Cześć.jestem tu nowa ale z podobna sytuacja.

) i chyba sie rozpisze.
Mnie irytuje postawa mojego faceta w tym wszystkim, wogule ze sobą nie rozmawiamy na ten temat.
Na początku mój M. miał doły i moralniaki że zrobił krzywdę dziecku że skazał go na życie w rozbitej rodzinie, i mi utrudnia życie i wciąga mnie w niełatwy związek.
Potem mu przeszło

Na początku była to dla mnie zupełnie nowa sytuacja, nie radziłam sobie z nią ale nie chciałam martwić mojego ktosia.potem zaczęłam się przełamywać, oswajać złapałam kontakt z małym.
Ale nadal mam doły, chwile zwątpień jakieś żale

i tu okazuje sie że nie za bardzo mogę liczyć na wsparcie mojego M.
Kilka rozmów skończyło się jego dołem i stwierdzeniem że jest jak jest, dziecko jest i będzie, wynikają z tego obowiązki wyrzeczenia.Dzieckiem trzeba sie zająć i dać mu wszystko full czasu i innych rzeczy.
Mój M. ma małego w każdy weekend.w tygodniu praca.ja mam jeszcze prace zmianową.i w sumie nie zostaje nam za dużo czasu dla siebie

Porostu ta sytuacja została przyjęta za fakt.a ja albo się dostosuje i się pogodzę albo mogę sobie gdzie indziej szczęści szukać.
Tak z kontekstu i rzadkich rozmów wynika.
Nie ma rozmów od serca..zwierzania z uczuć, żalenia, wspierania pocieszania, zapewnień o uczuciu.jest dziecko koniec.fakt.nic sie nie zmieni.takie praktyczne suche podejście.
nie chce za bardzo poruszać tematu bo on znowu złapie doła że się meczę i mnie nie zrozumie.
A ja nie czuję sie dla niego osobą której szukał zawsze i znalazł.taką drugą połową tylko że po drodze popełnił kilka błędów i zadał się nie z ta kobieta co trzeba i teraz musimy sobie z zaistniałą sytuacją poradzić..tylko jak kolejny etap trochę przymusowy, bo on prawie do końca walczył o ich związek,a eks go zdradziła,wykręciła chciała z innym gościem oskubać i jeszcze złożyła w sądzie wniosek o rozwód z jego winy i zażyczyła sobie alimentów na swoja osobę i dziecko.
Więc jestem sobie tak kolejną dziewczyna której nie planował ale tak mu życie wyszło.w której sie jakoś tam zakochał i którą wziął głównie do celów domowych,czyli potrzeba mu kobiety.kobieta stworzy mu ciepły dom, zajmie się dzieckiem w miarę potrzeby żeby pomóc(bo podobno kobiety mają instynkt rodzicielski wrodzony)ba nawet nakieruje M. jak ma dziecko chować.
a raczej ma nadzieje że odciążę go delikatnie w trudach wychowania.bo kobieta itd.
ja to tak odczuwam.
Ja w ogóle b. lubię małego złapałam z nim świetny kontakt choć ma dopiero 3 lata.
ale fakt że ma dziecko, że ma obowiązki w jakiś sposób obciążenie i przez to i ja, strasznie mnie męczy

((
naprawdę bardzo, bo to nie dziecko na jedna czy dwie wizyty tylko mały człowiek na całe życie którego trzeba wychować i ukształtować.
I powiem szczerze ja nie jestem gotowa na takie coś.
Czyli ja nie mam dzieci, przez najbliższe 2,3 lata nie planuje.
Studiuje.mam 24 lata.chce sobie popodróżowac, pojeździć, pobawić sie jeszcze trochę....
a tu każdy weekend pod dziecko, miejsca dla dzieci...dziecko chce spać, dziecko chce jeść. to chyba nie moja bajka.ja je akceptuje , ale to dziecko strasznie ogranicza mi świat

lubię mieć swoje plany jestem niezależną osobą,i czuje sie jakby ktoś odbierał mi wolność. bo często muszę sie dostosowywać do sytuacji.
ostatnio dziecko było 3 tygodnie u mojego M. bo jego eks wyjechała na wakacje.
3 tygodnie pod dzieckooo.jeszcze dodatkowo on śpi z tatą.i zdarza się że śpimy w trojkę co jest niewygodne.
Ja po prostu chyba nie nadaje sie do tego typu związków.
Nie ma okresu narzeczeńskiego jest za to rodzina w pełni......
nawet odreagować nie ma jak bo nie ma kiedy wyjechać a jak byliśmy to z małym na 5 dni na mazurach...
Może jakieś komentarze, rady i sugestie.
jestem już tym wszystkim zmęczona.

(
chciałam miec kogoś bliskiego, od razu rodziny nie planowałam a tu bęc i sie zakochałam.i sie męczę ciut.....
Jakies komentarze..pewnie negatywne..a mi jest z moim M.tak cudownie, lekko, jestem po toksycznym meczacym zwiazku i strasznie zal mi relacji i bliskosci jaka sobie oboje wypracowalismy.moj M. jest jak balsam na moja stargana dusze i serce. jak z nim jestem czuje ze swiat moglby sie zatrzymaci i rozpasc a on by mnie ochronil i podobnie w druga strone.
i znow schodze na ziemie bo sytuacja jest jaka jest i to tak jakbym miala wielka drzazge w srodku.....uwiera.zasmuca.
chyba nie meczac i jego i siebie a przedewszystkim tego dzieciaczka ktory od malego mial spaprana sytuacje zostawie go.
a zdrugiej strony plany nasz swiat.nie chce go zostawiac.
jestem w jednej wielkoiej kropce.
Przeszkadza mi jego sytuacja a tak mi zal opuszczc ten nasz swiat..zakochana jestem....
przepraszam za dlugosc.ale dlugo mnie to gryzie

((