Dodaj do ulubionych

Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty?

20.06.06, 17:11
Nie moge sie powstrzymac i musze was zapytac.

To forum jest uzupelnieniem innych na ktorych duzo czytam i pisze (nie
Polskie, ale to nie ma znaczenia). Czytalam miedzy innymi, do czego zdolne sa
zazdrosne dzieci (o zgrozo, nie tylko przyrodnie).

Ostatnio pisala "macocha", ktora ma z "urzywanym mezczyzna" 3 letnia
dziewczynke; jak przyszly do nich dzieci meza (9 i 11) w odwiedziny, to z
zazdrosci (bo wszyscy mowili na dziewczynke aniolek (blad loczki)), obciely
jej wlosy prawie do golej skory.

Wiem, nie wszystkie dzieci sa takie, ale..... Rodzice byli w domu zajeci
gotowaniem i praca w ogrodzie i dzieci meza same zakomunikowaly, ze zajma sie
"aniolkiem" jak nigdy dotad. Macocha zagladala do dzieci ale widocznie nie za
czesto.

Po fakcie jak rodzice oszolomieni zapytali kto to byl? padla odpowiedz od
dzieci M, ze mala sobie te wlosy sama obciela, a "oskubany aniolek", ze nie, i
komu tu wierzyc? Dodam ze mala nie byla w stanie (3 latka) sobie sama z tylu
glowy obciac tak krotko.

Wlosy odrosna, ale ta macocha ma naprawde problem, nie ufa pasierbom, faktem
jest tez, ze przedtem tez nie (inne wczesniejsze incydenty), ale nie myslala,
ze sa do tego zdolni.

Macocha ma ogromny stres jak przychodza (co drugi tydzien, na 3 dni) bo nie
wie co im jeszcze moze "odbic". Ojciec dzieci naturalnie skarcil, ale co z
tego jak one wiedza, ze ojciec im nic nie moze "zrobic" bo poskarza sie mamie
i mama zrobi mu pieklo straszac ograniczeniem kontaktow (a ojciec tego nie chce).
Jak ukarac dzieci, zeby poskutkowalo, dodam, ze zabronienie ogladania
telewiezora czy urodziny bez prezentu nie funkcjonuje.
Obserwuj wątek
    • niezapominajka281 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 20.06.06, 17:49
      Jesli chodzi o karanie dzieci to ja zostawiłabym to mężowi - to są jego dzieci,
      a ja nie mam prawa ich karać. Ale swoje dziecko już nigdy bym z nimi nie
      zostawiła samo, bo bałabym się że zrobią mu jakąś krzywdę,
    • mangolda IZOLOWAC!!!!!!!!!!!!! 20.06.06, 18:42
      ILOLOWAC TE WREDNE PASIERBY IZOLOWAC!!!!!!!!!!

      powtarzam to do zmudzenia i nikt mnie nic chce sluchac

      izolowac szczeniaki i do roboty gonić
    • anna99912 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 20.06.06, 18:51
      Nie zostawiłabym już nigdy , nawet na chwilę mojego dziecka z tymi dziećmi.
      Dzisiaj są włosy, a jutro może być wrzątek, nożyczki lub studnia. Chyba
      starałabym się ograniczyć wizyty, wychodziłabym na spacer, a w najgorszym
      wypadku 100% kontrola. Również nie uwierzyłabym, iż 3 letnie dziecko samo sobie
      obcięło włosysmile Moje pasierbice (15i19) mojej córce (10) również okazywały
      wiele nienawiści. Jak nie było mnie w domu, zamykały się w domu, a ona musiała
      siedzieć na dworze do mojego powrotu, a póżniej się tłumaczyły, że nie słyszały
      jak pukała, zabierały mi kosmetyki, a później bardzo ździwione przynosiły,
      okazując żdziwienie, że nie wiedzą skąd się u nich wzięły, chyba moja córka
      podrzuciła. Roobiły nam na złość o 23.00 sprowadzały kumpli i robiły frytki
      zachęcając moją córkę do późnego jedzenia, oczywiście ukrywali ją po szafach
      abym jej nie widziała, a później tłumaczenie, że nie zauważyli jej obecności
      (byłam wówczas w 8 m-cu) ciąży. Mój mąż był bezradny. Jak podniósł głos to
      wzywały policję że to ich dom. Ja przeżyłam 4 letni koszmar, także współczuję.


      *an*
      • luna67 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 20.06.06, 20:21
        anna99912,
        ona wiecej nie zostawia, ale z tym jest duzo stresu, bo nie uwiaze dziecka do
        kaloryfera i nie ma zamiaru wychodzic z coreczka jak sa odwiedziny, bo to jej dom.
        A z nozyczkami to moja kolezanka przezyla horror jak urodzilo jej sie drugie
        dziecko, starsza 6-cio letnia chciala ja "skrocic" z zazdrosci, skonczylo sie
        dzieki bogu na zadrapaniach jak malenstwo zaczelo plakac.

        Z twojej wypowiedzi wynika, ze pasierbice mieszkaly razem z wami 4 lata, nie
        mieszkacie juz razem?
        • kalina81 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 20.06.06, 20:40
          Mój brat, gdy urodził nam się najmłodszy brat, był strasznie zazdrosny, na
          porządku dziennym było:
          -sikanie do przygotowanej do kąpieli wanienki dla malucha
          -okazywanie wielkiej czułości, by finalnie machnąć małego w główkę
          -związanie mu rączek taśmą klejącą
          itd
          i co miała moja biedna macocha robić? izolować? Na szczęście jak młody miał pół
          roku przyjechałam na wakacje i zakochana w berbeciu przysposobiłam go na dwa
          miesiące (tylko piersią nie karmiłambig_grin) spałam z nim kąpałam, poiłam,
          wychodziłam na spacery, przewijałam, a macocha miała czas dla starszego brata.
          Bardzo często starsze dzieci z zazdrości posuwają się do bardzo złych, a czasem
          niebezpiecznych zachowań. W sytuacji, gdy macie wpływ na wychowanie pasierbów
          radziłabym ostrą reprymendę, w momencie, gdy ojciec boi się dzieci, niech
          spotyka się z nimi poza domem, wyjasniając jaki jest powód szlabanu dla
          dzieciaków. Rozumiem strach matki o dziecko i jej prawo do niemartwienia o jego
          los, jednakowoż rozumiem też emocje kierujące dziećmi, które znalazły się w
          npowej dla siebie roli, starszego rodzeństwa. To strach, niepewność, silna
          potrzeba akceptacji i zwrócenia na siebie uwagi, poczucia się ważniejszym
          dzieckiem powodują podejmowanie głupich i często bezmyślnych działań, od
          dorosłych zależy, jak będzie dziecko się czuć w roli starszego rodzeństwa.
        • anna99912 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 18:17
          W odp. na twoje zapytanie.
          To ja najpierw mieszkałam razem z pasierbicami. Wprowadziłam się do męża po
          ślubie, wytrzymałam jakieś 10 miesięcy. Starsza (19) robiła tyle złośliwości,
          że nie da się tego opisać. Jej nienawiść do ojca była tak wielka, że w końcu
          bałam się mieszkac z moimi dziećmi (noworodek i 10 lat)pod jednym dachem.
          Robiła wszystko aby pozbyć się nas z domu (włącznie z policją i złożeniem
          doniesienia o znęcaniu się). Tego HORRORU NIESTETY NIE DA SIĘ OPISAĆ.
          Wyprowadziłam się po wczesniejszej konsultacji z psychologiem. Mąż zabrał tylko
          młodszą (15)i pasa. Ale teraz ja wprowadziłam swoje zasady tj. robienie
          zakupów, wychodzenie z psem, sprzątanie pokoju, chodzenie do szkoły, powrót do
          domu max 22.00, dyskoteka 1 raz w tyg. w sobotę, dla niej było to nie do
          przyjęcia. Wracała o 8 nad ranem, nie chodziła do szkoły, wstawała o 13.00,
          makijaż dziennie zajmował jej 3 GODZINY, Ponieważ w swoim domu nie miała
          żadnych obowiązków. I ja nie będę nią rządziła. Dzisiaj wyprowadziła się i
          rozpowiada, że wyrzuciłam ją z domu. Nikomu ne życzę takiego piekła jaki
          stworzyły mi pasierbice.
    • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 20.06.06, 22:07
      Jezu...nie wiem co bym zrobiła..Ale pewnie pozabijałabym smarkacze albo
      oskalpowała.Bez względu na M i wszystko.Od mojego dziecka-wara!!!
    • tarzynka Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 20.06.06, 22:39
      Ha, takie zachowania nie są zarezerwowane dla rodzeństwa przyrodniego, więc sie
      nie nakręcajcie. Pewnie, że macocha ma mniej zaufania do pasierbów niż do
      swoich dzieci. Gdy pojawia sie nowe dziecko w rodzinie, to to starsze jest
      zazdrosne. Jak roznica wieku mała, to pewnie więcej, ale przy sporej ta zazdrość
      też się pojawia. Poza tym boi się o swoją pozycję. Zresztą maluch, jak już
      wyrasta z niemowlęctwa, też zaczyna walczyć o swoje miejsce. Jedni rodzice
      postępują mądrzej i udaje się to okiełznać, albo mają więcej szczęścia i mniej
      impulsywne dzieci. Znam chłopaka, który postanowił rozpalić ognisko pod
      łóżeczkiem 5 lat młodszej, paromiesięcznej siostry - rodzina pełna, oboje
      zresztą są już dorośli i są wartościowymi ludźmi, nawet się lubią wink. Znam też
      rodzinę, gdzie najstarsze dziecko w pełni nienawidzi dwoje młodszych (o dwa i
      cztery lata). I tego rodzicom nie udało się zmienić przez lat 16.
      Ja na miejscu ludzi z przykładu kontrolowałabym bardziej, co robią dzieci.
      Trudno, zasada ograniczonego zaufania. No i sorry, na miejscu tego pana,
      przestałabym się bać szantażu ze strony eks. To nie jest łatwe, ale po prostu
      bym dopuściła do siebie myśl, że eks może zrobić piekło i utrudnić kontakty i
      nie dała sobie wchodzić na głowę. To jakaś paranoja, żeby nie można było skarcić
      dzieciaków, bo przestaną przychodzić. Aha, i na miejscu tego pana bym
      porozmawiała z dziećmi, że kocham wszystkie moje dzieci, o wszystkie się boję,
      że coś im się stanie złego, czy ze będą nieszczęśliwe. I jest mi bardzo smutno,
      gdy dzieją się takie rzeczy, jak obcięcie małej włosów. Bo można jej było zrobić
      krzywdę. Bo zrobili mi przykrość, czy na pewno im o to chodziło. Coś w tym rodzaju.
      • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 20.06.06, 22:42
        Gratuluję i zazdroszczę cierpliwości,wyrozumiałości..Ja niestety po
        oskalpowaniu i uduszeniu potworów byłabym zdolna myśleć spokojnie.
        • chalsia Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 20.06.06, 22:56
          A co Weronko bys zrobiła, gdyby to Twoje dzieci własne a nie pasierbowie
          wycięli taki numer??? też oskalpowała i zabiła?
          Bo jesli nie, to czemu chciałabyś inne metody stosować wobec pasierbów?
          Czyzbyś stosowała prawo Kalego?
          Chalsia
          • miriam28 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 01:25
            Słuszna uwaga Chalsia. Ale niestety prawda jest taka , że uczucia takich jak my
            "macoch" do dzieci własnych a "pasierbów" są różne. Jest gdzies ten temat
            poruszony. Nosił tytuł Czy można pokochać dzieci meza z poprzedniego malżeństwa.
            Reasumujac NIE DA SIĘ. Ja nie potrafie. Nie ufam dziecku M. I gdyby skrzywdził
            moje dziecko niestety ale byłoby to nasze ostatnie spotkanie. Własne dzieci
            kocha się szczerze i wybacza wszystko. Byc może mnie potępicie ale pisze to co
            czuje.
            • chalsia Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 09:46
              Nikt nie każe nikomu kochać cudzych dzieci. Wiadomo, ze do własnych ma się
              większą cierpliowśc. Ale uważam za błąd i bycie nie OK i niesprawiedliwe, jeśłi
              się własne i cudze dzieci ocenia według inny6ch kryteriów.
              Kazdy ma prawo do swoich emocji, ale jesteś dorosła i te emocje nie powinny
              sterowac Twoim życiem jako jedyny czynnik.
              Ja tez bywam niezadowolona/ zła, gdy np. kolega mojego syna zrobi mu krzywdę
              (przewróci go itp) z premedytacją. Ale nie jest to powód do zaprzestania
              spotkań z tymże dzieckiem - bo wystarczy postarać się zrozumiec jaki był tego
              powód i emocje w tym drugim dziecku.
              Wystarczy tylko wzmozona kontrola i niespuszczanie z oczu. A widzę, że się po
              prostu niektórym nie chce.

              Chalsia

              ps. po za tym co to znaczy "skrzywdził"? czy obcięcie włosów to skrzywdzenie? a
              popchnięcie ze schodów? a szczyp w dupę? a może dopiero skaleczenie do krwi? No
              ale jak się zderzą brwiami to tez będzie krew a niechcący przecież?
              • m-jak-magi Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 13:00
                Podziwiam wyrozumialosc Chalsi. Mysle ze bierze sie to rowniez z tego ze kazda
                z nas teoretyzuje co by bylo gdyby......
                oczywiscie mozna zalozyc ze obciecie do lysego wlosow malej dziewczynce jest
                mniej szkodliwe niz np zepchniecie ze schodow, czy wypadek podczas zabawy.
                Mysle ze nie chodzi tutaj rowniez o fakt co sie stalo - mysle ze problemem
                tutaj jest fakt dlaczego sie stalo. Czym innym jest wypadek podczas zabawy (
                dzieci sie zderzaja, jedno moze upasc i zrobic sobie krzywde itd) innym jest
                celowe dzialanie i to tak perfidne. Nikt mi nie powie ze 9letnie dziecko nie
                zdaje sobie sprawy z tego co robi. Pastwienie sie nad mlodszymi i celowe
                robienie im krzywdy powinno sie tepic, bez wzgedu na to czy robi to przyrodnie
                rodzenstwo, czy rodzenstwo czy obce dziecko.
                Jestesmy tylko ludzmi i mamy rowniez swoj prog wyrozumialosci. Ja nie wiem jak
                zareagowalabym na taka sytuacje. Wiem napewno ze nie wykazalbym sie stoickim
                spokojem i nie analizowalabym w tym moemncie jakie emocje targaly dzieckiem
                ktore skrzywdzilo moje. Duzo bardziej ineteresowaloby mnie jak moje dziecko
                czuje sie po takim wydarzeniu i jak mam zadbac o jego komfort psychiczny aby o
                takim przykrym doswiadczeniu jak najpredzej zapomnialo.
                Jedno wiem ze jako macocha nie roszcze sobie praw do karania nie mojego
                dziecka. Taki obowiazek spoczywa na rodzicach. Domyslam sie ze matka dziecka
                nie specjlanie wykaze sie inicjatywa zeby odpowiednio zdyscypliwac swoje
                dziecko. Ten obowiazek spoczywalby na ojcu dziecka i ja z pewnoscia dolozylabym
                wszelkich staran aby konswekwencje zostaly wyciagniete. Nie z checi zemsty ale
                przede wszytskim zeby uchronic wlasne dziecko przed podobnym stresem.
                Jestem rowniez pewna ze gdyby sytuacja byla odwrotna i to moje dziecko
                skrzywdzilo swoje przyrodnie rodzenstwo w podbnie prefidny sposob - moja
                rekacja bylaby natychmiastowa. Moje dziecko poniosloby konsekwencje swojego
                czynu i dlugo pamietaloby ta historie.
                Pewnie po jakims czasie starabym sie przeanalizowac sytauacje, poszukac
                odpowiedzi na pytanie dlaczego to sie stalo i staralabym sie wplynac na dzieci
                aby zaczely sie szanowac jako rodzenstwo i nie traktowac jako wrogowie. Trudno
                to jednak zrobic jesli dziecko faszerowane niechecia i rywalizacja przez matke
                ktora pojawienie sie dziecka w 2-gim zwiazku swojego bylego partnera traktuje
                jako zagrozenie.
                • tarzynka Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 14:43
                  Trudno
                  > to jednak zrobic jesli dziecko faszerowane niechecia i rywalizacja przez matke
                  > ktora pojawienie sie dziecka w 2-gim zwiazku swojego bylego partnera traktuje
                  > jako zagrozenie.
                  Ale tu wcale takiej pewności nie ma, że dzieci są faszerowane niechęcią. Można
                  się pewnie domyślać, bo ojciec się boi, że matka odetnie mu kontakty, ale też
                  nie wiemy, na ile to nie jest jego problem, a nie jej. Z moich obserwacji i
                  doświadczeń wynika, że najłatwiej sobie wytłumaczyć, że problemy z dziećmi są
                  spowodowane błędami tego drugiego rodzica. Zupełnie niepotrzebnie, bo po
                  pierwsze nakręcamy się anty osobie, z którą powinniśmy się dogadywać ze względu
                  na dzieci, ta osoba robi się wściekła, jak jej się zarzuca coś, czego nie robi i
                  ostatnie umyka prawdziwa przyczyna problemu.
                  Tak sobie pomyślałam, że gdybym przyjeżdżała do taty, gdzie siłą rzeczy bym
                  miała wcale nie za silną pozycję (po swojej stronie tak naprawdę tylko ojca, bo
                  macocha jaka by nie była, nie jest kochającym rodzicem; poza tym jednak to nie
                  dom pasierbów, teren obcy) i ciągle słyszała, jaki to aniołek i tiu tiu tiu tiu,
                  to szlag by mnie trafił. To co zrobili, zrobili głupio i okrutnie. To prawda.
                  Jakąś karę powinni ponieść, to też prawda. Ale również trzeba się zastanowić nad
                  przyczynami. Może porozmawiać z nimi o tym, że złości ich, jak wszyscy
                  zachwycają się ich młodszą siostrą, że trzeba jej ustępować, dzielić się
                  wszystkim itp. Nie wiemy oczywiście, jak tam jest, ale tak naprawdę nie
                  przeceniałabym wpływu eksi na zachowania. A już to, że to ona by miała dzieci
                  karać za zachowanie u ojca i dyscyplinować z tego powodu, to kiepski pomysł. Bo
                  niby dlaczego? Przecież powinien to zrobić ten rodzic, który był na miejscu.
                  • m-jak-magi Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 14:56
                    mysle ze nie ma znaczenia kto byl na miejscu. mowiac o dyscyplinowaniu nie mam
                    na mysli rekacji ad hoc zdobil musi dostac po tylku. takie zachowanie wymaga
                    dluzszej rozmowy z dzieckiem i wyjasnienia wielu spraw. kazda rzecz ktora
                    wymaga wychowania dziecka lezy w gestii obojga rodzicow. jesli sa rozsadnymi
                    ludzmi moga sie w tej kwestii porozumiec i wspolnie ustalic metode postepowania
                    i ich reakcje na takie zachowanie wlasnego dziecka. uwazam rowniez matka
                    powinna byc swiadoma co sie dzieje i ze dziecko zostalo skarcone i za co. w
                    przeciwnym wypadku moglaby odniesc wrazenie ze przebywajac u ojca dzieje sie
                    dziecku krzywda.
                    • chalsia Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 18:15
                      > mysle ze nie ma znaczenia kto byl na miejscu. mowiac o dyscyplinowaniu nie
                      mam
                      > na mysli rekacji ad hoc zdobil musi dostac po tylku. takie zachowanie wymaga
                      > dluzszej rozmowy z dzieckiem i wyjasnienia wielu spraw. kazda rzecz ktora
                      > wymaga wychowania dziecka lezy w gestii obojga rodzicow. jesli sa rozsadnymi
                      > ludzmi moga sie w tej kwestii porozumiec i wspolnie ustalic metode
                      postepowania
                      >
                      > i ich reakcje na takie zachowanie wlasnego dziecka. uwazam rowniez matka
                      > powinna byc swiadoma co sie dzieje i ze dziecko zostalo skarcone i za co. w
                      > przeciwnym wypadku moglaby odniesc wrazenie ze przebywajac u ojca dzieje sie
                      > dziecku krzywda.


                      tak, tylko to wymga (w tej sytuacji akurat od ojca) chęci do przekazania matce
                      info o tym co sie stało i jak zareagował.
                      Ja np. byłam w sytuacji, gdy niespełna 4ro latek skarzył sie, że będąc u ojca
                      został sklapsowany. Zadzwoniłam do eksa w tej sprawie - przede wszystkim by się
                      dowiedziec czy to prawda, no i co się stało. Bostaam bardzo niechetnie
                      poinformowana, że rzeczywiście dostał klapsa ale za co, to się już nie
                      dowiedziałam. Usłyszałam tylko, że w oczach ojca żle się zachował i ojciec
                      uznał że za to klaps się należy. I tyle.

                      Więc nie kazdy ma możliwość "przegadania" tematu/problemu z drugim rodzicem.
                      Chalsia
                      • m-jak-magi Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 21:30
                        jak sama wspomnialas ojcu bardzo zalezy na kontaktach z dziecmi a eksia
                        skutecznie moze je uniemozliwic. mysle ze nie ma innego wyjscia jak podzielenie
                        sie z nia informacja o tym co zrobilo dziecko. jesli zostanie skarcone ( a moim
                        zdaniem zasluguje na to bezwzglednie ) reakcja matki moze byc jednoznaczna.
                        oskarzy ojca o stosowanie przemocy i uniemozliwi dalsze kontakty. to chyba nie
                        o to chodzi.
                        odnosze wrazenie ze kwestionujesz wszytkie rady jakie ci sie zasugeruje a o
                        opinie tutaj prosilas. tarzynka sugerowala przemyslenie sparwy i nie karanie
                        dziecka - skrtykowalas ja za szczerosc, ja sugeruje kare ale w porozumieniu z
                        matka - rowniez ta wersja ci nie odpowiada. skarcenie bez porozumienia z matka
                        tez nie wchodzi w rachube ze wzgeldow ktore wymienilam i z ktorymi sama zapewne
                        sie zgodzisz. Mam wrazenie ze kolejnej opcji nie ma. Chyba ze tak jak Mangolda
                        IZOLOWAC !!!!!! ale zdaje sie ojcu nie o to chodzi zeby tracic kontakt z
                        wlasnymi dziecmi.
                  • luna67 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 15:52
                    tarzynka,

                    dla scilsejszego zrozumienia sytuacji, napisze, ze od momentu pojawienia sie
                    dziecka nr.3 na swiat "aniolka", zostaly skrocone alimenty na dzieci 1 i 2,
                    matka naturalnie obrocila kota do gory nogami negatywnie uswiadamiajac dzieci,
                    ze dziecko nr. 3 jest temu winne, naturalnie skrocila tez zachcianki dwojki,
                    zeby im pokazac jaki to zly ojciec. Dodam, ze obnizka byla znikoma, ktora nie
                    powino sie odczuc, gdyz ojcic placi wysokie alimenty z ktorych zyje takze matka
                    nie pracujac.
                    Matka zawsze znajdzie jakis "jadzik" zeby udowodnic dzieciom jaki to zly ojciec,
                    np. durny przyklad z wozkiem dla dziecka. Zanim sie dziecko urodzilo, poszli
                    wszyscy razem zeby kupic wozek dla dziecka, jak starsza zobaczyla cene, to
                    zaproponowala ze jej mama ma w piwnicy wozek po bracie. Mama powiedziala "po co
                    wydawac niepotrzebnie pieniadze a za oszczedzone pieniazki maja jej kupic nowy
                    rower bo stary sie rozlatuje". Naturalnie po zakupie wozka byla smiertelnie
                    obrazona i byl to dowod, ze mama ma racje i tata kocha bardziej jeszcze nie
                    narodzone dziecko. Nie pomogly wyjasnienia, ze wozek jest stary, ze ona sama by
                    sie wstydzila paradowac z nim po ulicy, jej zdaniem jest dobry bo przeciez sie
                    do przodu posuwa.

                    Jezeli chodzi o tego "aniolka", to niestety na rodzinnych imprezach na ktorych
                    uczestnocza wszystkie dzieci, nie zatka sie buzi ciociom, dziadkom i znajomych
                    ktorzy pieja z zachwytu. A dzieci od malego powinni uczyc sie, ze moze byc ktos
                    lepszy od nich i nauka pogodzenia sie z tym jest bardzo przydatna w doroslym zyciu.
                    Moj brat byl jak aniolek, loczki, blad wloski i ta buzia nie do zapomnieniasmile,
                    pamietam jak ciocie, dziadkowie i znajomi pieli z zachwytu, ale ja bylam dumna
                    ze mam takiego aniolka w rodzinie, w przeciwienstwie do mojej zazdrosnej
                    siostry. Moim zdaniem "charakterek" tez duzo robi.

                    Przyczyna problemu jest juz stwierdzona; intrygantka EX, z ktora nie mozna
                    normalnie porozmawiac, ktora twierdzi, ze zrobili sobie bachora, zeby mniej
                    alimentow placic;-((((

                    A macocha nie ma zamiaru "karac" nie swoje dzieci, ale ma prawo o tym problemie
                    porozmawiac bo to dotyczy tez jej dziecka, jest wspaniala kobieta ktora pomogla
                    mezowi psychicznie z wywalczeniem w miare normalnych kontaktow ojca z dziecmi.
                    • tarzynka Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 16:55
                      > dla scilsejszego zrozumienia sytuacji, napisze, ze od momentu pojawienia sie
                      > dziecka nr.3 na swiat "aniolka", zostaly skrocone alimenty na dzieci 1 i 2,
                      > matka naturalnie obrocila kota do gory nogami negatywnie uswiadamiajac dzieci,
                      > ze dziecko nr. 3 jest temu winne, naturalnie skrocila tez zachcianki dwojki,
                      > zeby im pokazac jaki to zly ojciec. Dodam, ze obnizka byla znikoma, ktora nie
                      > powino sie odczuc, gdyz ojcic placi wysokie alimenty z ktorych zyje takze matka
                      > nie pracujac.
                      A to niepolityczne było. Jak obniżka znikoma, której nie powinno się odczuć, to
                      po co. Jak jednak taka, którą rodzina taty odczuła, to nie znikoma. Swoją drogą
                      z punktu widzenia eksi, to poniosła konsekwencję nie swojej decyzji i mimo, że
                      obniżka jest usprawiedliwiona społecznie, wcale nie musi jej się podobać. Być
                      może rzeczywiście jej ciężej finansowo i skróciła zachcianki dwójki, bo jej nie
                      stać. Oczywiście zawsze można zinterpretować, że przez złośliwość.
                      Co do przykładu z wózkiem, to jeśli rower się rzeczywiście rozlatuje, to też
                      jest potrzebny. Swoją drogą wózki są na tyle drogie, że gdyby eks postanowiła
                      podarować nam używany, gdy byłam w ciąży, to bym przyjęła. No, ale rozumiem, że
                      pierwsze dziecko, chce się mieć nową wyprawkę, a wózek podniszczony. Dzieci
                      trudno nauczyć, że pieniądze nie są najważniejsze i kochanie nie polega na
                      świadczeniach materialnych, ale ojciec wcale nie musi stać na przegranej pozycji
                      w tym względzie. Pewnie lepiej nie prowokować sytuacji takich, że dziecko widzi
                      jaki drogi wózek, szczególnie w tej sytuacji. Ale jeśli już do niej doszło, to
                      powiedzieć, że każdemu wg. potrzeb i małej potrzebny wózek, a jeśli tobie rower,
                      to zbieraj, dołożymy.
                      > Przyczyna problemu jest juz stwierdzona; intrygantka EX, z ktora nie mozna
                      > normalnie porozmawiac, ktora twierdzi, ze zrobili sobie bachora, zeby mniej
                      > alimentow placic;-((((
                      Widzisz, ja się boję tak oceniać ludzi. Bo zazwyczaj znam relację z jednej
                      strony. Z drugiej to może wyglądać całkiem inaczej.
                      > jest wspaniala kobieta ktora pomogla
                      > mezowi psychicznie z wywalczeniem w miare normalnych kontaktow ojca z dziecmi.
                      Na pewno tak, tylko eks wcale nie musi tego tak postrzegać. Mój M. mówi, że
                      dzięki mnie ma tak dobre kontakty z dziećmi, że sporo mu pomogłam. Myślę, że
                      jego eks , mimo że zachowuje klasę, myśli, że mocno szkodzę i że mnóstwo
                      problemów wynika z mojego istnienia. Bo M. by miał więcej czasu na
                      niespodziewane zdarzenia, bo dałoby się wyciągnąć więcej pieniędzy, bo .... bym
                      jej dzieci "nie wysyłała w zimie do lasu po poziomki, bo mi się zachciało". I
                      pewnie obiektywnie i M. i ona mają rację.
                      > ale ja bylam dumna
                      > ze mam takiego aniolka w rodzinie, w przeciwienstwie do mojej zazdrosnej
                      > siostry.
                      A nie było tak, że Ty byłaś najstarsza a siostra średnia?
                      Luna, jeszcze raz powiem, trzeba bardzo uważać na uczucia starszych dzieci, gdy
                      pojawiają się maluchy. Starsze trzeba mocno dowartościowywać, żeby nie poczuły
                      się odrzucone. Świat nie jest czarno-biały i opisanej przez Ciebie rodzinie być
                      może byłoby dużo łatwiej, gdyby eks się inaczej zachowywała, ale oni też
                      porobili błędy, jak każdy rodzic zresztą, bo nie ma idealnych. Natomiast
                      stwierdzenie, że źródłem problemów z pasierbami jest głównie postawa ich mamy,
                      jest również błędem.
                      • luna67 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 18:24
                        tarzynka
                        szkoda, ze nie mam czasu, ale wystarczy mi to cos napisalas:
                        "Swoją drogą z punktu widzenia eksi, to poniosła konsekwencję nie swojej decyzji
                        i mimo, że obniżka jest usprawiedliwiona społecznie, wcale nie musi jej się podobać.

                        Poniosla konsekwencje nie swojej decyzji? twoim zdaniem mieli sie EXi najpierw
                        zapytac czy moga miec dziecko czy nie?

                        Rozbroilas mnie tym stwierdzeniem, wspolczuje twoim dzieciom jak masz a jak nie
                        masz to dobrze, a zazdroszcze pasierbom, matko Teresosmile))))))))))
                        • tarzynka Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 20:31
                          > Poniosla konsekwencje nie swojej decyzji? twoim zdaniem mieli sie EXi najpierw
                          > zapytac czy moga miec dziecko czy nie?
                          >
                          > Rozbroilas mnie tym stwierdzeniem, wspolczuje twoim dzieciom jak masz a jak nie
                          > masz to dobrze, a zazdroszcze pasierbom, matko Teresosmile))))))))))

                          No i widzisz jak łatwo mnie oceniłaś po jednym zdaniu, które zapewne sobie
                          inaczej wytłumaczyłaś niż było moją intencją. Co więcej, wyciągnęłaś wnioski od
                          razu co do sytuacji moich dzieci i pasierbów.
                          Otóż Eksia poniosła konsekwencje nie swojej decyzji. I jest to fakt. Nie
                          napisałam nigdzie, że zdecydowanie się na dziecko przez tamtych ludzi powinno
                          być konsultowane z nią, czy że w swoich decyzjach powinni się kierować tym, że
                          ona też w jakiś sposob konsekwencje poniesie. Nie napisałam też, że uważam, że
                          słusznie jest zła, że obniżono te alimenty. Próbowałam wytłumaczyć, że każdy
                          myśli o sobie, o tym, co jest dla niego dobre i ma uczucia jakie ma. I nie
                          zawsze potrafi je ukryć, nawet dla dobra swoich dzieci. Napisałam również, że
                          bardzo komfortowo jest uznać, że błędy leżą po drugiej stronie, bo nie trzeba
                          się zastanawiać, czy samemu czegoś źle się nie zrobiło. A ja myślę, że jednak
                          zawsze warto o tym pomyśleć.
          • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 22.06.06, 23:37
            Bo pasierbowie to inne dzieci i już.Nie mam dla nich ani ich zachowania "taryfy
            ulgowej".Zresztą-moja córka nie będzie miała kontaktu z przyrodnim rodzeństwem-
            kontakty zostały zerwane.Jeśli nawet do tego by doszło-niania-Terminator
            prędzej pasierbom ręce pourywawink)W przypadku potencjalnego przyszłego
            przyrodniego rodzeństwa-mała nie będzie miała z nim żadnego kontaktu-to
            bezdyskusyjne.Uważam natomiast ze taka agresja o której tutaj rozmawiamy jest
            wynikiem działania dorosłych-ich zachowan i emocji.To skrajny przypadek i wiem
            że ani Wasze dzieci ani moje raczej nie wykazują takich skłonności.
            • joanna-walencja Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 23.06.06, 10:38
              weronka77 napisała:
              "W przypadku potencjalnego przyszłego przyrodniego rodzeństwa-mała nie będzie
              miała z nim żadnego kontaktu-to bezdyskusyjne."

              Weronka, a co Ci zawinily dzieci nienarodzone, ze je z gory przekreslasz? A
              jezeli przyrodnie rodzenstwo Twojej corki pojawi się na świecie za Twoim
              udziałem, to co, też je odetniesz "bezdyskusyjnie"??

              • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 24.06.06, 00:11
                Ja nie zamierzam zmieniać partnera.Jeśli się rozstaniemy to raczej nie będę
                się "pakowała" w kolejny związek.Na pewno nie zafunduję córeczce przyrodniego
                rodzeństwa-tego małej nie zrobię.Co do ewentualnego przyrodniego rodzeństwa ze
                strony ojca-tak jak w przypadku dwójki już obecnego,mała nie ma i nie będzie
                miała z nimi kontaktu.Kompletnie się nie znają-widzieli się może dwa
                razy,dlatego uważam że te kontakty nie mają sensu i nie są małej potrzebne.Nie
                uważam tych relacji za konieczne i niezbędne.I zdania nie zmienię.Tyle.
                • chalsia Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 24.06.06, 10:17
                  to bardzi ciekawe jest, ze jak eks ma taką postawę w sprawie kontaktów między
                  przyrodnim rodzeństwem, to zaraz huzia na juzia ze strony macoch, że to źle,
                  etc.
                  A jak macocha tak twierdzi, to wbudza to jedynie zaciekawienie.
                  Chalsia

                  ps. jako eks mam zupełnie odmienne zdanie i uaważam,że taka a nie inna decyzja
                  Weronki wynika z pobudek ściśle egoistycznych na bazie jej emocji i że nie
                  beirze ona pod uwagę tego, co dla dziecka może być ważne, dobre i istotne.
                  • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 24.06.06, 17:22
                    wink))Pierwszej eksi to jest wszystko jedno-czy mała ma kontakty z jej synem czy
                    nie.druga eksia przez cały czas trwania małżeństwa nie zezwoliła żeby syn z
                    pierwszego związku zbliżył się dosłowniewinkna kilometr do jej córki.Uznała go
                    za nieodpowiednie towarzystwo dla swojej pociechy.Więc teraz ja,uznałam że
                    kontakt z przyrodnim rodzeństwem nie jest niczym dobrym ani pożytecznym dla
                    mojego dziecka.I tyle.Emocji żadnych wielkich tutaj nie ma-jedynie czysta
                    niechęc do obojga pasierbów.
                    • mrs_ka Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 24.06.06, 18:43
                      Nie, to coś więcej. Uważam, że dziecko ma prawo znać swoją rodzinę i to nie
                      rodzic mu to prawo przyznaje, bo jest to prawo naturalne. Kiedy Ciebie na
                      świecie już nie będzie może się okazać, że najbliższą córce rodziną jest jej
                      rodzeństwo przyrodnie i to ono jej pomoże w kryzysowej sytuacji.
                      Miałam taką sytuację w najbliższej rodzinie. Macocha też miała genialne pomysły
                      wychowawcze i separowała dzieci od siebie argumentując to mniej lub bardziej
                      kuriozalnymi przemyśleniami. PO jej śmierci i smierci męża ich córka tylko
                      dlatego nie "zginęła" w życiu, bo dotąd pogardzani przyrodni brat i siostra
                      pomogli Młodej stanąć na nogi, dokończyć wykształcenie i znaleźć robotę. Do dziś
                      pozostają w świetnych stosunkach i są sobie bardzo bliscy.

                      a.
                      • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 25.06.06, 00:25
                        Twoje zdanie-Twoje prawo.Ja swojego nie zmienię.Eksie również stoją na
                        stanowisku że dzieci nie muszą się znać i kontaktować.Pasierbowie mają do
                        siebie stosunek obojętny-jak do obcych osób,do mojego dziecka też.Odpowiada mi
                        taki stan rzeczy i nie zamierzam go zmieniać.Twierdzę że żadnego pożytku z tej
                        znajomości nie będzie-wręcz przeciwnie.Każde z trójki dostanie
                        swój "przydział",zostanie im zapewniony byt,praca-mąż równo podzielił
                        aktywa,inwestycje itp.Niezależnie od siebie będą sobie pracować,"stać na
                        nogach" raczej będą pewnie a robotę mają zapewnioną.Jeśli zawalą sobie życie-to
                        na własne życzenie.I wtedy,niestety będą sobie musieli poradzić.Każde z
                        osobna.Jeśli córka będzie chciała kiedyś poznać rodzeństwo-dostanie numer
                        telefonu,adres.Ale tylko wtedy jeśli sama o to poprosi.Nic więcej.
                        • lilith76 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 26.06.06, 10:14
                          Eksie również stoją na
                          > stanowisku że dzieci nie muszą się znać i kontaktować.Pasierbowie

                          jak widzę twój M ma szczególna rękę do egocentrycznych kobiet. nie dziwne, że
                          mu tak rotują w życiu.

                          PS: do chalsi, nie popieram strategii weronki, ani jej eksi, ale co się będę
                          kopać z koniem.
                          • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 26.06.06, 10:18
                            Twoje zdanie-Twoja sprawawinkMoje życie,mój mąż,moja egocentryczność-to mój
                            problem.Kompletnie nie widzę powodu do jakichkolwiek wyrzutów sumienia,gorszego
                            samopoczucia i tym podobnych.Po prostu uwagi innych jak i oni sami-kompletnie
                            mnie nie dotycząwink)
                            • chalsia Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 26.06.06, 12:01
                              samopoczucia i tym podobnych.Po prostu uwagi innych jak i oni sami-kompletnie
                              > mnie nie dotycząwink)

                              No to fantastycznie, nareszcie będzie można sobie tu na macochach po kimś
                              pojeździć jak po łysej kobyle !
                              • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 26.06.06, 23:32
                                No to "jeżdzij" śmiałowinkJeśli tylko masz czas,ochotę,frajdęwinkPOdobnie jak ja
                                dla Ciebie-Ty również jesteś dla mnie kompletnie nieznaną,nieważną osobą której
                                poglądy i opinie istnieją tylko na forumwink))
                    • chalsia Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 25.06.06, 01:45
                      > mojego dziecka.I tyle.Emocji żadnych wielkich tutaj nie ma-jedynie czysta
                      > niechęc do obojga pasierbów.

                      Czysta niechęć to raczej duża emocja.

                      a ta niechęć do pasierbów to tak z założenia, czy czymś osobiście Ci podpadli?
                      Chalsia
                      • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 25.06.06, 13:58
                        Wszystko po trochu."Starali" się bardzowinkA poza tym odkąd pamiętam
                        słowo "pasierb" zawsze niezbyt mile mi się kojarzyło.Kiedyś jak pisałam o tym w
                        jaki sposób traktują mnie pasierbowie-otrzymałam komantarz,że każdy jest
                        traktowany w taki sposób na jaki zasługuje.I właśnie-ja traktuję dzieci męża
                        dokładnie tak jak na to zasłużyływink)
                        • chalsia Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 26.06.06, 11:59

                          otrzymałam komantarz,że każdy jest
                          > traktowany w taki sposób na jaki zasługuje.I właśnie-ja traktuję dzieci męża
                          > dokładnie tak jak na to zasłużyływink)

                          i vice-versa jak widać - pasierbowie potraktowali Cie tak, jak na to
                          zasługujesz.
                          ________________
                          Są tacy co lubią gady, ja nie.
                          • weronka77 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 26.06.06, 23:28
                            Szczerze mi to "wisi".Zupełnie obce osoby,nic dla mnie nie znaczące,cudze
                            dzieci.Nie ma się specjalnie kim przejmować-nie są tego warci oboje.Tyle samo
                            warte ich uwagi co przekupki na placu,tudzież niezadowolonej ekspedientki w
                            sklepie.Czyli nicwink
    • lilith76 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 10:15
      moja mama i jej młodszy brat przywiązywali swoją młodszą siostrę do stołu,
      drzewa i zostawiali tak. pełna rodzina.

      ale ja też byłaby w szoku, gdyby stało się coś takiego. dziecka bym pilnowała i
      z oczu nie spuszczała.
      niestety, ojciec powinien znaleźć jakieś środki wychowawcze niezależnie od
      kaprysów eks.
    • elf28 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 21.06.06, 15:36
      Chyba udusiłabym gówniarza...
      a konsekwencje wyciągęłabym przede wszystkim w stosunku do partnera. Na
      pierwszy ogień i pod wpływem emocji pewnie pogoniłabym pasierbów z domu z
      zakazem wstępu. A od M wyegzekwowałabym odpowienie zachowanie.
      Uważam, że w takim przypadku reakcja byłaby mocna i zdecydowana. W końcu
      chodziłoby to o moje dziecko. Ja nie z tych co się cackają, bo to dzieci.
      Dzieci nie dzieci. Najważniejsza byłaby dla mnie ochrona mojego własnego
      dziecka.
    • joanna.k51 Re: Co byscie zrobily na miejscu "macochy" i taty 24.06.06, 11:45
      mam troje własnych dzieci,a w moim domu zawsze pełno jest ich rówieśników
      i"niemądrych pomysłów" nie trzeba być "tą obca" żeby dzieci zrobiły coś
      takiego. cvzasem wystarczy chwila głupoty. jedna z moich córek tuż przed
      komunią obcięła włosy bo koleżanka powiedziała że są głupio kręcone a kiedy
      załamywałam nad nią ręce powiedziała że same wypadły.....posiadanie kilkorga
      dzieci zawsze wiąze sie z podobnymi sytuacjami wzajemnej agresji. cierpliwość i
      dobre wzorce to najważniejsze. nerwy i histeria nic nie pomogą. tylko zwiększą
      konflikt

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka