim za niego wyszłam, ale niczego mi nie brakowało. teraz zresztą też żyję skromnie, bo pan mąż jest od wielkich inwestycji, a ja od utrzymywania domu - na odpowiednim poziomie rzecz jasna. nie jest tak, że nie mówiłam o potrzebie uzgodnienia naszych udziałów w prowadzeniu domu - ale po ostatniej awanturze, kiedy swoimi w pełni uzasadnionymi roszczeniami rzekomo pokrzyżowałam mu plany finansowe i w ramach kary przez tydzień się nie pokazał w domu, przestałam poruszać temat kasy. zresztą lada chwila do niego wrócę, bo widzę, że znów będę musiała zrezygnować z zimowych zakupów dla siebie, jeśli nie dorzuci się do gospodarstwa.
            • glasscraft Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 22:21
              annjen napisała:

              > ....znów będę musiała zrezygnować z zimowych zakupów dla siebie, jeśli nie dorzuci się do gospodarstwa.

              Jesoooo.... kobieto, przeczytaj sama siebie, dlaczego pozwalasz zeby on Ci lache robil samym faktem istnienia? Nie znam Cie osobiscie, wiem nie wie, czy jestes wyjatkowo paskudna z wygladu, czy naprawde glupia (ale wnioskuje ze ani jedno ani drugie smile dlaczego na milosc boska pozwalasz sie tak traktowac?! Chyba sama bym wolala bym (i zanim ktos powie, ze latwiej mowic niz zrobic, wiem bo tak wlasnie zrobilam jak po moim rozwidzie zaczelam sie spotykac z kims, kto wlasnie mial taki plan na zycie - nie mialo znaczenia jak bardzo chcialam bym w zwiazku, zeby nie byc singlem - w d... kopnelam bo nie chcialam sie znowu dac sprowadzic do roli wyrobnika w zwiazku). Nie musisz sie awanturowac i tluc talerzy zeby facet na oczy przejrzal - powiedz mu, ze masz w nosie czy on mysli, ze Ty powinnas na kolanach bogu dziekowac, ze Cie znalazl - bo Ty masz dosyc. Nie placi za wspolne mieszkanie? Ty tez przestan placic. Nie placi za utrzymanie mlodego? A Ty musisz? Oj jak bym chciala Toba potrzasnac porzadnie smile
            • edw-ina Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 09:50
              a) w jaki sposób twoja sytuacja się tak wyjątkowo poprawiła, skoro napisałaś, że wiele wskazuje na to, że znowu nie będzie Cię stać na zimowe zakupy dla siebie??? (swoją drogą to przerażające)
              b) po rozmowie na temat pieniędzy twój mąż nie pokazywał się w domu przez tydzień i co? Luz blues? Przyszedł po tygodniu i doszłaś do wniosku, że nie ma o czym rozmawiać? Po prostu po to, by był spokój?
              c) co to za tekst, że pokrzyżowałaś mu plany finansowe? Sorry, ale z niego taki mężczyzna jak z koziej dupy trąbka, skoro nie czuje się odpowiedzialny za własny dom i rodzinę. W ogóle co to jest za tekst, że dokładanie się do utrzymania domu krzyżuje jego plany finansowe?
              Wybacz, ale twój mąż cię wykorzystuje. Spójrz na to w ten sposób: pięć dni w tygodniu mieszka sam, a jego żona opiekuje się jego synem z poprzedniego małżeństwa. Widujecie się w weekendy, a ty dodatkowo pakujesz mu wałówkę do domu.
              Nie życzę Ci tego, ale jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że za te dwa lata, kiedy syn wyjedzie na studia, znajdziesz swego kochanego małżonka w JEGO domu, z JEGO nową kobietą i okaże się, że nie masz ani faceta, ani żadnego zabezpieczenia finansowego, ani szacunku do samej siebie. Chciałaś mieć dziecko, być matką. Chcesz zrezygnować ze wszystkich swoich pragnień, ponieważ obawiasz się jak twoi rodzice przyjmą twój rozwód?
              Przeczytaj ponownie własne słowa i postaraj się wyciągnąć z nich jakieś wnioski.
              • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 13:36
                edw-ina napisała:

                > a) w jaki sposób twoja sytuacja się tak wyjątkowo poprawiła, skoro napisałaś, ż
                > e wiele wskazuje na to, że znowu nie będzie Cię stać na zimowe zakupy dla siebi
                > e??? (swoją drogą to przerażające)

                no cóż, urządzamy mieszkanie, to kosztuje...

                > b) po rozmowie na temat pieniędzy twój mąż nie pokazywał się w domu przez tydzi
                > eń i co? Luz blues? Przyszedł po tygodniu i doszłaś do wniosku, że nie ma o czy
                > m rozmawiać? Po prostu po to, by był spokój?

                trochę sobie jednak pogadałam na ten tematsmile

                > c) co to za tekst, że pokrzyżowałaś mu plany finansowe? Sorry, ale z niego taki
                > mężczyzna jak z koziej dupy trąbka, skoro nie czuje się odpowiedzialny za włas
                > ny dom i rodzinę. W ogóle co to jest za tekst, że dokładanie się do utrzymania
                > domu krzyżuje jego plany finansowe?

                tu nie chodziło o takie wydatki. po prostu mijał termin uregulowania prowizji dla agencji nieruchomości. ponieważ wcześniej się umawialiśmy, że to on zapłaci, bo ja całą kasę wpompowałam w inne wydatki związane z kupnem domu. kilka dni wcześniej pytałam go zresztą, czy nie będzie problemu z płatnością, bo gdyby coś, to zorganizowałabym tę kasę. ponieważ to ja podpisywałam umowę z agencją, wszelkie koszty związane z przekroczeniem terminu spadłyby na mnie (a umowa była bardzo restrykcyjna).

                > Wybacz, ale twój mąż cię wykorzystuje. Spójrz na to w ten sposób: pięć dni w ty
                > godniu mieszka sam, a jego żona opiekuje się jego synem z poprzedniego małżeńst
                > wa. Widujecie się w weekendy, a ty dodatkowo pakujesz mu wałówkę do domu.
                > Nie życzę Ci tego, ale jest całkiem spore prawdopodobieństwo, że za te dwa lata
                > , kiedy syn wyjedzie na studia, znajdziesz swego kochanego małżonka w JEGO domu
                > , z JEGO nową kobietą i okaże się, że nie masz ani faceta, ani żadnego zabezpie
                > czenia finansowego, ani szacunku do samej siebie. Chciałaś mieć dziecko, być ma
                > tką. Chcesz zrezygnować ze wszystkich swoich pragnień, ponieważ obawiasz się ja
                > k twoi rodzice przyjmą twój rozwód?
                > Przeczytaj ponownie własne słowa i postaraj się wyciągnąć z nich jakieś wnioski
                > .

                ten scenariusz biorę pod uwagę. natomiast ja w tej sytuacji nie zamierzam się ruszać z mieszkania, w którym mieszkam, dopóki mnie należycie nie spłaci (wystarczy na kupno przyzwoitego mniejszego). w swoim może mieszkać z kim chce.
                dodam, ze mąż jednak przyjeżdża zwykle częsciej niż w weekendy.
                a co do moich marzeń o dziecku... no cóż, nie wychodzi i chyba już odpuściłam - ze strachu, bo ryzyko powikłań jest bardzo duże...
                jesli chodzi o rozwód, to jeden przeżyłam, pewnie przeżyłabym i drugi, tylko wtedy zmuszona byłabym wdrożyć swój plan awaryjny - wyjazd za granicę, bo tutaj nie wytrzymałabym... między innymi w tym celu wzięłam się solidnie za szlifowanie języka...
                • edw-ina Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 15:48
                  z czego jeszcze zrezygnujsz, żeby z nim być? Zrezygnowałaś z dziecka, sprzedałaś własne mieszkanie... sama się stawiasz na straconej pozycji.
            • tully.makker porazka na calej lini 07.10.10, 12:06
              po ostatn
              > iej awanturze, kiedy swoimi w pełni uzasadnionymi roszczeniami rzekomo pokrzyżo
              > wałam mu plany finansowe

              Byznezmen za dyche - ciekawe jakie czyni inwestycje, ze nie jest w stanie tysiaka czy dwoch dorzucic do utrzymania rodziny. Zalosne. Rzeczywiscie wiazac sie znim znaczaco podnioslas swoj status. Mitoman i zlodziej, ktory ciagnie od ciebie kase, a potem zostawi gola i bosa. Czyje jest mieszkanie?
              • annjen Re: porazka na calej lini 07.10.10, 13:45
                tully.makker napisała:

                >
                > Byznezmen za dyche - ciekawe jakie czyni inwestycje, ze nie jest w stani
                > e tysiaka czy dwoch dorzucic do utrzymania rodziny. Zalosne.

                tu chodziło o znacznie większą kwotę - pisałam już, prowizja dla agencji nieruchomosci.

                Rzeczywiscie wiaza
                > c sie znim znaczaco podnioslas swoj status. Mitoman i zlodziej, ktory ci
                > agnie od ciebie kase, a potem zostawi gola i bosa. Czyje jest mieszkanie?

                mamy równe udziały w mieszkaniu.
                z tym statusem to jest tak, że niby jeżdżę lepszym autem, niż sama mogłabym sobie kupić, on płaci za wyjazdy weekendowe i wakacyjne i w sumie tyle. natomiast z tym zostawianiem... życzyłabym sobie, żeby zostawił mnie z takim stanem posiadania, jak swoją byłą żonę i, powiedzmy, "partnerkę"... ale ja nie przeliczam takich rzeczy na pieniądze.
                • kittykitty Re: porazka na calej lini 08.10.10, 16:11
                  Annjen, na litość boską, nie znam całej Twojej historii, ale czy Wy jako małżeństwo macie ustaloną notarialnie rozdzielność majątkową??? Jeśli tak, to rozumiem Wasze ustalenia - on płaci za to, ja za tamto.. W przeciwnym przypadku, dałaś się nieźle wkopać - Ty, mimo swoich dochodów musisz go prosić o płacenie różnych rzeczy, a on - wielki finansowy potentat - nawet nie musi się uśmiechnąć byś pokryła koszty utrzymania wspólnego mieszkania, utrzymania jego syna i zapewniła wyżywienie jemu samemu!!!
                  Chyba mam za mały rozum, żeby to ogarnąć...
                  • annjen Re: porazka na calej lini 08.10.10, 18:51
                    mamy, mamy... tylko nie dzielimy w związku z tym kosztów procentowo. inna rzecz, że mąż się po prostu ni wychyla z dawaniem kasy na dom, a ja jestem ambitna i raczej nie proszę, a już na pewno nie ponawiam prośby, jeśli nie została spełniona...
                  • edw-ina Re: porazka na calej lini 08.10.10, 19:05
                    akurat Annjen ma rozdzielność majątkową, pisała o tym kilka razy. Ale to nie zmienia faktu, że koleś zachowuje się jak pajac. I powienien się wstydzić, szczególnie jeśli nie jest człowiekiem żyjącym od 1 do 1, tylko z tych lepiej sytuowanych.
                    Mój mąż kilka lat temu założył firmę. Początkowo szło mu jakoś tam, później coraz lepiej, w międzyczasie ja zarabiałam dobrze, teraz jestem bez pracy, za to jemu idzie super. I nie żałuje mi na nic, bo jak stwierdził - trochę mu było wstyd, że kilka lat temu to ja jemu częściej robiłam jakieś prezenty niż on mi. Przy czym zawsze, przez wszystkie nasze wspólne lata to sprawą mego męża, a wcześniej partnera było opłacenie domu, rachunków itp. Nie napisałam tego po to, by się chwalić. Raczej dlatego by podkreślić, że facet lubi dbać o kobietę i tak jak my podsuwamy im np. smaczne potrawy i te słynne czyste koszule, tak oni lubią, jak mogą wydać trochę forsy na coś ekstra dla nas. To, co napisałam pachnie troszkę tradycjonalizmem, choć raczej nie wyznaję takich poglądów. Mimo wszystko wiem, że facet kochający, pragnący kobiety itp. nie ma problemów z wydawaniem na nią pieniędzy i dbaniem o nią. przeciwnie, czasami potrafi "zachuchać" na śmierć wink
                    • tully.makker Re: porazka na calej lini 08.10.10, 21:04
                      Mimo wszystk
                      > o wiem, że facet kochający, pragnący kobiety itp. nie ma problemów z wydawaniem
                      > na nią pieniędzy i dbaniem o nią. przeciwnie, czasami potrafi "zachuchać" na ś
                      > mierć wink

                      Potwierdzam. Kiedy jest miedzy nami dobrze, chlop by - trakze finasowo - nieba przychylil - nieraz wychodzialm ze sklepu z 2 parami butow - bo ladnie w nich wygladalam - zaznaczam, ze o sklep zachaczylismy przypadkiem i nie w celu kupna butow.
                      • illegal.alien Re: porazka na calej lini 09.10.10, 12:35
                        U nas to dziala w obie strony - lubimy sobie nawzajem kupowac fajne rzeczy.
                        A ze akurat teraz ja nas utrzymuje, to staram sie to robic w taki sposob, zeby W wlasnie nigdy nie musial do mnie przychodzic prosic o pieniadze - owszem, czasem jest cos wiekszego do kupienia/zaplacenia i on mnie o tym informuje, ale nigdy nie ma sytuacji, zeby on sie musial o te pieniadze prosic. To by bylo strasznie upokarzajace.
                    • annjen Re: porazka na calej lini 09.10.10, 23:32
                      wygląda na to, że mój facet to dziwny przypadek... boli mnie to tym bardziej, że synowi nie żałuje pieniędzy. nie jest to zazdrość, sama często podsuwam męzowi, czego Młody potrzebuje albo pomagam mu sforsować jakieś zakupowe pomysły...
                      a ja faktycznie jestem traktowana jak sprzęt domowy - zresztą to mężowi wyrzucam od czasu do czasu.
                      • ciociacesia zaraz tam dziwny 11.10.10, 14:32
                        to sie nazywa skąpy/chytry/cwaniak a nie dziwny
          • konstancja16 Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 22:14
            Annjen, bywasz szczesliwa do utraty tchu z tym facetem? Te weekendy co to je razem spedzacie, co robicie? Sa takie momenty, ze sie smiejecie do rozpuku i myslisz ‘z tym facetem to mozna konie krasc’ albo ‘z nikim innym bym sie nie wpakowala w taka sytuacje z pelnym zaufaniem, ze nie ma sie czym martwic, ze sobie poradzimy i bedziemy sie smiac i kochac’? Bo jesli tak to moze warto. Pomeczyc sie troche, probowac ustawic sytuacje, zmienic cos, ale nie rozwalac totalnie.

            Ale jesli to sa weekendy typu gotowanie-Ty, komputer, telewizor – on to... to za czym bedziesz tesknic? Za dodatkowym sprzataniem? Jesli bywasz szczesliwa to OK. Jesli tylko sie poswiecasz to chyba nie.
            • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 13:50
              dzięki za mądre pytania... tak, bywa fantastycznie (choć ostatnio rzadko). jednak nadal kiedy wracam do domu wieczorem i widzę, że jest, samo mi się uśmiecha...
        • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 06.10.10, 22:09
          talerzami rzucałam w poprzednim związku - Eksowi tak się spodobało, że sam wytłukł resztę zastawywink. w tym zwiazku moja agresja wywołuje odwrotny efekt od zamierzonego - mąż się wycofuje uznając, że jestem niepoczytalna. nie chcę też robić awantur przy Młodym - on już swoje przeżył, należy mu się trochę spokoju. poza tym asertywność to jednak nie to samo, co agresja.
          dodam, że wiele lat temu chodziłam na trening asertywności i autentycznie byłam najgorszą adeptką, a prowadzący uznał, że ze mnie nic chyba nie będziesmile
          • filetta Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 07:19
            Podpiszę się pod jedną z dziewczyn - czas się zastanowić nad tym, czego naprawdę chcesz (czyt. czy masz już tego wszystkiego serdecznie dość). Masz sporo wolnego czasu na przemyślenia. Poza tym nikt Cie nie goni, decyzja nie musi byc w tym tygodniu wink
            Zrezygnuj z rzucania talerzami itp. Musisz sprawy załatwiać na spokojnie, z zimną krwią, by nie wręczać mu kolejnej broni przeciw sobie. I nie wpadaj w poczucie winy z tego powodu, że po Twojej awanturze obraża się i nie przyjeżdża, bo nie jesteś winna jego zachowaniu. Jest cała gama zachowań po kłótni, nie masz wpływu na to, że Twój M wybiera właśnie to.
            Pomimo wszystko warto byłoby nauczyć się choć trochę asertywności i szacunku dla samej siebie. Nie chcesz chyba być wykorzystywana i poniżana już do końca.
          • aragorna71 Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 08:35
            Ja tez nie rzucam talerzami i nie uznaje tej metody, ale szczera rozmowe na temat wzajemnych oczekiwan w zwiazku. Masz problem z mowieniem i maz nie slucha to napisz w punktach i wyslij mu do pracy.
            Wiem, ze to smieszne, ale twoj maz wlasnie tak sie zachowuje. Napisz ile potrzebujesz na zycie, ile wynosza rachunki. Napisz tez jakie sa twoje potrzeby ciuchowo/kosmetyczne.
            On nie musi finansowac ciebie, ale do cholery jest syn, mieszkanie i on sam.
            Ja na poczatku zwiazku zalozylam konto na ktore wplacamy z mezem pieniadze, na poczatku bylo po 50 % na dom (oplaty, jedzenie, chemia, beznzyna itp. ) Teraz jak "mamy dziecko" maz wplaca prawie 80%, bo taka byla jego decyzja. Wie, ze dziecko kosztuje.
            Od poczatku nie bylo miedzy nami problemow zwiazanych z pieniedzmi, ani dyskusji po co to kupilas.
            • 333a13 Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 11:29
              Pytanie pierwsze... czyje jest mieszkanie? macie wspólnotę? Po drugie: czy pozbyłaś się swojego panieńskiego mieszkania?
              Jeśli Twoja asertywność jest O, to nikt nie każe Ci nie być sobą... Po prostu na początek nie rób mężulkowi "wyprawki" na weekend. Do tego asertywności nie potrzeba. Wystarczy, że przed jego wyjazdem powiesz: "przykro mi, musiałam zapłacić za mieszkanie/kupić sobie buty na zimę i zabrakło mi pieniędzy". Druga opcja to taka, że nie poruszasz tego tematu wogóle i oglądasz sobie TV przez cały weekend. Mąż pyta gdzie wałówka, a Ty na to, że nie ma bo nie miałaś pieniędzy i siły by ją przygotować.
              Do prostej odpowiedzi na zadane pytanie nie potrzeba asertywności... Nie będziesz musiała się kłócić, uzmysławiać mężowi co źle robi... Po prostu albo na drugi raz zostawi Ci kasę, albo sam będzie sobie jedzenie kupował, więc jeden problem z głowy.
              Kolejna sprawa to: "utrzymanie domu w wysokim standardzie"... Po co masz kupować drogie rzeczy dla męża skoro Ty możesz się bez nich obejść? Kup makulaturowy papier toaletowy, zrób uboższe zakupy na weekend i mniej wystawny obiad. Nie musisz tego komentować wcale... Po prostu żyj wedle swoich potrzeb i możliwości, a jak Pan mąż chce czegoś więcej to niech dopłaci. Pusta lodówka lub naleśniki zamiast kotleta mogą sprawić cuda, bez kłótni i wychowawczych pogadanek...
              • 333a13 Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 11:35
                Kolejnym etapem wychowywania męża, może być podsunięcie mu rachunków, które ma zapłacić za mieszkanie. Mówisz: zapłaciłam za czynsz, ale trzeba jeszcze zapłacić za:................ Koniec i kropka. Wrzucasz mu to do weekendowej torby i po sprawie.
                Nie rezygnuj ze swoich zimowych zakupów, zadbaj o siebie i Twoje potrzeby, nie kłóć się, konsekwentnie działaj i poczekaj spokojnie co będzie dalej. Może mąż się otrząśnie i jeśli Ty zobaczysz w sobie kobietę i człowieka on też ujrzy Cię w nowym świetle. A jeśli nie... to widocznie nie jest Ciebie wart. Byłabym daleka od radykalnych kroków takich jak rozwód. Po prostu w końcu coś zmień w swoim zachowaniu i posłuchaj choć raz dziewczyn.
              • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 14:07
                mieszkanie jest zapisane po połowie na nas oboje, bo mamy intercyzę. moja część pochodzi ze sprzedaży mojego mieszkania.
                ostatnio powiedziałam mężowi, ze mam dostać ekstra kasę i zamierzam ją wydać na siebie - odpowiedział - to bardzo dobrze.
                no i jesli chodzi o te nieszczęsne pieniądze, to nie jest tak, że on mi odmawia - ja po prostu nie potrafię za każdym razem upominać się o pieniądze, a on się nigdy sam nie wychyla. parę razy tłumaczyłam, że mnie to upokarza i chciałabym ustalić rozsądne zasady podziału wydatków (gdyby to było nawet po połowie, to miałabym forsy jak lodu). niestety, po nim to spływa, albo wręcz daje mi do zrozumienia, że nie powinniśmy rozmawiać o pieniądzach. nie docierają moje argumenty, że moja pensja nie jest z gumy i się nie rozciągnie... brak słów...
                jakiś czas temu, kiedy Młody mieszkał u mnie, co miesiąc dawał mi tysiąc. trwało to może 4-5 miesięcy. w ogóle irytują mnie takie małostkowe zachowania, że kiedy razem robimy zakupy i on płaci, nie mogę sobie wziąć czegoś dla siebie, typu kosmetyk (poza srodkami higieny), film itp., bo on kręci nosem. parę razy powiedziałam, że ja to CHCĘ I JUŻ. ale jest mi niemiło.
                • illegal.alien Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 14:11
                  Annjen,
                  po pierwsze nie wiem, po co zakladasz kolejny watek, skoro i tak w ogole nie czytasz, co inne macochy do Ciebie pisza (albo czytasz, ale olewasz, bo w kolko walkujemy to samo).
                  Po drugie takie sytuacje to dla mnie jakas porazka.
                  Zadne z nas nie jest krezusem, ale jak idziemy na zakupy to nie wypominamy sobie nawzajem wydatkow - to jakas paranoja.
                  Nie no, ja tego w ogole nie rozumiem. U nas sytuacja jest tymczasowo taka, ze jestesmy w 90% na moim utrzymaniu, a relacje mamy piec razy zdrowsze niz u Was (przynajmniej jezeli chodzi o finanse) i zero spiec na tym tle - mimo, ze niewatpliwie moj W wolalby, zeby bylo odwrotnie.
                  • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 14:26
                    illegal.alien napisała:

                    > Annjen,
                    > po pierwsze nie wiem, po co zakladasz kolejny watek, skoro i tak w ogole nie cz
                    > ytasz, co inne macochy do Ciebie pisza (albo czytasz, ale olewasz, bo w kolko w
                    > alkujemy to samo).

                    po prostu czasem muszę się wygadać...

                    > Po drugie takie sytuacje to dla mnie jakas porazka.
                    > Zadne z nas nie jest krezusem, ale jak idziemy na zakupy to nie wypominamy sobi
                    > e nawzajem wydatkow - to jakas paranoja.

                    dla mnie też i ja tego nie robię. boli mnie szczególnie to, że Młodemu mąż nie odmawia niczego.

                    > Nie no, ja tego w ogole nie rozumiem. U nas sytuacja jest tymczasowo taka, ze j
                    > estesmy w 90% na moim utrzymaniu, a relacje mamy piec razy zdrowsze niz u Was (
                    > przynajmniej jezeli chodzi o finanse) i zero spiec na tym tle - mimo, ze niewat
                    > pliwie moj W wolalby, zeby bylo odwrotnie.

                    no widzisz, to jest zasadnicza różnica, że Twój chciałby...
                    • illegal.alien Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 15:02
                      Annjen, ale Ty nie gadaj, tylko rob - bo inaczej sie zajedziesz. A jak juz tu sie wygadasz, to potem zbierz swoje mysli i powiedz to wszystko chlopu. Bo krecisz sie w kolko i nic sie do przodu nie posuwa.
                    • 333a13 Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 15:03
                      Sama sobie zaprzeczasz... najpierw piszesz, że myślisz o rozwodzie i zmianach... a później, że masz gdzieś to co piszemy bo chcesz się wygadać...
                      najpierw piszesz, że mąż nie ma nic przeciwko żebyś na siebie wydawała, a później że skąpi Ci przy kasie na Twoje osobiste sprawunki...
                      Nie ma w Tobie za grosz konsekwencji. Jak chcesz by mąż traktował Cię dobrze, skoro sama traktujesz się jak ostatną za przeproszeniem ścierkę!!!!
                      Robisz z siebie sierotę, męczennicę i Matkę Teresę w jednym. Nie dociera do Ciebie że się poniżasz sama??? i mąż traktuje Ciebie tak samo jak Ty sama siebie???
                      Odmawiasz sobie różnych rzeczy, rezygnujesz z siebie dla "wspólnego dobra", odsuwasz swoje potrzeby na ostatni plan... więc dlaczego ktoś miałby się z nimi liczyć? przecież to co chcesz jest nieważne, możesz się bez tego obejść itd???
                      Jak to jest? Ty musiałaś sprzedać swoje mieszkanie żebyście mieli większe a mąż nie musiał i teraz Ty masz 1/2 mieszkania a on 1i1/2? bo czegoś tutaj nie rozumiem...
                      Współczuję Ci bo takie baby jak Ty same się proszą o kopniaka w tyłek.
                      Wogóle nie masz instynktu samozachowawczego. Każde stworzenie w przyrodzie walczy o swój byt... więcej światła, pożywienie, lepsze miejsce w stadzie... A ty wręcz odwrotnie... Nie bądź zbyt słodka bo Cię rozliżą.
                      • salanderr Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 15:33
                        Taaa... czytam wątki anjenn i tak mi przyszło do głowy , że skoro tylko chcesz się wygadać i po rozczulać a rady trafiają w próżnie to może popisz sobie z agnessam...mam wrażenie , że się dobrze porozumiecie smile A tak poważnie konstancja pisała byś odpowiedziała sobie na kilka pytań no i odpowiedziałaś także nam... no cóż jesli ci się jakoś tak uśmiecha na widok faceta , który po próbie (!!!) rozmowy na temat pieniędzy znika z fochem na tydzień i przy kasie pozwala lub nie na twoje zakupy to tym razem ja nie mam żadnych pytań ! Ty po prostu to musisz lubić , masochizm przecież też cecha...
                      • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 16:05
                        333a13 napisała:

                        > Sama sobie zaprzeczasz... najpierw piszesz, że myślisz o rozwodzie i zmianach..
                        > . a później, że masz gdzieś to co piszemy bo chcesz się wygadać...

                        nigdzie nie napisałam, ze mam gdzieś... i myślę o zmianach, ale tak jakoś wychodzi, że dyskusja na forum sprowadza się do kwestii finansowych, a to tylko jeden z aspektów...

                        > najpierw piszesz, że mąż nie ma nic przeciwko żebyś na siebie wydawała, a późni
                        > ej że skąpi Ci przy kasie na Twoje osobiste sprawunki...

                        róznica jest zasadnicza, on nie kontroluje MOICH pieniędzy, a widocznie nie lubi wydawać SWOICH na moje potrzeby

                        > Jak to jest? Ty musiałaś sprzedać swoje mieszkanie żebyście mieli większe a mąż
                        > nie musiał i teraz Ty masz 1/2 mieszkania a on 1i1/2? bo czegoś tutaj nie rozu
                        > miem...

                        tak, bo moje mieszkanie było w innym mieście i nie chciałam mieć z tym miejscem nic wspólnego (dla dociekliwych: na każdym kroku spotykałam tam ludzi, którzy wiedzieli o oszustwach mojego Eksa lub byli ich ofiarami). a chcę mieszkać w swoim mieszkaniu, a nie mojego męża.


                        • 13monique_n Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 16:25
                          Annjen, nie fochaj się. Finanse są też ważne i w Twoim przypadku dość istonie pokazują nikłe zaangażowanie Twego męża w materialną stronę waszego małżeństwa. I od Ciebie zależy, jak daleko on się w tym posuwa/posunie. Generalnie, jako dorosła kobieta masz, a na pewno możesz mieć wpływ na to, co i kto robi w Twoim życiu. Co Ty sama robisz z Twoim życiem. Możliwie spokojnie przemyśl odpowiedzi nawet na te pytania, które wydają Ci się absurdalne. NIc nie stracisz.
                        • glasscraft Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 16:30
                          annjen napisała:

                          >róznica jest zasadnicza, on nie kontroluje MOICH pieniędzy, a widocznie nie lubi wydawać SWOICH na moje potrzeby

                          Za to bardzo lubi wydawanie TWOICH pieniedzy na JEGO potrzeby.

                          Jestes niereformowalna... najpierw jeczysz, ze Ci zle, a potem bronisz faceta, ktory Ci zle robi, jak lwica i usprawiedliwiasz wszystkie idiotyzmy, ktore - zreszta na Twoje wlasne zyczenie - on Ci funduje...
                          • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 16:40
                            bynajmniej nie usprawiedliwiam. to była ironia, tylko widocznie jakoś mało wyczuwalnasmile
                            z tym co napisałaś zgadzam się, tylko nie pojmuję, jak facet, niby na poziomie, z porządnej rodziny, mający za sobą związki z kobietami, które były naprawdę marnie sytuowane i nie wnosiły w związek z nim żadnego majątku, może być tak małostkowy... i to chyba jest eufemizm...
                        • edw-ina Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 16:49
                          wredna będę, ale wyliczę kilka zachowań twojego męża, które przedstawiłaś w różnych wątkach:
                          - w trakcie zagranicznego wyjazdu twój mąż kupował synowi wszystko, na co ten miał ochotę, za to tobie pożałoważ na żakiecik za kilka euro
                          - stwierdził, że nie potrzebujecie pomocy domowej, chociaż ty pracowałaś i pomieszkiwałaś w innym mieście i robiłaś za sprzątaczkę i kucharkę na dwa domy
                          - nie chciał cię wspierać w staraniach o dziecko, o ile pamiętam, to również nie zainteresował się tym, ile kosztują leki, które musisz przyjmować
                          - kiedy w wypadku samochodowym zginęli twoi kuzyni twój mąż jakby nigdy nic wybrał się na umówiony od dawna weekendowy wyjazd dla frajdy, zamiast jak to powinien zrobić kochający człowiek - siedzieć przy tobie, trzymać cię za rękę itp.
                          - ma negatywną opinię nt. twoich bliskich, ponieważ nie są zamożni
                          -wymaga abyś prowadziła dom na wysokim poziomie, ale zapomina na to wyłożyć pieniądza, a przy kasie jest niezadowolny, kiedy musi zapłacić za coś ekstra dla ciebie
                          - on zdecydował o wynajmnie mieszkania dla swego syna, ale to ty go stamtąd zabierałaś i sprzątałaś chałupę

                          poważnie ten facet sprawia, że jesteś szczęśliwa?
                          • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 07.10.10, 17:56
                            dzięki, że zadałaś sobie tyle trudusmile nie jesteś wredna, to są fakty (kilka drobnych szczegółów wymagałoby sprostowania). jest jednak jeszcze druga strona, o której nie piszę, a która sprawiła, że zakochałam się w tym facecie i przez około trzy lata nie żałowałam swojej szybkiej decyzji... mimo, iż obecnie jest niefajnie, to nadal jest ta niesamowita chemia, bez której nawet wygodne i beztroskie życie nie miałoby smaku... nie chcę skreślać tego związku, bo to byłaby moja wielka porażka. chcę coś zmienić, ale ciężko mi to idzie...
                            • 13monique_n Re: macocha samotnie wychowująca... 08.10.10, 08:20
                              "Chcę zmienić" może oznaczać tylko jedno - DZIAŁANIE. Bez względu na dyskomfort pana małżonka. Siła rzeczy, dyskomfortu należy się spodziewać, bowiem zburzysz jego misterną konstrukcję działającą dla JEGO JEDYNIE wygody. Może mieć trudności ze zrozumieniem i zaakceptowaniem tego. A od Ciebie wtedy będzie to wymagało KONSEKWENCJI.
                              • aragorna71 Re: macocha samotnie wychowująca... 08.10.10, 08:39
                                Annjen nic nie zmieni, nadal bedzie tkwila w toksycznym zwiazku i bedzie tlumaczyc wszystko po swojemu. Sa takie kobiety i nie wazne, co piszemy, jakich argumentow uzywamy to nic nie da. Dziwne w tym jest to, ze Annjen to nie mloda dziewczynka, ktora trafila na krolewicza, ktory okazal sie zaba a fajna, inteligentna kobieta, ktora poradzilaby sobie sama, gdyby tylko chciala.
                                • 13monique_n Re: macocha samotnie wychowująca... 08.10.10, 10:56
                                  Byłam taką kobietą. W cholerę pracy włożyłam w to, żeby to zmienić. Rozwiodłam się ostatecznie, bo małżonek nie był w stanie znieść przemiany (abstrahując od jego problemów z wiernością). Więc serce mi się kraje, gdy widzę, jak ona tłumaczy gościa niemal w identyczny sposób, w jaki ja to robiłam przed laty. I wiem, że NIKT oprócz niej tego nie może zmienić.

                                  Polecam ewentualnie książki Ewy Woydyłło, zwłaszcza "Sekrety kobiet". Ale czarno to widzę.
    • rybkka24 Re: macocha samotnie wychowująca... 08.10.10, 10:53
      Twój mąż wyczuł z kim ma do czynienia i sobie pozwala na wiele, na olewanie, bagatelizowanie itp.a to że czujecie motylki w brzuchu i chemię to trochę za mało dla małżeństwa i poważnego związku.

      po prostu płac POŁOWĘ czyli płac za swoją część mieszkania i za siebie.
      olej te męża wielkie finanse. żyj za swoje jemu nic nie kupuj, dokładaj się do rachunków, jedzenie dla siebie, ciuszki też, ja cie na wyjazd nie stać to nie jedziesz.
      sama napisałaś że jakbyś swoją całą wypłatę miała dla siebie to dobrze byś żyła, więc no problemm, dzieci brak, mąż ma swoje pieniążki.

      tu już nie chodzi o asertywność to chodzi o zwykły instynkt samozachowawczy i szacunek dla siebie.
      a teraz napisz dla równowagi co takiego miłego spotyka cię z panem mężem i jakie cudowne chwile z nim przeżywasz>bo chyba jestem ciekawa.smile
      • 333a13 Re: macocha samotnie wychowująca... 08.10.10, 11:29
        Tak... motylki w brzuchu i szeroko pojęta chemia to jest to !!!
        Jesteśmy jeszcze w miarę piękni, młodzi i zdrowi, każde ma swoje dochody i pracę więc wszystko jest oki...
        Tylko jak życie pokazuje jest to stan przejściowy...
        Co zrobisz jak nie daj Boże zachorujesz albo stracisz pracę??? Kto Ci poda szklankę wody? Kto wesprze Cię duchowo? Czy będziesz prosić męża o to by kupił Ci łaskawie podpaski czy chleb bo on sam się nie domyśli???
        Piszesz, że chcesz być taka niezależna i wogóle... Nie chcesz mieszkać w mieszkaniu męża...
        A popatrz na to tak... W razie niepopowodzenia nie masz gdzie uciec i jesteś skazana na łaskę bądź niełaskę Pana męża lub też sprawy sądowe o podział majątku... Więc tak naprawdę przez sprzedaż swojego mieszkania jesteś jeszcze bardziej zależna i "udupiona" niż wcześniej... ale oczywiście to moja prywatna refleksja.
        Najborsze jest to, że cokolwiek byśmy tutaj nie napisały to i tak nie wyciągasz żadnych wniosków i dalej robisz i myślisz swoje...
        Zastanawiam się wogóle czy jest sens odpisywać na Twoje posty, bo ma się wrażenie, że się marnuje czas... (mówię to z sympatią do Twojej osoby, niekoniecznie do tego co robisz).
        • tully.makker Re: macocha samotnie wychowująca... 08.10.10, 17:13
          Tak... motylki w brzuchu i szeroko pojęta chemia to jest to !!!

          IMHO dobry sex jest podstawa zwiazku ;-P

          Pytanie, czy u annjen to chemia jest obustronna, bo z moich doswiadczen wynika, za facet nakrecony seksualnie na kobiete robi dla mnie mnostwo nader nierozsadnych rzeczy, malostkowosc to ostania rzecz, jaka sie zdarza facetom w takiej sytuacji.
          • tully.makker tak mi jeszcze przyszlo do glowy 08.10.10, 22:20
            Jesli w zwiazku motorem napedowym jest erotyka, to stajac sie praczka i sprzataczka bardzo latwo ja usmiercic, a wtedy nie zostaje nic.
            Kogoz moze podniecal wieloczynnosciowy robot domowy?
            • nangaparbat3 Re: tak mi jeszcze przyszlo do glowy 09.10.10, 20:59
              tully.makker napisała:

              > Jesli w zwiazku motorem napedowym jest erotyka, to stajac sie praczka i sprzata
              > czka bardzo latwo ja usmiercic, a wtedy nie zostaje nic.
              > Kogoz moze podniecal wieloczynnosciowy robot domowy?
              >
              Otóż to.
              www.youtube.com/watch?v=09i7ZnOB0rk&feature=related
              Znasz?
    • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 08.10.10, 15:59
      dzięki za rady, dzięki za kopniaki (ależ masochistycznie wyszło!) i każde dobre słowosmile postanowiłam, że weekend przeznaczę na rozmowy i ustalenie nowych zasad współżycia w naszej rodzinie, choć czasu nie będzie za dużo, bo jedziemy z Młodym na dwa turnieje. na razie nie wdaję się więc w dalsze dyskusje, odezwę się aby zdać relację z przebiegu rokowańsmile
      • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 08.10.10, 16:00
        dodam tylko, że dziś pan mąż został wezwany na dywaniksmile pozdrawiamsmile
        • 13monique_n Re: macocha samotnie wychowująca... 08.10.10, 16:03
          Annjen, trzymam kciuki. Sama wiem, ile czasu zabrało mi uświadomienie sobie, że mózgu to ja chyba w swoim małżeństwie nie bardzo używałam. A na pewno nic na to nie wskazywało. Ale najtrudniej jest zrobić pierwszy krok. Tylko zacznij.
    • nangaparbat3 Re: macocha samotnie wychowująca... 09.10.10, 11:32
      Przeczytałam tylko Twoje wpisy, więc tylko częściowo domyślam się, co napisały inne Forowiczki - mogę coś powielac.
      Dla mnie kluczem do całej sprawy jest to co napisałaś w pierwszym poście:
      no i zastanawiam się, czy z wielkim hukiem się rozwodzić, co byłoby szokiem dla całego otoczenia i dobiłoby moich rodziców, którzy dopiero jako tako doszli do siebie po moich przygodach z Eksem;

      Co prawda potem jeszcze piszesz o tej niezwykłej chemii, ale jak ją pogodzic z Twoimi słowami, że coraz bardziej sie rozchodzicie, może ta chemia tylko w jedną stronę, a może przeceniasz ją w ogóle - bo w sumie mogłaby i choc trochę wpłynąc na to, co się dzieje kiedy podczas zakupów sięgasz po film czy kosmetyk - a nie wpływa.
      Byłam w podobnym związku zanim poznałam męża (czyli exa). Nie umiałam odejsc, szczęśliwie znalazła się pani, ktora mnie uwolniła - nienawidziłam jej wtedy, teraz nogi bym jej całowała z wdzięczności. Ale jeszcze kiedy w tym tkwiłam zrozumiałam, że przed odejściem powstrzymuje mnie obawa przed reakcją rodziców.
      Jestem przekonana, że jesli chcesz ten związek jeszcze ratowac, powinnas koniecznie przepracowac Twoje relacje z rodzicami. Bo wygląda na to, że wolisz cierpiec, niż pozwolic na konfrontację rodziców z Twoim cierpieniem, i to w sytuacji komfortowej, kiedy rozwodząc się uwalniasz się od niego. Swoim kosztem chronisz rodziców - i to jest chore, i to trzeba zmienic. Możesz się rozstac, możesz ratowac związek, ale nie z taką motywacją. A rodzice przeżyją, zapewniam Cię. A jak nie - to ich problem, widocznie są za słabi jak na rodziców.
      Polecam Ci gorąco książkę Alice Miller "Dramat udanego dziecka".
    • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 09.10.10, 23:42
      no i pogadałam sobie do woli... spokojnie, bardzo rzeczowo. dopóki temat nie dotyczył kwestii finansowych, było w porządku, mąż sprawiał wrażenie panującego nad sytuacją. kiedy wyjaśniłam, że oczekuję od niego udziału w wydatkach na dom... no cóż, przykro mi to pisać, ale zachował się jak du.ek. powiedziałam mu, ile wynoszą moje miesięczne wydatki, przypomniałam, ile zarabiam i powiedziałam, jaką kwotę chcę i mogę przeznaczyć na wspólne wydatki. on zapytał, ile ma mi dołożyć. ja na to, że nie chcę mu dyktować, ile ma dołożyć, bo jest na tyle rozsądną osobą i przez wiele lat prowadzenia firmy opanował zasady zarządzania finansami perfekcyjnie, więc sam powinien zaproponować swój wkład tak, aby było to uczciwe. no i powiedział, że po niedzieli da mi kasę, bo dziś nie ma przy sobie, ale nie określił, jaka to będzie suma. w ogóle był zniesmaczony, że rozmawiamy tak bezpośrednio o pieniądzach i potem już w ogóle się do mnie przestał odzywać. poszedł spać nawet nie pytając, kiedy ja skończę swoje zajęcia.
      • illegal.alien Re: macocha samotnie wychowująca... 10.10.10, 00:01
        Annjen, a czemu Twoj maz nie umie rozmawiac o finansach? Czy to kwestia wychowania, czy czego? Ja troche tego nie rozumiem - obok seksu, finanse sa jedna z podstawowych spraw, ktore moga wplynac znaczaco na jakosc zwiazku i nie rozumiem jak mozna funkcjonowac w zwiazku, w ktorym takie podstawy nie sa dobrze przedyskutowane.
      • tully.makker no i bardzo dobrze 10.10.10, 20:30
        My tez odbylismy taka rozmowe, chlop tez byl zniesmaczony, tez nalegal, zebym ja przedstawila sume jakiej oczekuje, tylko ze ja sie nie certolilam - policzylam i powiedzialm ile prosze mi przelewac co miesiac. Potem, jak kosxty sie zwiekszaly - np dziecko poszlo do przedszkola, informowalam, ze suma musi sie zwiekszyc.

        Od tego czasu nie mielismy konfliktow o finanse.
      • 13monique_n Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 08:21
        Annjen, o pieniądzach TRZEBA rozmawiać. One nie płyną z niewysychającego-źródełka. Każdy na nie zarabia. Dobry wstęp zrobiłaś, a teraz, jak dziewczyny radzą - konkretna kwota. Swoją drogą, Twój facet jakoś niedobrze mi s ię kojarzy z zachowaniami. Ale nie znam gościa, może jestem przeczulona.
        • 333a13 Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 08:49
          I znowu wracamy do utartych schematów... Przywołamy na dywanik, pogderamy sobie i sprawa ma się niby sama załatwić... albo powiemy sobie, że "zrobiłam co mogłam"...
          Z tego co pisałaś wcześniej wynika, że już chyba niejednokrotnie z Panem mężem rozmawiałaś na temat finansów??? Po co więc stosować pogadanki, skoro przekonałaś się, że one nie skutkują???
          Zacznij działać, a raczej zaprzestań działań typu wyprawka dla męża czy większe zakupy.
          Kolejna rzecz to taka, że skoro już zaczęłaś z mężem rozmawiać, to załatw sprawę do końca... teraz wygląda to tak, że Ty się pieklisz, czegoś oczekujesz, a jak mąż się konkretnie pyta czego chcesz Ty mu każesz się domyślać. Skoro nie zajmuje się domowym budżetem to skąd ma wiedzieć ile co kosztuje i ile potrzebujesz kasy??? Na jego konkretne pytanie ile potrzebujesz powinnaś podać odpowiednią kwotę. Bo obecnie to bijesz pianę właściwie nie wiadomo o co...
          Dla mnie takie problemy to abstrakcja... u nas jest tak jak u moich rodziców... Finanse są wspólne... a właściwie to kobiety zawiadują pieniążkami a jak mąż czegoś chce to pyta żony czy nas na to stać (nie mówię tutaj o pełnym ubezwłasnowolnieniu Panów, bo na swoje sprawki zawsze zostawiają sobie określone sumki z wypłaty).
          • edw-ina Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 09:17
            My przez wszystkie lata bycia razem (a sporo się już tego uzbierało) nie dorobiliśmy się wspólnego konta, choć wiele razy o tym dyskutowaliśmy. Mieliśmy kilka sprzeczek o pieniądze, ale raczej mało intensywnych. Mój sposób na normalne relacje? Nie wykluczanie faceta z codziennego zajmowania się domem. Tj. trudno się dziwić, że mężczyzna nie wie ile wydaje się na codzienne zakupy, skoro zwykle ich nie robi. I chociaż nie liczę na to, że sam z własnej woli będzie pamiętał, że skończyła się kawa, trzeba kupić chleb, papier toaletowy itp. (choć czasami pamięta), to nie widzę problemu by zadzwonić do M i powiedzieć, że wracając z pracy ma kupić takie a nie inne produkty. Natomiast większe zakupy robię sama tylko wyjątkowo. Dzięki temu mój mąż wie ile trzeba wydać, by dom funkcjonował sprawnie. A jeśli zdarzy się, że kilka razy z rzędu sama zrobię zakupy, to oddaje mi część pieniędzy.
            Pewnie to nie jest idealne rozwiązanie (zresztą takie nie istnieją), ale sprawdza się o tyle, że nie mamy w domu wątków finansowych.
            A odnośnie płacenia za coś dla mnie - m co jakiś czas kupuje mi coś, o czym wiedział, że mi się wyjątkowo podoba, ale z jakiegoś powodu nie chcę na to wydawać pieniędzy. Czasami podciąga to pod jakąś "rocznicę" - w sensie np. to już przecież 8 lat od naszej pierwszej randki itp. Odnośnie drobniejszych rzeczy raczej nie wnika i nie rozlicza mnie z każdej płyty czy gazety za 30 zł.
            • illegal.alien Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 10:59
              O, to my mamy podobnie smile Tez bez wspolnego konta, a zakupy wieksze robimy zawsze razem - placimy roznie, zalezy kto ma kase, a jak nie mamy oboje, to tylko ja mam karte kredytowa, wiec place ja tongue_out
              Teraz W w ogole przejal kierowanie domem, bo to on wiecej jezdzi samochodem i to on nie jest w ciazy, to mu latwiej - ja mu tylko mailem wysylam liste rzeczy, na ktore ja mam ochote, bo co trzeba dokupic do domu dla nas obojga, to zazwyczaj pamieta smile
              Ani by mi sie nie usmiechalo oddanie wladzy kompletnie W, ani odbieranie mu wyplaty i zarzadzanie caloscia. Dzieki temu schematowi mamy jasnosc kto ile ma, ile kosztuje nas zycie i kazde z nas jest w stanie zakupy zrobic jak jest taka potrzeba.
            • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 11:43
              ostatnio zabrałam go dwukrotnie na zakupy, pokazałam, jakie torby zwykle dźwigam do domu, a on był zdziwiony, że pewne produkty tak podrożały... ja na to, że on robi takie zakupy okazjonalnie, a ja praktycznie codziennie i że mi się pieniążki też same nie mnożą.
          • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 11:39
            ja mu powiedziałam, jakie mamy stałe opłaty, ile jestem gotowa wyłożyć sama i określiłam dolną granicę wydatków na życie. powiedziałam, że od wysokości jego udziału zależy, czy będziemy żyć skromniej czy rozrzutniej i czy w skład tych wydatków będą wchodzić drobniejsze zakupy do domu, typu pościel, jakieś naczynia itp.
            • tully.makker Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 16:23
              Brawo. Uwazam, ze zrobilas postep, tylko nie spocznij na laurach i doprowadz sprawe do konca.

              Mysle, ze dobrze, ze on ma okazje z dala od ciebie przetrawic sprawe.
            • cleopa Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 18:26
              annjen...ja poprostu nie mogę Ciebie czytać.
              Albo jestes jakas wyjatkowo brzydka albo glupia. Sorry Kochanie,ale czy TY nie widzisz ze facet Cie ewidentnie wykorzystuje , w tym finasowo??
              I Ty naprawde wierzysz ze bedziesz miala po nim jakikolwiek spadek???
              Wytlumacz mi jak dziecku: mieszkasz obecnie z jego synem ,dbasz o jego syna i..sama to finansujesz???
              Jesteś pewna ze to prawdziwy zwiazek???jestes pewna ze to ten jedyny???
              • annjen Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 23:43
                cleopa napisała:

                > annjen...ja poprostu nie mogę Ciebie czytać.
                > Albo jestes jakas wyjatkowo brzydka albo glupia.

                no, tu mnie przekonałaś.
                przy moich kompleksach długo mogę uważać, że i jedno i drugiesmile

                > Wytlumacz mi jak dziecku: mieszkasz obecnie z jego synem ,dbasz o jego syna i..
                > sama to finansujesz???

                nie całkiem sama, ale w dużym stopniu. dodam, że mąż ponosi obecnie więcej kosztów związanych z wyposażeniem mieszkania.

                > Jesteś pewna ze to prawdziwy zwiazek???jestes pewna ze to ten jedyny???

                nie.
    • nangaparbat3 Re: macocha samotnie wychowująca... 10.10.10, 19:25
      burza4 napisała:

      > Trzeba było bardziej konkretnie przedstawic swoje oczekiwania. Na miłość boską,
      > przecież nie można stawiać sprawy na zasadzie "co łaska"!!! nagadałaś się, zwa
      > rzyłaś atmosferę - i nadal jesteś w punkcie wyjścia, nie widzisz tego?
      >
      > wypisz wszystkie rachunki, podlicz średnie wydatki na jedzenie, chemię, inne do
      > mowe - i po prostu powiedz, że chcesz założyć wspólne konto przeznaczone tylko
      > na takie wydatki - i ma wpłacać połowę, czyli sumę x. Koniec, kropka, naprawdę
      > sądzisz, że jak facet do tej pory się nie ogarnął ile to kosztuje, to sam wpadn
      > ie teraz na to, jak to powinno wyglądać?
      > Osiągnął swoje - TY czujesz się podle, i masz poczucie winy że śmiałaś upomnieć
      > się o swoje.

      Nic dodac, nic ując.
    • promyk.pl Re: macocha samotnie wychowująca... 11.10.10, 21:03
      przeczytałam nagłówek Twój, pomyślałam, że duuzo zmian u Ciebie. Wątek twój czytalam dośc regularnie, urwał mi się na Twoich planach posiadania dziecka. Myślałam w pierwszej chwili, że samotnie wychowujesz już własne, a nie pana męża.minąl rok, a Ty stoisz w miejscu, jeśli się coś zmienia, to na gorsze. Zyczę Ci, żebyś za rok nie była już w tym miejscu, bo ono nie jest fajne.
    • annjen re: 24.10.10, 20:41
      dziś jestem pijana, mam PMS i chyba zaraz zawali się moje małżeństwo... a mnie nie zostanie już nic...
      • edw-ina Re: re: 24.10.10, 20:46
        eeej, bez przesady, zawsze będziesz mogła posprzątać w domu przed wyprowadzką wink
        a tak poważnie: co się dzieje??
        • annjen Re: re: 24.10.10, 21:25
          aaaa.... nic nowego... dziś miałam dość i uznałam, że muszę się upić. i zrobiłam to z bratową, która do niewielu rzeczy się nadaje tak, jak do tegosmile
          • glasscraft Re: re: 24.10.10, 21:31
            Kochana, upicie od czasu do czasu niezla rzecz!!! Nawet jak kaca bedziesz miala smile
            • annjen Re: re: 24.10.10, 21:34
              dzięki, że ktoś mnie wreszcie rozumiesmile
          • annjen Re: re: 24.10.10, 21:33
            dodam tylko, że byłam dziś - z tytułu PMS - maksymalnie wredna, powiedziałam mojemu chyba wszystko, co się dało i zdaje się, że on wreszcie zwątpił w nasze szczęśliwe jego zdaniem małżeństwo.
            • edw-ina Re: re: 24.10.10, 21:44
              czasami trzeba wylać zupę - jak mawiała moja babcia. Jak wcześniej do szanownego małżonka nie docierało, to może teraz dotrze. A odnośnie upicia się zgadzam się z Glascraft - czasami jest to nawet bardzo wskazane.
            • glasscraft Re: re: 24.10.10, 22:00
              No i dobrze, jak chlopie glupie i nie wie, co ma i co powinien doceniac to niech cierpi; a Ty walnij sobie nastepnego kielonka i niech sie dzieje co ma sie dziac!!!
              • edw-ina Re: re: 24.10.10, 22:08
                a skoro Annjen wierząca, to nawet można pokusić się o pewien cytat: niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba smile
                znaczy się, można z tego wysnuć wniosek, że sama opatrzność chciała byś się nieco wstawiła i wygarnęła ślubnemu wink
                • 13monique_n Re: re: 25.10.10, 09:05
                  Święte słowa. Bywa tak, że człowieka krepuje empatia, dobre wychowanie i co tam jeszcze. A ktoś, kto powinien być tego świadom, bo jest mężem, uważa, że skoro milczysz, to nie masz racji. Wtedy skucie się pomaga wygadać wszystko "co u trzeźwego w sercu, u pijanego na języku", by się tak wpisać w nurt koleżanek wink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka