Dodaj do ulubionych

problemy...

07.09.12, 10:00
Mlody jest przybity na calego i chce wracac do mamy. Zamieszkal z nami w pazdzierniku zeszlego roku, w styczniu przybyl mu mlodszy brat. Mielismy gorki i dolki – wiadomo, zmeczeni, niewyspani. Ale ogolnie nie bylo najgorzej, dogrywalismy sie. Glownym problemem byla nowa szkola – Mlody po wszystkich zmianach nie byl juz taki hop siup otwarty do wszystkich dzieci i nie najlepiej przyjmowal sie w nowej grupie. Ciagle mowil, ze chce wrocic do starej szkoly. Wyszlo, ze w nowej go przezywali, nie mial kolegow. NM interweniowal w sprawie przezwisk, a poza tym usilowalismy uczestniczyc w roznych imprezach (urodziny, spotkanie rodzicow na koniec roku itede), zeby pomoc mu zintegrowac sie z grupa. Wychowawca (jak nam sie wydawalo) stanal na wysokosci zadania i tez wspolpracowal.

Potem przyszly wakacje, lipiec z nami (daleki wyjazd, super udany, wreszcie mielismy dla siebie czas, duzo rozmawialismy, smialismy sie itede. Mlody zlapal swietny kontakt z maluchem, najmlodszy blyskawicznie rozchmurzal sie na jego widok). A sierpien Mlody spedzil ze swoja mama. W polowie miesiaca dzwonil, ze ma koszmary, mama z kolei tez go juz chciala oddac przedwczesnie, NM nawet zaczal zalatwiac jakies polkolonie, ale w koncu Mlody powiedzial, ze woli zostac z mama, a wlasciwie ze swoja kolezanka ze starej szkoly. Z tego co wiemy to glownie chodzil na basen i gral na komputerze / play station / nintendo, nie mial zorganizowanego czasu, jeden wyjazd trzydniowy. No, ale w koncu wakacje sa i po to, zeby sie poobijac.

Wrocil teraz i zaczal nowy rok szkolny. Powtarza jak zdarta plyta: chce wrocic do mamy. Placze przy kolacji nad swoim ulubionym daniem. Mowimy: idziemy na basen to sie krzywi: „ale o ktorej? Nieee, to ja chcialem wtedy co innego robic”. NM mowi: otworz szuflade i wez sobie batonika X (jego ulubiony). Na to Mlody: X? Ale ja bym wolal Y (ktorego akurat nie mamy). No, mozna mu slonia z kokardka podarowac to bedzie skrzywiona buzia, ze kokardka fioletowa, a on by wolal zielona.

Zabralam go wczoraj do znajomych – usiadl w kacie z bezgranicznie smetna mina: chcesz sie czegos napic? Nie. Glodny jestes? Nie? Chcesz obejrzec zabawki? Nie. Chcesz ciastko? No, dobra, moge zjesc... Idziemy na plaze? Nie, ja chce juz wracac do domu. Wreszcie poszlismy na te cholerna plaze to oczywiscie byl skwaszony, bo chcial isc w inna strona niz wszyscy. Wsiadamy do samochodu i wracamy do domu, a Mlody: „o, jak fajnie, jedziemy do B. (miasto gdzie mieszka jego mama). Jak przyjedziemy do B. to zapytam mame czy moge u niej zostac i moze juz zostane. Jak sie ciesze, ze jedziemy do B”. NIE jechalismy do B. i dobrze o tym wiedzial tylko tak gledzil. Po co? Prowokacja? Czekanie na moja reakcje? Rozpaczliwy krzyk: jestem z Wami nieszczesliwy? Krzyk: jestem w ogole nieszczesliwy i nic mi nie moze pomoc?

W domu: rozmawial przez skype ze swoja mama. Mama tez mu tlumaczy, ze do niej nie wroci, ze tu jest teraz jego dom, a ona bedzie przyjezdzac. Placz nad kolacja. Powtarza jak zdarta plyta: ja chce do B. Plany na jutro: idziemy na basen. Skrzywiona mina, ale o ktorej. O siodmej to ja chcialem do mamy zadzwonic. To zadzwonisz jak wrocimy, bedzie jeszcze czas. W nocy wedrowal, budzil sie o pierwszej, drugiej, nie mogl spac (to juz zreszta kolejna noc taka). Dzis rano slysze, ze NM mu rano mowi: otworz szuflade i wez sobie batonika (jakis jego ulubiony). Odpowiedz: a nie ma jakiegos innego? Rece opadaja. Naprawde NIC mu sie nie podoba, na wszystko jest skrzywiona geba. Slonia z kokardka....

Przy tym NAPRAWDE jest okropnie smutny. Jak sie usmiecha to tylko rozciaga usta w jakims grymasie, a oczy ma przerazliwie smutne wiec to nie jest chyba tylko pogrywanie nami. Staramy mu sie poswiecac czas i uwage, nie sadze, ze problem jest w mlodszym bracie, tym bardziej, ze jedyne (rzadkie) sytuacje kiedy smieje sie calym soba to wlasnie jak bawi sie z Malym. Rozmawiamy, spedzamy czas wspolnie, staramy sie wynajdowac rozne atrakcje „pod niego”. Ale czasem tez sie go czepiamy. Ze zostawil mokry recznik na podlodze na przyklad. A on przy jakimkolwiek zwroceniu uwagi uderza w bek, „bo ja zawsze wszystko robie zle”

Mamy w domu okropnie nieszczesliwe dziecko. Nie wiem czy to jest tesknota za matka, czy idealizowanie rodzica weekendowego (wiadomo, u nas obowiazki, szkola, tam komputer bez ograniczen i pozne chodzenie spac). Ale wydaje mi sie, ze jest cos wiecej, bo przeciez generalnie mielismy z nim zawsze dobry kontakt. Co teraz robimy zle? Co zrobic zeby mu pomoc? Jestem lekko podlamana tym poczatkiem roku. Na dodatek od poniedzialku wracam do pracy wiec bedzie organizacja na calego: jedno dziecko do szkoly, drugie do zlobka, kto odbiera kogo o ktorej, kto robi kolacje, zakupy, pranie, przekazywanie fotelikow, logistyka napieta jak stare gacie. I w tym wszystkim cos trzeba wymyslec, zeby wyciagnac tego Starszaka z jego dola. Nie wiem jak, bo wszystkie nasze proby na razie koncza sie skwaszona mina i „chce wrocic do B.”

Pomozcie kobiety. Podpowiedzcie cos, moze ja stracilam cos waznego z oczu?
Obserwuj wątek
    • anula36 Re: problemy... 07.09.12, 10:16
      a ile Mlody ma lat?
      • konstancja16 Re: problemy... 07.09.12, 10:25
        osiem
        • anula36 Re: problemy... 07.09.12, 10:47
          pytam, bo mi takie zachowanie bardziej pasuje do takiego mlodszego nastolatka.Wscieklego na caly swiat i zbuntowanegowink

          Ciezka sprawa jest odrzucenie przez biologiczna matke- bez wzgledu na powody tego odrzucenia. ja bym chyba w takiej sytuacji probowala spotkac sie ze specjalista i pogadac o tej calej sytuacji.Nie wierze,ze to tylko taki foch dla focha.
          Nadzieja tylko ze im dalej po wakacjach, to wreszcie wygasnie nadzieja powrotu do matki i Mlody skupi sie na zyciu z Wami.
    • 13monique_n Re: problemy... 07.09.12, 10:53
      On jest jeszcze bardzo mały, a już zderzył się z faktem, że mama go nie chce. Nie jest wykluczone, że gdzieś w nim siedzi to, że już raz ten numer wycięła, kiedy był malutki (zniknęła wtedy na dłużej, a są koncepcje, które twierdzą, że to się odbija na dziecku).
      Wiele więcej niż już robicie nie da się zrobić (może jeszcze znaleźć jakieś naprawdę super sprawdzonego terapeutę, który pomoże Wam znaleźć drogę i pomóc Starszakowi). Nie wiem, czy Cię to pocieszy, ale mój 19-latek wraca rozwalony psychicznie z weekendu z "super-tatą-roku", który ostatnio ożywił aktywność. Poki człowiek ma rozwijającą się psychikę, póty rodzice mają największą siłę rażenia. (Może chcesz książkę Korczaka "jak kochać dziecko" - wiele tam truizmów, ale biorąc pod uwagę fakt, że on ją pisał 100 lat temu, to te truizmy i tak dają do myślenia)
    • tully.makker Re: problemy... 07.09.12, 12:01
      Powiem tak - wiez dziecka z matka jest wiezia szczegolan, bo biologiczna. nawet z matka zla, olewajaca go i nieinteresujaca sie. BYlo nawet na forum mnostwo podobnych do waszego przykladow. odtracenie przez matke jest jedna z najwiekszych tragedii jakie sie dziecku moga przydarzyc.

      To nie znaczy, ze maly was nie kocha. Moze nawet boi sie was kochac, bo skoro matka mogla go oddac, to tym bardziej wy.
      Badzcie cierpliwi. Ta rana sie nie zagoi, ale mozecie ja zaleczyc, dajcie czasowi czas.

      PS moj 7-latek wpada w histerie, jak jednego z rodzicow nie ma w domu, wczoraj wieczorem wyl z powodu nieobecnosci taty, wczesniej, gdy byl z tata u babci wyl za mama (gdy juz siostra cioteczna wyjechala, that is, bo wczesniej byl zbyt zajety). A przeciez powinien miec poczucie bezpieczenstwa...
    • mazoko Re: problemy... 07.09.12, 12:29
      wspomnialas cos o jakiejs kolezance ..... pisałaś o trudnej adaptacji w nowym otoczeniu, kojaż kobiet!o on jest sam, potrzebuje bratniej duszy, a nie tylko ojca macochy czy bąbla ....ściągnijcie kolezanke do siebie na weekend i zobaczcie jak on sie zachowuje może nie chodzi o granie i brak obowiazków a o towarzystwo ......
    • polifonia1983 Re: problemy... 07.09.12, 13:59
      Bez dobrego terapeuty chyba nie ruszycie. Ale naprawdę dobrego, bo kiepski może jeszcze pogorszyć sytuację. Ja znam tylko w Wawie, a wy chyba raczej z północy jesteście.

      Może namówcie go, by częściej rozmawiał z tą koleżanką? Może warto zaprosić ją z rodzicami, albo niech gadają na skypie? Możliwe, że mu doskwiera też to, że jego życie zmieniło się nie tylko w kwestii mieszkania z mamą lub tatą ale całkowicie. Stracił też swój kąt (nieważne, że ma nowy), część rzeczy, szkołę, znajomych, podwórko, ulubiony sklep... wszystko, co było jego życiem.

      No i , już o tym pisałam. Moja kuzynka była regularnie porzucana przez matkę, na naprawdę obrzydliwe sposoby (wysyłała ją do sklepu, a w tym czasie pakowała się i znikała na kilka lat z Pl itd, obiecywała, że ją zabierze z sobą, nie zabierała). Mimo to dla mojej kuzynki matka była święta (chociaż jednocześnie była na nią wściekła), a wszyscy inni nie tacy, jak trzeba.
      Nawet dorosłej osobie całkowite uświadomienie sobie, że matka jest średnią matką, sprawia trudności i powoduje cierpienie. Co dopiero ośmiolatkowi, który się pewnie jakoś z tą myślą mierzy.
      Biedny on i biedni wy.
    • rybkka24 Re: problemy... 07.09.12, 14:13
      mały doświadczył odrzucenia przez matkę i teraz przez nowe środowisko/rówieśników.
      tak jak sugerowały wyżej dziewczyny spróbujcie umożliwić mu kontakt z "byłymi"kolegami/koleżankami.pomóżcie mu również znaleźć nową grupę w której czułby się ważny i akceptowany może np. zajęcia taneczne/basen sporty walki...różne są zajęcia.
      myślę że mały czuje się nie akceptowany i gorszy i ma odruch że chce do mamy, taki pierwotny instynkt nie ważne właśnie jaka matka jest.
      a tu ma info zwrotne nie chcę cię mieszkaj u taty.przykre.
      poradźcie się specjalisty jak mu możecie pomóc w poradzeniu sobie z tym stanem i pomóżcie znaleźć jakieś przyjazne dzieciaki.
      • konstancja16 Re: problemy... 07.09.12, 14:20
        byla szkola i kolezanka z bylej szkoly sa o 80 km od nas. wiec moze miec z nia kontakt jak jest u matki. my tu mozemy pomoc podtrzymac kontakt z nowymi kolegami / kolezankami. stad.

        wlasnie dostalismy maila ze szkoly. jako jedyny z klasy nie odrobil lekcji w tym tygodniu. juz dwa razy (nam mowil ze nie ma nic zadane). dostal uwage w zeszyciku do korespondencji, ktory jak zauwazyl wychowawca, zostawil na stole w szkole. kuzwa, kuzwa. jak dotrwac do wieczora i nie opieprzyc go przesadnie tylko dac mu jakiegos pozytywnego kopa?
        • rybkka24 Re: problemy... 07.09.12, 14:26
          to spróbujcie mu znaleźć jakąś ciekawą grupę u was.
          problem jest szerszy niż nieodrobione zadanie.
          stawiałabym nie na opieprz tylko szczerą rozmowę o jego uczuciach/samopoczuciu samoocenie w wersji junior.
          i konsultacja z psychologiem/pedagogiem.
        • edw-ina Re: problemy... 07.09.12, 14:39
          Próbuje zwrócić na siebie uwagę. Może zasugeruj mu, że rozumiesz jego intencje. Np. opowiadając o tym, jak to chciałaś, żeby rodzice spędzali z tobą więcej czasu, ale zamiast im to powiedzieć opuszczałaś się w nauce, bo wtedy odrabiali z tobą lekcje. Każdy człowiek, a dziecko szczególnie, jest przekonany, że tylko on ma problem i nikt tego nie widzi. Czasami takie pokazanie, że ma się/miało się podobnie nie najgorzej działa.
          • rybkka24 Re: problemy... 07.09.12, 17:17
            małemu właśnie rozpadł się świat na kawałki
            może czuć że to was mało interesuje po prostu żyjecie codziennością a on został z tym sam.
            • anula36 Re: problemy... 07.09.12, 17:52
              oby wszyscy rodzice tak "zyli codziennoscia' jak tu opisani- pomagali w problemach w szkole, troszczyli sie. Zreszta nie ma innej rady niz takie zycie- nikt mu cudownie matki nie zwroci.
        • polifonia1983 Re: problemy... 07.09.12, 17:54
          No tak, ale zadzwonić do kolegów może przecież? Może warto go do tego zachęcić?
          Bez psychologa chyba nie poradzicie sobie, bo problem narasta.

          > wlasnie dostalismy maila ze szkoly. jako jedyny z klasy nie odrobil lekcji w ty
          > m tygodniu.
          Może mu już wszystko jedno? Może ma depresję dziecięcą, sądząc z tego, co opisujesz, to możliwe. Objawy u dziecka mogą być inne, niż u dorosłego.

          jak dotrwac do wieczora i nie opieprzyc go przesadnie tylk
          > o dac mu jakiegos pozytywnego kopa?
          Ne opieprzaj go, nic wam to nie da, zamknie się w sobie jeszcze bardziej.
          zapytajcie dlaczego nie odrobił i co zrobić, żeby kolejne prace były odrobione. Może ma już dość i mu się nie chce, może nagle zaczyna potrzebować pomocy, chce, żeby ktoś okazał zainteresowanie, odrabiając z nim lekcje, może pomyślał, że jak zawali szkołę, to wróci do mamy... albo chce was podręczyć, bo skoro on cierpi, to czemu wy macie mieć łatwo. albo jeszcze coś... Może uda się wam doprowadzić do sytuacji, że zacznie z wami szczerze rozmawiać. W każdym razie, nie dajcie się sprowokować, pokurwicie potem, jak już nie będzie słyszał smile Niech poczuje, że was to zmarwiło, a nie wkurzyło i że chcecie mu pomóc. Nawet, jeśli was oleje, to i tak to zauważy.
    • morel37 Re: problemy... 08.09.12, 00:30
      abstrahujac oczywiscie od tego ze matka to matka..to tez zanim doczytalam chcialam zapytac ile ma lat. bo jakbym znala polowe z tego co piszesz. madre ksiazki mowia ze to taki wiek. wiek w ktorym wystepuje smutek, niedowartosciowanie siebie itd. nasze pasierbiatko w tymze wieku bylo nie do przezycia.dla mnie.ale i ojcu bylo ciezkie. pierwsze wspolne wakacje.i ciagly foch. bo pogoda nie taka, bo miasto brzydkie, bo zupa za slona, bo sie beda smiac, bo nie umiem, bo tamten chlopiec brzydko na mnie popatrzyl. plakac mi sie chcialo. bo po latach samotnych (bezdzietnych )wakacji trafily mi sie pierwsze z dzieckiem i to takie. okolicznosci przyrody zarabiste, a 3/4 czasu foch.oczywiscie foch mijal i dziecko nic nie pamietalo. polowa niefajnych rzeczy robiona byla celowo "ja wam pokaze' zeby za chwile byl foch bo znajome dzieci z ktorymi bylismy tez oszukuja, nie lubia, sa okropne, fatalne, i w ogole. pasierbiatko tesknilo za mama ale nam tego powiedziec nie chcialo ale jednoczesnie nie odczuwalo potrzeby komunikacji z mama kiedy tylko foch mijal. byly lzy, prozby , grozby . Generalnie moj blad: nie przygotowalam sie wczesniej do tego okresu w moim zyciu wink teraz jak moje dziecie dobije 8 bede wiedziala co mnie czekawink
      w waszym przypadku na pewno ma to jeszcze zwiazek dodatkowy z mama i jej brakiem. jak to mowia: wszystko mija. kochac, wspierac, zagryzc zeby. bedzie dobrze.
    • nangaparbat3 Re: problemy... 09.09.12, 08:27
      Bardzo wspołczuje, sama wiem, jak to jest kiedy w kontakcie z dzieckiem odbijamy sie od sciany.
      Myślę, że niczego z oczu nie stracilaś, raczej robi wrażenie Twoja wielka uwazność.
      Czytam wlasnie książkę "O chlopcu wychowywanym jak pies" i bardzo Ci ja polecam, są tam opisane przypadki dzieci, ktorych matki w najwczesniejszym dzieciństwie nie daly dzieciom tego, co trzeba (wydaje sie, że tak bylo w przypadku Twojego pasierba), i jakie sposoby postępowania pomagaly. Zacznij od rozdziału "Lodowate serce".
      To co mi na gorąco przychodzi do glowy - całkowicie odrzucic pomysly, że Młody chce wami manipulowac, ze potrzeba mu "pozytywnego kopa". Zwrócilam uwagę na to, ze ojciec mowi mu, ze moze wyjac z szuflady ulubiony batonik - czemu ojciec nie wyjmie i nie poda? Jestem pewna, że tego mu trzeba - traktowania jak mlodszego, niz jest w rzeczywistości, dania tego, czego matka nie dala, kiedy bylo trzeba.
      teraz musi mu być dramatycznie ciężko (i tak to opisujesz), bo widzi, jak jego mlodszy brat dostaje wszystko, czego jemu brakowalo - on moze nawet wcale tak tego nie werbalizować, jednak patrzy i czuje. Siedzi w nim w srodku duzo mlodsze dziecko niz ośmiolatek - spragnione czułości, odrzucone i wystraszone. Byloby dobrze, żeby ojciec to male dziecko w nim zobaczyl, więcej wybaczał, mniej wychowywal, częściej - o ile Mlody na to pozwoli i o ile ojciec będzie w stanie zrobic to spontanicznie - bral na kolana, przytulał, glaskał.
      Pracuje w świetlicy i dokladnie w ten sosób postepowalam wobec osmioletniej, agresywnej i bardzo nerwowej dziewczynki - po roku zmienila sie nie do poznania. I wszystko to zgadza się z najnowszą wiedzą o rozwoju mozgu (jeszcze raz namawiam na książkę smile
      • tully.makker Re: problemy... 11.09.12, 09:31
        > Czytam wlasnie książkę "O chlopcu wychowywanym jak pies" i bardzo Ci ja polecam
        > , są tam opisane przypadki dzieci, ktorych matki w najwczesniejszym dzieciństwi
        > e nie daly dzieciom tego, co trzeba (wydaje sie, że tak bylo w przypadku Twojeg
        > o pasierba), i jakie sposoby postępowania pomagaly.

        To rewelacyjna, ksiazka, tez ja polecam. Mysle, ze kazdy, kto ma doczynienia z dziecmi powinien ja przeczytac.
    • aragorna71 Re: problemy... 09.09.12, 11:23
      musicie mu okazac duzo milosci i cierpliwosci. Mysle, ze jego zachowanie jest takie, bo dopiero teraz do dziecka dotarlo, ze matka go nie chce. Powtarzajcie mu kazdego dnia jak bardzo go kochacie i cieszycie sie, ze jest z wami i jakim jest wspanialym starszym bratem. Okazujcie mu tez uczucia: przytulenie, branie na kolana, jakies zabawy razem. Mysle, ze dziecko da sobie z tym rade. Wazne, aby w nowym srodowisku mial kolege/kolezanke z ktora moze spedzac czas.
      Moze zapiszecie go na jakies dodatkowe zajecia w dziedzinie, ktora lubi, aby mial odskocznie od problemow. Psycholog tez bylby dobrym rozwiazaniem, ale moim zdaniem w terapii powinna uczestniczyc cala rodzina. Powodzenia ci zycze i pozdrawiam.
      • nini6 Re: problemy... 09.09.12, 17:05
        Mysle, ze jego zachowanie jest takie, bo dopiero teraz do dziecka dotarlo, ze matka go nie chce.
        Dokładnie, ma okazję zaobserwować jak się opiekujesz najmłodszym i dotarło do niego, czego mu brakuje sad
        • konstancja16 Re: problemy... 11.09.12, 08:28
          dziekuje za wszystkie wypowiedzi. jakos udalo nam sie opanowac najgorszy chaos okoloszkolny. pomyslimy o specjaliscie. i dam znac za jakis czas jak nam idzie.
          • polifonia1983 Re: problemy... 11.09.12, 10:40
            trzymam kciuki.
          • braktalentu Re: problemy... 11.09.12, 17:01
            Konstancjo, jako dziecko porzucone podpiszę się pod tym co napisały Nanga i Tully. Zwłaszcza ten fragment Tully o ranie w sercu, która może co najwyżej zabliźnić się i nie boleć tak cholernie, ale zawsze będzie istniała.
            Jak Ci nerwy będą siadać w obecności Młodego, to wizualizuj sobie to Jego krwawiące serce.
            Ja z całego swojego, poharatanego serca życzę Mu czasu. Czasu na zasklepianie rany. Bo jak się zabliźni szybko, to tylko po wierzchu - potem serce może pęknąć przy najdrobniejszym wysiłku. A Tobie i Twojemu życzę siły. Bo patrzenie na cierpienie dziecka, w którym nie można Mu ulżyć wymaga siły nadludzkiej.
            Tak jak pisze Nanga - czułość, uważność, wyrozumiałość, troska i stałość w uczuciach bez względu na wszystko to jak szwy, które nie pozwolą Młodemu się wykrwawić.

            Tak bardzo mi Go szkoda.
    • kara_mia Re: problemy... 11.09.12, 12:45
      bo pogoda nie taka, bo miasto brzydkie, bo zupa za slona,

      bo woda za ciepła, bo woda za zimna, bo łózka za niskie, bo za wysokie.
      bo narty za długie, bo narty za krótkie, bo za mało jeździmy na nartach, bo jeszcze tyle trzeba jechać zanim dojedziemy do knajpki na lunch
      bo niebo beznadziejne ( za niebieskie)
      niebo beznadziejne ( są chmury)
      wy jesteście beznadziejni ( bo tak)
      nic nie rozumiecie ( bo jesteście beznadziejni)
      ....
      ( mamo, czemu gryziesz syfon?... wink )

      Wbrew pozorom jest to opowieść o moim zupełnie normalnym (?? smile ) synu.

      Obecnie prawie dorosły, świat przestał być częściowo beznadziejny, tylko ludzie są beznadziejni bo bez ambicji i bez uśmiechu i osowiali i wszyscy nie rozumieją, ze życie jest fajne i marnują swoje życie...

      Można przeżyć zarówno etap pierwszy jak i drugi ( wymagane jest nieco więcej wina niż zwykle).
      Pamiętam, kiedy moje dziecko ok 11 lat miało złośliwie wszystko co chciało, takie jak chciało i oświadczyło :
      -mamo , muszę marudzić
      - ale synu o co / jak
      - nie wiem o co , normalnie "maru, maru, maru...."
      Jak mi wyjaśnił to taka wewnątrzna potrzeba, żeby nie być zadowolonym ( ze wszystkiego)
      rzekomo w tym wieku to jakaś wartość. Syn twierdził również, że szuka tożsamości, ale nie znalazł wówczas żadnej ciekawej wiec szukał dalej.


      • konstancja16 Re: problemy... 11.09.12, 21:30
        lo matko.... jak to przetrwac??? wink
        • kara_mia Re: problemy... 11.09.12, 23:09
          wino, wino, wino...
          ew. medytacje
          • konstancja16 Re: problemy... 12.09.12, 08:43
            smile

            jeszcze troche karmie piersia wiec na razie glownie medytacja... ale jak ja sie dorwe do mojej piwniczki z winem...

            dzieki dziewczyny. Mlody jest troche pogodniejszy i aktywniejszy. Codziennie zyczy sobie rozmawiac z mama przez skype'a (videokonferencja) i ma jej kupe rzeczy do opowiedzenia i pokazania. nie moze sie doczekac weekendu... ciekawe co nam zaserwuje po. przygotuje sie do medytacji na wszelki wypadek.
            • morel37 Re: problemy... 14.09.12, 14:01
              a jak nie medytacja to swiadomosc , ze wszystko mijawink po 8 latach sa kolejnewink nastepny etap to bycie nastolatkiem tongue_out
            • polifonia1983 Re: problemy... 14.09.12, 15:08
              Pewnie po każdym weekendzie z mamą będzie zjazd.

              Jeśli to cię pocieszy, przez wiele lat młoda była znerwicowana, depresyjna i napięta do granic możliwości. Potrafiła z byle powodu wyć jak mordowane zwierze, godzinami, bez możliwości uspokojenia jej. Waliła głową w ziemię, potrafiła pogryźć i pobić w amoku. Pracowaliśmy (najpierw M, potem razem) jak dzikie osły i w weekendy robiliśmy za dwuosobowy team od integracji sensorycznej, poradni psychologicznej, medytacji i wszystkiego jak wlezie (mama nie zgadza się na żadne terapie, "bo chcemy zrobić z młodej wariatkę i zamknąć ją w psychiatryku"). Zrobiliśmy wszystko, co umieliśmy, żeby poczuła się bezpieczna i w pełni akceptowana i kochana. Udało się i od roku jest super. Poza...
              Panna dorasta. Nagle oznajmia, że musi popłakać i to czyni. Powód: nie mam powodu, po prostu mi smutno. I tak jeszcze kilka lat, dopóki hormony się nie uspokoją big_grin O mamusiu...
              Wiem, że ci teraz nie do śmiechu, ale uwierz, będzie dobrze. Pewnie dużo was to będzie kosztować, ale poradzicie sobie.
              • rybkka24 Re: problemy... 14.09.12, 20:33
                mam wrażenie że jednak z chłopakami ciut łatwiej...chyba że to moje stereotypy się włączają.
                ale nawet z doświadczenia powiem..
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka