Cześć babeczki. Źle ze mną i trzęsę dupą ze strachu. Wczoraj cały dzień
plamiłam, choć lekarz mnie uspokajał - do dziś chodzę do tyłu. A stało się to
za sprawą naszych zabaw, co po miesiącu doszły do skutku, ale do porodu już
ani razu! Teściowa powiedziała, że musimy sobie teraz radzić inaczej i tak
zrobimy

Mój gin był na konferencji, przez kom. mu powiedziałam co i jak, a że jestem
z tych co to przy byle okazji puszczają krew, to kazał mi leżeć i czekać, aż
się zagoi. No i dziś OK. Tyle, że dla odmiany zaczął mnie boleć brzuch i
chociaż pocieszają mnie "treningiem macicy", to idę jutro do gina - a jak nie
wrócił, to do szpitala. Nie wiem co z dziećmi, kto z nimi zostanie, bo M. jak
zwykle daleko i na długo, moja mama nie dostanie urlopu, M. też nie (opiekę
tylko - jeden dzień!), a teściowa cieniutko się czuje. Czasem to mi się
wydaje, że jestem samotną matką, bo nie mogę liczyć na swojego chłopa, jest
prawie tak, jakby go nie było

Kładę się, pozdrawiam ciepło
lidka
PS. Dziewczyny, wystawiłam kilka rzeczy na aukcję charytatywną - dochód
przeznaczam na Michasię. Wiem, że w tym naszym nagłówku po jakimś czasie link
mógł się już "opatrzeć", ale zachęcam do wpłat lub do innej formy pomocy.
Przepraszam, że się nie udzielam, ale ciężko mi usiedzieć przed kompem -
pracuję teraz w domu, mój kolega z sali przynosi mi robotę i nie muszę
chodzić. Na L4 nie chcę iść i obym nie musiała.
No i znów mnie boli, dość mam

l.