dobro dziecka

27.08.03, 18:10
Właśnie tak myślę na temat dobra dziecka i zastanawiam się, co to takiego.
Równie dobrze mogłabym to napisac na samodzielnych...

Z reguły w przypadku rozwodu jest tak, że ludzie do siebie nie pasują, bo
dzieli ich stosunek do życia, do ludzi. Tworzą dwa odrebne światy - dla niego
rozstanie to ból, dla niej dowód na atrakcyjność, dla niego ważny jest
katalog zasad katolickich, dla niej - stan posiadania. Oczywiście bez
znaczenia jest to użycie "ona" czy "on". Równie dobrze może być odwrotnie.
Ona spokojna, stateczna,rozsądna, skoncentrowana na rodzinie - on mało
odpowiedzialny łowca wrażeń.
No i rozstają się ale zostaje dziecko.

Dziecko ma potrzebę posiadania dwojga rodziców i bycia kochanym przez dwoje
rodziców. Co, jeśli rodzice nie akceptuja siebie nawzajem.

Czy mówic dziecku "mama jest zła" lub "tata jest zły", wiadomo, że wtedy ono
poczuje sie gorsze, bo ono przecież jest związane z rodzicami -
jest "dzieckiem złej mamy" czy "złego taty" i wtedy czuje się gorsze.

Nie mówić dziecku "mama jest zła", "tata jest zły"? I tak sie te dwa światy
rozjeżdżają i dochodzi do konfliktów w drobnych sprawach. I może gorzej, bo
dziecko nic nie rozumie i widzi tylko burzę... I może myśli, że to przez
nie...

Zaakceptować reguły matki nawet jeśli się uważa, że one są fatalne, tak dla
świetego spokoju, skazując dziecko na niepowodzenia życiowe, które były już
udziałem matki; jest wielkie prawdopodobieńsytwo, że powieli takie wzorce?

Co wy na to?
    • chalsia Re: dobro dziecka 27.08.03, 18:59
      badia napisała:

      > > Zaakceptować reguły matki nawet jeśli się uważa, że one są fatalne, tak dla
      > świetego spokoju, skazując dziecko na niepowodzenia życiowe, które były już
      > udziałem matki; jest wielkie prawdopodobieńsytwo, że powieli takie wzorce?
      >
      > Co wy na to?

      Badia, zaakceptować. Nigdy "przed" się nie dowiesz czy skazujesz dziecko na
      niepowodzenie życiowe z tego powodu, bo to dziecko NIE JEST I NIE BĘDZIE
      identyczne jak matka. Jest zupełnie inna osobą, która wychowuje się w
      całkowicie innych warunkach niż matka, która zachowuje sie tak a nie inaczej.
      Jedyne co można zrobić to porozmawiać z ojcem dziecka i zwrócić mu uwagę na to,
      co Twoim zdaniem jest fatalne. Może ojciec będzie w stanie wpłynąć na matkę, a
      juz na pewno bezpośrednio na dziecko. To jego rola - on powinien wychowywać.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • badia Re: dobro dziecka 27.08.03, 19:13
        Chalsia, tak wybrałam. Ale wybrałam z egoizmu, bo doszłam do wniosku, że szansa
        wpływu na "kościec" wbrew regułom w domu matki jest prawie żadna, a zapłacę za
        to spokojem i poczuciem bezpieczeństwa w moim domu. Bo zamiast sie kochać,
        będziemy sobie coś udowadniać, no i runie to, co już zbudowaliśmy.
        A ojciec spotykający się z dzieckiem na mieście jest na z góry przegranej
        pozycji, nie pokaże temu dziecku żadnej alternatywy, żadnego innego sposobu na
        życie. Ja zyskam spokój, dziecko zyska spokój, nikt nie bedzie sie szarpał, ale
        wcale nie mam poczucia, że to dobre rozwiązanie... Choc może najmniej złe dla
        wszystkich.
      • badia Re: dobro dziecka 27.08.03, 19:36
        Ale dzięki stokrotne za odpowiedź. Bardzo cenne dla mnie jest to, ze to akurat
        Twoja odpowiedź, pisana z drugiej strony i kompletnie odmiennej perspektywy i
        podobne wnioski.
        • chalsia Re: dobro dziecka 27.08.03, 23:36
          Badia, jak wiesz, uważam (jak Mikawi), że forum żyje dyskusją i dlatego
          chciałam by "drugie" wypowiadały się na "samodzielnej" (i mam nadzieję, że
          nadal to będziecie robić). Wasze forum juz istnieje, i ma to swoje plusy z
          mojej strony - łatwiej mi znaleźć temat, co do którego chciałabym się
          wypowiedzieć/ wnieść coś do dyskusji. Ja (nawet bez Waszej "drugich" aprobaty,
          hi, hi ,hi) będę do Was zaglądać.
          Cieszę się bardzo,że Ci w jakiś sposób pomogłam. I tak w ogóle mam wrażenie, że
          (mimo tych różnic druga<=>pierwsza smile)) jakaś taka bliskość jest między nami.
          Może by tak "spróbować w realu" ???? Jeśli chcesz, podam Ci priva.
          Swoją drogą może Ty coś możesz znów dorzucić na samodzielnej???
          Pozdrawiam,
          Akurat straszliwie zestresowana i wkur......
          Chalsia

          PS. Twój post bardzo poprawił moje samopoczucie.
    • badia Re: dobro dziecka 28.08.03, 10:31
      Chalsiu, dzięki Słonko za ciepły list. Sama chciałam Cię poprosic o priva, więc
      bardzo się ucieszyłam, że też miałabyś ochotę na real. Jest tylko jeden mały
      problem, w W-wce jestem na razie tylko wirtualnie, wracam za około miesiąc -
      może więc wtedy się jakoś spotkamy?
      Tymczasem dalej Cię pomęczę na forum, wiesz pomyślałam, że może jeszcze komuś
      przydadzą się te nasze "namysły". Mimo więc Twego złego humorku, oby jak
      najszybciej minął, dręczę Cie dalej. Otóż

      Moj małż był z kobietą kompletnie od niego różną, inaczej oceniali świat, inne
      decyzje podejmowali, co innego uważali za ważne. Dlaczego taką sobie znalazł -
      nie ma dobrej odpowiedzi - wtedy "kręcił" go taki model.
      Oczywiście w prawie każdej sprawie w domu był cyrk i awantura.
      Była odeszła. On by pewnie dalej sie męczył, ale ona odeszła.

      Potem się spotkaliśmy i umowa między nami była taka, że ja nie matkuję ale też
      nie przeszkadzam mu w kontaktach z dzieckiem. Dziecko było wówczas małe. On
      miał raz w tygodniu bywać u dziecka, ja miałam koleżanki itp.
      Po każdej wizycie przychodził struty i dochodził do siebie dwa dni, mówił, że
      cały czas dostaje tam info, że jest "złym człowiekiem", "złym ojcem" itp.
      Więc dziecko niestety od matki dostaje info, że jest "dzieckiem złego taty".
      Po jakimś czasie mój się zaparł, że wiecej nie wytrzyma. Trochę naciskałam,
      żeby chodził dalej, ale - nie. Doszliśmy do wnisku, że da sobie spokój do
      czasu, gdy dziecko dorośnie do samodzielnych kontaktów. Dziecko ma teraz cztery
      lata, więc dorosło.
      I teraz: albo będzie bywało u nas w domu i dostanie info, że tata jest
      wspaniały a mama się myli. Ale to spowoduje tylko dorzucenie do
      informacji "jesteś dzieckiem złego taty" kolejnej "i złej mamy" - wydaje mi się
      to zabójcze dla małego serduszka - odpada.
      Dwa, dziecko bywa u nas w domu, u nas panują takie reguły, które uważamy za
      dobre, czasem dziecko coś z nami robi, czasem mu się czegoś zabrania. Reguły są
      podobne dla tego dziecka i naszego. Tylko w ten sposób można mu pokazać "nasz
      świat". Dziecko jest skłaniane do działań, które w domu sa zakazane, zabrania
      się mu czegoś, co w domu może - efekt, zamieszanie i konflikty w drobnych
      sprawach. Najprawdopodobniej konflikty ojciec - matka, dziecko zaś może myśleć,
      że to przez nie rozdzice sie kłocą.
      Trzecie rozwiązanie: akceptujemy reguły matki. U nas w domu to nie możliwe, bo
      nie wyobrażam sobie, że dziecko jest "elementem obcym", który nie dostosowuje
      się do domowych reguł. Goście też się dostosowują, albo nie są zapraszani. Poza
      tym nasze dziecko nie mogłoby się pogodzić z tym, że tamto więcej może.
      Pozostają więc kontakty ojca z dzieckiem poza domem. Tylko czy małż to
      udźwignie. Czy nie podłamie sie znowu mówiąc, że niezależnie od tego, co robi i
      gdzie dziecko zabiera i tak jest "złym ojcem", bo tak najprawdopodobniej
      będzie...
      Chalsia, czy nadal uważasz, że trzecie rozwiązanie jest najlepsze?
      • ashan Re: dobro dziecka 28.08.03, 11:40
        Mam nadzieję, że mogę włączyć się do rozmowy?smile
        NIe wiem dlaczego myślisz, że pokazywanie dziecku, że można żyć troszkę
        inaczej niż mama, ma pokazać, że mama jest zła( to skrót myślowy - vide 1)
        Myślę, że można mu wtedy pokazać, że ludzie są różni, ale mimo tego co ich
        różni i mama i tata bardzo je kochają (a o to m.in.)chodzi. W sytuacji takiej
        jaką opisywała chyba Naturella (o mamie przeżywającej "drugą młodość") to
        faktycznie, może być trudne - chociaż oni sobie bardzo dobrze radzą, a myślę
        że chłopak i tak mamę kocha. Ale ma możliwość wyboru swojej drogi .Przepraszam
        Cię Naturello za posłużeniem się jako przykładem opisaną przez Ciebie
        sytuacją. Tak samo jeśli działanie matki jest działaniem wyraźnie na szkodę
        dziecka - ale to wyjątki. NIe wyobrażam zaś sobie aż takich różnic
        światopoglądowych (jest w sekcie, jest innej orientacji wink), które
        uniemożliwiałyby (bo byłyby szkodliwe lub niszczące) kontakt dziecka z domem
        taty. Pytałaś Badiu, czy zgodziłabym się na kontaktu mojego syna z jego tatą
        na gruncie neutralnym. I odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że tak. I tak samo u
        niego w domu. W moim nie, bo byłoby to dla wszystkich krępujące, chociaż
        niewykluczone w jakiejś zupełnie wyjątkowej sytuacji. Natomiast wydaje mi się,
        że gdy dziecko widuje tatę TYLKO poza domem, to wykrzywia jego obraz. Wtedy
        tata jest od przyjemności - kina, parku, basenu. A to, jak dla mnie, jest
        dobry wujek a nie tata. Na pewnym etapie - nawiązywanie kontaktów z dzieckiem,
        przez ojca, którego praktycznie dziecko nie pamięta - tak. Jako WYŁĄCZNE
        kontakty z tatą - mijające się z celem, chociaż czasami wygodne dla taty i
        jego żony, bardzo obciążające dla mamy (btw ona raczej też się martwi, że
        będziecie mieli na dziecko zły wpływ, ze swoimi dziwnymi poglądamiwink).
        Wybacz, może chwilami za ostro zabrzmiało, ale jest naprawdę życzliwe
        pzdr
        ashan
        • badia Re: dobro dziecka 28.08.03, 12:14
          ashan napisała:

          > Mam nadzieję, że mogę włączyć się do rozmowy?smile
          No pewnosmile)) - po to piszę na forum. Ono jest ponoć od dyskutowaniasmile))))

          > NIe wiem dlaczego myślisz, że pokazywanie dziecku, że można żyć troszkę
          > inaczej niż mama, ma pokazać, że mama jest zła( to skrót myślowy - vide 1)
          Bo to tak w praktyce wychodzi, zwłaszcza w kontaktwach dorosłych, może dziecko
          potrafi zaakceptować inne reguły tu inne tu, ale mama???? Nie wyjdaje mi się to
          takie proste - podważasz reguły panujace w jej świecie. Podważasz, bo ona się
          złości, bo nie taki sposób spędzania czasu, bo nie wtedy zakazy... Gdyby to
          akceptowała, byłoby ok - po prostu świat dziecka byłby szerszy, ale ona wymaga
          akceptacji swoich reguł wychowawczych. I mówi - bierz ale na moich zasadach.

          > Na pewnym etapie - nawiązywanie kontaktów z dzieckiem,
          > przez ojca, którego praktycznie dziecko nie pamięta - tak. Jako WYŁĄCZNE
          > kontakty z tatą - mijające się z celem,
          Zgoda.

          > chociaż czasami wygodne dla taty i
          > jego żony,
          Nie, skrajnie niewygodne dla taty - bo wystepuje w roli "wujka" właśnie, jest
          pozbawiony tego, co jest mu bliskie i mówiąc obcesowo "szlaja się po mieście".
          Dla mnie owszem, wygodne, choć chłopa mi szkoda.

          >bardzo obciążające dla mamy (btw ona raczej też się martwi, że
          > będziecie mieli na dziecko zły wpływ, ze swoimi dziwnymi poglądamiwink).
          No nie, właśnie dla mamy super - bo świety spokój, lody zjedzone - a tatuś
          dalej "pajac", bo przecież nie kupił rowerka. No i jeszcze parę rzeczy zrobił
          nie tak...

          > Wybacz, może chwilami za ostro zabrzmiało, ale jest naprawdę życzliwe
          No co ty ashansmile))). Dzięki za pomoc w myśleniu.

          No ale jest jak jest - dziecko ma taką mamę jaką ma i dla niego jest to
          najwspanialsza mama na świecie i tak zostanie. I ma tausia, który jest
          najwiekszy "łobuz". Który jest tak zły i toksyczny dla otoczenia, że żyć sie z
          nim nie da. Tak między nami mówiąc, to mam wrażenie, że mama dziecka nie jest o
          tym tak mocno przekonana, bo nie musiałaby tak całemu światu udowadniać...
          Sądzę, że odeszła, bo chiała wymusić na chłopie, żeby się jej wreszcie
          podporzadkował, zamiast jedynego słusznego porządku natomiast nastąpił rozwód i
          teraz ona trochę sobie, trochę światu udowadnia, że ten chłop to taki
          beznadziejny, że to była najlepsza decyzja na świecie...
          A światy na prawdę różne, uwierz, nie ma sensu tu chyba pisac o szczegółach,
          choć nie sekta oczywiściesmile)))
          • ashan Re: dobro dziecka-uwaga długie 28.08.03, 15:17
            Chodziło mi o łatwość, jako pójściu na łatwiznę, bo wierz mi, po pewnym czasie
            tata odbierany jako dobry wujek byłby baaaaardzo przez małego kochany.
            Zwłaszcza w takim wieku. Bo do dziecka czteroletniego łatwiej trafić z
            przekazem, "kocham Cię, masz tu nowy samochód" "kocham Cię, chodźmy na lody"
            niż "kocham Cię i dlatego NIE pójdziemy tam gdzie chcesz, bo..." Przynajmniej
            u mnie tak było. I wyobraź sobie, że po kilkunastu w sumie, może dwudziestu
            kilku spotkaniach mojego starszego syna z jego tatą (na przestrzeni prawie
            9lat) usłyszałam, że skoro ja go nie kocham (bo mu czegoś zabroniłam) to on
            będzie mieszkał u swojego taty. I o to mi chodziło: o podtrzymanie mitu
            bardziej kochającego rodzica przy spotkaniach nie związanych ze zwykłą
            codziennością. Natomiast podtrzymuję to co napisałam o różnych światach.
            Czasem trzeba zacisnąć zęby i pokazać dziecku, że można żyć inaczej. I nie
            wydaje mi się, żeby tu dzieci wartościowały - one szybciej akceptują tę inność
            niż my, tym bardziej, że nie chodzi tu o obce osoby, ale o najbliższych.
            Zresztą wydaje mi się, że to właśnie "widzenia" z ciągłymi atrakcjami
            powodują, że łatwiej dziecku wmówić, że tata jest zły, bo nie dał na rower
            etc. Bo wtedy kojarzy się dziecku TYLKO z atrakcjami.
            Wiesz, szkoda mi tych dzieci. Poddajemy się temu pokręconymu światu i nie
            patrzymy zbyt daleko w przyszłość. Kiedy myślę, że chcę dla moich dzieci jak
            najlepiej, że chcę im przekazać co naprawdę jest w życiu ważne... A potem
            patrzę na to co my, dorośli robimy, jaki dajemy im przykład... Nie chciałabym,
            żeby tworzyli tak pokręcone rodziny jak my, żeby musieli rozstrzygać takie
            dylematy. Chodzi chyba o to żeby nauczyć je odpowiedzialności i trwania przy
            tym w co wierzą. Podejmując decyzje będą kierowały się także tym co widziały w
            swojej rodzinie. Jakkolwiek nie postępujemy, będzie to miało na nie wpływ czy
            to przez akceptację czy zaprzeczenie. A nasza troska o dobro dziecka powinna
            być zdecydowanie zobowiązaniem długoterminowymwink
            No nie spodziewałąm się po sobie takiego melodramatyzmu wink
            pzdr
            ashan
            • badia Re: dobro dziecka-uwaga długie 28.08.03, 15:30
              Ashan, masz rację ale mnie na razie na więcej nie stać. Może jestem mały
              człowiek - nie wiem - ale na razie więcej nie potrafię. Może umiesz na to tak
              spokojniej spojrzećsmile)) bo jesteś jednocześnie po obu stronachsmile))
              A ja wybieram to, co uważam za dobro dla mojego domu niekoniecznie dla tamtego
              dziecka... Ale jasne, masz racje, masz rację, masz rację...
              • ashan Re: dobro dziecka- 28.08.03, 16:14
                No nie... ja i spokój...smile Wierz mi, takie podejście to z jednej strony, jak
                słusznie zauważyłaś, stanie po obu stronach barykady a z drugiej czas (mój
                najstarszy syn ma 10 lat, ze ślubnym jestem od trzech). A poza tym łzy,
                kłótnie i chęć rzucenia wszystkiego w diabły, bo po co, bo dla kogo itd A jak
                pomyślę ile jeszcze nas/mnie czeka...
                Cóż, grunt to się nie poddawać i nie być pamiętliwym (mówiłam, że jestem
                lepsza w praktyce? cóż może jednak w teoriiwink)
                pzdrw
                ashan
                • badia Re: dobro dziecka- 28.08.03, 16:22
                  Ashan - podobno dzielność nabywa sie w bojach. Dzielna jesteśsmile))))))))
                  Buziakismile)))))))))))))))))))))))
                  badia
    • stepmum Re: dobro dziecka 28.08.03, 14:41
      jak juz pewnie wiesz, ja nie mam dziecka z poprzedniego zwiazku, ale partner
      ma. Moge tylko napisac z jego doswiadczenia. Nidgy nie mowi, zle o matce
      dziecka, gdy z nim rozmawia. Wiem tez ze mimo wielkiej niecheci do jego bylej
      jest jej wdzieczny, ze nigdy nie nastawia dziecka przeciwko niemu i nigdy nie
      mowi o nim zle jako o ojcu. sam tez nigdy nie kwestionuje jej mozliwosci jako
      matki, nawet przy mnie.(hihi..jedyne pozytywy jakie o niej slyszalam)
      • badia Re: dobro dziecka 28.08.03, 14:50
        Stepmum, buziak - ja też nie mam dziecka, tylko małż i on jest "złym ojcem" ale
        tak tu nakomplikowałam, że nic dziwnego, że się miesza.
        • mamaadama4 Re: dobro dziecka 28.08.03, 21:51
          Przyznam, że nie przeczytałam wszystkich wypowiedzi bo za duzo tego było.
          Mój mąż mówił dzieciom, że to czy tamto matka zrobiła źle, albo on tego nie
          akceptuje. Ja nie mam zamiaru mówić dzieciom, że ich mama jest zła czy dobra,
          bo nie rozmawiam z nimi na jej temat. natomiast w naszym domu obowiązują nasze
          reguły i mieszkając w nim trzeba ich przestrzegać. I nie zastanawiam się czy w
          domu matki te reguły są inne czy nie. Mam świadomość, że może zycie u nas jest
          mniej barwne, bo nie ma imprez i dzieci chodzą spac przed północą, ale trudno.
          I nie ma zanczenia, że to nie są moje dzieci. Tak jak powiedziałam, że nie mam
          zamiaru prać majtek 16-latkowi obojętnie czy jest moim synem czy nie.

          danka
          • badia Re: dobro dziecka 30.08.03, 10:03
            No to ja dorzucę poza kontekstem - u nas też się nie mówi, że były partner,
            parnerka są źli - sami też tak nie mówimy. W końcu sami, żeśmy sobie takich
            wtedy znaleźli...
            • chalsia Re: dobro dziecka 30.08.03, 14:22
              Sorry Badia, że tak późno. Jak zwykle, wszystko zależy. Od tago jakie są zasady
              matki, jakie Twoje i jakie ojca dziecka. Napisałaś, że Ty będziesz miała w domu
              takie zasady, by były dobre dla Twojego dziecka. A rozmawiałaś z małżem ? Może
              jest tak, że niektóre z zasad matki odpowiadają również ojcu dziecka i on by
              chciał, żeby te były i u Was w domu dla Waszych dzieci.

              Jeśli chcesz, podam Ci przykład listy rzeczy dozwolonych i zakazanych dla
              mojego 20-sto miesięcznego synka, którą przekazałam eksowi i on powiedział, że
              będzie sie staral do niej stosować (o ile będzie pamietał, bo tu może byc
              problem). Nie wiem na ile będzie on i jego obecna wprowadzac to w zycie u
              siebie (chciałabym), ale może uznaja, że jest to cos warte, tym bardziej, że
              ich dziecko dopiero w drodze. Oczywiście pewnych rzeczy, na tej liście nie ma,
              bo eks akurat te rzeczy wie, typu, że dziecko o 20.00 idzie spać, albo
              telewizje ogląda sporadycznie (typu 20 minut 2 razy w tygodniu) (akurat
              chodzenie spać i telewizja to sprawy, które bardzo chciałabym by były utrzymane
              w ojca domu, no ale tu moja szansa w "starszeństwie" mojego dziecka). Natomiast
              kwestie dotyczące postaw, wartości, zachowania i reakcji , tu bywa dużo
              trudniej. Można tylko sie starać przekonać argumentami co do pewnych zachowań i
              zasad.
              Ale dzieci świetnie sie dostosowują do różnych warunków i szybko rozumieją, że
              pewne zasady w obu domach sa różne (oby tylko nie było to tak, że wszystko
              różni się w 100%, no bo wtedy JEST DUZY problem).
              Pozdrawiam,
              Chalsia
              • badia Re: dobro dziecka 30.08.03, 14:49
                chalsia napisała:

                > wszystko zależy. Od tago jakie są zasady
                > matki, jakie Twoje i jakie ojca dziecka. Napisałaś, że Ty będziesz miała w
                domu
                >
                > takie zasady, by były dobre dla Twojego dziecka. A rozmawiałaś z małżem ?
                Może
                > jest tak, że niektóre z zasad matki odpowiadają również ojcu dziecka i on by
                > chciał, żeby te były i u Was w domu dla Waszych dzieci.

                Chalsia, to już nawet nie o to chodzi, że w tamtym domu główną rozrywką jest
                ponoć oglądanie telewizji, a od świerzego powietrza się choruje, ale o to, że
                tam mojego małża uważa się za złego człowieka i złego ojca. Nie bardzo mam
                ochotę, żeby dziecko przekonane przez matkę o tym, że tak jest bywało u nas w
                domu.
                • chalsia Re: dobro dziecka 30.08.03, 15:11
                  Badia,
                  to wydaje mi się, że wyrządzacie z małżem dużą krzywdę jego dziecku. Dziecka
                  poczucie własnej wartości wynika z identyfikacji z rodzicami (jakos nie bardzo
                  moge to dobrze sformułować), a poczucie wartości warunkuje prawidłowy rozwój
                  emocjonalny. Jeśłi dziecko cały czas dostaje przekaz "tata jest zły" to to
                  dziecko też mysli o sobie " JA jestem zły, bo mój tata jest zły". Oczywiście
                  wina wynika z głupoty/świadomego złośliwego działania matki, ale być może ona
                  nie ma pojęcia, że robi w ten sposób jedna z najgorszych rzeczy jakie można
                  zrobić swojemu dziecku.
                  Jedyna mozliwość, by pomóc, to udowodnić przez kontakty w Waszym domu i nie
                  tylko, że tata nie jest zły. Tak samo co do telewizji - tylko Wy możecie w
                  takim razie pokazać temu dziecku alternatywę.
                  A to nie znaczy od razu, że dziecko zacznie mysleć "ja jestem zły , bo właśnie
                  się okazało, ze mama jest zła". Po prostu mama ma inne spojrzenie na świat i co
                  do ojca sie pomyliła, ale pomylić się nie jest równoznaczne z byc złym.
                  Pozdrawiam,
                  Chalsia
                  • badia Re: dobro dziecka 30.08.03, 15:36
                    chalsia napisała:

                    > to wydaje mi się, że wyrządzacie z małżem dużą krzywdę jego dziecku.
                    To ja Ci też na początku napisałam, że wcale nie jestem przekonana o tym, że to
                    jest dobre rozwiązanie....
                    > Jeśłi dziecko cały czas dostaje przekaz "tata jest zły" to to
                    > dziecko też mysli o sobie " JA jestem zły, bo mój tata jest zły".
                    No niestety tak jest. Jest "dzieckiem złego taty"
                    >Oczywiście
                    > wina wynika z głupoty/świadomego złośliwego działania matki, ale być może ona
                    > nie ma pojęcia, że robi w ten sposób jedna z najgorszych rzeczy jakie można
                    > zrobić swojemu dziecku.
                    Ona pewnie nie ma o tym pojęcia, tylko trochę sobie trochę światu udowadnia, że
                    rozwodząc się podjęła najwłaściwszą decyzję i ochroniła dziecko przed zgubnym
                    wpływem psychopaty i jednostki toksycznej.
                    > Jedyna mozliwość, by pomóc, to udowodnić przez kontakty w Waszym domu i nie
                    > tylko, że tata nie jest zły.
                    Tak ale to będzie oznaczało konflikty z matką, bo na 100% będzie do tych
                    konfliktów dochodzić, jeśli będziemy brać dziecko do nas - oczywiście będzie
                    szło o głupoty...
                    > Tak samo w stusunku do telewizji, tylko wy mozecie w takim razie pokazać temu
                    > dziecku alternatywę.
                    Tak ale walka o dobro tamtego dziecka prawdopodobnie skończy sie na niczym bo i
                    tak wpływ matki, nie ma co ukrywać, będzie silniejszy, a samodzielne myślenie
                    na temat schematów wyniesionych z domu ma miejsce po 25 roku życia albo wcale.
                    Więc, może jestem okrutna, ale tamtemu dziecku i tak najprawdopodobniej nie
                    pomożemy a będzie nas to kosztowało spokój, bo zaczną sie kłótnie z jego matką.
                    Uznałam więc, że niech zostanie tak jak jest, o dobro tamtego dziecka troszczy
                    się jego matka, a jak to robi, tak robi, nie sądzę abym potrafiła coś tu
                    istotnie naprawić. A z ojcem bedą się spotykać na mieście. Oczywiście ojciec w
                    takim wymiarze nie będzie wychowywał, bo nie sposób, a tylko "zabierał na
                    lody"...
                    Wiem, że trochę "skazuję" to dziecko. Ale tak na prawdę "skazuje" je jego
                    własna matka, a na mnie ciąży przede wszystkim odpowiedzialnośc za własny dom.
                    Małż myśli to samo i on ma dodatkowo poczucie winy - bo przecież to ich wspólne
                    dziecko.
                    Ale ja coraz mocniej jestem przekonana, że lepszy jeden dom normalny i jeden
                    nienormalny niż "pomaganie" i "zoo" w obu domach.
                    Dlatego Chalsia kurcze, dobrze to może być jak dziewica z prawiczkiem do ślubu
                    idą (i też wcale nie musi) a tak jak u nas, to pozostaje już tylko mniejsze
                    zło.
                    • chalsia Re: dobro dziecka 30.08.03, 15:54
                      badia napisała:
                      Badia napisała

                      > Więc, może jestem okrutna, ale tamtemu dziecku i tak najprawdopodobniej nie
                      > pomożemy a będzie nas to kosztowało spokój, bo zaczną sie kłótnie z jego
                      matką.

                      > Uznałam więc, że niech zostanie tak jak jest, o dobro tamtego dziecka
                      troszczy
                      > się jego matka, a jak to robi, tak robi, nie sądzę abym potrafiła coś tu
                      > istotnie naprawić. A z ojcem bedą się spotykać na mieście. Oczywiście ojciec
                      w
                      > takim wymiarze nie będzie wychowywał, bo nie sposób, a tylko "zabierał na
                      > lody"...
                      > Wiem, że trochę "skazuję" to dziecko. Ale tak na prawdę "skazuje" je jego
                      > własna matka, a na mnie ciąży przede wszystkim odpowiedzialnośc za własny
                      dom.
                      > Małż myśli to samo i on ma dodatkowo poczucie winy - bo przecież to ich
                      wspólne
                      >
                      > dziecko.

                      TO JEST OKRUTNE i przykre. Rozumiem Twój punkt widzenia, ale dziwię się
                      małżowi. A może i nie - idzie na łatwiznę bo boi się trudności i konsekwencji
                      zwiazanych z podjęciem działań, patrzy z egoistycznego punktu widzenia -
                      własnego świetego spokoju w domu. Nie mniej, jako ojciec dziala na szkode
                      własnego dziecka, prawie że wspiera działania matki (wyolbrzymiając).

                      > Ale ja coraz mocniej jestem przekonana, że lepszy jeden dom normalny i jeden
                      > nienormalny niż "pomaganie" i "zoo" w obu domach.
                      > Dlatego Chalsia kurcze, dobrze to może być jak dziewica z prawiczkiem do
                      ślubu
                      > idą (i też wcale nie musi) a tak jak u nas, to pozostaje już tylko mniejsze
                      > zło.

                      Tak jest łatwiej. Mniejsze zło dla kogo ????? Twój małż może i chciałby cos
                      zrobić, ale Ty go nie wspierasz. Póki nie spróbujesz, póty sie nie dowiesz.
                      Może warto zaryzykować, spróbować, jak rzeczywiscie zrobi sie długotrwałe
                      piekło, to zawsze mozecie powiedzieć "próbowalismy, nie dało rady".
                      Przynajmniej oboje bedziecie mieli czyste sumienie.

                      Pozdrawiam,
                      Chalsia
                      • badia Re: dobro dziecka 30.08.03, 16:35
                        chalsia napisała:

                        > TO JEST OKRUTNE i przykre. Rozumiem Twój punkt widzenia, ale dziwię się
                        > małżowi. A może i nie - idzie na łatwiznę bo boi się trudności i konsekwencji
                        > zwiazanych z podjęciem działań, patrzy z egoistycznego punktu widzenia -
                        > własnego świetego spokoju w domu.
                        Wiesz on "szarpał się", jak sam powiada parę lat. I pewnie szarpałby sie dalej,
                        także po rozwodzie ale w pewnym momencie zabrakło mu sił. Jego wina podstawowa,
                        to ta kobieta, a dalej to już raczej prosta konsekwencja...
                        > > Ale ja coraz mocniej jestem przekonana, że lepszy jeden dom normalny i jed
                        > en
                        > > nienormalny niż "pomaganie" i "zoo" w obu domach.
                        > >latego Chalsia kurcze, dobrze to może być jak dziewica z prawiczkiem do
                        > ślubu
                        > > idą (i też wcale nie musi) a tak jak u nas, to pozostaje już tylko mniejsz
                        > e
                        > > zło.
                        >
                        > Tak jest łatwiej. Mniejsze zło dla kogo ?????
                        Dla całej sumy obu domów - w obu zyskujemy spokój. Wiem, że masz odruch
                        patrzenia na całą sytuację z perspektywy tamtego dziecka - dlatego też dla mnie
                        cenna jest ta rozmowa. Bo dociera do mnie także tamta perspektywa.
                        Ale zrozum, tu nie ma schematu, który można powielić i dzięki któremu wszyscy
                        będą szczęśliwi. Tu jest wybór i nie dziw się, że w dokonywaniu tego wyboru
                        kieruję się dobrem mojego przeszłego dziecka lub dzieci raczej niż tamtego.
                        > Twój małż może i chciałby cos
                        > zrobić, ale Ty go nie wspierasz.
                        Wiesz, on ma tego tak dość, że teraz to raczej ja musze coś zrobić, nawet
                        wysłać go na te lody... więc (hm...) też nie jestem aż taka zła...
                        > Póki nie spróbujesz, póty sie nie dowiesz.
                        Przekalkulowałam i nie spróbuję. Bo tak to nadal pozostaje czysta karta i można
                        dalej coś robić jak sytuacja się zmieni, a tak boję się że wszyscy się
                        znienawidzimy i wtedy owszem
                        > zawsze mozecie powiedzieć "próbowalismy, nie dało rady".
                        Ale obustronne żale pretensje oraz nienawiść już będą.
                        > Przynajmniej oboje bedziecie mieli czyste sumienie.
                        No nie, jak popsujemy jeszcze bardziej niż jest popsute, to nikt się nie będzie
                        wykręcał czystym ojcowskim sumieniem.
                        Wiesz tak to te dzieci może się kiedyś poznają, jak będą chciały, może się
                        polubią, może tamto dziecko dzięki "lodom" z moim małzem, genom czy buntowi,
                        czy temu wreszcie, że mama wcale nie jest taka jak mnie się teraz wydaje,
                        stanie się interesującym młodym człowiekiem, to przecież wszystko dalej jest
                        możliwe...
                        Ale przecież "klasyka" gatunku to dwie matki, które napuszczają swoje dzieci,
                        dzieci, które się nienawidzą, a nienawiść jest przenoszona na następne
                        pokolenia. Nie wierzę, że nie znasz z praktyki takich przypadków... I nam też
                        mogłoby się to zdarzyć...
                        Albo patologiczne udowadnianie, tkwienie ciągle w tym samym kołowrotku -
                        przeciągnąć trochę to dziecko na swoją stronę, a potem matka przeciągałaby na
                        swoją... Trzeba i takie scenariusze brać pod uwagę, a nie tylko to, że jak jest
                        jakaś szansa, to należy o to dziecko walczyć.
                        I przyznam szczerze, znając cały układ te "czarne scenariusze" w naszym
                        przypadku wydają mi się wielce przedopodobne. Nie pisz więc, że kieruje się
                        egoizmem, bo to nie prawda, w najlepszej wierze wybieram najmniejsze zło, choć
                        oczywiscie krzywda mojego domu i tamtego nie ważą w tym wyborze tyle samo.

                        badia
                        • ashan Re: dobro dziecka 30.08.03, 18:06
                          badia napisała:


                          > Ale przecież "klasyka" gatunku to dwie matki, które napuszczają swoje
                          dzieci,
                          > dzieci, które się nienawidzą, a nienawiść jest przenoszona na następne
                          > pokolenia. Nie wierzę, że nie znasz z praktyki takich przypadków... I nam
                          też
                          > mogłoby się to zdarzyć...

                          Ale poddanie się? Wiesz Badiu, nie wydajesz się osobą, która nastawiałaby
                          swoje dziecko przeciwko innemu wink A poza tym... Nie angażując się dajesz
                          bardzo dobre argumenty na to, że tata jest zły. Bo o ile dziecko mogłoby mieć
                          wątpliwości co do ojca na podstawie słów matki, to nie będzie miało, gdy tata
                          nie pozna go ze swoją żoną czy przyrodnim rodzeństwem. Bo poczuje się
                          odrzucony. A myślę, że Tobie będzie łatwiej (psychiczny spokój) gdy będziesz
                          wiedziała i widziała jacy są ze sobą Twój mąż i jego syn. I będziesz mogła
                          oprzeć się zazdrości, bo taka też, mimo wszystkich teorii, może się pojawić.
                          Muszę przyznać, że dopiero stosunkowo niedawno pozbyłam się odruchu
                          sprawdzania, czy mąż nie faworyzuje swojego syna. Chociaż nie miałam do tego
                          żadnych wskazań. Mimo, ze psychicznie na ten związek byłam dobrze
                          przygotowana wink (ech, złudzenia wink).
                          > Albo patologiczne udowadnianie, tkwienie ciągle w tym samym kołowrotku -
                          > przeciągnąć trochę to dziecko na swoją stronę, a potem matka przeciągałaby
                          na
                          > swoją...

                          Uwierz, dziecka nie trzeba przeciągać na żadną stronę - przez szacunek do
                          niego trzeba dać mu szansę - niech wybierze z obydwu rodzin to co najlepsze.
                          Przy mądrze kochającym ojcu to możliwe. Tylko jaki wpływ na dziecko będzie
                          miał przy "okolicznościowych" wizytach (nie chodzi mi tu o ich częstotliwość)

                          Trzeba i takie scenariusze brać pod uwagę, a nie tylko to, że jak jest
                          >
                          > jakaś szansa, to należy o to dziecko walczyć.
                          > I przyznam szczerze, znając cały układ te "czarne scenariusze" w naszym
                          > przypadku wydają mi się wielce przedopodobne.

                          Wiesz, ja też zakładałam, że będzie fatalnie. Że Mały nie będzie czasami
                          chciał do nas przyjeżdżać, bo go mama źle nastawi i do taty i do mnie. I że
                          jak pojawi się na świecie jego młodszy brat to będzie Sajgon. Ale mam
                          podstawy, żeby stwierdzić, ze póki co jest w porządku. Nie rajsko, nie
                          anielsko, ze zgrzytami, ale ok. A chłopcy (nawet mój najstarszy) dobrze się ze
                          sobę czują. Bo chciałabym ustrzec ich przed sytuacją z naszej rodziny, kiedy
                          to po śmierci ojca dzieci z obydwu małżeństw kontaktują się za pośrednictwem
                          sądu (a ludzie już stateczni i wydawałoby się rozsądni). Pewnie są przykłady i
                          przeciwne, ale mam nadzieję, że nam się uda nauczyć ich może nie miłości, ale
                          wzajemnego szacunku. Pokazać im, że "ten drugi" to konkretna osoba i całkiem
                          fajny chłopak.
                          Fantastyka? Może, ale muszę próbować.
                          A przy okazji: jeżeli zaszczepicie dziecku inny model spędzania czasu niż TV
                          to już warto! Nie znam dziecka, które z radością nie pójdzie na rower czy
                          rolki. A wtedy przecież też możesz się wybrać?
                          I pamiętaj, że nie musisz w tym układzie nic. ANi dobrą ciocią, ani macochą.
                          Nic. Możesz stać z boku i patrzeć i wspierać małża.
                          prdrw ashan
                          • chalsia Re: dobro dziecka 30.08.03, 18:24
                            Absolutnie i całkowicie podpisuję sie pod tym co napisała Ashan.
                            No i jest jeszcze jedna rzecz - Badia, Ty ciągle nie masz swojego dziecka a się
                            zastanawiasz jakie będą jego stosunki z przyrodnim bratem. Będą takie, do
                            jakich stworzenia sama sie przyczynisz.
                            A i duzo łatwiej coś zrobić teraz, właśnie póki jeszcze nie masz dziecka.
                            Mojemu synkowi za kilka miesięcy urodzi się siostra albo brat. Ja jestem
                            jedynaczką i doceniam, co to znaczy miec rodzeństwo. I choć mnie jako kobietę,
                            nie cieszy zbytnio fakt, że mój były z moim "młodszym modelem" w ciągu roku od
                            odejścia zakłada rodzinę, to cieszę się jakoś, że mój mały będzie miał
                            rodzeństwo, nawet jeśłi tylko przyrodnie. Ale więź może być dobra, bo będą
                            spędzali razem 1/6 roku. Oczywiście, model Kopciuszka i złej tej drugiej (w
                            odrotności do twojej sytuacji) tez jest mozliwy, ale mam nadzieję, że nie
                            będzie miał miejsca i pokładam tu jakieś nadzieje w samym byłym.
                            Pozdrawiam,
                            chalsia
                            • badia Re: dobro dziecka 30.08.03, 19:00
                              chalsia napisała:

                              > No i jest jeszcze jedna rzecz - Badia, Ty ciągle nie masz swojego dziecka a
                              się
                              > zastanawiasz jakie będą jego stosunki z przyrodnim bratem. Będą takie, do
                              > jakich stworzenia sama sie przyczynisz.
                              > A i duzo łatwiej coś zrobić teraz, właśnie póki jeszcze nie masz dziecka.

                              No ale mimo pozytywnego nastawieniawink)), wcale nie jestem przekonana, że to
                              będzie fajne rodzeństwo, wiem, zaraz napiszecie, że to jakie będzie zależy
                              także ode mnie i od małża. Oki, ale zasadniczo zależy od mamy szanownego
                              rodzeństwa. Nie za bardzo wierzę w geny... Mój małż tak, chłopy chyba mają
                              bardziej naukawe podejście do życiawink)) Albo z takim podejściem mu
                              wygodniejwink))
                              Ja nie wiem, czy chcę takiego rodzeństwa dla swoich dzieci. Oczywiście
                              biologicznie ono już jest, ale czy coś koniecznie musi z tego faktu wynikać???
                              Mówię wam, serio, chetnie przysposobiłabym to dziecko, gdyby była taka
                              potrzeba, ale na takich układach jakie są - nie będę matkować. I zostawię
                              biednego małża sam na sam z własnym ojcostwem. W końcu jak ojcem zostawał to
                              mnie o zdanie nie pytałwink)) Na ile je uniesie - zobaczymy.
                              Buziaki,
                              badia
                          • badia Re: dobro dziecka 30.08.03, 18:39
                            ashan napisała:

                            > Ale poddanie się? Wiesz Badiu, nie wydajesz się osobą, która nastawiałaby
                            > swoje dziecko przeciwko innemu wink
                            Nie, znów z czystego egoizmuwink)), moje dziecko nie może przecież być
                            rodzeństwem kogoś gorszegowink))
                            > A poza tym... Nie angażując się dajesz
                            > bardzo dobre argumenty na to, że tata jest zły.
                            Wiesz, kiedyś interesowały mnie argumnety i to, kto co pomyśli. Dziś myślę
                            tylko, jak postąpić i jeśli mnie ktoś będzie z tego rozliczał, to Ten na górze -
                            wiem patetycznie wyszło, ale nie szukam argumentów. Jedyny argument to to, że
                            uważam jakieś rozwiązanie za słuszne, no oczywiście mogę sie mylić, ...., tyle
                            razy już się myliłamwink))
                            > I będziesz mogła
                            > oprzeć się zazdrości, bo taka też, mimo wszystkich teorii, może się pojawić.
                            Wiesz ja pisałam o zazdrości, bo pamiętam to uczucie, ono głęboko we mnie
                            zapadło, bo wstydziłam sie go i cały świat nie pozwalał mi czuć tego, co
                            czułam. Ale teraz to już nieaktualne, na prawdę. Myślę, że gdyby (tfu, tfu,
                            tfu) coś stało się z mamą tego dziecka, mogłabym podjąć wyzwanie i starać się
                            ją zastąpić. Lubię to dziecko mimo, że go nie znam; żal mi go. Myślę, że
                            portrafiłabym je pokochać. Ale nie jestem w stanie udźwignąć walki o dziecko z
                            jego własną matką. Sorki, to mnie przerasta.
                            > Bo chciałabym ustrzec ich przed sytuacją z naszej rodziny, kiedy
                            > to po śmierci ojca dzieci z obydwu małżeństw kontaktują się za pośrednictwem
                            > sądu (a ludzie już stateczni i wydawałoby się rozsądni). Pewnie są przykłady
                            i
                            > przeciwne, ale mam nadzieję, że nam się uda nauczyć ich może nie miłości, ale
                            > wzajemnego szacunku. Pokazać im, że "ten drugi" to konkretna osoba i całkiem
                            > fajny chłopak.
                            > Fantastyka? Może, ale muszę próbować.
                            Ashan, zrozum, ja Cię podziwiam, ale jednocześnie Ty musisz próbować, ja nie.
                            Tak jak jest - z tatusiem na mieście - żedne sądy mi nie grożą. Po
                            rozpoczęciu "bojów" owszem. A te przykłady z sądami - niestety jest ich
                            znacznie więcej w praktyce niż tych przeciwnych.
                            • ashan Re: dobro dziecka 30.08.03, 19:49
                              Będzie krótko, bo muszę uspać dzieciaki
                              potem ew. dopowiem


                              badia napisała:

                              > > A poza tym... Nie angażując się dajesz
                              > > bardzo dobre argumenty na to, że tata jest zły.
                              > Wiesz, kiedyś interesowały mnie argumnety i to, kto co pomyśli. Dziś myślę
                              > tylko, jak postąpić i jeśli mnie ktoś będzie z tego rozliczał, to Ten na
                              górze
                              > -
                              > wiem patetycznie wyszło, ale nie szukam argumentów. Jedyny argument to to,
                              że
                              > uważam jakieś rozwiązanie za słuszne, no oczywiście mogę sie mylić, ....,
                              tyle
                              > razy już się myliłamwink))

                              Tu chodziło mi o ocenę dziecka, a mi zawsze zależało na dobrych relacjach męża
                              z synem

                              > > I będziesz mogła
                              > > oprzeć się zazdrości, bo taka też, mimo wszystkich teorii, może się pojawi
                              > ć.
                              > Wiesz ja pisałam o zazdrości, bo pamiętam to uczucie, ono głęboko we mnie
                              > zapadło, bo wstydziłam sie go i cały świat nie pozwalał mi czuć tego, co
                              > czułam. Ale teraz to już nieaktualne, na prawdę. Myślę, że gdyby (tfu, tfu,
                              > tfu) coś stało się z mamą tego dziecka, mogłabym podjąć wyzwanie i starać
                              się
                              > ją zastąpić.

                              Tu też chodziło mi raczej o zazdrość o dziecko, ale nie w relacji Ty -
                              dziecko, tylko zazdrość, że Twoje dziecko może ma trochę gorzej
                              (paradoksalnie) niż tamto

                              > > Bo chciałabym ustrzec ich przed sytuacją z naszej rodziny, kiedy
                              > > to po śmierci ojca dzieci z obydwu małżeństw kontaktują się za pośrednictw
                              > em
                              > > sądu (a ludzie już stateczni i wydawałoby się rozsądni). Pewnie są przykła
                              > dy
                              > i
                              > > przeciwne, ale mam nadzieję, że nam się uda nauczyć ich może nie miłości,
                              > ale
                              > > wzajemnego szacunku. Pokazać im, że "ten drugi" to konkretna osoba i całki
                              > em
                              > > fajny chłopak.

                              Te sądy są o schedę po ojcu. Może jestem idealistką, ale mam nadzieję, że może
                              będzie im trudniej traktować się jak wrogów, gdy będą mieli wspólne
                              wspomnienia?
                              Resztę może potem
                              pzdrw ashan
                              • badia Re: dobro dziecka 30.08.03, 20:15
                                ashan napisała:

                                > Tu też chodziło mi raczej o zazdrość o dziecko, ale nie w relacji Ty -
                                > dziecko, tylko zazdrość, że Twoje dziecko może ma trochę gorzej
                                > (paradoksalnie) niż tamto
                                No nie, ashan, prawda jest taka, że moje dziecko, jak się pojawi to pod każdym
                                względem będzie miało lepiej. Hi, hi, hi, może być najwyżej brzydsze, bo tamta
                                kandydatka była wybierana ze wzgledu na długośc nóg i obwód biustu, hi, hi, hi,
                                Nie, szkoda mi tamtego małego człowieka. Moje bedzie kochane, chciane i
                                rozpaskudzane przez całą rodzinę. No i co najważniejsze, będzie miało
                                najwspanialszego tatę na swiecie i najuchańszą mamę...
                                A i finansowo - żeby rozładować nastrój - zawsze rozsądnie postępowaliśmy w
                                rodzinie, więc hi, hi, hi, sheda po tacie - oby szanowny żył jak najdłużej,
                                raczej nas nie wprowadza wnerwowy nastrój. W sumie mogłabym (finansowo) mieć
                                dziecko sama, hi, hi, hi, co z innych wzgledów jest raczej nie możliwe...
                                Pozdrówka
                                • badia Re: dobro dziecka 30.08.03, 20:21
                                  Znaczy się zarabiam jednak troszkę więcej niż Chalsi alimenty...
                      • stepmum Re: dobro dziecka 30.08.03, 19:41
                        Chalsia, pewnie bedac 'w twoich butach' pisalabym dokladnie to samo co ty.
                        Tylko ze nie jestem, tez pewnie napiszesz, ze jestem okrutna... ale ja jak
                        kazda (no dobrze sprostuje - wiekszosc jakich znam) dziewczyna tez chce
                        sprobowac miec zwykla, normalna rodzine, tzn. mama, tata i ich dzieci. No
                        wiem, moglam sobie znalezc niedzieciatego - takiego szukalam, jak widzisz los
                        plata nam figle. Nie kazda dziewczyna ma ochote matkowac innym dzieciom,
                        szczegolnie ich mezczyzny z innymi kobietami. I dla kazdej z nas nasze dzieci
                        sa najwazniejsze, nie powiesz mi chyba, ze bedziesz zgrywac mame, dla dziecka
                        twojego bylego z nowa zona? To zupelnie naturalne, w naturze lew zabija
                        lwiatka lwicy z innym lwem - i nikt sie temu nie dziwi. My jako istoty wyzsze
                        nie myslimy nawet o czyms tak okrutnym i barbarzynskim, ale nasza rodzina i
                        nasze dzieci sa dla nas najwazniejsze, czy to bedziemy pisac otwarcie na
                        forum, czy starac sie to ukrywac.
                        Ciezko sytemu zrozumiec glodnego...
                        • chalsia Re: dobro dziecka 30.08.03, 22:30
                          To wszystko co piszesz to prawda i zgadzam sie z tym.
                          I jako "była" nie życzę sobie by "obecna" matkowała mojemu dziecku. I wydaje mi
                          się, że Badia tez nie miala na myśli matkowania.
                          Dla mnie jest OK jeśli obecna jest przyjazna, ciepła, otwarta, zachowujaca się
                          moze tak jak przedszkolanka czy wychowawczyni w klasie, która, jak trzeba to
                          zwróci uwage, wytłumaczy czy pomoże jeśli dziecko prosi, a po za tym nie
                          ingeruje. Może cos jak krewny, może być nawet i ciotka, ale taka raczej z
                          lekkim dystansem do dziecka. Można się też zaprzyjaźnić, tak trochę bardziej po
                          kumplowsku, ale raczej dotyczy to chyba starszych dzieci. Nie wiem, czy
                          potrafię to dobrze ująć, ale powyższe nie kojarzy mi się z matkowaniem.
                          Pozdrawiam,
                          Chalsia
    • badia Re: dobro dziecka 30.08.03, 19:38
      Mnie się wydaje, że wszystko zależy od konkretnych ludzi i nie ma jedynego
      słusznego rozwiązania. Dziekuję Wam serdecznie za dyskusję. Bardzo mi pomogła
      wyjęzyczyć, to co już wcześniej może przeczuwałam ale nie potrafiłam nazwać.
      Ashan, Chalsia - mądre z Was kobitki. Fajno, że żesmy sie tutaj spotkały.

      Tak żeby zmienic temat - w pździerniku zaczynamy myśleć o owocu naszej miłości -
      starsznie się cieszę i już nie mogę się doczekać.
      • ashan Re: dobro dziecka 30.08.03, 19:51
        badia napisała:

        > Tak żeby zmienic temat - w pździerniku zaczynamy myśleć o owocu naszej
        miłości
        > -
        > starsznie się cieszę i już nie mogę się doczekać.


        Powodzenia!!!!!!!
        Trzymam kciuki!!!!! smile))))))))))
        ashan
      • chalsia Re: dobro dziecka 30.08.03, 22:33
        Powodzenia Badia i żeby małż skutecznie pomagał.
        Chalsia
        • badia Re: dobro dziecka 31.08.03, 11:00
          Dzięki. Myślę, że nie tylko będzie "pomagał", bo tak na mój rozumek, malutki,
          bo nawet w "matkowaniu" nie doświadczony a co dopiero w "tatowaniu", to małżowi
          potrzebne jest bycie tatą, takim tatą, który właśnie jest najwspanialszy na
          świecie, tatą, który "wszystko potrafi", który jest wzorem do naśladowania, no
          czyli po prostu najzwyklejszym statystycznym ojczulkiem... Do tej pory nigdy
          tego nie doświadczył...
          • chalsia Re: dobro dziecka 31.08.03, 13:53
            badia napisała:

            > to małżowi
            >
            > potrzebne jest bycie tatą, takim tatą, który właśnie jest najwspanialszy na
            > świecie, tatą, który "wszystko potrafi", który jest wzorem do naśladowania,
            no
            > czyli po prostu najzwyklejszym statystycznym ojczulkiem... Do tej pory nigdy
            > tego nie doświadczył...

            Widzisz Badia, fakt że nie jestem z ojcem mojego synka, nie przeszkadza eksowi
            być właśnie takim tatą jak to opisałaś (a dla dziecka ojciec zawsze będzie
            wzorem do naśladowania, przynajmniej do osiągnięcia przez dziecko wieku nastu
            lat, bez względu czy jest w naszych oczach wspanialy czy też nie). Ale
            statystycznym ojczulkiem nie będzie, bo nie jesteśmy razem. Nie bycie z
            dzieckiem na codzień (przy w miare normalnych układach) nie jest przeszkodą by
            być takim tatą.
            Inna sprawa, ale to już całkiem moje prywatne zdanie, że miano Taty przysługuje
            tylko tym ojcom, którzy są z dziećmi na codzień, w każdej sytuacji. A tacy,
            brzydko to określając, "weekendowi", to tylko ojcowie. Ale to juz kwestia tego,
            co kto rozumie przez te pojęcia. Tak samo jak z pojęciem "dom", "rodzina" i
            inne podstawowe. Czysta filozofia.
            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • stepmum Re: dobro dziecka 31.08.03, 14:05
              Ja chcialam sie tylko ustosunkowac co to tego 'Taty'. Ty go tak klasyfikujesz -
              ok. Ja natomiast mysle, ze to jest tak, ze mieszka z dzieckiem to tata a jak
              nie - to ojciec. Tzn. ze gdyby z jakichs przyczyn dziecko zostalo z ojcem, to
              nie bylabys mama ale 'tylko matka'! Do tego niekoniecznie wina odejcia
              spoczywa na ojcu, bardzo czesto jest dokladnie odwrotnie i wtedy nie dosc, ze
              byla sie wypiela to jeszcze zostal, tylko 'ojcem' a nie tata.
              • badia Re: dobro dziecka 31.08.03, 14:16
                No mnie się wydaje, że Stepmum ma rację z tymi ojcami i tatusiami też różnie
                bywa, tak jak różne są historie. Wiem, że nasza ex zrobiła krzywdę
                a) dziecku odchchodząc od jego ojca i wysyłając info, że jest "dzieckiem złego
                taty"
                b) chłopu skreślając go jako faceta
                c) ojcu skreślając go jako ojca
                Choc wina zapewne leżała po obu stronach, bo jak powiedziałam, rodzice mojemu
                takiej kobiety nie znaleźli, tylko sam ją sobie wybierał...
              • chalsia Re: dobro dziecka 31.08.03, 14:42
                Ja nie chcę nikogo do niczego przekonać. Ani nie szukam zgody czy niezgody
                innych na takie pojmowanie. W tej sprawie każdy ma swoje rozumienie, bo to jest
                coś co wynika z całokształtu tego kim każdy z nas jest, kto i jak go wychowywał
                też. Każdy ma swoje i tylko swoje rozumienie pewnych pojęć podstawowych np.
                dobro, zło, ojczyzna, dom, sprawiedliwość, etc.
                Po prostu przedstawiłam swoje rozumienie. Dla mnie tata czy mama to jest ktoś,
                kto JEST. Jest na wyciągnięcie ręki, w każdej sytuacji, ("aniele stróżu mój, ty
                zawsze przy mnie stój, rano, wieczór,we dnie, w nocy, bądź mi zawsze do
                pomocy"). I kwestia tego kto odszedł od kogo nie ma tu dla mnie znaczenia.
                Jak napisałam, to są kwestie filozoficzne, podobne to problematyki co było
                pierwsze - jajo czy kura.
                Pozdrawiam,
                Chalsia
            • badia Re: dobro dziecka 31.08.03, 14:08
              chalsia napisała:
              > Widzisz Badia, fakt że nie jestem z ojcem mojego synka, nie przeszkadza
              eksowi
              > być właśnie takim tatą jak to opisałaś (a dla dziecka ojciec zawsze będzie
              > wzorem do naśladowania, przynajmniej do osiągnięcia przez dziecko wieku nastu
              > lat, bez względu czy jest w naszych oczach wspanialy czy też nie).
              Właśnie podczas dyskusji tutaj uświadomiam sobie, że mój małż tak naprawdę nie
              zdążył zostać takim ojcem, nie wiem czy to kwestia czasu - jego kobieta
              odeszła, jak dziecko miało rok, wcześniej nie mieszkała z nim pół roku po
              urodzeniu dziecka, w sumie był z dzieckiem "mieszkalnie" tylko pół roku i przez
              ten czas ponoć też jeszcze były "ucieczki" i "powroty". A może to głównie
              postawa ex, która zrobiła z małża "mniej niż zero", trudno w tych warunkach
              być "najwspanialszym tatusiem", w każdym razie tam taka więź i taka realcja nie
              powstała, co nie znaczy, że powstać nie mogłaby - widzisz, że większość ojców
              na tym forum ma właśnie takie ojcowe podejście do swych pociech a ich partnerki
              muszą sie z tym liczyć (czy chca czy nie chcą).
              > Inna sprawa, ale to już całkiem moje prywatne zdanie, że miano Taty
              przysługuje
              > tylko tym ojcom, którzy są z dziećmi na codzień, w każdej sytuacji. A tacy,
              > brzydko to określając, "weekendowi", to tylko ojcowie.
              Czy mały jest juz w domku? E, idę na "wasze" forum, może tam coś więcej
              napisałaś...
              • chalsia Re: dobro dziecka 31.08.03, 14:31
                Badia,
                mój eks był z nami też tylko przez 5 pierwszych miesięcy życia małego. Potem to
                w większej części dzięki mnie ta więź się nawiązała, bo mimo, iż wolałabym nie
                widzieć na oczy byłego przez kilka miesięcy po rozstaniu, to zagryzłam zęby i
                namawiałam eksa na wizyty, a zwłaszcza na pół dnia w soboty, bo krótsze wizyty
                w dni powszednie nie dałyby im dwóm takiego kontaktu. Wpewnym momencie były
                zrezygnował z sobót (bo "obecnej" nie pasowało widocznie) i w zamian za to
                przyjeżdżał 3 razy w dni robocze. Ja znowu zawalczyłam o soboty i mi się udało,
                ale jeszcze większym własnym kosztem bo miałam eksa u siebie w domu CZTERY razy
                w tygodniu. Dłuższy czas trwało (prosiłam go wiele razy) zanim z jednej z wizyt
                w dni powszednie zrezygnował (piątkowej notabene, i znowu sądzę, że głównie do
                tej jego decyzji przyczyniły się nie moje prośby, ale sprzeciw "obecnej").
                No Twój małż niestety rzeczywiście nie miał tego szczęścia by czuć się
                ojcem/tatą, jak zwał tak zwał.
                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • badia Re: dobro dziecka 31.08.03, 14:44
                  Chalsia, dzielna jesteś, dzięki Tobie Twoje dziecko ma ojca/tatusia, jak zwał
                  tak zwał, a nie tylko przypływy na koncie i jego życie jest jednak
                  normalniejsze niż gdyby tego ojca/tatusia nie było. Ma wzorzec do naśladowania
                  i zdrowy układ z kochająca mamą i najwspanialszym tatą. I pewnie uzna taki
                  układ jaki jest za najnormalniejszy na świecie i dopiero koło 13 roku życia
                  zacznie zadawac sobie pytania, dlaczego tatuś zostawił mamusię - no wtedy to
                  już tatuś musi drżeć o to, co odpowie. Ja już nie napisze, że chciałabym żeby
                  nasza ex była taka jak Ty, bo jak by nasza ex była taka jak Ty, toby nie było
                  żadnego rozstania... Szkoda tylko, że to życie tak głupio sie czasem układa...
                  • mamaadama4 Re: dobro dziecka 31.08.03, 15:16
                    Tak sobie czytam i czytam i powoli zaczyna mnie to troche irytować. Wreszcie
                    powstało forum, gdzie "drugie żony" maja miejsce na swoje żale, problemy
                    radości itp. Mogą tu próbować znaleźć coś dla siebie i coż się dzieje - prawie
                    każdy wątek prędzej czy później (ale raczej prędzej) zaczyna się kręcić wokół
                    chalsiowego ex i problemów z nią związanych. jak tak dalej pójdzie, to ja się
                    wypisuję.
                    danka
                  • stepmum Re: dobro dziecka 31.08.03, 15:27
                    a ja znowu swoje 3 grosze... Czy wszystkie zwiazki waszych malzow konczyly sie
                    tak, ze ktos kogos zostawil? Przeciez najczesciej to jest tak, ze po prostu do
                    siebie nie pasowali! Nie potrafili sie dogada i tyle! Jak by potrafili, to by
                    nie bylo tego forum. 'Nasza byla' (hihi podaba mi sie to stwierdzenie - choc
                    nie mam nawet odczucia, ze ona istnieje) i moj partner mieli pieklo w domu,
                    ale dlatego, ze oboje nie potrafili ze soba zyc i tyle. (Ktos mi u mnie
                    zarzucil, ze jej nienawidze - wrecz przeciwnie nic a nic do niej nie mam, moze
                    tylko na razie wink
                    A w ogole te dywagacje moje to mialy byc na temat... strach ojca przed
                    pytaniem dlaczego odszedl? Chyba to byla obustronna decyzja o rozwodzie? Po
                    prostu nie zgadzali sie ze soba i tyle...
                    Pomijam tu przypadki zdrad, odejscia od innej kobiety...
                    • badia Re: dobro dziecka 31.08.03, 15:38
                      Mamadama, sorki, ale mnie ta pogawędka z Chalsią bardzo pasowała, bo z mężykiem
                      to nie bardzo idzie po babsku se pogadać na temat dobra dziecka i wpajanego
                      dziecku przez matkę przekonania, że ma "złego ojca", a z ashan i Chalsią owszem
                      szło pogadać i ja zdecydowanie wolę taką rozmowę, pełną rgumentów, która zmusza
                      do myślenia, niż głaskanie "drugich" przez "drugie" po głowie. Nie chcę uciekać
                      przed żadnym problemem i Chalsia też nie - dlatego tu zagląda, bo chce zobaczyć
                      swoje problemy z innej perspektywy. Mnie jest potrzebne to samo. Inaczej
                      gadałabym z lustrem i ono zawsze przyznałoby mi rację. A Twój post w tym wątku
                      jest chyba pierwszy, więc nie rozumiem, dlaczego akurat Tobie przeszkadza
                      udział Chalsi w dyskusji w moim wątku??? Ja jej za ten udział serdecznie
                      dziękuję i proszę o więcej.
                      • mamaadama4 Re: dobro dziecka - do badii 31.08.03, 15:52
                        Gwoli ścisłości jest to drugi mój post w tym wątku. A wtręt a propos
                        sprowadzania przez chalsię wszystkiego co na tym forum się pojawia do swojego
                        podwórka, tylko dlatego pojawił się w tym wątku, że nie chciało mi się zakładać
                        nowego. A poza tym twierdzę, że chalsia jest jakoś wyjątkowo subiektywna i
                        raczej obce jest jej wyjście poza własna perspektywę - oczywiście moja
                        znajomość jej osoby jest wynika tylko z tego co czytam.
                        danka
                        • badia Re: dobro dziecka - do badii 31.08.03, 16:04
                          Danka, ale przecież dzięki temu forum jest bogatsze. Rozumialabym, gdyby Ci
                          przeszkadzały odjazdy takich moralizatorów jak ten, co się ostatnio pojawił w
                          wątku Stepmum, ale Chalsia?? No to jak my chcemy sobie pogadać, to gdzie to
                          mamy zrobić, z forum Samodzielnych już nas wywaliły, to teraz jeszcze stąd?
                          buuuuu....
                          • mamaadama4 Re: dobro dziecka - do badii 31.08.03, 16:13
                            Ja nikogo nie wywalam, bo forum jest otwarte, a ja jestem za demokracją. To
                            jest tylko moje spostrzeżenie i tyle.
                            danka
                    • badia Re: dobro dziecka 31.08.03, 16:00
                      stepmum napisała:
                      > a ja znowu swoje 3 grosze... Czy wszystkie zwiazki waszych malzow konczyly
                      sie
                      > tak, ze ktos kogos zostawil?
                      No niestety tak. Od kogoś ta decyzja wyszła.
                      > Przeciez najczesciej to jest tak, ze po prostu do
                      > siebie nie pasowali! Nie potrafili sie dogada i tyle! Jak by potrafili, to by
                      > nie bylo tego forum.
                      TYŻ PRAWDA
                      >'Nasza byla' (hihi podaba mi sie to stwierdzenie - choc
                      > nie mam nawet odczucia, ze ona istnieje) i moj partner mieli pieklo w domu,
                      > ale dlatego, ze oboje nie potrafili ze soba zyc i tyle.
                      Prawie każda para przed rozstaniem ma piekło w domu, ja miałam, małż miał, ale
                      jednak to nasze drugie strony "wymiękły", uciekły od problemów, zamiast dalej
                      walczyć. A może piszę tak, bo ja nie potrafiłam odejść, szarpałam się i
                      piekliłam ale nie stać mnie było na rozstanie... To samo miał małż, może
                      dlatego jako "porzucona" w związku z "porzuconym" dowartościowuję tych, którzy
                      zostali zostawieni. Ale prawda jest oczywiście taka, że w dobrych związkach nie
                      ma ani piekła ani rozstań a w naszych - były.
                      > strach ojca przed
                      > pytaniem dlaczego odszedl? Chyba to byla obustronna decyzja o rozwodzie? Po
                      > prostu nie zgadzali sie ze soba i tyle...
                      > Pomijam tu przypadki zdrad, odejscia od innej kobiety...
                      Jestem tylko psychologiem-amatorem ale dzieci mają ponoć na ogół tak, że
                      przyjmują wprost świat, który im się pokazuje, uznają za normalne warunki w
                      których żyją, uznają za normalne swoje rodziny - no oczywiście, jeśli nikt
                      jakoś specjalnie nie zaszczepia w nie poczucia gorszości...
                      W okresie dorastania jednak młodzież szuka "prawdy o sobie" do tego dochodzi
                      bunt, hormony, słowem: drżyjcie rodzice, wszyscy rodzice... Psychologowie
                      mówią, że najgorsze są wtedy "matactwa", "nieuczciwośći" itp, z tej perspektywy
                      prostsza może być sytuacja rodziców, którzy się rozeszli niż tych, którzy
                      udają, że są ze sobą a "mają kogoś na boku"... No ale jak facet zoostawił dla
                      innej kobiety Chalsie tuz po porodzie, to radczej ciężko mu będzie uczciwie
                      obronić takie postępowanie...
                      Ale to tylko ja, psycholog-amator.
                      • stepmum Re: dobro dziecka 31.08.03, 16:23
                        Tak, ja wiem, ze musi byc ktos pierwszy kto zdecyduje sie odejsc ( chyba, ze
                        sie umowia na raz, dwa, trzy mowimy:chce rozwodu wink
                        ale to nie zawsze oznacza, ze ten kto to pierwszy powiedzial ponosi cala wine,
                        ze to on/ona odeszla. Gdyby zadne nie zdecydowalo sie na ten krok, oboje dalej
                        zylibyscie w piekle i to byc moze przez cale zycie.
                        Przypadek Chalsi to akurat ten, ktory jak napisalam, pominelam... Jest to
                        bardzo przykre... I nie zazdrosze jej takiego bylego.
                        • ka.ga Re: dobro dziecka 31.08.03, 16:29
                          Jest jeszcze przypadek naszej ex, ktory nie pasuje do sytuacji ani opisanej
                          ani pominietej przez Stepmum. Moj maz zostal przez nia po prostu wyrzucony z
                          domu, zamieszkal w Warszawie, przez dlugi czas nie skladal pozwu rozwodowego,
                          ona zreszta tez nie. Acha, przyczyna wyrzucenia z domu nie byla zdrada. Po
                          prostu ex miala go dosyc i postapila bardzo radykalnie, a przy tym wygodnie
                          dla siebie - zamiast samej odejsc, walizki meza za drzwi. Po co rozmawiac, po
                          co dogadywac sie, co do warunkow rozwodu?
                          • stepmum Re: dobro dziecka 31.08.03, 16:35
                            No to ona bedzie sie miala z czego tlumaczyc smile
                            • badia Re: dobro dziecka 31.08.03, 17:03
                              No to bardzo podobny przypadek do ex mojego małża, tylko że ona uciekła - bo
                              mieszkanie było jego, więc z walizkami by nie wyszło, ale sytuacja podobna.
                              Tylko niestety w przypadku nieodpowiedzialnych mamuś sytuacja wygląda trochę
                              inaczej - łatwo jest wmówić dziecku, że ojciec był beznadziejny, zły i
                              toksyczny i że "ucieczka" spowodowana była dobrem dziecka...
                              I nie wiem, czy do 13 latka dotrze prawda, czy też bedzie to kolejna wersja
                              prawdy jego mamy.
                        • badia Re: dobro dziecka 31.08.03, 16:56
                          stepmum napisała:

                          > Tak, ja wiem, ze musi byc ktos pierwszy kto zdecyduje sie odejsc ( chyba, ze
                          > sie umowia na raz, dwa, trzy mowimy:chce rozwodu wink
                          wink))))

                          > ale to nie zawsze oznacza, ze ten kto to pierwszy powiedzial ponosi cala
                          wine,
                          > ze to on/ona odeszla. Gdyby zadne nie zdecydowalo sie na ten krok, oboje
                          dalej
                          > zylibyscie w piekle i to byc moze przez cale zycie.
                          No nie, ja błogosławię byłego za to, że odszedł, uśmiecham sie do kobiety,
                          dzięki której odszedł. A wina była moja i tylko moja, bo takiego chłopa sobie
                          znaleźć... A i on twierdzi że ja go "zmusiłam do odejścia"...
                          Ale wiesz małżeństwo, dzieci, to poważna sprawa i jakoś bliższe mi jest
                          stwierdzenie: takiego żeś sobie wzięła, to się teraz męcz..., niż wiara w to,
                          że można się radośnie rozejść, potem zejść z kim innym i dalej jest fajnie.
                          Sama widzisz ile to przynosi cieprpienia, którego nikt po drodze nie brał pod
                          uwagę, czasami udaje się przez to cierpienie przejść "z podniesioną głową",
                          czasami ludzie toną we wzajemnych pretensjach, udowadnianiu sobie, kto wtedy
                          miał rację... Takie rozstanie to po prostu ciężka próba, nawet jak nie ma
                          dzieci. A wina... nie wiem. Na prawdę nie wiem. Bo z jednej strony prawie nie
                          ma przypadków, gdzie wyłącznie jedna strona jest winna, a z drugiej też nie
                          jest tak, żeby wina rozkładała sie po połowie, bo te połowy sa przeważnie
                          nierówne. Ale w każdym przypadku jest inaczej.
                          > Przypadek Chalsi to akurat ten, ktory jak napisalam, pominelam... Jest to
                          > bardzo przykre... I nie zazdrosze jej takiego bylego.
                          Oj i ja nie zazdroszczę...
    • badia Re: dobro dziecka 31.08.03, 17:21
      Oj widzisz Stepmum, ruszyłaś coś co mnie chyba jednak dalej boli. Bo niestety
      dla mnie "wiarołomca" jest jednak w groszej sytuacji. Umowa była i jedna strona
      zrejterowała... A obiecywaliśmy sobie...
      Pamiętam jak potem poznawałam facetów, to podstawowym kryterium branym pod
      uwagę było dotrzymywanie słowa, miałam regularną paranoję, że jak ktoś się
      spóźnia i nie może na drugą dojechać, choć obiecał, to potem także żadnej innej
      obietnicy nie dotrzyma... No i spotkałam małża, który jak obiecał, że będzie na
      drugą to był... Ufff.
      • stepmum Re: dobro dziecka 31.08.03, 17:41
        Naturalnie, ze wszytscy slubujemy sobie na cale zycie i nikt nie zyczy sobie
        zakonczenia tego co sie slubowalo... tym bardziej jesli byl to slub
        koscielny... a osoby wierzace...
        Bedac w rozpadajacym sie zwiazku wybieramy chyba to co dla nas jest
        sluszniejsze, wazniejsze. Wiesz, tu bardzo ciezko ustalic co jest
        sluszniejsze, trwac w zwiazku, ktory przynosi same smutki, czy odejsc i zaczac
        zyc wlasnym zyciem.
        Z drugiej strony jezeli juz jestesmy w kaciku 'dobro dziecka', to co jest
        lepsze, sytuacja w ktorej dziecko oglada klocacych sie rodzicow, moze nawet
        wyzwiska i po trochu tez dostaje po uszach bo oboje rodzice tak zdenerwowani,
        ze nie maja cierpliwosci, czy sytuacja w ktorej rodzice rozstaja sie i w miare
        przynajmniej ludzki sposob traktuje sie a dziecko nie traci zupelnego kontaktu
        z obojgiem rodzicow?
        • badia Re: dobro dziecka 01.09.03, 10:18
          Stepmum,

          pewnie tak jest, że czasem dla dobra dziecka lepiej się rozejść. Moja mama
          tkwiła w związku z ojcem (to było nieporozumienie) i mówiła, że to dla "dobra
          dziecka". Jako dorosła osoba miałam potworne poczucie winy,
          że przeze mnie mama zmarnowała sobie życie. A wzorzec taty powieliłam znajdując
          sobie "pierwszego"...

          A moja sytuacja po nocnych przemyśleniach (kolejnych) wygląda tak:

          Nasza ex odeszła, bo nie potrafiła z chłopem wytrzymać.
          Wcześniej więź z dzieckem była bardzo słaba, bo rozsatanie nastąpiło gdy
          dziecko miało rok a "była” mieszkała z matką pół roku po
          porodzie; w sumie małż był z dzieckiem "mieszkalnie" tylko pół roku i
          przez ten czas ponoć też jeszcze były "ucieczki" i "powroty".

          Chłop dał sobie spokój z kobietą ale dalej chciał budować więź z dzieckiem.
          Jak się spotkaliśmy, umowa między nami była taka, że ja nie matkuję ale też
          nie przeszkadzam. Miał raz w tygodniu bywać u dziecka, ja miałam koleżanki itp.
          Była utrudniała kontakty. Może nie fizycznie – tego nie możemy powiedzieć, ale
          po każdej wizycie w jej domu małż przychodził struty i dochodził do siebie dwa
          dni, mówił, że cały czas dostaje tam info, że jest "złym człowiekiem", "złym
          ojcem" itp.
          W pewnym momenci małż miał tego dość. Ja nawet naciskałam,
          żeby chodził dalej, ale - nie.

          Więź z dzieckiem tak na prawdę nigdy nie powstała. Dla mojego małża dziecko
          stało się z czasem "wyrzutem sumienia" oraz stałym “obciążeniem finansowym”.
          Ja nie będę tej więzi budować, bo nie jest mi potrzebna sytuacja, w której moje
          przyszłe dzieci będą walczyły z tamtym o pozycję w sercu swojego ojca.
          Okrutne ale szczere. Jeszcze raz dzięki za uświadomienie sobie tego
          wszystkiego.

          • badia do Stepmum 02.09.03, 10:23
            I wiesz co, dokładnie to powiem młodemu trzynastoletniemu człowiekowi, jak mnie
            kiedyś zapyta dlaczego jest, tak jak jest.
            Może forma będzie jedynie sympatyczniejsza i usłyszy, że ojciec owszem kochał
            ale ...
            A ja byłam wówcza bardziej zainteresowana tworzeniem własnej rodziny niż
            dbaniem o rozwój więzi dziecka z pierwszego z związku z jego ojcem - co
            przeciez jest prawdą. O resztę niech młody człowiek pyta rodziców (swoich).
            Buziaki, jak po tych wszystkich "namysłach" nie zostawisz swojego chłopa, to
            zanczy, że bardzo go kochasz...
            • stepmum Re: do Stepmum 02.09.03, 12:22
              Wiesz, jesli mi kiedys dzicko mojego partnera zarzuci, ze probowalam
              ograniczyc jego kontakty z ojcem, to ja biore za swoje dzialania pelna
              odpowiedzialnosc, i tak jak powiedzialas, powiem, ze ja dbalam o dobro mojej
              rodziny i moim dzieciom normalny dom.
              Ja mam calkowita pewnosc, ze to nie stanie miedzy nami - o to absolutnie sie
              nie boje! Owszem, moze to czasem byc powodem sporow, klotni, jak w kazdym
              takim domu.
              Wiem, tez bardzo dobrze, jak juz pisalam w moim poscie, ze chocby 'stanela na
              uszach' (czego nie zamierzamwink to on nie zrezygnuje z regularnych kontaktow z
              synem. Zreszta to juz jest omowione wink i nie mam zadnych zludzen co do tego -
              nie chcialabym zeby zerwal wszelkie kontakty z tym dzieckiem!
              Po prostu ja nie bede w tym uczestniczyc i nikt mnie tu na razie nie
              przekonal. Nie bede matka i babcia dla nieswojego dziecka jak ktos to
              proponowal, bo on juz takie ma i 1 matka i 2 babcie chyba wystarcza??
              Nie bede tez zadna ciocia. Posty na tym forum uswiadomily mi jednak, ze musze
              z wiekszym zrozumieniem, podchodzic do tych weekendow, kiedy go nie ma.
              Mysle, ze kazda zona, partnerka a pozniej matka, powinna najpierw walczyc o
              dobro swojego domu, potem dbac o innych. O syna mojego partnera walczy jego
              matka i ona na pewno naciskalaby na czeste spotkania ich obydwu, na ile o niej
              slyszalam.
              Pozdrowienia
              • badia Re: do Stepmum 02.09.03, 12:49
                Stepmum, jak nie poległaś na tym etapie, to dalej bedzie już tylko łatwiej. Bo
                przecież najważniejsze jest normalne codzienne życie, a w tym zyciu jesteście
                wy i przyszły małż nawet jak będzie wyjeżdżał, to tak na prawdę po czasie bez
                większego znaczenia staje sie to, że wyjeżdża do syna czy wyjeżdża do pracy -
                wasze życie i tak toczy się dalej. Też uważam, że kobieta nie odpowiada za
                przeszłośc swego małża, ani za konsekwencje jego działań, które powinien
                ponosić. To jego świat, tak jak jego jest matka czy rodzeństwo, które musisz
                szanować, ale nie musisz nawet lubić i zadna Twoja postawa nie moze byc dla
                niego wytłumaczeniemm, że to "przez", bo za własne działania odpowiada on sam,
                a trudno dziwić sie kobiecie, że chce mieć faceta jak najwiecej dla siebie i
                swojego domu. Zresztą jakbys kochała cudze dzieci kosztem swoich to uznanoby to
                za patologię. A niestety w takich zwiazkach to już wszystko jest odrobinę
                kosztem czegoś. Ale nasz układ poczatkowy był podobny do Twojego i na prawdę
                żadnego problemu z tym związanego nie było. Dopiero teraz weszłam na forum bo
                chcę miec własne dziecko i zastanawiałam sie jak tę nowa relacje ułożyć. Ale z
                przemyśleń wynika, że im normalniejszy jest Twój dom tym dla tego domu lepiej.
                Za tamten nie odpowiadasz, a za relacje z dzieckiem odpowiadaja jego rodzice.
                Buziaki i szczęścia na nowej drodze,
                • stepmum Re: do Stepmum 02.09.03, 13:01
                  My tez chcemy miec juz owoc naszej miloscismile)) Tez sie bedziemy starac. Nie
                  wiem dokladnie jakie beda relacje z tamtym dzieckiem, wiem na razie tylko, ze
                  na pewno beda wiedziec o swoim istnieniu i prawdopodobnie partner bedzie
                  chcial, zeby sie spotkali. Wczesniej czy pozniej u babci sie spotkaja, ja mam
                  tylko jedna obiekcje, to nie bedzie brat tylko pol-brat jak sie tu mawia.
                  ja tez ci zycze wszytskiego najlepszego!
Pełna wersja