Dodaj do ulubionych

pomocy i rady potrzebuję !

06.10.06, 07:23
od 3 lat jestem macochą. odwiedzałam to formum czytając wasze wpisy, które
bardzo często dawały mi dużo wiary w siebie i to co robię! teraz mam kryzys
dlatego tez zwracam sie do was.
mój NM wciąż walczy ze swoją eks o wszystko co się da - dziecko, pieniądze,
decyzje o szkole itd, non stop jazdy...własnie kilka dni temu usłyszałam od
mojego NM że od 1,5 roku jestem nie do zniesienia, ze traktuję Młoda (5,5
roku) jak zbędną rzecz że jestem niemiła, niesympatyczna i zmieniam się nie
do poznania a przeciez jego uczucie do mnie w bardzo dużym stopniu zależy od
tego jak podchodze do jego dziecka (to jego słowa). Fakt ze w stosunku do
Modej jestem poprawna (nie ma jakiś uniesień czułości itp) jestem czasem
surowa i konsekwentna w decyzjach i działaniach. Nie umiem jej przytulić tak
o sobie (nie czuje się z takimi odruchami dobrze - to nie byłoby szczere) a
teraz mam zarzut w stosunku do mnie ze strony NM własnie o to i powód do
milczenia i rozstania (bo on sobie inaczej to układał). Tak zeby wam
zobrazowac całość kiedy Młodej nie ma on warczy jest zmęczony - zadnego
przytulania, zadnych oznak czułośći w stpunku do mnie - poprostu teksty "mam
zły dzień daj mi spokój" - jak tylko pojawia się młoda moj NM jest dla niej
czuły, miły, przytulający, pobłażliwy i milion różnych odruchów i zachowań
których ja nie mogę miec bo przeciez jestem dorosła! do tego Młoda traktuje
mnie jak mebel i kucharko, sprzątaczkę z reguły - z jej strony też nie ma
oznak sympatii i czułosci.

powiem wam tak - do tej pory walczyłam o to - starałam się , dużo robiłam
zaciskajac zeby i czasem z ogromnymi łzami w oczach - bo miałam pewność że
warto walczyć i starać się żeby jakoś to było. teraz jestem w kropce - nie
mam siły walczyć nie mam siły nic zrobić, nie potrafię kolejny raz przeprosić
nie za swoje winy - wiem jednak że to doprowadzi do rozpadu tego związku.
nie umiem sobie z tym poradzić.
może dla was to pierdoła i jestem głupią gaską ale nie mam sie do kogo
zwrócić dlatego pisze do was.

pozdrawiam

Obserwuj wątek
    • braktalentu Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 08:43
      Ja też się zmieniam! I mój stosunek do Młodej się zmienia! I wogóle do
      wszystkich! Czasem na lepszy, czasem na gorszy, z reguły na inny. Przecież
      najpierw musiałyśmy się poznać. Potem zobaczyć jak to się razem żyje w jednej
      rodzinie (czy na Wigilie barszczyk z uszkami, czy grzybowa-smile)). Ona
      dorasta...ja ...się...starzeję-sad. Jak kierunek zmian nieodpowiada to trzeba
      rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać...


      Nie mam wątpliwości, że uczucie mojego M do mnie zależy od tego jak podchodzę
      do Jego dziecka. Gdybym wygnała Młodą zimą po poziomki do lasu, to pewnie i
      mnie wręczyłby koszyczek na te dary natury-smile To samo dotyczy Jego. Gdyby
      ośmielił zachować nieelegancko w stosunku do mojej Babci, która z racji wieku i
      innych takich tam, robi się czasem "trudna towarzysko", to ... no... już On
      dobrze wie co-smile. Zapytaj swojego NM, które Twoje działania (ale tak konkretnie
      z przykładami) są "nie do zniesienia". Jak zrobi eeeeee, to wiadomo, że
      przepraszać nie masz za co. Ale może jest coś co Jemu akurat bardzo
      przeszkadza, a Ty akurat w tym miejscu możesz troszkę ustąpić pola (albo nie-
      smile. To może być jakiś drobiazg (zupa nalana powyżej wzorka na talerzu-smile, który
      dla NM jest bardzo istotny.

      Nie "czasem", ale "zawsze" jestem surowa i konsekwentna w stosunku do dzieci,
      które przebywają pod moją opieką. Jeżeli mówię, że nie grzebiemy paluszkami w
      kontakcie to to znaczy, że NIE GRZEBIEMY PALUSZKAMI W KONTAKCIE!!! Ale też w
      przypadku dzieci, którym mam za zadanie zapewnić bezpieczeństwo, a nie wychować
      (czytaj: pasierbica, dzieci sąsiadów, znajomych u nas w domu) nie podejmuję
      żadnych decyzji. W zasadzie mogłabym chodzić z kartka na plecach "Zapytaj Taty"-
      smile

      Nie tulam i nie niuniam, bo Młoda o głowę ode mnie wyższa i dziwnie bym się
      czuła, a inne "przydomowe" dzieci w wieku "niecałujmnieciociunienienie"-smile,
      albo całe w błocie-smile. Chyba NM nie liczy na to, że pokochasz Jego dziecko?
      Uważam, że poprawność, ale taka przez duże P, zupełnie wystarczy. Teraz
      ustalcie co to dla Was znaczy "poprawność". No i wiesz... zawsze możesz Mu
      zaproponować, że jak tylko Ci pokaże na Waszym przykładzie jak ta czułość ma
      wyglądać, to zaraz się postarasz-smile

      Co to znaczy, że dziewczynka 5,5 roku traktuje Cię jak kucharko-sprzątaczkę???
      A próbowałaś porównać Jej zachowanie (wiem to paskudne) z zachowaniem innych
      dzieci w Jej wieku? Może to nie niechęć do Ciebie tylko taki etap rozwojowy.
      Nasza Młoda jest bałaganiarą, WIELKĄ BAŁAGANIARĄ!. Chwilę mi zajęło, zanim nie
      zrozumiałam, że ta Jej cecha nie jest wymierzona przeciwko mnie. Tak ma i
      wszystko co mogę zrobić to liczyć, że wyrośnie-smile

      Mam nadzieję, że jednak wszystko się u Was ułoży, bo najważniejsze, żeby ludzie
      się lubili-smile
      • mm-m Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 08:58
        dziękuje Ci za odpowiedź wink wiesz jak zapytałam o to co konkretnie ma mi do
        zarzucenia usłyszałam, że nie potrafię byc dla niej miła, przytulić jej,
        powiedziec usiądź pooglądamy razem bajkę itp. bo jeszcze póltora roku temu
        byłam inna (to jego słowa) milsza, bardziej otwarta itd. Może to jest właśnie
        to że półtora roku temu to była 3,5 latka a teraz ona rośnie ja się starzeję i
        trudniej mi ze wszystkim - ja coraz więcej wymagam ona duzo wiecej rozumie i
        koło sie zamyka.
        Z drugiej strony NM który chce się rozejść bo on to On i Młoda i mam to
        zaakceptowac i grać jego zasadami. Tyle za ja tylko akceptuję a nie umiem brnąc
        w czułości i miłość.
        a co do lubienia się ludzi - wiem ze jeśli ja nic nie zrobię on nie kiwnie
        palcem - moze w końcu powinnam zebrac siły na to aby przyznac sobie że jeśli
        facet nie chce rozwiązac sytuacji i czeka aż zrobi to druga strona to czas
        odejść, czas na STOP.

        ....przeciez co nas nie zabije to nas wzmocni ....


    • jayin Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 08:58
      mm-m

      1. On sobie "układał to inaczej", OK. Jego prawo. Mój sąsiad "se układał inaczej" w temacie samochodu - chciał mieć Forda, jednak obecnie ma Fiata. Każdy z nas czasem sobie coś "układa". Takie - wiesz - marzenia. Niestety nie oznacza to, że tylko dlatego, że CHCEMY to mieć, to to dostaniemy w prezencie. Możemy sobie chcieć i "układać", Albo dostaniemy to, albo nie. I nie ma co się o to sprzeczać z życiem, czy ludźmi. A co więcej, żeby coś takiego wymarzonego dostać - najczęściej musimy SAMI mocno się o to postarać. A mam wrażenie, że twój NM czeka i nie robi nic, aż dostanie od życia gotowy i działający model Kobiety-Matki-A-Nie-Macochy (dla swojego Dziecka). Czeka, oczekuje, wymaga. Pomyśl sobie co on takiego zrobił, żeby pomóc tobie być taką, jaką chciałby cię widzieć. Jeśli taka nie jesteś z natury - można przecież wypracować kompromis, owszem. Ale nie na zasadzie, że ty robisz tak jak on chce, a on ci na to łaskawie pozwala wink

      2. Pytanie podstawowe: on chce mieć KOBIETĘ, czy MATKĘ DLA SWOJEGO DZIECKA?

      3. Niezależnie od wieku każdemu (potrzebującemusmile - należy się czułość i ciepło od bliskiej osoby. Jeśli facet nie umie dać tego kobiecie, to jest to d... nie facet (przepraszam, ale takie moje zdanie).

      4. Nie rób nic wbrew sobie. Ani w imię "ideałów", które nie są twoimi ideałami. Nie zaciskaj zębów. Walcz o swoje i domagaj sie tego, czego potrzebujesz. Ciepła, miłości, uwagi, respektowania własnych zachowań - przecież nie są NAGANNE! Poprawność w stosunkach to już dużo. Szkoda, że twój NM tego nie docenia.

      5. Pomyśl sobie... Jeśli największym warunkiem jaki musisz spełnić, by być z NM, to traktowanie jego córki jak swojej własnej (ja bym nie umiała tak w 100% matką dla obcego dziecka być, jeśli ma ono rodziców, a już szczególnie, gdyby ktoś ode mnie tego WYMAGAŁ i ŻĄDAŁ i szantażował wręcz...) - a oznacza to, że musiałabyś do końca życia udawać (no, moze by się to zmieniło kiedyś, ale...) i żyć bez czułości, przytulania, ciepła, być tylko dodatkiem do Ojca i Dziecka... Eeee... To pomyśl sobie "na zimno": PO CO TAKI ZWIĄZEK?...

      Jeśli znajdziesz argumenty ZA takim związkiem, to OK - wtedy rozmawiaj z NM, rozmawiaj i próbuj dalej. Dopóki będziesz mieć na to ochotę i siły.

      Trzymam kciuki za dobre wyjście z sytuacji. Dobre DLA CIEBIE.

      J.
      • mamaika Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 09:47
        Jayin jak zwykle trafnie i świetnie. mm-m ja tez nie potrafię caluśnie i
        przytulaskowo do swoich pasierbic, pomijam ze calkiem sporych. Niemniej mam
        niesamowitą barierę przed takim zwyklym cmok-cmok ot choćby z okazji życzen (
        była kiedyś taka sytuacja ). Z M pogadaj zwyczajnie,ze to jest JEGO a nie Twoja
        córka.
    • triss_m7 Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 10:07
      Zastanow sie czego dokladnie chcesz. Jakiego zycia oczekujesz. Potem
      porozmawiaj o tym z NM. Niech on sie dokladnie okresli czego oczekuje od tego
      zwiazku. Jesli jestescie w stanie pojsc na kompromis to walczcie o siebie. Nie
      mozesz robic niczego wbrew sobie bo to nie szczere, bedziesz sie zle czula i
      tego nie wytrzymasz.
      A swoja droga NM nie ma prawa wymagac od Ciebie milosci, czulosci do swojej
      corki, co wiecej nie ma prawa angazowac Cie dalej w ten zwiazek jesli tworzy go
      przez pryzmat Mlodej i pod jej katem. Chyba chlop sie pogubil nie zatarly mu
      sie granice. Pozdrawiam i zycze pomyslnych decyzji!
      • triss_m7 Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 10:10
        triss_m7 napisała:

        > przez pryzmat Mlodej i pod jej katem. Chyba chlop sie pogubil nie zatarly mu
        > sie granice.

        Chyba chlop sie pogubil i zatarly mu sie granice. - tak mialo byc smile
    • luna67 Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 11:22
      mm-m ja jestem od 4 lat macocha i rok temu przezylam te same zarzuty co ty. Moja
      metamorfoze przechodzilam tak samo jak ty, tnz. na poczadku tez bardzo sie
      staralam (co bylo widzac z perspektywy czasu moim bledem), ale zawsze mu
      powtarzalam, ze nigdy nie bede do jego dzieci tak jak do moich wlasnych,
      myslalam, ze zrozumial. Doszlo do tego, ze mnie na karzdym kroku obserwowal,
      jaka jestem do innych dzieci, i zaczely sie zarzuty i wymowki; dlaczego moja
      bratanice przytulam, jestem w prost do niej jak matka, dlaczego z dzieckim
      sasiadow bawie sie i im rozne rzeczy tlumacze itd. to byla jawna zazdrosc (?).

      Ale nie wziol pod uwage zachowania swoich dzieci w stosunku do mnie, wiem, ze
      jestem dorosla i powinnam isc na kompromisy, ale jak ja mam sie otworzyc do
      dzieci, ktore na karzdym kroku pokazuja mi swoja niechec i sa buntowane przez
      swoja matke, zaczelam sie wycofywac. Probowalam rozmawiac sam na sam z
      pasierbica, dlaczego czuje niechec do mnie, ale nie dalo to zadnych rezultatow,
      rozmowa zawsze sie konczyla stwierdzeniem; ze jak mnie nie bylo to tata mial
      wiecej czasu dla nich (co nie jest prawda).
      Postanowilam, ze nie bede uczestniczyc wogole w odwiedzinach dzieci (urlop,
      wycieczki, kino, itd) po pewnym niemilym incydencie, ale sytuacja sie
      zaostrzyla, gdyz do naszego ukladu zaczeli sie wtracac rodzice mojego M, ktorzy
      widza wnuki raz na ruski rok,a wymagaja odemnie calkowitego "oddania" sie jego
      dzieciom w imie milosci do jego syna, a ja niestety nie potrafie grac i komus
      (nawet dzieciom) w tylek wchodzic. Proponowalam mojemu M juz rozstanie, ale on
      nie chce o tym slyszec.
      Ja jestem mila do jego dzieci, pomoge, wytlumacze, naprawde sie staram, ale to
      nie jest zauwazane, tylko jak powiem "nie" to wszystkie oczy sa nagle zwrocone w
      moim kierunkusmile
      • macosik Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 12:00
        Jestem od 3 lat macochą.Mogłabym się podpisać pod każym z postów. Przechodziłam
        to samo. Początkowo pragnienie mojego NM byśmy razem z dziećmi stali się jedną
        kochającą rodziną, moje starania, później zgrzyty, dorastanie dzieci, problemy
        z moją i ich zazdrością. Skończyło się na tym, że jestem na dystans. Staram się
        być miła jednak również jestem wymagająca. Dzieci rozpieszczane są przez
        wszytkich bo przecież z rozbitej rodziny pochodzą. Ja podchodzę do sprawy
        inaczej i staram się pokazać im, że w życiu dorosłym bywa różnie. Dzieci są już
        nastolatkami, więc powinny być świadome pewnych zachowań. Nie kocham dzieci,
        pewnie nie pokocham. Może łatwiej nawet byłoby mi pokochać całkiem obce dzieci
        niż je. To trudne ale wydaje mi się, że każda z Macoch mnie rozumie. Dzieci
        mają rodziców, ja mogę być jedną z cioć. Nie zastępuję ani matki ani ojca bo
        ich mają. Jednak kiedy przebywają u nas w domu staram się wymagaod nich tego co
        od innych bym wymagała- chociażby wyrzucania po sobie śmieci do kosza. Mój NM
        wie że nie kocham dzieci. Wie o mojej zazdrości i wiem, że to go boli. Jednak
        on stara się jakoś to zrozumieć i do tego przywyknąć natomiast ja staram się
        zmienić swoje postępowanie na bardziej czułe. Jednak czy kiedykolwiek je
        pokocham bądż zbliżę się na tyle by je przytulić ...Nie wiem. Jak na razie nie
        mogę się przełamać.
        • dominika303 Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 14:00
          mm_m
          Kochana, dziewczyny chyba już ci wszytko napisały to co ja chciałam ci napisać!
          Ja jestem bezkontaktowa- jak na razie, ale mój NM wie, że to jego córka nie
          moja, że to on ma wobec niej obowiązki nie ja!!! Ale za nim to zrozumiał musiał
          z nimdługo rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać! W kożcu jasno powiedziałam, że nie
          pokocham jego córki! Akceptuję jej istnie, ale nie kocham jej i tyle!!
          Wyobraż sobie, ze ostatnio jak rozmawialiśmy o stwierdzeniu nieważności jego
          ślubu, i zapytałąm go o pasierbicę to powiedzaił mi, że on wie i rozmue że ja
          jej nie kocham, że to nie moje dziecko itd.
          Tak więc kochana może najwyższa pora powiedziec twojemu Nm, że to jego dzieci,
          nie twoje - i zacząć wymagać od nich szacunku dla siebie ????

          pozdrawiam
    • kicia031 Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 14:53
      traktuję Młoda (5,5
      roku) jak zbędną rzecz że jestem niemiła, niesympatyczna i zmieniam się nie
      do poznania a przeciez jego uczucie do mnie w bardzo dużym stopniu zależy od
      tego jak podchodze do jego dziecka (to jego słowa). Fakt ze w stosunku do
      Modej jestem poprawna (nie ma jakiś uniesień czułości itp) jestem czasem
      surowa i konsekwentna w decyzjach i działaniach. Nie umiem jej przytulić tak
      o sobie (nie czuje się z takimi odruchami dobrze - to nie byłoby szczere) a
      teraz mam zarzut w stosunku do mnie ze strony NM własnie o to i powód do
      milczenia i rozstania (bo on sobie inaczej to układał).


      Odlozmy na razie na bok stosunek twojego faceta do ciebie, brak czulosci,
      chcociaz to rzecz bardzo przykra. Ale teraz o twoich relacjach z jego corka:
      Jestes konsekwentna i to super. Wydaje mi się, ze dzieci bardzo tego
      potrzebuja. Ale ja przyznam szczerze, ze jak piszesz, ze ie potrafisz 5-latki
      przytulic, okazac jej ciepła, to mi się troche przykro robi. Dziecko w tym
      wieku to jeszcze maluch, potrzebuje ciepła i czułości (celowo nie pisze
      miłości, chociaz tej tez potrzebuje, ale tej – tu się zgadzam z
      przedmówczyniami, nie powinno się na sile wymagac). Nawet dużo starsze dzieci
      jeszcze go potrzebuja – mija starszy synek ma 14 lat, a pasierbica 12 i wciąż,
      choc już coraz rzadziej, chca się przytulac do mnie.
      Ja zasadniczo lubie dzieci (choć przyznaje bez bicia, nie wszystkie) i nie mam
      problemu z przytulaniem dzieci cudzych – nie tylko w rodzinie, ale i wśród
      koleżanek, jeśli tylko jest na to u dziecka zapotrzebowanie. I jak sobie
      wybierałam swojego chłopa, to jednym z waznych kryteriow było to ze potrafi być
      cieply i czuly nawet wobec dzieci naszych znajomych, już nie mówiąc o rodzinie.
      Nie chcialabym być z kims, kto nie potrafi okazac czułości malemu dziecku i
      chyba po prostu twój chłop tez nie chce z kims takim być. Na początku
      zachowywałaś się inaczej, i to mu się podobalo, zmieniłaś swoje zachowanie -
      albo może teraz jestes bardziej soba i jemu się to nie podoba. Ty sama musisz
      się zastanowic, na które z jego oczekiwan dotyczących związku jestes w stanie
      odpowiedziec pozytywnie, gdzie jestes gotowa na kompromis, a gdzie nie… Po co
      się macie szarpac.
      • balladynka Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 17:10
        Wiesz co Kiciu, z całym szacunkiem, ale nie mogę tego czytać bez irytacji.

        > Nie chcialabym być z kims, kto nie potrafi okazac czułości malemu dziecku i
        > chyba po prostu twój chłop tez nie chce z kims takim być. Na początku
        > zachowywałaś się inaczej, i to mu się podobalo, zmieniłaś swoje zachowanie -
        > albo może teraz jestes bardziej soba i jemu się to nie podoba. Ty sama musisz
        > się zastanowic, na które z jego oczekiwan dotyczących związku jestes w stanie
        > odpowiedziec pozytywnie, gdzie jestes gotowa na kompromis, a gdzie nie… P
        > o co
        > się macie szarpac.

        Po pierwsze, nie każdy jest wylewny i się do wszystkich klei niczym superglue.
        Po drugie, na początku to wszyscy mamy rózowe okulary i nic nam w sobie nie
        przeszkadza a po latach przeszkadza nam w sobie byle co. To by było tyle pewnie
        na temat obecnego niezadowolenia faceta i ewentualnego „odsłonięcia przez
        macochę swego prawdziwego oblicza”.
        Po trzecie to ładnie, że tak zwróciłaś uwagę na oczekiwania niemęża mm-m i
        zasygnalizowałaś mm-m potencjalne rozwiązania (tj. odpowiedzieć pozytywnie na
        te oczekiwania albo won!) Ja bym miała natomiast pewną radę dla każdego
        Rodzica, który wystrzeli z takim tekstem, tylko po co? Jak widać im dalej w las
        tym więcej drzew, drogie macoszki i nigdy tak naprawdę wszystkim nie dogodzimy,
        choćbyśmy się tu skitrały w swych staraniach. Jak nie urok to sraczka, jak
        mawiała moja mama i przy takim podejściu Rodzica to możemy sobie od razu
        odpuścić, bo wiecznie będzie coś nie tak, bo nawet jak spełnimy
        wszystkie „wymierne” kryteria dobrej macochy, które się dają policzyć, zmierzyć
        i zbadać to jeszcze pozostaje cała sfera ochów, ahów, dwuznacznych spojrzeń,
        przekazów niewerbalnych i innych wirtualnych pierdół, które jakimś sobie tylko
        wiadomym szóstym zmysłem obserwuje Rodzic i według których dokonuje on oceny
        swojego partnera jako kandydata na macochę czy też ojczyma, a tam to już wolna
        amerykanka i żadnych reguł, żeby chociaż móc podjąć jakąkolwiek próbę
        sprostania im, zanim oczywiście ostatecznie i tak dojdzie do niechybnej
        porażki, bo też prawda jest taka, że to nie jest nasze dziecko i nic nie
        przychodzi naturalnie a wymaga pracy i powolnego nawiązywania więzi w tej
        trudnej przecież sytuacji. Czy to tak trudno zrozumieć?
        Po czwarte dziękuję Ci za ten post, dzięki niemu ujrzałam w całej okazałości
        egoizm mojego M. Nareszcie przestanę się obwiniać za moje różne niedoskonałości
        i zacznę siebie lubić zrozumiawszy, że wyżej dupy nie podskoczę.
        Gwoli informacji, dałabym bardzo wiele żebym to ja mogła ułożyć dzieci M do
        snu, niestety one wolą tatę a ja nie mam odwagi wejść między wódkę a zakąskę.
        Moja rola ogranicza się do zrobienia kolacji, nalania wody do wanny i
        przygotowania ręczników. Lubię te krótkie momenty kiedy przechodzimy za rękę
        przez ulicę albo kiedy robię młodej warkocze i głaszczę ją po głowie. Wszystko
        to przypomina jednak stąpanie we mgle, niewiadomą czy one sobie tego życzą czy
        nie, obawy jak ja się poczuję, jak zareaguję na taki kontakt, czy mi wolno czy
        nie, czy jest to dla nich miłe czy krępujące, co zrobi M itd. Mi też M zarzuca
        nieczułość, że nie całuję, nie przytulam, nie zachowuję się jak matka, którą
        powinnam zastąpić jak dzieci są u nas, niedługo mi zarzuci, że kotu poświęcam
        więcej czułości. Ale kot jest mój, sam do mnie przychodzi i mogę sobie go
        całować, przytulać i międlić do woli.
    • luna67 Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 17:54
      mm-m napisała:

      "przeciez jego uczucie do mnie w bardzo dużym stopniu zależy od
      > tego jak podchodze do jego dziecka (to jego słowa)."

      "mam zarzut w stosunku do mnie ze strony NM własnie o to i powód do
      > milczenia i rozstania (bo on sobie inaczej to układał). "

      "Tak zeby wam
      > zobrazowac całość kiedy Młodej nie ma on warczy jest zmęczony - zadnego
      > przytulania, zadnych oznak czułośći w stpunku do mnie - poprostu teksty "mam
      > zły dzień daj mi spokój" - jak tylko pojawia się młoda moj NM jest dla niej
      > czuły, miły, przytulający, pobłażliwy i milion różnych odruchów i zachowań
      > których ja nie mogę miec bo przeciez jestem dorosła! do tego Młoda traktuje
      > mnie jak mebel i kucharko, sprzątaczkę z reguły - z jej strony też nie ma
      > oznak sympatii i czułosci."

      M-m-m nie moglam dzisiaj sie skoncentrowac na pracy, caly czas o tobie myslalam.

      Przeczytaj jeszcze raz to co napisalas i sie sama obiektywnie zastanow gdzie
      jest milosc twojego M do ciebie? czy ja zauwazasz? bo ja nie. Milosc jest
      bezwarunkowa, milosc sie daje nie baczac co sie w zamian otrzyma. Jakbys nawet
      stawala na glowie to on ciebie i tak nie bedzie kochal, on bedzie tylko
      wdzieczny tobie ze dogadzasz osobie ktora on kocha (corke).

      Boze dziewczyno przykro mi o tym pisac, ale ja mam takie odczucia.
      I sie przyznam, ze odeszlabym od mojego M (pomimo, ze go bardzo kocham), jakbym
      uslyszala takie slowa. Nie siedzialabym z facetem ktory by mi stawial takie
      warunki!!!! Chcialam odejsc (mialam ju swoje mieszkanie), gdyz widzialam, ze nie
      spelnie oczekiwan mojego M w stosunku do jego dzieci, i po powaznej rozmowie
      oboje sie rozplakalismy, gdyz moj stwierdzil, ze mnie bardzo kocha i nie
      przezylby jakbym odeszla, wiec troche popuscil z tymi oczekiwaniami (chociaz
      czasami sie zapomina).
      Jest mi bardzo przykro i obym sie mylila w moich przypuszczeniach.
      • anastazjapotocka Re: pomocy i rady potrzebuję ! 06.10.06, 18:07
        Nie znam początków Waszego związku, ale jeśli on pokochał Ciebie dla Ciebie
        samej, a nie jasno określił, że szuka matki? dla swojej córki - to facet ma
        problem.
        Ja też nie widzę tu miejsca na Twoje szczęście, nie widzę miejsca dla Ciebie.
        Albo masz udawać? że do szaleństwa kochasz jego dziecko, albo - won?
        No to na co Ty dziewczyno jeszcze czekasz?
        Jesteś młoda, całe życie i cały świat przed Tobą.
        Jeszcze spotkasz swoje własne, osobiste szczęście i MĘŻCZYZNĘ dla którego
        będziesz CAŁYM ŚWIATEM.
        Ja nie widzę przyszłości dla tak egoistycznego związku...
        Wiem co mówię. Kilkakrotnie zaczynałam życie od nowa, wychodziłam bez słowa,
        nawet bez szczoteczki do zębów...
        Jestem szczęśliwa, spotkałm Mężczyznę mojego życia, kochamy się bez pamięci
        pomimo upływu lat... Czego i Tobie z całego serca życzę.
        • bemari Re: pomocy i rady potrzebuję ! 07.10.06, 03:11
          Pewnie, że każdy jest inny...Ja też zapewne.
          Dla mnie przytulanie pięcioletniego malucha jest czymś oczywistym.No ale ja
          pracuję z dziećmi, różnymi dziećmi.Czasami są brudne, czasami się ślinią,
          czasami "pachną moczem", czasami zachowują się jak diabły z piekła rodem.Jednak
          wszystkie uwielbiają, gdy czują, że je się lubi.Lubi i konsekwentnie wymaga.
          Moje własne i te cudze reagują tak samo.

          Prawdę mówiąc nie rozumiem podejścia do dzieciaka w stylu:on się buntuje, on
          jest wredny, on jest przeciwko mnie, ktoś go nastawia negatywnie.Nawet jak to
          jest nastoletni dzieciak.
          Dzieciak nie jest dla mnie partnerem, on dopiero do partnerstwa dorasta.Jego
          manifestacje, złe humory nie mogą wobec tego mnie dotykać.Trzeba je stopować,
          ale bez osobistych odniesień.Jestem bardzo wyczulona na słowa i zachowania
          dorosłych, ale dzieci się wychowuje.I zapewniam, że w jakimś stopniu wszystkie
          wychować można.Tym bardziej kilkuletnie.Pod warunkiem, że stoi za tym
          zrozumienie i sympatia.

          Wcale nie dziwię się facetowi, który zastanawia się nad kobietą,bo ta nie lubi
          jego dziecka.Też bym takiej kobiety(faceta)nie lubiła. Bo nie lubi dziecka i
          nie lubi MOJEGO dziecka, a więc cząstki mnie.I nie jest to egoizm, ale normalna
          reakcja.
          Sprawy dorosłych to odrębna sprawa, nie mieszajmy w to dzieci.Dziecko jako
          przeciwnik? Porównywanie okazywanych uczuć? Według mnie to przejaw
          niedojrzałości.
          Nie chodzi tu o udawanie szaleńczych uczuć do malucha, ale o zwykłą
          życzliość.Jeśli jest szczera, to zupełnie wystarczy.
          • balladynka Re: pomocy i rady potrzebuję ! 07.10.06, 11:48
            > Wcale nie dziwię się facetowi, który zastanawia się nad kobietą,bo ta nie
            lubi
            > jego dziecka.Też bym takiej kobiety(faceta)nie lubiła. Bo nie lubi dziecka i
            > nie lubi MOJEGO dziecka, a więc cząstki mnie.I nie jest to egoizm, ale
            normalna
            >
            > reakcja.

            Chyba czytałyśmy inne posty. Ja nigdzie nie wyczytałam, że mm-m nie lubi małej
            albo ją źle traktuje. Napisała, że nie ma już siły "przepraszać nie za swoje
            winy", że akceptuje małą, stosunki są poprawne ale niemąż ma do niej pretensje,
            że nie są takie, jakie on sobie planował tj. brak im czułości, przytulania,
            miłości. Te oczekiwania to częsty błąd jaki popełniają samodzielni rodzice,
            wystarczy poczytać literaturę na ten temat, bardzo tam wiele na temat
            nierealnych (według psychologów) oczekiwań takich rodziców w stosunku do swoich
            partnerów i poczucia winy tych partnerów bo nie udało im się pokochać dzieci
            swoich mężów czy żon jak własne. Fajnie jak tak się dzieje ale to raczej
            wyjątek niż norma. Nie rozumiem, dlaczego tutaj stara się odkryć Amerykę po raz
            drugi skoro temat został przerobiony setki razy przez nie takie mózgi jak my.
            Są różne odcienie macochowania i każdy musi wypracować swój, niekoniecznie
            pełen miłości i czułości, ale może na przykład oparty na szacunku, zaufaniu i
            dobrym koleżeństwie. Mm-m, jesteś normalna i nic ci nie dolega a taka więź,
            jakiej pragnie twój M między tobą a jego dzieckiem zajmuje lata całe i wymaga
            stosownych warunków, np. wspólnego zamieszkiwania z pasierbicą bądź innych
            okoliczności. Miłości nie można wskrzesić w sobie na zamówienie. Jeśli nie masz
            sobie nic do zarzucenia w twoim stosunku do małej to twój M musi zrozumieć, że
            być może za wysoko stawia poprzeczkę.
            • anastazjapotocka Re: pomocy i rady potrzebuję ! 07.10.06, 12:25
              Są różne kobiety. I takie, które kochają dzieci, przytulą nawet obce,
              zasmarkane, "pachnące moczem" i takie, które nie przytulą nawet
              wypielęgnowanego dziecka.
              Nie ma sensu teraz dyskutować nad tym, która grupa kobiet jest "lepsza"
              lub "gorsza", bo to bzdura po prostu.
              Kobiety mają różne podejście do życia, świata, kariery, mają różne upodabania.
              Mnie w ogóle nie przeszkadza, jak mi kot za przeproszeniem narzyga na nowiutki
              koc - po prostu wypiorę.
              Inaczej ma się u mnie rzecz z dziećmi. Nie znoszę małych dzieci w mojej
              obecności na dłużej niż 15 minut i nic na to nie poradzę. Nie oznacza to, że
              jestem krzywdzicielką dzieci! Jest wprost przeciwnie. Dla dzieci jestem gotowa
              zrobić bardzo wiele - ale nie potrafię dać im nawet cienia czułości.
              Uprzejość, serdeczność, ofiarną pomoc - tak. Opieki, czułości - nie.
              Nie zamierzam więc piętnować kobiet, które dostałyby furii gdyby im kot
              narzygał na pościel... Choć kocham koty. Zdrowe, chore, WSZYSTKIE.
              Należy zrozumieć, że Mm-m nie ma w sobie czułości dla dziecka z wielu złożonych
              powodów. I w żadnym razie nikt nie ma prawa się temu dziwić lub ją potępiać.
              Dziewczyna jest taka jaka jest, a jeśli jej facet szukał zakochanej matki (!?)
              dla swojej córki - to po prostu się nie dogadali.
              Karanie dziewczyny brakiem czułości i pieszczot, które się jej jako jego
              kobiecie po prostu należą - jest skandalem i tyle.
              A już stawianie sprawy - albo się "poprawisz", albo - won, to zwykłe, bezmyślne
              okrucieństwo, skrajny egoizm i kompletny brak empatii.
              Taki facio po prostu nie zasługuje, aby być z kobietą. Niech buc zamieszka z
              córką. I cześć.
              Wyobraźmy sobie skrajną sytuację: wypadek, choroba. Dziewczyna jest
              sparaliżowana. Sama potrzebuje opieki. Od kogo może i powinna jej oczekiwać?
              Oczywiście od męża/partnera.
              Ale ona nie jest mu taka bezradna, sama porzebująca obsługi potrzebna. Taki
              dupek ją ZOSTAWI!!! Bo nie spełnia jego oczekiwań.

              Ojcowie kochają swoją dzieci i chwała im za to. Ojcowie kochają swoje nowe
              żony, partnerki. Partnerki kochają tych ojców nie swoich dzieci. Ale przyszłość
              (czytaj: starość)- to tyko ON i ONA.
              I przez cały czas trwania związku trzeba się dla SIEBIE NAWZAJEM starać i dbać
              TAKŻE o SIEBIE NAWZAJEM.
              W innym związku - gdy jedna strona drugiej narzuca swoją wolę, bo jak nie, to
              won - nie warto tkwić. To nie jest zdrowy związek - to tortura.
              Kobieta ma prawo oczekiwać, że jej mężczyzna będzie ją kochał dla niej samej i
              nie przegoni jej z tak głupiego powodu, że dziewczyna "jest mało czuła dla jego
              córki".
              Przepraszam, ale dla mnie to zwykły cham i buc.

            • bemari Re: pomocy i rady potrzebuję ! 07.10.06, 22:24
              Autorka wątku napisała, że nie potrafi przytulić małej i jest poprawna w
              stosunku do niej.
              Ja napisałam, że dla mnie to dziwne, ale zaznaczyłam, że każdy jest inny.W
              każdym razie ponieważ dla mnie jest to dziwne, rozumiem, że dla partnera
              autorki też to może być dziwne.I może być to odczucie tak silne, że mniej ważne
              stają się inne więzi w związku.Priorytety obojga, nawet podświadome, nie
              zazębiają się o siebie.Stąd te pretensje.
              W sumie każdy czuje się pokrzywdzony, choć winy w tym nie ma.Na dłuższą metę
              nic nie można robić przeciwko sobie.
              Ja miałam szczęście, że przy moim rozbuchanym instynkcie chronienia dzieci
              (rozsądnym, a nie małpim)trafiłam na faceta, który mnie za to kocha. On
              zarabia, a ja wydaję jego pieniądze na wycieczki, podręczniki, ubrania dla
              dzieciaków w potrzebie.Mam takiego prywatnego sponsora, który śmieje się, że
              zamiast luksusować się u kosmetyczki, uroczo wydaję kasę na obiady dla jakiegoś
              tam Jaśka.Mnie to daje zadowolenie, a on lubi kiedy jestem zadowolona.
              Mam świadomość, że inny facet stwierdziłby, że to bez sensu.I miałby
              prawo.Tylko nie pasowalibyśmy do siebie.
              Mój tatko też wszystkie swoje wysiłki skupia na tym, żeby jego Alicja była
              szczęsliwa.A ona musi mieć świadomość, że jest rozpieszczoną dziewczyneczką,
              która beztrosko kupuje setną(nie przesadzam)parę butów.Jego to uszczęśliwia.
              Dla mnie to wariactwo, mój mąż twierdzi, że to cwana egoistka, mój tatko
              uważa,że ma najpiękniejszą kobietę świata, a ja jestem pozbawina jej czaru,
              natomiast Alicja patrzy na mnie jak na dziwoląga.
              Reasumując to się lubimy i tolerujemy swoje dziwności.I każdy jest zadowolony z
              partnera.
              Oczywiście, że Mm-m jest normalna, jej mąż też jak najbardziej.Mają po prostu
              różne oczekiwania.Niestety, obawiam się,że nikt tu nikogo nie zmusi do
              zrozumienia.Jeśli facet jest podobny do mnie, to poprawny stosunek do jego
              małej mu nie wystarczy.A Mm-m ma prawo nie czuć tego.I ma prawo czuć żal.Tylko
              przy takich postawach ciężko się dogadać.Zawsze jednak można probować, w końcu
              zmieniamy się przez całe życie.
              • luna67 Re: pomocy i rady potrzebuję ! 08.10.06, 00:56
                bemari napisała:
                "Jeśli facet jest podobny do mnie, to poprawny stosunek do jego
                małej mu nie wystarczy", tym mnie rozbawilas, to niech (twoim zdaniem) poszuka
                sobie partnerki, ktora bedzie jego dziecko kochala, ale nistety jest tylko jedna
                kobieta na swiecie ktora pojdzie za dzieckiem w ogien i jest to: rodzona matka z
                ktora sie rozstal.

                Moze jest kilka na swiecie matek Teres, moze sie i ty do nich zaliczasz, ale nie
                sadze, zeby m-m-m powiedziala na poczatku zwiazku ze bedzie jego dzieci kochala
                jak wlasne, bo sie nie da.

                A ze nie umie przytulic pasierbicy, tez rozumie, gdyz
                z postu wynika, ze borykaja sie dalej z rozwodem i z konsekwencjami, ktore
                naprawde moga zycie obrzydzic, a mala (nie jej wina, wiem) za kazdym razem
                przypomina o tych nieprzyjemnosciach, i tu jest potrzebny psycholog (ktory nie
                kazdemu moze pomoc).

                Mozna obce dziecko przytulic, poglaskac ale nigdy nie bedzie towarzyszylo
                uczucie milosci, u ciebie tez nie sadze zeby byla milosc do tych dzieci, to jest
                zwyczajna LITOSC!!!
                • m-m-m Re: pomocy i rady potrzebuję ! 16.10.06, 14:36
                  ale nie
                  sadze, zeby m-m-m powiedziala na poczatku zwiazku ze bedzie jego dzieci kochala
                  jak wlasne, bo sie nie da.



                  Pomyłka w nicku. Nie ja napisałam ten post, tylko ktoś o nicku zbliżonym.
                  Ja mam pasierba i M. i tak na marginesie - owszem, ja jako ja powiedziałam
                  mojemu M. na poczatku, że jeśli szuka drugiej mamusi to się zasdniczo pomylił.
                  Najpierw się wzburzył, a potem po długich rozmowach , pokazywaniu przykładów,
                  wielu lekturach wspólnych na temat stosunku do dzieci partnera - pogodził się z
                  moją niechęcią do kochania pasierba i głaskania go po główce tylko dlatego, że
                  on wogóle jest.
                  Ktoś, kto sam nie miał nigdy macochy/ojczyma, a jest samotnym rodzicem bardzo
                  często popada w błąd uważając, że partner będzie (lub co absurdalne - wręcz
                  musi) kochać cudze dziecko. Idealizuje wizję nego kandydata na matkę/ojca nie
                  rozumiejąc iż są to role absolutbie niezastępowalne, co nie wyklucza, bardzo
                  dobrych relacji partnera z dzieckiem (bardzo dobrych, ale NIE takich samych jak
                  z rodzicem!).
                  Ważne jest wyjaśnienie akceptacji i jej konkrtenych uwarunkowań czyli jednym
                  słowem długie rozmowy z partnerem na temat jego idealizmu i nadmiernych wymagań.
                  W żadnym wypadku nie wolno przyjąć na siebie tego, że to my jako macochy
                  jesteśmy winne temu, że nie kochamy pasierbów. To jest wina partnera i jego
                  nieracjonalnych względem nas wymagań, an ie nasza. I to trzeba takiemu gościowi
                  koniecznie powiedzieć. Nawet jak będzie zaprzeczał to kontynuować swoje.
                  • luna67 Re: pomocy i rady potrzebuję ! 16.10.06, 19:30
                    Wiem, ze to nie ty napisalas m-m-m, po wylsaniu dopiero zauwazylam (cos za
                    duzosmile) przepraszam (liczylam na moje szczescie, ze nie przeczytaszsmile
    • tovika Re: pomocy i rady potrzebuję ! 07.10.06, 13:48
      dlaczego kobietom tak trudno jest zrozumieć i przyjąć do wiadomości fakt, ze
      jezeli facet ma za soba już nieudany związek, to wina moze leżeć po jego
      stronie, ze się nie nadaje do trawłych relacji.
    • kicia031 Re: pomocy i rady potrzebuję ! 07.10.06, 17:23
      Tak soebie jeszcze myslalam o tym watku, bo ma on duzo odniesien do mojej
      sytuacji i pozwolcie, ze wam opowiem cos o moim bylym mezu. Otoz on kiedys, juz
      gdy zblizalismy sie do rozwodu, zglosil pretensje, ze zle wychowuje naszego
      syna, bo oto jego znajomi zostawili roczne dziecko i pojechali na 2 tygodnie na
      Hawaje, a nasz syn pewnie nie chcialby zostac beze mnie na 2 tygodnie.
      Dla mnie to czy Babelek, wtedy 2-latek, zostalby sam beze mnie na 2 tygodnie czy
      nie bylo pytaniem czysto akademickim: nie wyobrazam sobie, by zostawic tak male
      dziecko i wyjechac na dalsze wakacje. Bylby to nie wyjazd, tylko tortura i nigdy
      bym sie na cos takiego nie zdecydowala.
      Ostatnio Ex i Next zostawili 4-miesieczne blizniaczki z niania, a 1,5 roczna
      coreczke zdeponowali u babci i pojechali sobie na zasluzony wypoczynek. I
      wszyscy sa zadowoleni - moj Ex ma kobiete, dla ktorej priorytem nie sa dzieci
      tylko wakacje z nim, ja mam faceta, dla ktorego priorytetem sa dzieci i ktoremu
      wakacje bez nich nie sprawiaja przyjemnosci.
      Dlatego napisalam, ze nie warto sie szarpac - jesli w obrazie idealnego partnera
      zawarte jest przytulanie zasmarkanych 5-letnich dzieci, jesli jest to wazny
      element tego, czego szukamy u naszej drugiej polowki, to osoba chlodna i
      zdystansowana zawsze bedzie dla nas rozczarowanie, a i dla tej osoby zwiazek
      bedzie nieustanna szarpanina i zmuszaniem sie do rzeczy, ktorych nie chce.
      W wielu sprawach mozna zawrzec kompromis, i wiekszosc par je szczesliwie
      zawiera. Ale kazdy z nas ma krotsz - dluzsza liste rzeczy, bez ktorych nie
      wyobraza sobie idealnego zwiazku. I warto sobie ustalic, dla samego siebie, ale
      i do wiadomosci partnera, jakie to sa rzeczy. Bo kiedy ich nie ma, zwiazek
      bedzie wiecznym konfliktem i nikt w nim nie zazna szczescia. Ludzie moga zmienic
      w sobie wiele, od opuszczanie deski sedesowej do uprzedzania o ewentualnym
      spoznieniu. Ale zasadnicze zreby osobowosci nie zmieniaja sie latwo - jesli w
      ogole, i jesli ludzie nie dobrali sie pod tymi zasadniczymi wzgledami, to chyba
      lepiej sie wycofac, zanim sie zabrnie zbyt daleko.
      • mrs_ka Re: pomocy i rady potrzebuję ! 08.10.06, 01:08
        Kicia, bardzo trafnie opisane. Podpiszę się, pozwoliszsmile

        a.
      • claairee Kicia, 08.10.06, 22:58
        Dzieki ze tak fajnie napisalas. Zgadzam sie w 100%.
        No i ciesze sie , ze nie jestem taki calkiem kosmita ze swoim podejsciem - ja
        nie mam problemu z okazywaniem czulosci dziecku NM, jest to dla mnie tak samo
        naturalne, jak to ze robie mu cos do jedzenia, czy patrze jak sie bawi
        (uwielbia publicznosc). No i nie wyobrazam sobie sytuacji, ze swojemu okazuje
        czulosc, a nieswojego trzymam na dystans.

        • mm-m Re: 09.10.06, 08:25
          Dziękuje Wam wszystkim za pomoc, dobre rady, opinie i spojrzenie na to wszystko
          z dystansu.
          Boli jak piętnuje ktoś "jak można nie umieć przytulać dziecka" - to prawie tak
          jakby było się potworem, a to zupełnie inna sprawa. Inne podejście, inne
          odczucia i miliony uwarunkowań - moich, dziecka, NM i sytuacji.
          Generalnie patrząc i podsumowując całą dyskusję jest mi lepiej - nie czuję się
          juz taka podła, zbieram siły żeby powstać i postawić sprawy jasno.

          Są ludzie (a do takich należy NM) którzy bezwarunkowo potrafią kochać tylko
          dzieci - dorośli są do bycia partnerem i w nich szukają tylko partnerstwa.

          Nie umiem być "dobrą, kochającą i tulająca " macochą - nie potrafię i tyle!!
          Albo ktoś zaakceptuje to albo nie mamy o czym rozmawiać!

          Teraz nadszedł czas próby, ciężkiej próby czy ten związek jest jednak coś
          wart...
          Śle Wam buziaków milion w podziękowaniu za okazaną życzliwość i pomoc...
          Odezwę się niebawem...mam nadzieję smile
          • anastazjapotocka Mm-m! 09.10.06, 11:28
            Z całą pewnością sama dojrzejesz do decyzji i oby ta decyzja była dobra przede
            wszystkim dla Ciebie.
            Masz 29 lat, to cudowny wiek - kobieta jest jeszcze bardzo młoda, ale posiada
            już pewne doświadczenie oraz pewność siebie, zna już swoją wartość i porafi
            wyegzekwować od najbliższego otoczenia to, to jej się należy: miłość, szacunek,
            zaineresowanie jej sprawami.
            W Twoim przypadku najważniejsze jest, abyś dobrze wiedziała: nie jesteś
            potworem, nie jesteś dziwolągiem. Miałaś małego pecha, że zakochałaś się w
            kimś, kto ma dziecko i zupełnie inne poglądy na "macochowanie".
            Jego poglądy są ważne, ale Twoje odczucia są ważniejsze i nic z tym nie da się
            zrobić "na siłę". Jeśli nie odczuwasz potrzeby okazywania małej dziewczynce
            czułości - nie zmuszaj się. Jeśli nie znosisz małej kąpać - niech ją kąpie
            ojciec.
            Żadne zmuszanie się nic tu nie pomoże - z czasem pogorszy tylko sytuację, a
            Twoje zmuszanie się do czegoś czego nie chcesz, przerodzi się w otwartą agresję
            przeciw ojcu i dziecku. To zwykła rzecz.

            Kiedyś, wiele lat temu, zagubiona i bezradna wyszłam za mąż za faceta, który
            wychowywał 7-letniego syna (już nie pamiętam z którego małżeństwa, bo i
            rozwodów i dzieci miał sporo). Jak każdy Niemiec wychowywał go z oszczędności -
            w innym razie musiałby płacić alimenty nie tylko na dziecko, ale także przede
            wszystkim na żonę.
            Dupek wymyslił sobie, że Polka z ukończonym kierunkiem uniwersyteckim -
            nauczycielskim, będzie idealną kandydatką na supermacochę.
            Przed ślubem postawiłam warunek: żadnych dzieci!!! Wspólnych oczywiście, co
            było zdaje się argumentem, że zapranął mnie natychmiast poślubić (zero nowych
            kosztów, zero komplikacji).
            Nigdy nie pracowałm jako nauczycielka. Zdawałam sobie sprawę z mojego
            charakteru i zachamowań w stosunku do dzieci. Kierunek był mi potrzeby, jako
            wstęp do dalszych studiów, a nie do nauczania i wychowywania dzieci.
            To oczywiście dupka już nie interesowało.
            Przeszłam to samo co Ty.
            Próbowałam się zmusić (byłam wówczas trochę młodsza od Ciebie). W Polsce był
            kryzys. Moja ś.p matka oczekiwała ode mnie dużego wsparcia finansowego dla
            niej, mojego dorosłego brata, dorosłej siostry oraz dwóch babć. Ja miałam im
            wszystkim zapewnić życie w dobrobycie, prezenty i luksusy.
            Mój ówczesny mąż był człowiekiem bardzo zamożnym. Kupił mi mercedesa i terenowe
            suzuki którym jeździłam po zakupy i dzieciaka do szkoły. Zwolnił nauczycielkę,
            która pomagała dziecku w odrabianiu lekcji (chłopak był upośledzony
            intelektualnie). Zwolnił sprzątaczkę i pomoc biurową. Za przejęcie obowiązków
            zwolnionych pań wyznaczył mi miesięczną pensję (dużo mniejszą od pensji
            sprzątaczki), ale ja byłam żoną, co obligowało mnie jeszcze do sypiania z nim.
            Nie twierdzę, że działa mi się krzywda.
            Miałam swoje pieniądze, fatałaszki i obowiązki, którym mogłam bez trudu
            sprostać.
            Zadowoleni byli wszyscy: dupek, że ma piękną, wykształconą, śmiesznie tanią
            dziewczynę "do wszystkiego", z bzykaniem włącznie oraz moja rodzinka
            konsumująca obficie dobrodziejstwo posiadania waluty wymiennej.
            Wszyscy, oprócz mnie, smutniejącej z dnia na dzień.
            Aż tu pewnego dnia!.
            Facet wymyślił sobie, że ja mam obowiązek być miła i czuła dla jego (naprawdę
            okropnego i cholernie agresywnego) syna.
            I tu był koniec. Tego nie potrafiłam z siebie w żadnen sposób wydobyć.
            Pamiętam, że dupek zawołał mnie któregoś wieczoru (chyba w 3 miesiące po
            ślubie) do łazienki, gdzie w wannie siedziało dziecko i kazał mi to dziecko
            umyć. Stałm sparaliżowana. Dla mnie w wannie siedział obcy, mały, zupełnie goły
            facet z (sorry!) siusiakiem na wierzchu. Na samą myśl, że miałabym tego gnoma
            dotknąć, zrobiło mi się słabo. Zwymiotowałam na gnoma, na dupka, za którego tak
            lekkomyślnie wyszłam - po czym uciekłam i zamknęłam się w łazience dla gości.
            Negocjacje ze mną twały do rana.
            Zawarlismy ugodę, na mocy której ja miałam nadal wykonywać obowiązki
            sprzątaczki, nauczycielki i pomocy biurowej, ale dupek miał mnie zwolnić z
            obowiązku dotykania jego syna.
            Dupek dotrzymał umowy tylko parę tygodni, po czym sytuacja się zaostrzyła.
            Pewnie postanowił sobie zmienić mój charakter.
            Rezultat był taki, że spakowałam walizki z ciuchami i terenowym suzuki
            odjechałam do domu kobiet w pobliskim miasteczku.
            Byłam tak zestresowana, że ledwo żyłam, nie mogłam nic jeść, nie mogłam spać.
            Ważyłam 42 kg.
            Rozwód dostałam po długich bojach (dupek chciał mnie za wszelką cenę odzyskać),
            ale miałm świetnych adwokatów. Za honorarium wypłacone moim adwokatom i za
            odszkodowanie dla mnie, dupek swobodnie mógłby sobie kupić nowy dom, ładniejszy
            od tego w którym chciał ze mnie zrobić supermacochę.
            Małżeństwo ze mną nie opłaciło mu się - to pewne. Z zemsty i nienawiści do
            dupka zraniłam na sprawach rozwodowych jego dumę własną, odarłam go z godności
            i kasy.
            I nie mam wyrzutów sumienia.
            Nie twierdzę, że dupek - mój ex był złym człowiekiem. Trafił na niewłaściwą
            kobietę, której chciał narzucić swoją wolę, nie zgodną z moim pojęciem o
            szczęściu i partnerstwie. Guzik go także obchodziły moje marzenia o karierze
            zawodowej.
            Zgadzałam się ze sprzątaniem, praniem i prowadzeniem biura (choć nie było tego
            w umowie, od tego był pierwotnie personel).
            Roli supermacochy nie udźwignęłam.
            Z tego, co mi kiedyś mówili znajomi, chłopak po paru latach uciekł do matki,
            nie skończył żadnej szkoły, zresztą nic o nim nie wiem, dzisiaj to dorosły
            facet.
            Napiałam Ci o wszystkim tak obszernie, żebyś zdała sobie sprawę, że nie warto
            jest robić coś WBREW SOBIE. To się po prostu nie opłaci.
            Guzik mnie też obchodził fakt, że matka, zawiedziona w swoich finasowych
            rachubach - wyrzekła się mnie niezwykle uroczyście.
            Masz tylko jedno życie, a marnowany czas działa na Twoją niekorzyść.
            Myśl tylko o sobie, pomyśl, na czym Ci w życiu zależy i realizuj własne
            marzenia. Męzczyzna - ten na poziomie - jest pięknym dodatkiem do ambitnej i
            silnej kobiety. I musi być jak płaszcz - na miarę.
            Anastazja.
          • tarzynka Re: 09.10.06, 12:30
            Wiesz mm-m, mam swoje dzieci, które przytulam, pieszczocham, okazuję im czułość.
            Mąż też nie narzeka na brak czułości. Ale tak w ogóle jestem osobą, która
            potrzebuje sporego dystansu do innych. Razi mnie całowanie na dzień dobry, nawet
            zwyczaj podawania ręki wolałabym zachować dla bliskich znajomych. Tak mam.
            Trochę z tym walczę, trochę ulegam konwenansom. Nie jestem w stanie przytulać
            pasierbów, tzn. mogę to sobie narzucić, ale wszystko we mnie w środku by
            krzyczało: "to jest sztuczne, narzucone" i myślę, że dzieci by to wyczuły. Mimo,
            że naprawdę są dla mnie ważni. Nie kocham ich, ale chcę, żeby było im w życiu
            dobrze, cieszę się ich sukcesami, martwią mnie ich problemy, bo im źle,stoję po
            ich stronie. Prawdopodobnie tego nie wiedzą, trudno. Nie oczekuję wdzięczności,
            nie spodziewałam się ani nie spodziewam docenienia. Na szczęście ich tata nie
            oczekuje ode mnie, że będę ich kochała. Może mu łatwiej niż Twojemu partnerowi,
            bo mieszka z moimi dziećmi, których nie kocha, a z którymi ma bardzo dobry
            kontakt i też mu łatwiej, że nikt nie oczekuje, że będzie miał do nich takie
            uczucia, jak do własnych. Prawdopodobnie ten mój dystans utrudnia nawiązanie
            bliskości z pasierbami. Mam czasami wyrzuty sumienia, że nie potrafię. Ale też
            wiem, że brak akceptacji siebie tylko mnie i moim bliskim (pasierbowie dla mnie
            to też bliscy) zaszkodzi. I cały czas mam nadzieję, że oni jednak wiedzą, że są
            przeze mnie akceptowani, bo im wtedy jest łatwiej. Chciałam napisać, żeby Ci
            pokazać, że myślę, że Twoje zachowanie wcale nie jest czymś wyjątkowym ani złym
            - nie wiem, czy mi się udało. No i myślę, że dobra macocha wcale nie musi być
            "kochająca i tulająca". Nie ma idealnych rodziców, każdy robi błędy, dla dziecka
            jest ok., gdy rodzice są "wystarczająco dobrzy". Tak jak po sobie patrzę, to
            czasem mam wrażenie, że łatwiej mi wybaczyć sobie swoje błędy wobec własnych
            dzieci niż wobec pasierbów. I mam wrażenie, że nie tylko ja tak mam. Czyżby
            stereotyp złej macochy z bajki, co to "dzieci w zimie do lasu na poziomki"?
            Trzymaj się Mm-m, mądrych decyzji życzę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka