kwestia wartości

03.08.07, 22:14
ciężki temat, zaznaczam,że nikogo i nic nie oceniam, szukam porady, może
wskazówki...
Mój M. wychowuje 3 córki, ja jestem macochą całodobową od lat dwóch. mam
dziewczyn ma problemy ze sobą i jest daleko za granicą. dzieci utrzymują z
mamą kontakt sporadyczny, ale za to często jeżdżą do babci-mamy mamy.
itu zaczyna się problem. najstrsza córka(17lat) jest bardzo związana z
babcią, co z resztą nie jest szczególnie dziwne zważywszy na fakt, iż od
dziecka pamięta pijaną mamę i tatę, który był wiecznie w pracy ( wcale go nie
bronię, dał dooopy na całej linii jeśli chodzi o pomoc exi w wychodzeniuz
nałogu) - jedynym oparciem była dla niej babcia. ex teściowa mojego M. jest
dobrą kobietą ale ma zupełnie odmienne spojrzenie na życie niż my.
najstarsza poznała chłopaka w trakcie pobytu u babci, bardzo się zakochała i -
uwaga-dziś okazało się, że kiedy ona śpi u baci, on tez tam nocuje!!!! z nią
w jednym łożku.
dodam, ze od dawna bardzo niepokoiły nas plany na zycie najstarzej - za rok
przenieść się na zaoczne (liceum), iść do pracy i zamieszkać z nim.on pracuje
na nocną zmianę w piekarni. teraz okazało się, ze babcia szykuje wszystkim
zięcia pełną parą... najstarsza rozmowy o antykoncepcji zbywa, twierdzi, że
nie współżyją ( wiem, że nie jest dziewicą, rozmawiałyśmy o tym kiedyś przy
okazji poprzedniego chłopaka i i takich samych rozmów), a od tabletek utyje i
dostanie pryszczy.
nie chodzi o to, że zajdzie w ciąże, czy nie będzie się dalej uczyła poo
maturze, historia jest ylko przyczynkiem do pytania - czy jeśli dziecko przez
tyle lat chłonęło inne wartości ( wyjść za mąż, mieć dzieci, całe życie nie
ywsciubić nosa poza województwo)_, to czy jest szansa teraz coś zmienić ( jak
to stara się i szarpie bez skutku M.), czy olać system, bo to jej życie i jej
szczęście i może tego właśnie jej trzeba???młodsze, a raczej młodsza (14), bo
najmłodsza jest za młoda (7) nie przejawiają podobnych zapatrywań życiowych
co ich siostra...
dodam, że zdaję sobie sprawę, że mój M. dał doopy w kwestii wychowania
najstarszej córki...i nie usicie mi tego uświadamiać, jak było tak było.
    • reksia Re: kwestia wartości 03.08.07, 22:52
      przypomina to pewna powiastkę o rozmowie matki z córką,gdzie matka opowiada
      córce jak ma żyć.Mówi jej o tym jak powinno wyglądać pełne i pogodne,
      szczęśliwe życie
      Córa pyta:
      "mamo, ale czy Ty jesteś szczesliwa?
      "Nie"- odpowiada matka.
      "to dlaczego ty mi mówisz jak mam żyć?" pyta córa

      Fajna jest ta troska i wcale sie jej nie dziwie, bo mnie w mojej sytuacji też
      przerażają np bardzo niskie wyniki w nauce u starszego pasierba, ale gdzie jest
      powiedziane, że ona jesli wyjdzie za mąż , narodzi dzieci i nie wyściubi nosa
      poza wojewóztwo musi być nieszczęsliwa?

      lansowany przez media mit iz tylko "barbi z kasą" + "radzio" i "bywanie" dają w
      życiu "coś"jest tylko mitem.

      Mozna przezyc bardzo bogate zycie , przeszczęsliwe będąc "krasnoludkiem",
      będąc "nikim"

      Niekoniecznie trzeba wygrać " w tańcu z gwiazdami" czy "brylować" i szastać
      kasą na salonach by mieć na codzień uśmiechnięte pycho.

      Jesli idąc po chrupiącym śniegu,nie dostrzegasz skrzących rozsypanych u twych
      stóp gwiazd ...to dopiero wtedy człowiek staje tragicznie ubogi

      no i wtedy faktycznie potrzebne jest TV do kierownia ludzkimi krokami

      a zycie staje sie naśladownictwem masówki lansowanej i kreowanej przez media,

      No chyba ze mówimy o jeszcze innym przypadku.O tym, iż dziewcze jest hmm, no
      ten tego...niezbyt lotne
      ...a w takim wypadku odpuść sobiewink bo tego to już nic i nikt nie zmieni
      • adwokatdiabla Re: kwestia wartości 04.08.07, 12:44
        o to mi właśnie chodzi,czy można odpuścic i zaufać jej że wie jak chce żyć, czy
        starać się pokazać jej inny świat...i czy to w ogóle możliwe.
        • reksia Re: kwestia wartości 05.08.07, 14:01
          adwokatdiabla napisała:

          > o to mi właśnie chodzi,czy można odpuścic i zaufać jej że wie jak chce żyć,
          czy
          >
          > starać się pokazać jej inny świat...i czy to w ogóle możliwe.

          każdy rodzi się z różnymi predyspozycjami i zdolnościami ,niektórzy dostają
          więcej tego(np duży biust) inni czygoś innego (np mądrość zyciową czy
          szczególne zdolności).
          Obdzielani wszyscy wokół są różnie;P
          I każdy wykorzystuje swe indywidualne atutysmile))

          Moze zdarzyć sie sytuacja( skoro już o wyściubiania nosa poza województwo jako
          przykładzie mowa) w której dziewczę ma np. problemy i to poważne z nauką
          języków i bardzo źle bedzie sie czuła na wszystkich dłuższych zagranicznych
          wyjazdach i będa ja męczyć.
          Wydaje mi się, że warto by sie więc wsłuchać indywidualnie w każdą osobę.
      • nsc23 Re: kwestia wartości 04.08.07, 18:33
        Reksiu, lecisz ze skrajnosci w skrajnosc. Odpowiedzia na zamkniecie sie w
        wojewodztwie i nie wyciubianie nosa nigdzie nie jest wygranie tanca z gwiazdami
        i szastanie kasa. Jezeli dziewczyna jest inteligentna i nie musi isc do liceum
        zaocznego (macie kase, zeby ja utrzymac, da sobie rade) to ja bym ja zachecala
        do pojscia do liceum dziennego i inwestowanie w edukacje. Na meza i dzieci
        bedzie jeszcze miala czas, porozmawialbym z nia powaznie.
        A tabletki nie sa jedyna antykoncepcja, mozna z nia isc do lekarza i niech jej
        powie, jakies sa opcje i jakie sa plusy i minusy kazdej z nich.
        Nie lubie takiego mowienia 'daj sobie spokoj, nic nie wskorasz'. Probuj, nigdy
        nie wiadomo, a nuz zmienisz jej zycie i bedzie Ci wdzieczna.
        • reksia do nsc23 05.08.07, 12:52
          nsc23 napisała:

          > Reksiu, lecisz ze skrajnosci w skrajnosc



          Forum jest miejscem gdzie mozna i powinno sie wymieniać swoje poglądy,
          oświadczenia, spostrzeżenia na zainicjowany poprzez kogos temat.Całkiem było by
          przyjemnie i miło, gdybyś zamiast krytykowania i czepiania i oceniania mojej
          osoby skupiła sie na temacie watku.

          Pomijam fakt że gdybyś dokładnie przeczytała to co ja napisałam
          zauważyłabyć,jak widac dla Ciebie niezauważalne "jeśli jednak" .

          Nie zarzucałabyś mi wówczas głupoty (zwrotu "daj sobie spokój ,nic nie
          wskórasz"rozumianego jako nakaz ostatecznego postępowania), którą ambitnie
          wciskasz w moje usta.


          >Odpowiedzia na zamkniecie sie w
          > wojewodztwie i nie wyciubianie nosa nigdzie nie jest wygranie tanca z
          gwiazdami
          >
          > i szastanie kasa.

          Być moze to zobrazowanie przezemnie "pewnej" mysli w taki sposób stało sie dla
          Ciebie nieczytelne i zrozumiałas to zdanie zbyt dosłownie, ale na to niestety
          ja już wpływu nie mam

          Są bowiem osoby, które nigdy nie pojmą jak noc moze być "zbryzgana gwiazdami" i
          nie mają bladego pojęcia jak takowa może wygladać;P

          Bądz tak miła i ogranicz sie do wypowiadania na temat wątkuwink
          • nsc23 Re: do nsc23 05.08.07, 13:07
            Reksiu,
            Nie zarzucam Ci glupoty, nic ambitnie nie wciskam w Twoje usta. Zauwaz, ze
            tylko pierwszy akapit jest do Ciebie (a to i tak tylko czesciowo), drugi do
            adwokatadiabla. Uwierz mi, na tym forum nie ma zadnych spiskow przeciwko Tobie,
            a ostatnio sie zachowujesz tak, jakby wszyscy Cie oczerniali i szkalowali.
            Wyluzuj troche.
            Poza tym wyrazilam swoja opinie na dany temat, wiec nie wiem, czemu z koleji Ty
            zarzucasz mi nietrzymanie sie tematu. Tak czy siak, na zadne posty od Ciebie
            nie bede odpisywac, bo widze jak to sie konczy w innych watkach.
            • reksia Re: do nsc23 05.08.07, 13:50
              nsc23 napisała:


              >Uwierz mi, na tym forum nie ma zadnych spiskow przeciwko Tobie,

              No i znów to samo <lol> ja nie rozumiem na jakiej podstawie kolejny
              raz ,wysnułaś genialny wniosek iz ja jakoweś spiski na forum przeciwko mej
              osobie wietrzę.


              > a ostatnio sie zachowujesz tak, jakby wszyscy Cie oczerniali i szkalowali.

              Nie masz zielonego pojecia jak ja sie zachowuję smile))), a tym bardziej na
              codzieńsmile))i tym bardziej ostatniosmile))))))))

              Ponadto to, co po przeczytaniu napisanego przezemnie jednego czy drugiego
              zdania dopiszesz sobie w wyobraźni lub dointerpreetujesz wybacz, ale to Twój
              problem.


              > Wyluzuj troche.

              No tym mnie rozbawiłaś smile))))))))))))

              > Tak czy siak, na zadne posty od Ciebie
              > nie bede odpisywac, bo widze jak to sie konczy w innych watkach.

              I o to mi chodzi smileJa nie z każdym chce wymieniać poglądy i Ty tez masz prawo
              do takiego wyboru.

              Na forum każdy ma prawo wymieniać swoje doświadczenia, watpliwości itd.

              Natomiast jesli kierujesz "coś"( bo nawet nie wiem jak to nazwać) indywidualnie
              do kogoś, tak jak Ty skierowałaś "coś" wprost do mnie, wskazując imienie
              (reksiu) powinnaś się chyba liczyć z tym że mozesz od kogoś usłyszeć "nie mam
              ochoty z Tobą wymieniac pogladów"
              Myśle ze w takiej sytuacji mozna spokojnie w wątku nadal argumentować swoje
              zdanie , niekoniecznie zwracając się imiennie do osoby, która daje sygnał, że
              na taki kontakt nie ma ochoty.

              Wydaje mi sie, że ogólną zasadą jest iż zaczepiam kogoś, ale jesli ten ktoś nie
              reaguje lub "warczy" to tego nie kontynuuje;PP

              No chyba ze ktoś był tak napastliwy i dziabnął juz zębamiwinkwtedy Twój wybór
              albo oddajesz i robi sie kolejna "afera" na forum albo "ignorujesz".

              Ja np ignoruję panią D. panią J.czy panią K.,ale one tego notorycznie wogóle
              nie wyczuwają i non stop zwracają sie do mnie imiennie, a już to wtracanie się
              immienne przez nie, na trzeciego "ni z gruchy, ni z pietruchy" rozwala mnie
              kompletnie, wiec czasem warknę, one dalej obszczekują i wówczas mam wybór, albo
              olewam albo dziabię.

              O tak wypowiedzi pani D.J.czy K rozwalają mnie kompletnietongue_outPPPPP)))))
              Ale są tez kobiety na tym forum, których wypowiedzi uwielbiam , których linki
              tylko i wyłącznie staram sie czytać, bo zawsze wnoszą we mnie coś nowego i
              interesującego.

              Ty chyba tez masz prawo wyboru czytania tylko wypowiedzi tych osób, które są
              dla ciebie interesującewink
              Pozwole sobie na złośliwość i polecę Ci panią D.J.czy K.smile)))na pewno sie
              porozumieciewink
              Powodzeniasmile i na litość boską już mnie nie czytaj.
              Bo ja zdecydowanie wole wymianę zdań z jedną osobą, ale taką wymianę, która coś
              we mnie wnosi niż "papużenie o niczym" z wszystkimiwink
          • kicia031 Re: do nsc23 05.08.07, 15:58
            Moze moderacja ciac, ale ja musze sobie ulzyc:

            O JA PIERDOLE
    • ewunia92 Re: kwestia wartości 04.08.07, 17:57
      Odpuśc sobie. Weź też pod uwagę, ze najczęściej babcia( zwłaszcza jesli jest związana z wnukami uczuciowo) też wie co robi. Ma swoje doświadczenia zyciowe i ocenę sytuacji z porównaniem pewnych zagrożeń wynikających z uwarunkowań rodzinnych.Trochę jej zufaj.
      • joanna-walencja Re: kwestia wartości 04.08.07, 20:28
        ja tez dolaczam sie do zdania "odpusc sobie". nie kazdy musi wysciubiac nos
        poza swoje wojewodztwo zeby znalezc szzcescie. a Ty i tak nie przezyjesz zycia
        za swoja pasierbice, bez wzgledu na to, jak bardzo bedziesz sie starala.
        • dominika303 Re: kwestia wartości 05.08.07, 12:39
          Nic na siłe .
          Pokazać i porozmawiac niezaszkodzi- nawet trzeba, dobrze byłoby podeprzeć się
          jakimś przykładem np, córką sąsiadki itp , która skończyła studia ma fajna
          prace i posiada mąża i dzieci.
          Ale jeśli młoda zdecyduje sie na szybkie dorastanie - to wspierać i pomagać, aż
          dojrzeje.


    • adwokatdiabla Re: kwestia wartości 06.08.07, 22:14
      autorytetami to obawiam się nie jesteśmy... a na pewno nie ja-na
      mnie patrzy jak na zwierzę z innej planety,osobne krolestwo
      zoologiczne...i nie z racji mojego wieku, czy faktu, że jestem z jej
      tatą. autorytetem jest jej koleżanka młodsza ode mnie o 2 lata,
      czyli od niej starsza o 6, która ma już 3 dzieci ale smaży super
      schabowe i umie robić rogaliki. a ja? dwie lewe rączki, sprzątać
      dobrze tylko umiem... i nie doczytwyać proszę ironii w moich
      słowach, ja po prostu miałam i mam inne priorytety i nie lubię
      schabowych.
      ojciec się mota, biega, potem rozmawia z nią, stara się ją
      przekonać, żeby dała sobie jeszce czas na eksperymenty, na zabawę...
      a ona nie, nie chce się bawić, nie chce się uczyć, nie chce nigdzie
      jeżdzić - już się najeżdziła. chce iść do pracy w biedronce, chłopak
      ma wziąść kredyt na mieszkanie, jego rodzice im pomogą...
      ble,ble,ble.. tylko,że lubi mieć prostownice dobrej firmy itp. ale
      się przemęczy, jak mówi.
      znamy go. jest... chyba normalny. pracowity. po pracy gra w
      playstation. nie chciał jechać z nami na urlop, bo szef akurat dał
      mu umowę na stałe, jest więc w jakiś sposób odpowiedzialny ale... to
      jest inny świat, inne oczekwiania i nikt nie mówi o high life...
      a inne metody antykoncepcji dla siedemnastolatki - czy ktoś uwierzy,
      że będą stosować pianki,żele,krążkii itp? prędzej uwierzę w
      prezerwatywy...
      dziewczyna jest naprawdę wartościowa, zdolna, dobra i dlatego czasem
      myślę, że może naprawde to, czego chce ma jej wynagrodzić to, czego
      nie miała wcześniej...
      i żeby nie było - ja się w to widocznie nie angażuję, ona pewnie
      nawet nie podejrzewa, że tak bardzo się tym przejmuję. Lubimy się,
      tolerujemy, ale w przeciwieństwie do młodszych rzadko się dotykamy
      itp. i czasmi myślę, że to właśnie przeze mnie ona chce uciec tak
      szybko z domu...
      • marusia1 Re: kwestia wartości 06.08.07, 22:44
        Młodsza siostra mojej koleżanki chciała "wyrwać się" z domu i żyć na luzie, tak
        jak jej koleżanki z podwórka. Nie myślała o nauce - bo po co? Byli chłopcy,
        seks, no i oczywiście wczesne ciąże. Młoda przez przypadek wyjechała na wakacje
        za granicę (chęć kasy), gdzie opiekowała się dziećmi. Na dzieci i małżeństwa tak
        się napatrzyła, że po powrocie poszła na studia. Uzyskała magistra, dostała
        dobrą pracę. Przewartościowała się strasznie. Teraz nie ma nawet o czym
        porozmawiać ze swoimi koleżankami, bo i problemy mają różne. Młoda zmądrzała i
        cieszy się (a z nią cała rodzina), że tak ułożyło się jej życie.

        Mój pasierb jeszcze nie tak dawno nie chciał się uczyć, bo po co? W gimnazjum
        rejonowym i tak by go przepychali z klasy do klasy. Chciał zbierać puszki i
        różne inne rzeczy po śmietnikach, pić piwo i nic nie robić - tak jak jego
        dziadek - tata exiary. Ma za sobą ciężki rok, ale i świadectwo z czerwonym
        paskiem i myśli o egzaminach wstępnych do dobrego gimnazjum. Później liceum i
        studia... Udało mi się obudzić w nim marzenia i wiarę w siebie. Środowisko i
        przekazywanie wartości mają duże znaczenie. Nie da się usunąć genów, ale można
        dać dziecku wartościową nadbudowę.
      • nsc23 Re: kwestia wartości 07.08.07, 15:29
        Adwokatdiabla,
        ale ja wlasnie o prezerwatywach mowilam. Moim zdaniem (ale nikt sie
        nie musi ze mna zgadzac), jak ktos jest mlody to powinien
        prezerwatyw uzywac, bo ciaza to nie jest najgorsze 'powiklanie'
        seksu bez zabezpieczen jakie umiem sobie wyobrazic.
        Jezeli chodzi o reszte - moze wyslac dziewczyne gdzies na wakacje,
        nawet niekoniecznie za granice, ale na przyklad do jakiegos duzego
        miasta - niech zobaczy cos ladnego, ciekawego, a nuz jej sie cos
        spodoba, dozna 'natchnienia', ze chce w zyciu cos jednak robic?
        Albo jezeli wiesz, ze ma jakies konkretne zainteresowania (na
        przyklad interesuje sie biologia, chcialaby byc lekarzem)
        to 'przypadkiem' umowic ja z kims, kto ten zawod wykonuje i
        jednoczesnie prowadzi rodzine, zeby jej pokazac, ze to mozliwe.
        Wiesz, ja do tej pory nie wiedzialam na przyklad, ze mozliwe jest
        bycie aktywnym naukowcem i matka jednoczesnie, dopoki nie spotkalam
        (przez zupelny przypadek) kobiety, ktora sobie swietnie w obu rolach
        radzi. W ten sposob podjelam decyzje, ze to jednak kariera dla mnie.
        Moze jej tez takie spotkanie otworzy oczy?
    • m-m-m Re: kwestia wartości 07.08.07, 13:17
      Przede wszystkim dobrze by było jej powiedzieć, by nie
      liczyła na hojność teściów, rodzice chłopaka mogą jej
      odmówić, poza tym mają prawo do własnego życia i mając
      dorosłego syna nic nie muszą, a już na pewno nie muszą
      pomagać mu w spłacie kredytu, jeśli pieniądze, które
      mają chcą wykorzystać na swoje przyjemności to ich
      wola i nikomu nic do tego.
      Ja pamiętam jak to pasierb miał zachwianie ok. 16-ego
      roku życia i też uznał, że sobie poradzi bez szkoły
      (nie przedstawiając rzadnych konkretów, a za wzór
      stawiając swoich pożal się Boże starszych kolegów z
      domów zaniedbanych). M. wtedy za całą stanowczością mu
      zapowiedział, ze ok. kończy 18 lat, bierze wór na
      plecy i jazda, bo on jako ojciec nie zamierza łobuza,
      ani darmozjada w domu trzymać. I wtedy, już na swoim
      pasierb może pokazać co potrafi i zobaczymy jak to
      będzie wyglądało. Powiedział to takim tonem, że nie
      ulegało wątpliwości, że tak zrobi. Pasierba zatkało,
      bo nie spodziaewał się takej reakcji ojca i chyba się
      zastanowił.
      Co do środków antykoncepcyjnych to M. rozmawiał z
      synem tez bez ogródek: powiedział mu jasno, że ma je
      stosować i on i dziewczyna, bo on jako ojciec mu
      zapowiada, że nie zamierza dokładać do utrzymania
      pasierbowego dziecka i z mety pasierb kończy swoją
      młodość, bo na soboty i niedziele ma sobie znaleźć
      pracę i na swój błąd zarobić. To też pasierba
      zastanowiło i chyba wziął sobie słowa ojca do serca,
      bo ponoć bierze d M. od czasu do czasu kasę na...
      (wiadomo na co, acz M. wyraźnie nigdy mi tego nie
      powiedział smile
    • swieta_1 Re: kwestia wartości 08.08.07, 11:14
      To może wcale nie być kwestia wartości, może chęć wyrwania się z domu, udawania "dorosłej", imponowania koleżankom - "mam swojego chłopa", cholera wie co jeszcze.
      Pewnie, że nie każdy ma chęć wojażować po świecie, oglądać, zwiedzać i "widzieć na własne gały" i tańczyć z gwaiazdami. Ma do tego pełne prawo. Ale rodzice mają OBOWIĄZEK, a nie prawo, pomóc znależć własną drogę, poznać własną wartość jako człowieka niezależnego, samodzielnego (niekoniecznie przypiętego do drugiego).

      Ciężko jest rozmawiać z nastolatkiem (oni wszystko, albo prawie wszystko wiedzą lepiej), ale spróbować, moim zdaniem warto. Bo łatwo jest związać się z kimś, urodzić dzieci, pracować w "biedronce" (brrr), a potem mieć żal - "czemu mi nie powiedzieliście"
      Ja bym przynajmniej próbowała.
Pełna wersja