Bardzo sie ubawilam w ten weekend, byla u nas Mala, nie widzialaysmy sie
strasznie dlugo, ale bylo milo i fajnie, a najfajniej bylo kiedy:
1. znalazlam walajacy sie na podlodze w samochodzie chlopa "dyplom dla ...(tu
imie Exi i ... (tu imie chlopa) ... (tu nazwisko chlopa, ale juz nie Exi, bo
dawno wyszla za maz 2 raz) za wspaniale wyniki w nauce ich corki Malej...
I tak sie zastanawiam, czy ta szkola to nie ma w ogole jakiejs potrzeby
refleksji - przeciez w dzienniczkui jest wpisana matka pod innym nazwiskiem,
to chyba mozna sie domyslic, ze rodzice nie sa razem? Podejrzewam, ze chlop
tez nie byl zachwycony

)
2. ale jeszcze smieszniejsze bylo to, ze okazalo sie, nie pierwszy raz, ze tak
bardzo sie z Exia pod pewnymi wzgledami nie roznimy - bylismy na zakupach i
Ikei i przy polowie wybranych przeze mnie rzeczy Mala mowila: my tez mamy taka
lampe / narzute / polke ( a wtedy chlop mowil: a my takiej nie bedziemy miec

). Na szczescie (dla mnie) ja nie gustuje w moskitierach nad lozkiem i
innych takich cudach.#
Ale pisze o tym nie tylko dlatego, by sie posmiac, ale takze dlatego, bo
zdumiewajaco nie jestem w ogole o Exie zazdrosna, a nawet mnie to nasze w
pewnych dziedzinach podobienstwo bawi. Zreszta kiedys gdy w jakies awanturze
chlop okreslil mnie jako "kolejna durna babe" ja mu natychmiast odpalilam, ze
widocznie takie lubi. I cos w tym jest

)