tak czytam i czytam forum, obserwuje tez zycie i wychodzi mi, ze najwiekszym
problemem (lub jednym z najpowazniejszych) w tzw 'drugich zwiazkach' sa
pieniadze, a raczej ich brak. Ameryki nie odkrylam, wiem. sytuacja ogolnie
jest trudna, dotyczy to nie tylko nas. moge napisac o sobie, wydawalo mi sie,
ze zarabiam nie najgorzej (tylko prosze nie porownywac z Warszawa, bo ja
prowincja

, wiedzialam ze moj M wyszedl w przyslowiowych skarpetkach i z
dlugami, ale myslalam, ze sie uda uniknac klopotow finansowych, ze damy rade
wszystko pogodzic. a juz wiem, ze komornik nad nami wisi, na wakacje
dzieciakow nas po prostu nie bedzie stac .. i od dwoch lat staram sie
wszystko łatac, ale po prostu opadaja rece. dopoki sady beda odstawiac wolna
amerykanke w przyznawaniu zbyt wysokich w stosunku do zarobkow ojca,
alimentow, tak niestety bedzie. wiem, ze sa ojcowie uporczywie unikajacy
odpowiedzialnosci, sa tacy, ktorzy maja kase, ale jest tez spora grupa
takich, ktorych mozliwosci zarobkowe sady 'wyceniaja' biorac stawki z sufitu
i nie korygujac ich ze wzgledu na sytuacje na rynku pracy. a obnizenie
alimentów, jak wiadomo to prawie fantastyka.. moj post oczywiscie niczego nie
zmieni, po prostu chcialam to z siebie wyrzucic. zla polityka sadow niestety
zmusza do gonitwy za pieniadzem, zeby przezyc kolejny miesiac, a mozna by
przeciez spozytkowac czas i dodatkowa kase na dzieci. w sytuacji, gdy ledwo
starcza na alimenty o dodatkowych atrakcjach nie mozna marzyc...