Dodaj do ulubionych

Ku przestrodze

30.07.04, 16:30
Na pewno każda z macoch zaczynając swoją "karierę", a także w trakcie jej
trwania - słyszała nie raz przestrogi osób życzliwych i "życzliwych".

No to teraz pisać.
Jakie wam się zdarzyło słyszeć od innych?

Istnieje koronna trójca (czwórca/piatnica/...ica) przestróg dla "macoch"
albo "chcących stać się macochami" - standardowych w naszym społeczeństwie?


P.S.
(już mi się nudzi trochę mniej smile)
Obserwuj wątek
    • domali Re: Ku przestrodze 30.07.04, 16:32
      Ja nie slyszalam. Poważnie.
      Tzn moja mama powiedziala mi tylko, że w pewnym sensie będziemy mieli dwójkę
      dzieci. A teściowa zapytala, czy na pewno wiem, w co się pakuję smile
      Ale zlotych rad jakoś specjalnie kojarzę...
    • lilith76 Re: Ku przestrodze 30.07.04, 16:40
      jedna z koleżanek przytomnie zauważyła: przecież zawsze chciałaś urodzić
      dziecko, a on nie będzie chciał mieć kolejnego. potem żartem skomentowała
      mailem jeden z opisywanych weekendów z dzieciaczkami: chciałaś mieć dzieci, to
      je masz smile
      • bei Re: Ku przestrodze 30.07.04, 17:15
        Mój ojciec był ojczymem dla mojego brata, mój brat wychowuje pasierbice- a
        własciwie już wychowal- Mirelka ma 23 lata, mój szwagier wychowal pasierba-
        Tomek ma 25 lat- i nikt mi rad nie dawal....pamiętam tylko kiedyś- jak macocha
        mojego pierwszego męża- powiedziała, że inaczej jest wychowywac szóstkę swoich
        dzieci- a inaczej jedno cudze.....to mądra kobieta- dobra-uczynna...to była jej
        racja- ale nie jestem pewna- czy 100%centowasmile Pozdrawiamsmile
    • badia Re: Ku przestrodze 31.07.04, 20:26
      Mam przyjaciółke, ktora wychowała sie z ojczymem, a znajomymi matki były praktycznie same nexie. Powiedziała, ze nigdy nie zwiazałaby sie z facetem, ktory ma dziecko z powodów finansowych. Spytałam, co jeśli kasa nie ma większego znaczenia. A ona, że tatusiowie lubią być dobrymi tatusiami za pomocą next, to znaczy biorą dzieci (żeby dobrym tatusiem być) a potem zostawiają "na głowie" next.
      Z innych przestróg:
      - że on ma fabryczną wadę, skoro ex go zostawiła, to z nim się pewnie nie da żyć, tj nie nadaje się na męża (ja też od niego ucieknę)
      - że skoro nie potrafił ułożyć swoich relacji z dzieckiem, to pewnie ma wadę fabryczną, tj. nie nadaje się do ojcostwa (nie bedzie kochał naszych dzieci)
      - że któregoś dnia odżyje w nim miłośc do córki i wtedy wszystko zostawi i pójdzie precz
      więcej przestróg nie pamiętam...
    • judytak Re: Ku przestrodze 02.08.04, 10:32
      ja słyszałam:
      "córeczko, będzie ci ciężko, czy dobrze przemyślałaś, z czym to się wiąże?"

      i uważam, że była to słuszna uwaga,
      przy czym ja przemyślałam, czym to się wiąże,
      i nigdy nie szukałam w życiu tego, co łatwe, tylko tego, co mi odpowiada ;o)

      konkretnych rad nie usłyszałam, raz, że mam grzeczną, dobrze wychowaną
      rodzinę, dwa, że nikt nie miał podobnych doświadczeń

      pozdrawiam
      Judyta
    • kkokos Re: Ku przestrodze 03.08.04, 16:20
      Że jego dzieci z pierwszego małżeństwa zawsze będą dla niego ważniejsze niż
      nasze wspólne dziecko
      Że będzie na każde zawołanie bądź tych dzieci, bądź eksi
      Że te dzieci mnie zagryzą i moje dziecko (czyli ich przyrodniego brata) też
      • nooleczka Re: Ku przestrodze 03.08.04, 16:47
        kkokos napisała:

        > Że jego dzieci z pierwszego małżeństwa zawsze będą dla niego ważniejsze niż
        > nasze wspólne dziecko
        > Że będzie na każde zawołanie bądź tych dzieci, bądź eksi
        > Że te dzieci mnie zagryzą i moje dziecko (czyli ich przyrodniego brata) też


        I co, sprawdziło się???
        • kkokos Re: Ku przestrodze 04.08.04, 10:18
          Jedno się nie sprawdziło - dzieci mają niezły kontakt. Choć nie wiem, czy
          wspólne zabawy przełożyłyby się na pomoc w trudnych sytuacjach...
          Jedno się sprawdziło - że jego dzieci z pierwszego małżeństwa zawsze będą dla
          niego ważniejsze niż nasze wspólne dziecko. Dawał mi to do zrozumienia już gdy
          byłam w ciąży, choć moja ciąża była decyzją wspólną (i wydawało mi się, że z
          obu stron świadomą - w końcu ojciec dwójki dzieci wie, na co się decyduje...)
          A co do trzeciej rzeczy - że będzie na każde zawołanie bądź tych dzieci, bądź
          eksi - nie wiem. Bo bardzo często niby jechał do dzieci (matka wiecznie w
          rozjazdach i dzieci same w domu - były wtedy w wieku późnych klas podstawówki),
          a potem się okazywało, że w pracy impreza była....


    • asiek25 Re: Ku przestrodze 03.08.04, 23:24
      Hej, a żadna z Was nie słyszała argumentu o kasie?
      Pierwsze słowa mojej mamy, na wieść o tym, że mój M. ma dwoje dzieci
      były "Dziecko, przecież wy będziecie straszną biedę klepać, skoro on musi
      alimenty płacić!".
      Jakoś się nie sprawdziło, biedy nie klepiemy, a jeszcze eksia alementy dostaje
      całkiem niezłe.
    • lideczka_27 Re: Ku przestrodze 03.08.04, 23:45
      Ojciec mi powiedział, że wiązanie się z człowiekiem, który ma dziecko, to
      ciężki chleb i że jeszcze nie raz będę płakała.
      Słyszałam też, że trzeba płacić, bo tamtemu dziecku też się należy i będę
      musiała własnemu dziecku od ust odjąć, by dać tamtemu - to się chyba
      najczęściej przewijało...

      Mnóstwo moich znajomych słało tekst w stylu "podziwiam cię, ja bym nie chciał/
      nie mógł itd", nasiliło się, gdy ja byłam w ciąży, a oni widzieli naszą trójkę
      razem na wszystkich ważnych uroczystościach (mnie, M. i młodą). Wtedy szły
      wyrazy współczucia, że ja taka biedna, a moje dzieciątko najbiedniejsze, bo nie
      jest jedynące i ze pewnie chcielibyśmy w dwójeczkę, a potem w trójeczkę, a tu
      niestety taka przykrość... Młoda była postrzegana jak przeszkadzajka, czasem po
      prostu jak bękart, którego powinno nie być dla mojego osobistego dobrego
      samopoczucia. Rzadko się ludziom "bez skazy" zdarza wierzyć, że to nie koniec
      świata, gdy się zakochujemy w człowieku z przeszłością. Gdyby było tak
      makabrycznie, to ani M. ani żadna eksia nie mieliby prawa do normalnego życia,
      skoro są już "skażeni" posiadaniem potomstwa...
      Najśmieszniejsze jest to, że ludzie nie mający o tym układzie pojęcia, mają
      największe skłonności do demonizowania nie swoich problemów.

      pozdrawiam
      • konkubinka Re: Ku przestrodze 04.08.04, 00:21
        nigdy nikogo nie pytalam o zdanie i nie dzielilam sie tym co mam w planiesmile
      • badia Re: Ku przestrodze 04.08.04, 22:07
        Lideczko, u mnie było odwrotnie. Ludzie, którzy z podobnymi sytuacjami we własnym życiu się nie spotkali nie widzieli żadnego problemu - no jest dziecko, to je trzeba kochać (to był cytat). Najbardziej na "nie" była moja przyjaciółka, która problemy wokół kasy i inne podobne znała z autopsji, bo wychowywał ją ojczym, matka była po rozwodzie i większość jej przyjaciółek stanowiły nexie.
        • maxxi26 Re: Ku przestrodze 04.08.04, 23:41
          I u mnie Badia - było identycznie. Dookoła osoby, które nie miały w ogóle
          styczności z takią sytuacje życiową. Pytania w rodzaju "czy kochasz jak
          własne", bardziej oczekiwania, że to normalka przecież i żaden problem..
          Jedynie moja przyjaciółka, która od drugiego roku życia wychowywała sie bez
          jakiegokolwiek kontaktu z ojcem (porzucił ich) - rozumie. A najgorzej było -
          ze strony siostry mojego m., której się wydawało, ze stworzymy wielką
          szcześliwą rodzinęsad.
          • maxxi26 Re: Ku przestrodze 04.08.04, 23:51
            Pdobało mi się z wątku o macochach znanych -literacko - cytuję z artykułu:
            "Antonina Zeihteim nie była kobietą posiadającą "dar przystosowania się do
            ciężkich obowiązków matki cudzych dzieci". Chyba, ze w tamtych czasach to było
            ciężkim obowiązkiem, a teraz to jest inaczej.
    • capa_negra Re: Ku przestrodze 04.08.04, 07:19
      Nigdy nikt do mnie nie wyskoczył w tym temacie z jakimiś uwagami i radami
      zreszta jedyne co by wtedy usłyszał to vide sygnaturka.
      Od momentu ukończenia studiów nikt nigdy nie kwestionował moich decyzji i
      wyborów , nawet osobisty tato stwierdzil " jestes duża"
      Innym powodem braku "dobrych rad" mógł byc fakt, że monz ma dorosłe dzieci, a
      nie dzieci na utrzymaniu, a sam fakt że jest po rozwodzie jeszcze wybrakowanym
      go nie czyni
    • majka1970 Re: Ku przestrodze 04.08.04, 08:08
      Moja mama- będac next i bierną macochą- oszczędziła mi w swej mądrości rad.
      Wiedziała, ze znam jej życie z "mężem z odzysku" chociaż częściowo(bo rodzice
      zawsze w swej naiwności chcą oszczędzić dzieciom przykrości i zapewnić im
      szczęśliwe i beztroskie-jak długo się da - życie).
      Powiedziała mi jedynie, ze jeżeli coś nie wyjdzie, to mam sie pakować, brać
      dziecko pod pachę ( jeżeli takowe będzie ) i wrócić do domu.
      Świadomość absolutnej akceptacji mojej osoby i moich decyzji pozwoliła mi w
      ciężkich chwilach, a takich nie brakowało, niekorzystania z tego przywileju.
      Myślę, że mojej córce powiem to samo, jeżeli kiedyś zdecyduje sie na związek z
      mężczyzną ze zobowiązaniami.

      Szczerze mówiąc jedyne kłopoty w naszym zwiazku zwiazane z pierwszym małzeństem
      mojego męża to te wynikające z postawy jego byłej żony i troski o syna.o
      finansach grzech by było wspominać w czasach, w których ludzie nie mają co jeśc
      i nie mogą pracować, choć chcą.
      Pozdrawiam wszystkie macoszki i te bierne i te bardzo czynne.Czapkę z głowy
      przed ich miłością, rozwagą i mądrościa życiowa!
    • pom Re: Ku przestrodze 04.08.04, 08:31
      Wybiłam się tak wielką samodzielność, od kiedy skończyłam 18 lat, doszłam do
      tylu rzeczy sama, że mama, a tym bardziej dalsza rodzina NIE ŚMIE dawać mi rad
      i oszczędza uwag, które niewątpliwie między soba wymienia, jak znam rodzinkę.
      Do mnie jednak nie dociera nic i ich szczęście.

      Mamie zakomunikowałam, że wyjeżdżam 400 km od domu, do mężczyzny z dwójką
      dzieci. Tło też jest ważne - zostawiłam kilka źródeł dobrych dochodów, bardzo
      wygodne życie i nowiuteńkie wypieszczone mieszkanko, dopiero co odebrane od
      developera.smile Nie powiedziała nic oprcz tego, żebym nie zamykała furtek za
      sobą, co było dla mnie oczywiste. A w te wakacje, kiedy przyjechaliśmy całą
      czwórką do mego rodzinnego miasta, babcia, a potem moja mama zaprosiły nas na
      rodzinny obiad. Od mego ojczyma dzieciaki dostały upominki. Zaakceptowali mój
      wybór w pełni.
      I moge podpisać się pod stwierdzeniem Judyty: "i nigdy nie szukałam w życiu
      tego, co łatwe, tylko tego, co mi odpowiada".smile

      Pozdrawiam macoszki i życzę im szczęścia.
    • doratom Re: Ku przestrodze 05.08.04, 08:36
      W sierpniowym miesięczniku "Samo Zdrowie" pojawił się artykuł "Ty, on i jego
      dzieci". Wynika z niego, że "aż 46 % Polek (również tych, które mają za sobą
      rozwód i same są matkami) deklaryje, że za nic nie związałoby się z "dzieciatym
      mężczyzną.
      Taki związek jest trudny, bo wymaga od ciebie zwięcia na siebie częściowej
      odpowiedzialności za jego dzieci. Twoja rodzina to od samego początku nie tylko
      ty i twój mężczyzna, ale i jego latorośle. Sa dla niego ważne i sporo dla nich
      poświęca? Znaczy, że jest czuły i odpowiedzialny. Taki, jakiego szukasz!"
      I jeszcze 5 cech idealnej macochy:
      1- poczucie humoru; nawet najtrudniejsze sytuacje można rozładować śmiechem,
      zwłaszcza w kontaktach z dzieckiem; wypróbuj tę metodę przy pierwszym
      konflikcie;
      2- asertywność; musisz mówić jasno o tym , co cię niepokoi, martwi, cieszy;
      3- dystans wobec siebie; jeśli będziesz przekonana, że jesteś nieomylna i
      niezastąpiona, prędzej czy później coś lub ktoś zburzy to nieuzasadnione
      mniemanie;
      4- anielska cierpliwość potrzebna przy własnym dziecku, przy cudzym przydaje
      się sto razy bardziej;
      5- spokój; prawdopodobie czeka cię nejedna awantura, telefony od byłej żony
      twojego partnera w środku nocy i wyrzuty dziecka, które wykrzyczy, że byłoby
      dużo szczęśliwsze z ojcem, gdyby cię nie było; tylko spokój może was uratować.

      Ha, łatwo powiedzieć. Myślę, że każdy związek jest inny, każde dziecko jest
      inne. I każda z nas musi znaleźć swoją własną drogę do szczęścia w związku
      z "dzieciatym" M.
      • majka1970 Re: Ku przestrodze 05.08.04, 08:42
        Doratom- ten/ta, kto redagował ten tekst, najprawdopodobniej nie ma nic
        wspólnego z cudzymi dziećmi i męzem-kogoś-byłym-mężem . Wystarczy poczytać to
        forum!
        • doratom Re: Ku przestrodze 05.08.04, 08:52
          Majka, zgadzam się z Tobą w 100 %.
        • doratom Re: Ku przestrodze 05.08.04, 08:54
          A zacytowałam fragmenty właśnie po to, żebyście się przekonały, jakich porad
          można się spodziewać od ludzi, którzy nie znają sprawy, a się wymądrzają.
        • jayin Re: Ku przestrodze 05.08.04, 10:03
          majka1970 napisała:

          > Doratom- ten/ta, kto redagował ten tekst, najprawdopodobniej nie ma nic
          > wspólnego z cudzymi dziećmi i męzem-kogoś-byłym-mężem . Wystarczy poczytać to
          > forum!

          Majka - mi się też wydaje, że gro "ekspertów" doradzających nie
          tylko "macochom", ale też w wielu innych dziedzinach życia, to po prostu
          teoretycy.

          Z mojej strony bardziej cenię rady "praktyków".

          pozdr.
          J.
          • majka1970 Re: Ku przestrodze 05.08.04, 10:16
            Tak z innej beczki, to w ogóle mama wrażenie, że tzw. prasa kobieca upadła i
            się nie podniesie.Od 3 lat nie kupuję żadnych kobiecych pism, bo spawiować sie
            można od 1/ trandów w modzie, 2/porad quasi- sexualnych, 3/ adreswów markowych
            sklepów, 4/ płytkich, beznadziejnych plotek z życia society i.....można by
            mnożyć. Zastanawiam sie czy prasa głupiej i próbuje oszołomić kobieca część
            społeczeństwa czy odwrotnie: i ma to przełożenie w prasie.
    • lilith76 Re: Ku przestrodze 05.08.04, 09:18
      no to jeszcze przyznam się do ciężkiego przewinienia - M spotykał się ze mną
      jeszcze w czasie trwania swojego - opierającego się jedynie już na dobru
      dzieci - małżeństwa i to moje pojawienie się było impulsem do odejścia. od
      niektórych słyszałam, że ze mną za kilka lat zrobi to samo: zdradzi, odejdzie.
      odpowiadam, że ja też nie jestem bezwolnym niewiniątkiem, też przecież mogę
      zdradzić i odejść.
      • skrzyniaa Re: Ku przestrodze 05.08.04, 09:46
        A ja po pierwszych wakacjach z M. i z jego córką (8 lat) i moją córką (lat 4) -
        podczas których dziewczyny zwłaszcza zazdrosna na maxa córeczka tatusia dały
        nam nieźle popalić, usłyszałam "spieprzaj od niego czym prędzej".
        I wiecie co ? Po tej szkole życia gdzie moja córcia zazdrosna jest o mnie, a
        jego córka zazdrosna jest przede wszystkim o moje dziecko no i trochę o mnie,
        no i nawet jest zazdrosna o moją matczyną miłość do mojego dziecka.
        Wariatkowo !!! Dziękuje Bogu, że dziecko mojego M. jest zapatrzone w matkę i z
        ojcem mieszkać raczej nie będzie - daj Boże NIGDY. Ja się już pogubiłam.
        Myślałam o córce M. - biedne dziecko tyle w życiu przeszło, wychowuje się w
        środowisku ciągłej psychicznej agresji, wszyscy ją biją (matka i babka) bo
        dziecko niedobre - ale po spędzonych wspólnie dwóch tygodniach - NIEZNOSZE TEJ
        BABY. Przepraszam, że ulżyłam sobie trochę. Chyba pomogło. Nie zdawałam sobie
        sprawy, że to takie trudne. No i wczorajsza histeria zazdrości mojej "córuni" o
        M. To tylko początek początku, jesteśmy tylko parą i nie mamy wspólnych dzieci -
        co będzie dalej....
        skrzynia raczej "samodzielna" niż "macosza"
        • jayin Re: Ku przestrodze 05.08.04, 10:07
          Skrzyniaa, bo to chyba najciężej być w takiej sytuacji, kiedy dziecko otwarcie
          pokazuje swoją niechęć, zazdrość albo wręcz wrogość... Wtedy diabelnie trudno
          wykrzesać z siebie choćby trochę sympatii dla dziecka.

          Współczuję takiej sytuacji.

          J.
        • doratom Re: Ku przestrodze 05.08.04, 10:15
          Wiem, co przeżywasz. Miałam podobny problem. Córka mojego M - jedyne jego
          dziecko miała 11 lat, gdy zamieszkaliśmy razem (tzn. ja z M). W domu miała
          nieciekawą sytuację, bo exia znalazła sobie młodszego faceta, przy którym
          musiała "na łapkach chodzić", bo ma kasę, a ona po to odeszła od M, żeby
          żyć "na poziomie". M przywoził ją do nas co drugi weekend (40 km - odległość od
          naszych miejsc zamieszkania). Mała, która nie widziała ojca przez rok
          (manipulacje exi), stęskniona, na krok go nie opuszczała. A ja dostawałam
          białej gorączki. Sytuacja jeszcze się pogorszyła, gdy exi urodziła dziecko -
          mała miała problemy, czuła się odtrącona przez exię.
          Otrząsnęłam się po kolejnej kłótni z M, kiedy usłyszałam jego słowa "nie
          zmuszaj mnie, abym musiał dokonać wyboru" (chodziło o to, że albo młoda albo
          ja). Wyciszyłam się, zaczęłam na dłużej wychodzić z domu podczas jej wizyt.
          Teraz młoda ma 17 lat, przyjeżdża do nas kilka razy w roku (była np. na Boże
          Narodzenie, a następnie dopiero w lipcu i to przez 10 dni). I wiesz, co ci
          powiem? Dogadujemy się super. Ja wiem o niej więcej niż mój M. Nawet tęsknię z
          nią. Myślę, że czas to najlepsze lekarstwo.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka