Obniżenie alimentów

27.05.04, 23:56
Jutro, czyli 28.05 - rozprawa odwoławcza w sprawie alimentów.
Najbardziej boję się, że znowu bedzie pyskówa. Że ex (pełnomocnik dzieci)
znowu zacznie się awanturować i pleść bzdury. I ze dzieci wyskoczą z
kolejnymi rewelacjami typu: tatuś zarabia 50 tys miesięcznie (tak naprawdę to
nie zarabia nawet 1/10 tego).
No cóż, zobaczymy... Rozprawa bedzie o 12.20
    • lubstej Re: Obniżenie alimentów 28.05.04, 07:17
      zycze szczescia bo w takiej sprawie jest ono niezbedne
      powodzenia smile))
      • cz.wrona Re: Obniżenie alimentów 28.05.04, 13:18
        Petreo daj znać jak się skończyło. wink
        U nas w miarę oki a jk eksi wykarze trochę dobrej woli to będzie jeszcze lepiej-
        i dla niej i dla nas.
        • petrea Re: Obniżenie alimentów 28.05.04, 17:35
          Źle się zakonczyło. Apelacja oddalnona w całości.
          Na rozprawie dzieci się nie pojawiły. Była ex - ic pełnomocnik. Przyniosła
          zaświadcznia, że dzieci studiują. Sadu nie interesuje, ze chłopak w wieku 23
          lat jest na pierwszym roku. A dziewczyna ma 25, jej studia trwają teoretycznie
          4,5 roku. Powinna była obronić się w lutym tego roku. A na zaświadczniu stoi,
          że będzie studiować jeszcze rok! Jakaś paranoja.
          Córka mojego chłopa wybiera się zresztą do Stanów, na Florydę. Cóż, nas nie
          stać na wakacje w kraju sad
          Acha, sad nie uwzględnił, że M. nie może sobie dorobić. Przyniósł na rozprawę
          zaświadcznie, że komputera wogóle nie powinien używaćholera, prawdziwe
          zaswiadczenie!!!! I że ma jaskrę. Cóż, jego jaskra też nie została wzięta przez
          Wysoki Sąd pod uwage.
          Nie rozumiem tego wszystkiego. Cóż, widac jakaś głupia jestem.
          • petrea Re: Obniżenie alimentów 28.05.04, 17:47
            Acha, żeby nie było, że M. to taki wredny tatuś, co biednym dzieciom od ust
            odejmuje: w tym miesiacu dzieci we dwojkę otrzymały prawie trzy tysiace (czyli
            po 1.500 na główę), M. zostało z pensji 1660 zł. Ex naprawdę nie jest biedna,
            więc deklarowane przez dzieciaki koszty zostały rozłożne po połowie na ex i M.
            Tak wiec dzieciaki otrzymują po 3.000, M. ma 1.600zł. Gdzie tu równośc poziomu
            życia??????? Dzieci studiują poza miejscem zamieszkania, i przypuszczam, ze ex
            daje im więcej niż deklarowała. w sadzie. No, stać ją na to. M. chwilowo nie.
            Chybba trochę nieskałdnie pisze, sorki. Ale bardzo nie w formie dzisiaj jestem.
            • pelaga Re: Obniżenie alimentów 28.05.04, 21:16
              petrea napisała:

              > Acha, żeby nie było, że M. to taki wredny tatuś, co biednym dzieciom od ust
              > odejmuje: w tym miesiacu dzieci we dwojkę otrzymały prawie trzy tysiace
              > (czyli po 1.500 na główę), M. zostało z pensji 1660 zł.

              Wspolczuje Wam, bo to naprawde przykra sprawa sad(( Moja pensja jest mniejsza
              niz alimenty wyplacane przez Twojego M. na jedno dziecko sad(((

              > Ex naprawdę nie jest biedna,
              > więc deklarowane przez dzieciaki koszty zostały rozłożne po połowie na ex i
              M.
              > Tak wiec dzieciaki otrzymują po 3.000,

              No coz pewnie sa rozpuszczone wlasnie przez to, ze sie matce dobrze powodzi.
              Nie wiem, jakie byly uklady Twojego M. z dziecmi, kiedy byly mniejsze, dlatego
              nie moge osadzac zadnej ze stron, ale moze to jakas zemsta ze strony dzieci???
              Jesli mial dobry kontakt, to zupelnie tego nie rozumiem sad((

              Wiesz ja tak sobie mysle, ze jakby mnie ojciec np. olal, to potem tez nie
              mialabym dla niego litosci i wyciskalabym zlosliwie kazda zlotowke, zeby
              poczul, ze ma dziecko. Ale ja wredna jestem strasznie wink

              Jednynym pocieszeniem jest to, ze dzieci niedlugo osiagna wiek, w ktorym
              skonczy sie obowiazek alimentacyjny i pewnie skoro byly takie bezwzgledne to i
              pomocy od ojca zadnej wiecej dostawac nie beda. Moze dopiero wtedy zrozumieja
              swoj blad???

              Pozdrawiam
              • cz.wrona Re: Obniżenie alimentów 29.05.04, 12:27
                Petreo! Jadnow małe ale ważne pytanie: czy to odwołanie to było od sprawy
                wniesionej przez Was? Czy przez ex? Może powiedzie się w Sądzie Okręgowym?
              • petrea Pelago, 29.05.04, 22:49
                Wiem, że 1600 to dla niektorych może być sporo. Ale my z tego spłacamy długi,
                także te, w które wrobiła na ex (zus i podatki ze ich byłej, wspólnej firmy).

                Co do ukłałdów z dziecmi - ex wyprowadziła się, gdy córka była na 1 roku i
                studiowała już w innym mieście. Wkrótce na studia wyjechał też syn. Tak więc
                dzieci niejako "naturalnie" odeszły z domu. Kontakty przez jakiś czas były
                poprawne, ale niezbyt częste. Częściej telefoniczne, niż "na żywo". I na ogół
                z iniciatywy mojego faceta. Od roku nie kontaktują się wcale, tylko przez sąd.
                A poszło właśnie o pieniądze - M. powiadomił je, ze przez jakiś czas będą
                dostawały mniej, bo mamy kłopoty. Na to córka "mnie to nie obchodzi, swoją
                kase chcę miec, a jak nie, to spotkamy się w sądzie". No i spotkali się w
                sądzie.
              • domali Re: Obniżenie alimentów 30.05.04, 22:01
                pelaga napisała:

                Jednynym pocieszeniem jest to, ze dzieci niedlugo osiagna wiek, w ktorym
                > skonczy sie obowiazek alimentacyjny i pewnie skoro byly takie bezwzgledne to
                i
                > pomocy od ojca zadnej wiecej dostawac nie beda.

                Pelago, nie ma czegoś takiego, jak 'koniec obowiązku alimentacyjnego'
                warunkowany wiekiem (chyba że alimenty były wypłacane przez FA). Jest tak, że
                obowiązek istniej, póki dziecko nie jest w stanie samodzielnie się utrzymać.
                Skoro 23-latek jest na pierwszym roku studiów, to póki będzie studiował (czyli
                jak dobrze pójdzie, do około 27 roku zycia), póty alimenty mu się należa.
            • lideczka_27 Re: Obniżenie alimentów 29.05.04, 16:20
              Petrea, jakiś czas temu z moim M. żywo dyskutowaliśmy na temat dzieciaków
              Twojego męża. Mojemu w głowie się nie mieści, że tak być może, choć i on
              przecież doświadczenie z sądami ma... No, ale nie tyle o sąd tu chodzi i obcych
              ludzi tam zasiadających, tylko o rodzone dzieci Twojego chłopa. Powiedz mi,
              gdzie on popełnił błąd, że ani szacunku, ani troski, ani miłości - za to
              pogardę, tchórzostwo i dojenie ma od swych pociech? Wychowujemy dwoje dzieci,
              wydaje mi się, że o wartościach w życiu dużo wiem, że z powodzeniem udaje nam
              się wpajać je (na razie w młodą, bo syn malutki), ale gdy tak czytam... no włos
              się jeży...
              Ja utrzymuję dom w kwocie 1400zł, dorabiam ok. 200, czasem 300 zł. Nie
              twierdzę, że to kokosy i nie życzę nikomu takiego budżetu, ale wiem, że już za
              taką sumę można żyć (nas jest czwórka). Na studiach dziennych już od pierwszego
              roku dorabiałam, od pierwszego roku miałam także stypendium - NAUKOWE!, nie
              socjalne choć i takie mi się należało. Nie było to łatwe, ale z domu wyniosłam
              obowiązkowość, ambicję i przeświadczenie, że niezależność to bardzo komfortowa
              cecha bytu. Petrea, ja Cię przepraszam, ale jak czytam takie rzeczy, to mnie
              wściekłość ogarnia. Ja się zastanawiam, jakie te łebki mają wartości, co się
              dla nich w życiu liczy... Kasa, po trupach do celu – w tym i po trupie chorego
              ojca??? No nie, ja wcześniej siedziałam cicho, myślałam, że Wam się w sądzie
              powiedzie, albo chociaż te łebki (ja już nie piszę „dzieci”, bo to dorośli
              ludzie niby) się opamiętają. No ale czego się można było po nich spodziewać,
              skoro są takimi tchórzami, że ojcu w oczy boją się spojrzeć i na sprawy w ich
              imieniu chodzi matka?
              Bardzo, bardzo mi przykro z Waszego powodu. Na pocieszenie (marne, ale zawsze)
              pozostaje fakt, że ta sytuacja w najgorszym wypadku potrwa tylko jakiś czas
              jeszcze. Wiesz co? Chciałabym zobaczyć, jak oni za kilka lat czy naście płacą
              alimenty na swojego ojca. Duże alimenty. Myślę, że im się to należy. A na pewno
              należy się to Twojemu mężowi.
              I taka przerażająca refleksja: jakimi rodzicami okażą się ci ludzie? Osobniki
              (przepraszam Petrea, ale no nie mogę normalnie...) nastawione jedynie
              na "brać", reprezentujące postawę roszczeniową, a same zupełnie
              nieodpowiedzialne i nie kwapiące się do roboty; pozbawione zupełnie empatii i
              zrozumienia dla ciężkiej sytuacji ojca (OJCA - do cholery!!!), no więc jak
              sobie poradzą z taką odpowiedzialnością, jaką jest rodzicielstwo? Czyżby na ich
              dzieci także łożył w przyszłości Twój mąż i jego była żona?


              No nie... Należę do ludzi obiektywnych, wyznaję zasadę, że ludzie z gruntu
              dobrzy są, tyle, że często błądzą... Staram się nie oceniać, nie krytykować...
              Ale to mnie przerosło. Jeśli gdzieś Ci sprawiłam przykrość dosłownością -
              przepraszam. Nie umiem na spokojnie... Nie po tym, co napisałaś o sytuacji
              Twojego męża. I Waszej...


              Co Wy jeszcze robicie w tym kraju??????????

              pozdrawiam
              lida
              • kamila77 Re: Obniżenie alimentów 29.05.04, 22:59
                Tu masz, lideczko, wyjasnienie dlaczego tak sie dzieje:

                "Kontakty przez jakiś czas były poprawne, ale niezbyt częste. Częściej
                telefoniczne, niż "na żywo". I na ogół z iniciatywy mojego faceta. Od roku nie
                kontaktują się wcale, tylko przez sąd."
                • petrea Kamilo, 29.05.04, 23:27
                  Kamilo, ale do sądu wystąpiły dzieci. I to nie dlatego, że ojciec im nie dawał
                  pieniędzy, ale dlatego ze przez pewien czas chciał dawać mniej. Naprawdę
                  uważasz, ze studenci muszą wynajmować mieszkanie za 1200 zł + opłaty?!
                  A kontakty były niezbyt częste, rzeczywiście. Z obserwacji nie tylko mojej,
                  ale takzeże znajomych, więc bardziej obiektywnych osób, dzieciaki spotykały
                  się z ojcem wtedy, gdy chciały uzyskać ekstra kasę. Gdy kasa sie nam
                  zwyczajnie skończyła, dzieciaki wystąpiły do sadu.
                  • kamila77 Re: Kamilo, 29.05.04, 23:38
                    Petreo, nie wiem, za ile studenci muszą wynajmowac mieszkanie, nie wiem o jakim
                    miescie piszesz, bo idac tropem minimalizowania wydatkow można dojsc do
                    wniosku, ze studiowanie generalnie jest kosztownym zbytkiem.
                    Też nie wiem przeciez, na ile te "dzieci" interesowaly sie ojcem, na ile jego
                    kasa. Ale w druga strone tez to dziala, w jakich sytuacjach ojciec kontaktowal
                    sie z dziecmi.
                    Powtorze za lideczka. Ktos te dzieci tak wychowal. I z tego co piszesz (albo
                    zle pojelam) przez wiekszosc ich zycia mieszkaly z matka i ojcem. Z dziecmi jak
                    z walizka, wyjmie sie to, co sie wlozylo.
                    • petrea Re: Kamilo, 29.05.04, 23:45
                      Co do ostatniego, dotyczacego wychwania - musze się z tobą zgodzić. Niestety.
                      Niestety - i dla mojego faceta, i dla jego dzieci też, tak po prawdzie.

                      Co do kosztów studiowania - w życiu by mi do głowy nie przyszło, by wołać od
                      rodziców kasę na moje przyjemnosci. Studiowałąm, dorabiałam sobie, i to
                      całkiem nieźle. Jak większośc moich znajomych. I znanych mi obecnie studentów.
                      Kamilo, naprawdę dawałbyś sojemu synowi, dwudziestokilkulatkowi, kasę na piwo
                      z kolegami czy wyjscie z dziwczyną? Dla mnie to nienormalne, i wcale nie
                      dlatego, że dotyczy dzieci mojego faceta, słowo!!!!
                      • kamila77 Re: Kamilo, 30.05.04, 00:01
                        Dam kase, dam, pod warunkiem, ze postawi mi kolejke smile)

                        A serio - nie wiem, czy nienormalne jest utrzymywanie (czesciowe czy calkowite)
                        dziennych studentow przez ich rodziny. Najzwyczajniej w swiecie roznie bywa.
                        Znam rodzine, dla ktorej kariera naukowa corki byla priorytetowa, dziewczyna ma
                        26 lat i wlasciwie dopiero teraz zaczyna zycie na prawie wlasny rachunek. I ok,
                        taki wybor jej i jej rodzicow. Znam tez inna, ktora na studiach utrzymuja 3
                        osoby (jesli nie wiecej) a z pozytkiem dla swiata moglaby isc do pracy i
                        oplacic sobie zaoczne.
                        Tak to po prostu bywa, kiedy relacje rodzic-dziecko sprowadzaja sie do
                        przekazywania alimentow i skladania zyczen z okazji swiat - nic dziwnego
                        (znaczy dziwnego w innym sensie), ze traktuja ojca jak skarbonke.
                        A moj osmioletni syn oswiadczyl mi kilka dni temu, ze on na zadne studia nie
                        pojdzie, bo to drogie jest i uczyc sie ciagle trzebasmile
                • petrea Re: Obniżenie alimentów 29.05.04, 23:30
                  I jeszcze jedno. Kiedyś pogotowie zabrało mojego faceta do szpitala - serce.
                  Zadzwoniłam ze szpitala do dzieci - akurat syn był w naszym mieście. Niestety,
                  nie znalazł czasu - był umówiony na chlanie z kolegami.
                  Jeszcze jakieś komentarze?!
                  • kamila77 Re: Obniżenie alimentów 29.05.04, 23:44
                    Ponawiam pytanie - kto je tak wychowal?
              • petrea Re: Obniżenie alimentów 29.05.04, 23:21
                Wrono, alepacja była od sprawy wniesionej przez dzieci (a faktycznie - przez
                ex - ich pełnomocnika). Zdaje się, że teraz pozostaje Rzecznik Praw
                obywatelskich jedynie.

                Lideczko, nie, nie uraziłąś mnie. Starałam się przedstawić fakty, nie
                komentować, bo wczoraj to pewnie za ostro by mi wyszło sad
                Gdzie M. popełnił błąd? zdaje się, ze wiem. Dzieci wychowaywała głównie jego
                żona, a on nie umiał/nie chciało mu się w to wszystko wtrącać. Wiem tez, że
                szczególnie na początku bardzo dużo pracował, prawie go nie było w domu.
                Nie chcę go tu usprawiedliwiać, zresztą jemu kiedyś powiedziałam, że nie
                przecież BYŁ ojcem, mógł brać udział w wychowywaniu. No nieważne, było,
                minęło.
                Wiesz, ja też od pierwszego roku studiów dorabiałam, od rodziców miałam
                mieszkanie i wyżywienie. Na wszystkie swoje pozostałe, sensowne czy nie,
                zarabiałąm sama!

                Wiesz, teraz bedzie drastycznie. Syn mojego faceta, podczas ich ostatniej
                rozmowy... Acha, rozmowa odbyła się, gdy ex wysłała chłopaka, aby odebrał
                samochoód (samochód zapisany na ich wspólną firmę!). No nic, to było
                rozliczanie miedzy nimi, a ex wplątała w to chłopaka, a ten się zgodził. Bez
                komentarza. No więc podczas tego spotkania odbyła sie rozmowa, ostatnia
                zresztą. I wtedy chłopak z płaczem się przyznał, że matka i siostra mówia o M.
                - "ten ch..., twój ojciec". Sorki, to był cytat, oddający chyba wszystko.

                A, jeszcze jedno mi się przypomniało. Wiadomość o pierwszej rozprawie dotarła
                do nas w listopadzie w zeszłym roku, ale papiery w sądzie ex złożyła już w
                sierpniu. Natomiast w pażdzierniku zgłosiła się córka M. (jeszcze nie
                wiedzieliśmy, że dzieci będą się sadzić!). A zgłosiła się, zeby wyciągnąc 600
                zł na zapłacenie komórki!!!!!

                M. zamierza jeszcze walczyć, chociaż nie wiem, co jeszcze można zrobić.

                Acha, M. - to "kocia łapa", nie mąż, póki co smile
                • lideczka_27 Re: Obniżenie alimentów 29.05.04, 23:30
                  petrea, czy planujecie dzieci? (nie odpowiadaj, jeśli jestem zbyt nietaktowna).
                  • petrea Re: Obniżenie alimentów 29.05.04, 23:39
                    Niestety, teraz na pewno nie. Nie stac nas, zwyczajnie. Nie jestem tez pewna,
                    czy tak naprawdę chcę.
                    A poza tym, M. jak słyszy słowo "dzieci", to, póki co, nerwowy się robi wink

                    A dlaczego pytasz?
                    Nie jesteś nietaktowna, tak poza tym smile
                    • lideczka_27 Re: Obniżenie alimentów 30.05.04, 00:03
                      Pytałam ze względu na Twojego M właśnie... Wiesz, dla mnie finanse nie są
                      jakimś odstraszalnikiem jeśli chodzi o posiadanie lub nie dzieci. Myśmy byli w
                      porażająco beznadziejnej sytuacji, gdy zaplanowaliśmy dziecko. Dla mnie było
                      normalne, że równolegle trzeba trzymać się zasad: móc utrzymywać córkę męża
                      (nie piszę o alimentach, bo te wsiąkały; chodzi o regularne miesięczne wydatki
                      na dziecko niezależnie od alimentów: opieka medyczna, ubrania, wszelkie
                      zajęcia, wyjazdy, wakacje itd., jakie cały czas ponosiliśmy), spłacać długi
                      eksi (jej, nie ich wspólne), naszą pożyczkę no i utrzymać naszego szkraba. Gdy
                      zapadła decyzja, że podołamy, wzięliśmy się ostro do roboty. Ja zarabiałam na
                      młodą, M miał resztę na głowie. W między czasie trzeba się było przygotować na
                      przyjście młodego na świat. I udawało się wszystko godzić nim M. nie stracił
                      drugiego źródła dochodu i eksia nie zaczęła wywijać. M się szarpał o odebranie
                      jej praw, o przyznanie opieki - młyn... Rodzice nam pomogli, ale w formie
                      pożyczki. Założyłam zeszyt i spłacamy co do grosza - inaczej nie wchodzi w grę,
                      nie z moją mamą, bo później mogłabym to i owo usłyszeć...
                      No więc pytałam z myślą o Twoim facecie, zastanawiałam się jaki on ma wobec
                      tego wszystkiego stosunek do posiadania potomstwa. Zastanawiałam się czy te
                      doświadczenia nie zohydzą mu perspektywy zostania znów ojcem... Jeśli Ty nie
                      odczuwasz potrzeby zostania matką – to nie ma problemu, ale jeśli z powodu jego
                      dzieci i całej tej sytuacji Ty musiałabyś rezygnować z macierzyństwa to to jest
                      moim zdaniem cholernie niesprawiedliwe…

                      Pozdrawiam ciepło
                      lida

                      Uważam, że żadna kobieta nie powinna ponosić konsekwencji czyjegoś
                      macierzyństwa; w kontekście zostania matką nigdy nie patrzyłam na to, że on już
                      miał dziecko. A co mnie to obchodziło??? JA nie miałam. No i jak mi się
                      zachciało mieć, to mam smile Nie powiem, że mamy pełen luzik, ciężko pracujemy
                      oboje, mimo, że ja nie mam niczego stałego, do tego dwójkę maluchów na głowie.
                      Udaje nam się żyć. I to szczęśliwie, czasem tylko troszku zgrzyta wink)) Ale
                      idziemy naprzód smile))
                      • petrea Lideczko, 30.05.04, 23:42
                        Finanse pewnie nie byłyby "odstraszalnikiem" gdybyśmy obydwoje chcieli mieć
                        dziecko. Jeśli chodzi o mnie - naprawdę nie wiem, czy chciałabym. Nigdy mi
                        specjalnie nie zależało. Jesli by mój facet chciał - dziecko by było. No
                        właśnie - dokładnie tak to wygląda, pewnie trochę dziwnie dla Ciebie, prawda?
                        Ale nie rezygnuję z dziecka, dlatego że on teraz nie chce. A teara to nie chce
                        rzeczywiście. Może mu przejdzie, może nie. Ale nie czuje się specjalnie żle z
                        tego powodu smile
                        Natomiast masz rację, co do ponoszenia konsekwencji przez kobietę związaną z
                        facetem z "odzysku". Cóż, moj chłop ma szczęscie w nieszczęsciu, że mam takie,
                        a nie inne podejście do mojego ewentualnego macieżyństwa.

                        Dobrze, że tobie się układa. Dużo szczescia i dziękiuję smile
                        • chalsia Re: Lideczko, 31.05.04, 01:35
                          > Nigdy mi
                          > specjalnie nie zależało. Jesli by mój facet chciał - dziecko by było. No
                          > właśnie - dokładnie tak to wygląda, pewnie trochę dziwnie dla Ciebie, prawda?

                          Ale dla mnie nie, bo ze mną było tak samo. A właściwie nawet "mocniej" - ja się
                          specjalnie na dzieco "nie pisałam"- po pierwsze nie ciągnęło mnie do dzieci, po
                          drugie nie chciałam brać na siebie tej największej na świecie odpowiedzialności
                          za wychowanie młodego człowieka.
                          Z tym, że źle się bardzo czułam, gdy (ówczesny) mąż, któremu zawsze zależało na
                          rodzinie czyli dzieciach (a ja jakoś odwlekałam) powiedział, że jeśli nie będę
                          chciała miec dziecka, to być może będzie musiał odejść.
                          Uznałam, że skoro są kobiety, które odchodzą od mężczyzn, bo oni nie chcą mieć
                          dzieci, a one bardzo chcą, to mąż też ma prawo tak czuć. Niemniej bolało bardzo.
                          A teraz jawi mi się to jako przykład szantażu emocjonalnego (pierwszy "z grubej
                          rury") (a może nie pierwszy, tylko juz nie pamiętam), czyli tego w jaki sposób
                          eks podchodzi do ludzi.

                          Pozdrawiam,
                          Chalsia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja