Rozapoczęłam nowy wątek, bo temat jest ciekawy i ważny chyba dla wszystkich
drugich i pierwszych.
Widmo sądowania się o schedę po ojcu grozi chyba wszystkim, jak tu jesteśmy.
Ja na to machynęłam łapką, ale nie dlatego, że wierze w dobroć ludzką

))
choc wierzę

)) ale przy okazji trochę znam się na rzeczy.
Są dwa typy dziedziczenia: testamentowe i beztestamentowe.
W beztestamentowym w przypadku związku małżeńskiego to co należy do jednego z
małżonków idzie po równo na drugiego małżonka i wszystkie dzieci małżonka,
który zmarł.
Czyli jest mąż, żona 2 dzieci i jedno dziecko sprzed związku.
Dziedziczą wszyscy po 1/4
Jeśli chodzi o mieszkanie zakupione w trakcie trwania związku, to stanowi ono
współwłasność, niezależnie od tego, kto za nie zapłacił i tak po śmierci
męża: pół mieszkania jest żony - bo to jej udział, drugie pół dziedziczą po
mężu wszyscy tak jak wyżej, czyli żona - 1/4 i dzieci po 1/4
W dziedziczeniu testamentowym można rozporządzać majątkiem dowolnie ale i tak
wszyscy wymienieni powyżej MUSZĄ otrzymać przymnajmniej połowę tego, co
dostaliby dziedzicząc beztestamentowo. Czyli tamto dziecko pozamałżeńskie
minimum 1/8
Ja na razie nie dążyłam do spisania testamentu, mąż mnie nawet o to pytał.
Ale jeśli chodzi o jego dobra sprzed naszego małżeństwa to podział
beztestamentowy wydaje mi się uczciwy i tak dostanę połowę wartości
mieszkania, na które w żaden sposób nie zapracowałam, no a jak będą dzieci,
to one rónież będą uczestniczyc w takim spadku (oby małż żył szczyłęśliwie u
mego boku jak najdłużej)
Teraz mieszkamy u mnie i wszelkie dochody przeznaczane są na poprawe
standardu życia w nieruchomości, która jest moją wyłączną włąsnośćią. Sprzed
małżeństwa. Testament (mój) jest na rodziców (teraz) a potem bedzie na nasze
dzieci (bezpośrednio).
Jak macie jakieś pytania, chętnie odpowiem.