badia
27.08.03, 18:10
Właśnie tak myślę na temat dobra dziecka i zastanawiam się, co to takiego.
Równie dobrze mogłabym to napisac na samodzielnych...
Z reguły w przypadku rozwodu jest tak, że ludzie do siebie nie pasują, bo
dzieli ich stosunek do życia, do ludzi. Tworzą dwa odrebne światy - dla niego
rozstanie to ból, dla niej dowód na atrakcyjność, dla niego ważny jest
katalog zasad katolickich, dla niej - stan posiadania. Oczywiście bez
znaczenia jest to użycie "ona" czy "on". Równie dobrze może być odwrotnie.
Ona spokojna, stateczna,rozsądna, skoncentrowana na rodzinie - on mało
odpowiedzialny łowca wrażeń.
No i rozstają się ale zostaje dziecko.
Dziecko ma potrzebę posiadania dwojga rodziców i bycia kochanym przez dwoje
rodziców. Co, jeśli rodzice nie akceptuja siebie nawzajem.
Czy mówic dziecku "mama jest zła" lub "tata jest zły", wiadomo, że wtedy ono
poczuje sie gorsze, bo ono przecież jest związane z rodzicami -
jest "dzieckiem złej mamy" czy "złego taty" i wtedy czuje się gorsze.
Nie mówić dziecku "mama jest zła", "tata jest zły"? I tak sie te dwa światy
rozjeżdżają i dochodzi do konfliktów w drobnych sprawach. I może gorzej, bo
dziecko nic nie rozumie i widzi tylko burzę... I może myśli, że to przez
nie...
Zaakceptować reguły matki nawet jeśli się uważa, że one są fatalne, tak dla
świetego spokoju, skazując dziecko na niepowodzenia życiowe, które były już
udziałem matki; jest wielkie prawdopodobieńsytwo, że powieli takie wzorce?
Co wy na to?