27.03.09, 11:12
Czesc.dziekuje za odpowiedzi i rady w poprzednim poscie.smile
znow zdarzaja sie sytuacje w ktorych nie wiem co myslec i nie wiem czy mam
prawo do nerwow czy powinnam przyjac do wiadomosci jako dobrodziejstwo
inwentarza i norme.
1.chce zrobic urodziny (wiadomo w weekend) moj MN moze przyjechac wieczorem
wyjechac raniutko bo dziecko ma.
a gdzie pomoc w organizacji, pomoc w sprzataniu??(dziecka nie warto przywozic
do mnie zbyt duza odleglosc)
2. chcialam na weekend do torunia od jakis 2-3lat myslalam o weekendzie
kwietniowym moze maj?? nieee,mozemy jechac z dzieckiem.
weekend wity weekend nic nie mozna zrobic wszystko z dzieckiem.
weekend to swietosc jest dziecko 2-3 dni zalezy.
raczej nie ma mozliwosci zmian bo w KAZDY weekend jest dziecko(ktore de fakto
lubie)ale to margines.bo on go caly tydzien nie widzi wiec weekend jest z
dzieckiem.
meczy mnie to, frustruje.czasem w weekend mam ochote na cos innego.
czy to jest to co powinnam przyjac jako osoba wiazaca sie z dzieciatym
mezczyzna, czy on moglby to troche przekalkulowac..........
nakrzyczcie na mnieuncertain
Obserwuj wątek
    • chalsia Re: post. 27.03.09, 11:41
      > czy to jest to co powinnam przyjac jako osoba wiazaca sie z
      dzieciatym
      > mezczyzna,

      tak

      > mezczyzna, czy on moglby to troche przekalkulowac..........

      i jak zacznie wtedy dziecko zabierać do siebie w co drugi weekend a
      nie w co każdy, to uważasz, że emocjonalnie będzie łatwiej wtedy
      dziecku niż Tobie teraz, która weszłaś w istniejący juz rytm
      kontaktów z dzieckiem? Tym bardziej, ze w ciągu tygodnia się nie
      widują.
      Sama się zastanów kto na tym bardziej traci - Ty teraz (masz
      przecież faceta na codzień i w weekendy tez) czy dziecko
      ewentualnie w przyszłości (będzie wtedy widywało się z ojcem 4 dni
      w miesiacu a nie 8).
    • chalsia Re: post. 27.03.09, 11:44
      > 1.chce zrobic urodziny (wiadomo w weekend) moj MN moze przyjechac
      wieczorem
      > wyjechac raniutko bo dziecko ma.
      > a gdzie pomoc w organizacji, pomoc w sprzataniu??(dziecka nie
      warto przywozic
      > do mnie zbyt duza odleglosc)

      chciałaś, żeby na Ciebie nakrzyczeć? Prosze bardzo - Twoja wola
      zrobić urodziny, ale nikt nie ma Ci w tym obowiązku pomagać. A
      skoro wyjeżdża raniutko, to pewnie i tak pomoże Ci w sprzątaniu,
      chyba, że zamierzasz balować z goscmi do 9. rano smile
      • nsc23 Re: post. 27.03.09, 11:54
        Jezeli chodzi o urodziny, to zgadzam sie z Chalsia - jak organizujesz, to sama
        zadbaj o przygotowania i sprzatanie po - pomoc to tylko dobra wola Twojego NM.
        Ja wolalam swoje sama zorganizowac, W byl tylko na tyle mily, ze uzyczyl mi
        lokalu, bo nie ma wspollokatorow.
        Jezeli chodzi o weekend w Toruniu - mysle, ze mozna by pomyslec nad jakims
        kompromisem, na przyklad Twoj NM moglby wziac dwa dni wolnego, zobaczyc sie z
        dzieckiem czwartek-piatek i w piatek wieczorem/sobote rano z Toba jechac.
        Mozecie tez oboje wziac pare dni wolnego i jechac w tygodniu.
        • rybkka24 Re: post. 27.03.09, 11:59
          mozna wziasc w tygodniu wolne zawsze....chodzi o wyjatkowe sytuacje.
          ok.nie ma problemu:/pa.
          • nsc23 Re: post. 27.03.09, 12:20
            Rybka, ale ja przeciez o wyjatkowych sytuacjach mowie - niech tatus wezmie dwa
            dni wolnego, zobaczy sie z dzieckiem czwartek-piatek, a z Toba jedzie na weekend.
        • rybkka24 Re: post. 27.03.09, 12:27
          powiem ze jestem zawiedziona zwiazkiem z dzieciatym facetam.czuje sie
          drugoplanowa w calej tej imprezie.ale nic.

          do nsc23:u ciebie zycie jest pelne optymizmu, ale uwierz ze jest to duuuuza
          zasluga twojego W.ktory stara sie abys nie czula sie zaniedbana (wnioskuje z
          dotychczasowych twoich postow)
          dziecko to nie jest "swiety obowiazek"w kazdy weekend a mala tak wkompanowana
          jest w wasze zycie ze malo to odczuwasz.
          u facetow w Polsce(nie wiem czy to porownanie na miejscu)jest troche inna
          mentalnosc.
          oni wymagaja pelnego poswiecenia dla nich, pelnego zrozumienia dla ich sytuacji.
          oni maja w tygodniu prace.a weekend oczekuja pomocy przy obowiazkach
          rodzicielskich(mi kiedys NM.zarzucil ze nie kaze mu jechac po dziecko).mezczyzni
          chca pelnego podporzadkowania a w zamian raz na rok zrobia nam niespodzianke.

          klania nam sie tu stereotypowa polska rodzina z wyslawionymi matkami polkami.
          dziecko to koniec i poczatek.
          twoj W.jest luznym rozrywkowym facetem, tu natomiast faceci sie spinaja.inna
          mentalnosc naprawde.

          jakbys czula sie regularnie olewana lub stawiana na drugi plan, tez bys sie
          zuntowala.natomiast twoj mezczyzna umie sprawic ze tak sie nie czujesz a fakt
          posiadania przez niego potomstwa w niczym wam nie przeszkadza.



          entersmile
          • dyderko Re: post. 27.03.09, 12:47
            Uogólniasz. Facet bierze tyle ile mu dajesz (no, nie tylko facet,
            ale im łatwiej jest brać poświęcenie, nie odczuwając potrzeby
            poświęcania siebie). Dajesz mu pełnię siebie, dajesz mu pełną uwagę
            a co robisz dla siebie? Mężczyzna musi mieć świadomość, że Ty bez
            niego będziesz równie dobrze żyć (o ile nie lepiej), że jego brak
            nie oznacza dla Ciebie samotnej nudy. Musi mieć świadomość że jak
            nie zadba o to by Tobie w tym związku było dobrze to łagodnie i
            płynnie znajdziesz sobie coś (niekoniecznie kogoś) co Ci da
            szczęście i radość. On powinien pukać do Twojego życia i pytać czy
            zgodzisz się go przyjąć? On powinien się starać o to by inne
            znajomości i zajęcia nie pozwoliły Ci zapomnieć o nim. Nie układaj
            życia pod niego. Jeśli nie zostanie na drugi dzień po Twoich
            urodzinach by Ci pomóc posprzątać to może pojechać od razu, a ty
            znajdziesz sobie kogoś innego kto z Tobą posprząta (jak nie chodzi o
            przestawianie stołów i przesuwanie kanapy to choćby jakaś koleżanka
            z którą spędzisz potem babską noc).
            A olewana się czujesz, bo pozwalasz się olewać. Nie umiesz żyć z
            myślą „jak ktoś się o mnie nie stara to ja o niego nie będę” i to
            jest Twoja wina, wina błędnego nastawienia.

            Ja np. olewana się nie czuję, bo on wie że jak mi będzie źle to
            pójdę tam gdzie mi będzie dobrze, choćby tam nie było miejsca na
            niego. Co nie zmienia faktu że dzieci są dla niego najważniejsze i
            ja mam świadomość że np. jak które zadzwoni z tekstem przyjedź
            potrzebuję Cię natychmiast to przyjedzie natychmiast, choćby na
            drugim końcu Europy był.
            • nsc23 Re: post. 27.03.09, 13:05
              Swiete slowa Dyderko smile
              Mysle, ze kobiety, ktore sa rownie szczesliwe z facetem jak i bez niego tworza
              udane zwiazki, bo facet wie, ze kobieta z nim jest bo chce, a nie bo musi.
              No coz, moj W wie, ze bez niego sobie poradze i ze nie potrzebny mi jest w zyciu
              do niczego wink takie 'uwieszanie' sie na facecie musi byc dla niego bardzo meczace.
              • chalsia Re: post. 27.03.09, 14:48
                > Mysle, ze kobiety, ktore sa rownie szczesliwe z facetem jak i bez
                niego tworza
                > udane zwiazki, bo facet wie, ze kobieta z nim jest bo chce, a nie
                bo musi.
                > No coz, moj W wie, ze bez niego sobie poradze i ze nie potrzebny
                mi jest w zyci > u
                > do niczego

                mój eks też to wiedział.
                Niestety, zmartwię Cię - nie jest to gwarancją sukcesu, zwłaszcza
                jeśli facet ma jakieś głeboko ukryte "anse" do
                takiej "samowystarczalności" kobiety - bo się biedaczek może poczuć
                bezużyteczny. Tak więc jest to prawdą, jeśli tak myśląca kobieta
                trafi na faceta, który potrafi to docenić i nie będzie się tego
                powodu czuł "gorszy".
            • 13monique_n Re: post. 27.03.09, 13:53
              Też to napiszę - święte słowa, dyderko smile
              Generalnie - kiedy wiążą się ludzie "po przejściach" to oni powinni
              juz być świadomi, co nimi kieruje przy próbie stworzenia drugie
              związku. I jeśli już sprawdzili siebie i wiedzą, że żyć sami
              potrafią, a kogoś szukają, by życie po prostu zyskało dodatkowy
              wymiar, to potrafią też ułożyć kontakty ze sobą, czas razem, czas
              osobno i dzieci w tym wszystkim. Wszystko daje się pogodzić, chociaż
              niekoniecznie jest to łatwe. Na pewno jednak nie wolno unikać
              rozmawiania i ustaleń - co dla kogo jest priorytetem. I nie liczyć,
              że " się jakoś ułoży", jak widać, że nie bardzo może "się" ułożyć.
              Tylko oboje partnerzy mogą CHCIEĆ układać.
          • nsc23 Re: post. 27.03.09, 13:02
            Hm. Nie sadze, zeby to mialo cokolwiek wspolnego z polska mentalnoscia.
            Sa na tym forum macoszki, ktore maja jak najbardziej polskich partnerow, a jakos
            sa zadowolone smile
            Jakbym sie czula olewana, to rzeczywiscie bym sie zbuntowala, bo ludzie traktuja
            Cie tak, jak im na to pozwolisz.
          • braktalentu Re: post. 27.03.09, 13:05
            Twoje poczucie zaniedbania na tej i każdej innej imprezie zależy
            tylko od Ciebie. Tak samo jak oczekiwania Twojego NM dotyczące
            opieki nad Jego dzieckiem, czy innych "świętych obowiązków", to Jego
            problem. Zapewniam Cię, że nie ma to nic wspólnego z
            mentalnością "facetów w Polsce". Po prostu człowiek, niezależnie od
            płci i narodowości przyzywczaja się do wygodnych dla Niego
            rozwiązań. Jeden przyzwyczaja się do uzależniania swojego
            samopoczucia od zachowania osób trzecich, drugiemu jest wygodnie żyć
            z podporządkowanym partnerem.
            To, że Twój NM nie daje się obciążyć odpowiedzialnością za Twoje
            samopoczucie, to tylko Jego zysk. To, że Ty poddajesz się
            niepasującym Ci stereotypom, albo odczuwasz dyskomfort związany z
            niespełnianiem cudzych oczekiwań, to tylko Twoja strata.
            Mój M nie czuje się zaniedbany dlatego, że nie chodzę z Nim na
            polowanie, a ja nie cierpię na brak Jego towarzystwa zajmując się
            swoim hobby. Twój chce spędzić czas z dzieckiem, a jednocześnie
            sprawić Ci przyjemność wyjazdem, który naprawdopodobniej ma głęboko
            w dupie, proponuje więc kompromis. Cóż, ja też nie chciałabym, żeby
            M pojawił się na jodze ze strzelbą (kompromis-smile i dlatego chodzę
            tam sama.
            Na Twoim miejscu zostawiłbym WSZYSTKIE dzieci Ich ojcu, coby mieli
            okazję spędzić trochę czasu rodzinnie i wyjechała do Torunia.

            A przy okazji dziecko to JEST święty obowiązek. Pomyśl ile czasu
            chciałabyś poświęcać swojemu, gdy będzie w wieku pasierbicy.
            <"Misiowi sie tatuaze nie podobaja, wiec na razie się wstrzymam">
          • kicia031 Re: post. 27.03.09, 14:04
            dziecko to nie jest "swiety obowiazek"w kazdy weekend

            Kiedy czlowiek decyduje sie na dzieci, oznacza to, ze przez
            najblizsze 18 lub wiecej lat kazda noc i dzien - lacznie z weekendem
            bedzie spedzana z dzieckiem, no chyba ze uda sie namowic babacie
            albo nazbierac na nianie.
            Rozwod ze wspolmalzonkiem nie oznacza, ze te zobowiazania zostaja
            uniewaznione.
            ja pracuje, wiec w tygodniu spedzam z dziecmi malo czasu, wiec
            naturalne jest dla mnie,, ze w weekend, kiedy mam czas, chce go
            spedzic z dziecmi. Gdybym zas z dziecmi nie mieszkala, to tym
            bardziej mialabym zapotrzebowanie na spedzenie z dzieckiem weekendu.

            Aaaa, zapomnialam, ja jestem matka polka i u mnie to naturalne, co
            innego facet, jego to nie dotyczy.
          • elakuz Re: post. 27.03.09, 14:54
            to nie zalezy od kraju a od ludzi. Bede to powtarzac do znudzenia,
            ze kobieta jest tak traktowana jak sobie na to pozwoli.
            Jestem zwolenniczka rozmow i obgadania problemow ale jezeli twoj NM
            jest niereformowalny to zmien go na "lepszy model". Po co sie
            meczyc, zwlaszcza, ze jestes bezdzietna, mloda macocha.
    • rybkka24 Re: post. 27.03.09, 11:57
      Racja.taaak.
      kazdy weekend.oczywiscie moze. codziennie moze.
      a ja nie moge miec weekendy takiego jak ja zaplanuje bo ja sie nie licze.
      a to ze moglby weekend zamienic na czas w tygodniu....moglby ale nie musibo
      raczej powinno byc jemu jak najwygodniej...

      a potem zdziwienie ze dziewczyny nie chca dzieciatych facetow...
      moja odpowiedzialnosc facet z przychowkiem.jego odpowiedzialnosc bezdzietna panna.
      no chyba to szczyt naiwnosci sadzac ze bezdzietana panna bedzie chciala KAZDY
      wolny czas spedzac z dzieckiem.

      inny para kaloszy on dzieciaty i ona dzieciata.pelna zgoda.
      w innym przypadku konflikt interesow.
      ale nie ma to jak mloda ladna d....(nie mowie o sobie, ale ogolnie czesto
      rozwodnicy wybieraja sobie mlode atrakcyjne partnerki)
      a potem zdziwienie.jak to??to ona nie teskni za moim dzieckiem.??

      teraz to wypada tylko zajsc w ciaze, albo zalowac ze sie nie jest panna z
      dzieckiem albo rozwodka z dzieckiem.hmmmm.

      milego dnia.dziekuje za odpowiedz.
      • chalsia Re: post. 27.03.09, 12:20
        > a ja nie moge miec weekendy takiego jak ja zaplanuje bo ja sie
        nie licze.
        > a to ze moglby weekend zamienic na czas w tygodniu....moglby ale
        nie musibo
        > raczej powinno byc jemu jak najwygodniej...

        uważasz, że 2 dni z dzieckiem w tygodniu, kiedy gość pracuje (BTW
        kto wtedy by się dzieckiem zajął) to to samo, co 2 dni wolne od
        pracy spędzone z dzieckiem ?

        Alez możesz sobie zaplanować weekend jak chcesz - możecie jechać na
        2 dni do Torunia - sam Ci to powiedział. Masz wybór - chcesz tam
        jechać, to jedziecie w trójkę albo w ogóle nie jedziesz. Proste.
        • chalsia Re: post. 27.03.09, 12:27

          errata po poście Dyderko:
          winno być tak

          "Alez możesz sobie zaplanować weekend jak chcesz - możecie jechać
          na 2 dni do Torunia - sam Ci to powiedział. Masz wybór - chcesz tam
          jechać, to jedziecie w trójkę, albo jedziesz z psiapsiółami albo w
          ogóle nie jedziesz. Proste.

          Jednak niektórzy ludzie to gady.
      • dyderko Re: post. 27.03.09, 12:23
        Kochana, zaplątałaś się w oczekiwania. Oczekujesz na to ze on coś
        zmieni, prosisz o to, błagasz, marudzisz... Ustawiasz sama swoje
        życie obok niego i jego dziecka, prosząc by z czegoś zrezygnował by
        być z Tobą. A wyjedźże do tego Torunia sama albo z przyjaciółmi,
        spędź cudowny wieczór, opowiedz mu jak cudownie się bawiłaś. Po tym
        on będzie musiał zdecydować czy może sobie pozwolić na to byś
        spędzała weekendy sama, on będzie musiał pomyśleć czy nie byłoby
        dobrze spotkać się z dzieckiem w innym czasie a z Tobą gdzieś razem
        pojechać. Musisz mu dać do myślenia że jak nie będzie go w Twoim
        życiu to je sobie zagospodarujesz sama!
        • rybkka24 Re: post. 27.03.09, 12:39
          dyderko.
          sama to moge wyjazdzac jak nie bede miala faceta.
          a ja mam faceta!

          i po to miedzy innymi zeby spedzac z nim czas lub czasem gdzies wyskoczyc.a nie
          wloczyc sie po Polsce z psiapsiolami ktore w wiedkszosci spedzaja czas ze swoimi
          facetami i nie pala sie do wyjazdow same.....

          oczekuje zeby sobie niektorzy uswiadomili ze wzieli sobie kogos bez dziecka i ze
          ten ktos nie zawsze chce spedzac w trojke.
          do chalsia (mam nadzieje ze dobrza pamietam nick)ty to zdaje sie poza dziecmi
          swiata nie masz, ale mozliwe ze moja wyjatkowa nieczulosc i gadzia natura wynika
          z faktu iz nie posiadam potomstwa i nie wiem jak to jest.ale moze nie planowalam
          jeszcze dziecka i o ile akceptuje obecnosc dziecka w moim zyciu nie uwazam zeby
          mialo ono stac sie CALYM MOIM SWIATEM troche zrozumieniandla kazdego jak nikomu
          rodziny nie rozbilam i nie wiem czemu mam ponosic konsekwencje.!
          • chalsia Re: post. 27.03.09, 12:46
            > jeszcze dziecka i o ile akceptuje obecnosc dziecka w moim zyciu
            nie uwazam zeby
            > mialo ono stac sie CALYM MOIM SWIATEM

            alez ono ma nie być całym Twoim światem, nikt tego nie oczekuje.

            > sama to moge wyjazdzac jak nie bede miala faceta.
            > a ja mam faceta!

            papużki nierozłączki? Dziecinada.
            Jedno drugiemu nie stoi na przeszkodzie, ba nawet czasami jest
            wysoce wskazane by spędzić trochę czasu WOLNEGO osobno.

            Z tego co piszesz jasno wynika, że dla Ciebie będzie lepiej jak sie
            wylogujesz z nieodpowiadajacego Ci zwiazku, ktory budzi w Tobie,
            żal, rozgoryczenia, zazdrość, poczucie bycia gorszą, itp, itd. Po
            co się tak męczyć.
          • nsc23 Re: post. 27.03.09, 13:11
            Ale do czego Ci ten facet w Toruniu potrzebny?
            Tez mam faceta, ale nie oznacza to, ze musze go ze soba wszedzie targac. Chce
            siedziec w domu (sam czy z mala - egal) niech sobie siedzi. Ja mam samochod i
            prawo jazdy, moge sobie jechac bez niego, sa pociagi, autobusy, masz dwie
            nogi/taksowke, zeby sie dostac na stacje. Jak facet widzi, ze Ty bez niego sie
            nigdzie nie ruszysz, to tylko to wykorzysta albo sie tym zmeczy po jakims
            czasie. Zreszta jakby moj W kazal mi wszedzie z nim lazic, to bym chyba
            pierdolca (sorry) dostala po dwoch dniach.
          • dyderko Re: post. 27.03.09, 13:22
            Dziewczyno, nigdy nie będziesz szczęśliwa, w żadnym związku, jeśli
            nie będziesz umiała być szczęśliwa sama ze sobą. Jak Ty nie zrobisz
            niczego i nie pojedziesz nigdzie sama bez niego to źle wróżę temu
            związkowi, ktoś w końcu się w nim zacznie dusić. Zrozum że dla
            normalnego człowieka atrakcyjny jest ten kto coś do związku wnosi,
            kto nie ciąży na związku bo nie ma życia poza nim, ten za kim
            czasami można „pogonić” (nie jest zabawne złapać króliczka tylko
            gonić go!).
        • rybkka24 Re: post. 27.03.09, 12:45
          jako osoba wolna bezdzietna.mysle o sobie -co jest naturalne chyba!
          i chcialabym od zycia czegos wiecej niz spedzanie kazdego wolnego czasu pod
          dziecko..
          dodatkowo trzeba tez myslkec o zwiazku i troche mu poswiecac czasu, taki facet
          ma ciezej.dziecko, dziewczyna praca ale sam tak ulozyl sobie zycie i powinien
          stawic temu czola!

          zaniedbana milosc usycha!!!
          gsposia mniej kosztuje
          • dyderko Re: post. 27.03.09, 13:28
            Kochana, więc nie marudź mu więcej tylko pokaż że jak się nie
            postara to w pewnym momencie może się ocknąć w sytuacji gdy już
            Ciebie przy nim nie ma i wcale niekoniecznie chcesz wrócić.


            I nigdy więcej nie układaj sobie życia pod niego, czy z dzieckiem
            czy bez!
      • chalsia Re: post. 27.03.09, 12:25
        > teraz to wypada tylko zajsc w ciaze, albo zalowac ze sie nie jest
        panna z
        > dzieckiem albo rozwodka z dzieckiem.hmmmm.


        nie, no możesz się jeszcze z nim rozstać, przymusu bycia razem nie
        ma.
    • elakuz Re: post. 27.03.09, 12:10
      a ja sie wylamie. Nie chodzi, aby dziecku ograniczac kontakt z ojcem
      i brac je co drugi weekend, ale aby wygospodarowac dla siebie
      chociaz 2-3 weekendy w roku na czas "tylko we dwoje". Kazdej parze
      jest to potrzebne, tej z biologicznymi dziecmi tez, inaczej zwiazek
      moze sie ochlodzic. Dziecko ma chyba dziadkow, moze ciocie ze strony
      ojca, ktora lubi i moze ten czas spedzic z reszta rodziny (chodzi mi
      tylko o wyjatkowe wypadki, wiec tekst pt."dziecko odwiedza ojca a
      nie ciocie nie jest odpowiedniwink)" Zawsze mozna sie dogadac tylko
      trzeba chciec.
      • chalsia Re: post. 27.03.09, 12:17
        elakuz napisała:

        Dziecko ma chyba dziadkow, moze ciocie ze strony
        > ojca, ktora lubi i moze ten czas spedzic z reszta rodziny (chodzi
        mi
        > tylko o wyjatkowe wypadki, wiec tekst pt."dziecko odwiedza ojca a
        > nie ciocie nie jest odpowiedniwink)" Zawsze mozna sie dogadac
        tylko
        > trzeba chciec.

        zgadzam się, jednak sądzę, że i tak te 2-3 (a może i więcej)
        weekendów w ciągu roku wypada "wolnych od dziecka" z powodu jego
        chorób. No chyba, że ma końskie zdrowie i nigdy nie choruje.
        • konstancja16 Re: post. 27.03.09, 13:08
          chalsia napisała:

          > zgadzam się, jednak sądzę, że i tak te 2-3 (a może i więcej)
          > weekendów w ciągu roku wypada "wolnych od dziecka" z powodu jego
          > chorób. No chyba, że ma końskie zdrowie i nigdy nie choruje.

          hihihi. co za sztampa.

          nie wiem jak jest u Rybki, ale u nas wprost przeciwnie. jak choroba
          to dziecko ZAWSZE laduje u nas. czy weekend czy dzien roboczy.
          przeciez nie idzie wtedy do przedszkola to mamusia nie ma
          mozliwosci...

          gorzki smiech w tym miejscu.
          • 13monique_n Oj, Konstancjo.... 27.03.09, 14:07
            My tu tak ładnie w "polską" sztampę się Rybce wpisujemy, a Ty z
            grubej rury rozwalasz takie piękne wizje big_grinDD Jak możesz??!!!

            Potrzebne sa dni powszednie z dziećmi i weekendy z dziećmi. I
            wszystko można zorganizować, albo uzgodnić wspólnie. Byle nie
            jękami, fochami i stękaniem, tylko konkretnymi propozycjami i
            współdziałaniem.
            I pamiętając o jednym - związek z dzieciatym facem nie jest
            obowiązkowy. Generalnie warto zwrócić uwagę na to, jak facet i tylko
            facet ten związek zechce budować i tworzyć. Na margnesie dodam, że
            mężczyźni mądrze dbający o swoje dzieci i dobre z nimi kontakty są
            moim zdaniem znacznie lepszymi partnerami. takie związki są bardziej
            wymagające, ale jakoś nie wydaje mi się, by sięgało to poziomu
            męczeństwa. Tylko powtarzam, z jednej strony kobieta jest świadoma
            swoich umiejętności życia samodzielnie, a z drugiej facet umie byc
            ojcem dla dzieci i partnerem/mężem dla nowej kobiety i nie stanowi
            to dla niego sprzeczności.
            • konstancja16 Re: Oj, Konstancjo.... 27.03.09, 14:22

              jassne. ladnie powiedziane. w gruncie rzeczy to dni kiedy Maly
              jest chory sa ... no, inne. troche bardziej intymne? nie wiem jak
              to wytlumaczyc, ale w sumie widze ze to jest fajne ze Maly ma takie
              zaufanie do NM, ze kazdy lek z jego rak przyjmie. chociaz byly i
              dramatyczne sytuacje jak dobrowolnie zostalam sama na trzy godziny z
              goraczkujacym dzieckiem. a ta goraczka tak skoczyla az sie spocilam
              ze strachu ze mi dziecko zejdzie zanim tatus wroci. bo skad mam
              niby wiedziec co sie robi z dziecieca goraczka?

              ale wlasnie tak: kazdy moment - taki codzienny po szkole /
              przedszkolu, weekend, choroba, impreza, wakacje to sa wszystko
              elementy jednego puzzle. i chyba kazdy rodzic powinnien w kazdym po
              trosze uczesniczyc, a nie byc weekendowym tylko. od prezentow i
              wesolego miasteczka.

              no, ale macocha (bezdzietna) to juz niekoniecznie.. wink)

              cholera, jakie to skomplikowane.
              • rybkka24 Re: Oj, Konstancjo.... 27.03.09, 15:09
                smile)macie sweta racje, dyderko, braktalentu, nsc23.

                zbytnie uwieszanie niczemu nie sluzy.
                musze zmienic podejscie do zwiazku jako takiego...

                maly problem jest z moim NM.
                jest typem konserwatywnym....jak wyjezdzam sama to mu sie w glowie nie miesci,
                jak mam inne plany na wieczor to kreci nosem, a jak dzis powiedzialam ze spotkam
                sie z przjacielem ktorego mam od lat tylko kontakty nam sie rozluznily to chyba
                focha walnal.
                w domu sie napatrzyl na kobiety ktore wszystkio dla domu, dzieci i rodziny,
                wlasnego zycia nie maja wszyscy wszystko razem a ja jestem postrzegana jako
                antyrodzinna, inna jakas itp.odczuwam ze powinnam brac czynny udzial w
                weekendach z malym a NM wrecz oczekuje ze bede z nimi.i zarzuca mi ze malo czasu
                spedzam z malym.co mnie wprawia w konsternacje...

                wiecie ze jak powiem NM ze jade z kolezanka do Torunia i to na weekend to chyba
                sie obrazi????

                regularnie mamy starcia ze ja nie gotuje(przyznaje sie nie lubie)
                a najgorzej pretensje ze nie robie mu sniadan, przez pretensje tez nie eobie
                wogole....

                ale z was mdre i pomocne babeczki.dziekuje za wpisysmile

                • chalsia Re: Oj, Konstancjo.... 27.03.09, 15:19
                  > weekendach z malym a NM wrecz oczekuje ze bede z nimi.i zarzuca
                  mi ze malo czas
                  > u
                  > spedzam z malym.co mnie wprawia w konsternacje...
                  >
                  > wiecie ze jak powiem NM ze jade z kolezanka do Torunia i to na
                  weekend to chyba
                  > sie obrazi????
                  >
                  > regularnie mamy starcia ze ja nie gotuje(przyznaje sie nie lubie)
                  > a najgorzej pretensje ze nie robie mu sniadan, przez pretensje
                  tez nie eobie
                  > wogole....

                  już Ci wcześniej napisałam, że lepiej dla Ciebie będzie się z tego
                  związku wylogować, a po przeczytaniu powyższego dodam - i to
                  natychmiast. Różnice między Twoimi/jego oczekiwaniami a
                  rzeczywistością są tak wielkie, że szkoda w to inwestować swój czas
                  i emocje. Tzn - można spróbować -po rozmowie,dyskusji, wyjaśnieniu
                  i uzyskaniu od drugiej strony potwierdzenia, że zmienicoś w swoim
                  zachowaniu - dotyczy to też Ciebie - ale tylko raz.
                • dyderko Re: Oj, Konstancjo.... 27.03.09, 15:41
                  Kochana, prawie każdy chętnie zawłaszcza drugiego. Gorzej że zawsze
                  jak ten drugi się ugnie to się mu odmawia praw bo się uważa że jego
                  szczęście polega na tym do czego został przymuszony. Ty sobie musisz
                  wywalczyć przestrzeń własną, w każdym związku trzeba (czasem to
                  przebiega łatwiej, czasem trudniej ale zawsze strony określić muszą
                  swoje granice). Pomyśl dziewczyno ile dostajesz, ile dajesz i czy na
                  pewno na tym dobrze wychodzisz, bo ja nie jestem przekonana czy ten
                  związek Tobie służy... Czy musisz „mieć faceta”? Jeśli nie to odpuść
                  i poczekaj na więcej „dający” egzemplarz.
                  A przy okazji, moim zdaniem myli się Wam konserwatyzm z egoizmem.
                • kicia031 Alez ty jestes rybko uparta 27.03.09, 16:21
                  > jest typem konserwatywnym....jak wyjezdzam sama to mu sie w glowie
                  nie miesci,
                  > jak mam inne plany na wieczor to kreci nosem, a jak dzis
                  powiedzialam ze spotka
                  > m
                  > sie z przjacielem ktorego mam od lat tylko kontakty nam sie
                  rozluznily to chyb
                  > a
                  > focha walnal.
                  > w domu sie napatrzyl na kobiety ktore wszystkio dla domu, dzieci i
                  rodziny,
                  > wlasnego zycia nie maja wszyscy wszystko razem a ja jestem
                  postrzegana jako
                  > antyrodzinna, inna jakas

                  Niezaleznie od stanu cywilnego i rodzinnego takie podejscie byloby
                  dla mnie powodem do natychmiastowego rozstania. Po co ty na sile
                  tkwisz w zwiazku z partnerem, ktory nie rokuje na partnera wlasnie?
                  Moze warto sie zastanowic, dlaczego jego malzenstwo sie rozpadlo?
              • 13monique_n No, skomplikowane... 27.03.09, 16:22
                co ja poradzę.
                Z tego, co rybka pisze, to ona i jej facet mają diametralnie różne
                potrzeby życiowo-organizacyjne.
                Ja miewam ciągoty matko-polkowe, ale jednak w zdrowym zakresie.
                Dzieci własne dały na tyle popalić, że za jedną z macoszek moge
                napisać- miałam je czasem ochotę udusić!!! A żeby nie udusić, to sie
                od nich czasem separuję. I razem NM-em się urywamy wszystkim
                dzieciorom. Z wielką ulga i radością. A potem wracamy i z podobna
                radością robimy jakiś wspólny wypad na pizzę, do kina, czy kotłujemy
                się na kupie w domu. Na tę kupe wtedy wskakuje pies, a dziewczyny
                wyciągają chomiki big_grin Można się przestraszyć.
                Są tez chwile, kiedy dzieci odrabiają lekcje - moi tłumaczą córce NM-
                a coś z matmy, czy jakiś problem omawiają.

                Rodzic weekendowo-świąteczny - hmmmmm, to gorzej niż "ukochana"
                ciocia, niby ktoś bliski, ale co on tam wie o "dwoim" dziecku?
                • elakuz Re: No, skomplikowane... 28.03.09, 09:14

                  > Rodzic weekendowo-świąteczny - hmmmmm, to gorzej niż "ukochana"
                  > ciocia, niby ktoś bliski, ale co on tam wie o "dwoim" dziecku?

                  Oj Moniczka i tu sie mylisz. Moj maz chodzi na wszystkie zebrania w
                  szkole (wczesniej bylo to samo), zna jej wszystkie oceny, zna
                  nauczycieli i ma z nimi kontakt, wie jakie nosi ubrania i trafia w
                  10 z ich kupnem. Jak dziecko jest chore laduje u ojca.
                  Jest tylko rodzicem weekendowym.
                  Wariat chyba
                  • chalsia Re: No, skomplikowane... 28.03.09, 11:33
                    > Oj Moniczka i tu sie mylisz. Moj maz chodzi na wszystkie zebrania
                    w
                    > szkole (wczesniej bylo to samo), zna jej wszystkie oceny, zna
                    > nauczycieli i ma z nimi kontakt, wie jakie nosi ubrania i trafia
                    w
                    > 10 z ich kupnem. Jak dziecko jest chore laduje u ojca.

                    wierz mi, trafiłaś na wyjątkowy egzemplarz, co to ze świecą szukać.
                    • 13monique_n Elakuz... 29.03.09, 11:21
                      wierz mi na słowo, że "weekendowo-świąteczny" to bardziej stan relacji, niż
                      częstotliwość kontaktów. Przepraszam za skrót myślowy. Generalnie mam porównanie
                      pod samym nosem - eks mąż, który widuje dzieci raz na 3-5 tygodni i potrafi
                      (jeśli już w ogóle coś kupuje) kupić córce strój kąpielowy 2 rozmiary mniejszy
                      niż właściwy. I mój NM, który kiedy zaniedba swoje córki w dni powszednie, to
                      stara się nadrobić pod koniec tygodnia, chodzi na wywiadówki do szkoły i
                      przedszkola, wozi do lekarza i na badania i generalnie zna swoje dzieci i ma z
                      nimi fantastyczny kontakt. Za to zresztą cenię go dodatkowo. Przy tym ma dość
                      zdrowy stosunek do swoich córek. NIe, nie ideał, oj, nie. Ale człowiek z
                      uczuciami i wyobraźnią, biorący odpowiedzialność za swoje działania.
                      • chalsia Re: Elakuz... 29.03.09, 11:53
                        13monique_n tez trafiłas na wyjątkowy egzemplarz, co to ze swiecą
                        szukać.
                        • 13monique_n Re: Elakuz... 30.03.09, 09:52
                          chalsia napisała:

                          > 13monique_n tez trafiłas na wyjątkowy egzemplarz, co to ze swiecą
                          > szukać.
                          Mam tego świadomość. Wraz z tym, że takie egzemplarze to prawdziwa
                          rzadkość, w przeciwieństwie do takich, jak mój eks. Ale to nic. On
                          tez się przydał - jako lekcja pokory na całe życie.
          • chalsia Re: post. 27.03.09, 14:50
            > hihihi. co za sztampa.
            >
            > nie wiem jak jest u Rybki, ale u nas wprost przeciwnie. jak
            choroba
            > to dziecko ZAWSZE laduje u nas. czy weekend czy dzien roboczy.
            > przeciez nie idzie wtedy do przedszkola to mamusia nie ma
            > mozliwosci...

            to masz wyjątkowo nieczesto spotykane rozwiązanie. W większości
            przypadków chore dziecko = brak kontaktu z ojcem, jesli ten nei
            chce dziecka odwiedzić w domu, gdzie ono mieszka.
            • dyderko Re: post. 27.03.09, 15:00
              Albo też chore dziecko to brak kontaktu z nim ojca, bo nie może
              przekroczyć progu domu, w którym mieszka matka.

              A tak szczerze mówiąc to przeraża mnie to że tak trudno dobrać na
              raz troje faktycznie dorosłych ludzi – matkę która by nie odgrywała
              się na byłym przy pomocy dzieci, ojca który by nie obrażał się na
              własne dziecko z powodu ich matki i równocześnie partnera któregoś z
              nich który by potrafił sam się sobą zająć, gdy inni mają jakieś
              swoje sprawy.
            • koni42 Re: post. 27.03.09, 15:08
              Jak facet nie może/nie chce dopasować byłego zycia do nowego, to po
              co się wiąże na nowo? Wszyscy tacy "dzieciaci z powołaniem" niech
              dadza spokój pannom i zajmą się rozwódkami z przeszłością! Najpierw
              tak życie ukada, żeby tylko tę kobitę zdobyć a potem...
              Czy dobrze zrozumiałam, że NIGDY nie jesteście w dwójkę w weekend???
              Nie jest rolą "nowej" wchodzić w układ tata-dziecko. To jest rola
              mężczyzny: stworzyć przyjazne, dobre relacje nowego układu. Włąśnie
              w takiej sytuacji jak Twoja, z biegiem czasu pojawia się uczucie
              zazdrości i niedowartościowania a w ostatecznym rozrachunku,
              wrażenie straty czasu. Czego Ci oczywiści nie życzę. Porozmawiaj z
              Twoim partnerem. Jak napisała tutaj jedna z dziewczyn: każda para
              potrzebuje trochę intymności, romantyczności. Bez wzgledu na to,
              czyje sa dzieci i jaka to jest konstelacja związku...
              • 13monique_n Re: post. 27.03.09, 16:31
                koni42 napisała:

                > Jak facet nie może/nie chce dopasować byłego zycia do nowego, to
                >po co się wiąże na nowo? Wszyscy tacy "dzieciaci z powołaniem"
                >niech dadza spokój pannom i zajmą się rozwódkami z przeszłością!

                Zwariowałaś???? Jako rozwódka "po przejściach" stanowczo
                protestuję!!! Takie kobiety wcale nie szukają, ani nie potrzebują
                faceta ze sraczką mentalną (sorry za dosłowność, ale to obrazuje
                poziom przesady takich ojców, którzy "wynagradzają dzieciom
                wszystkim, z opadami deszczu włącznie "bo tatus z mamusią się
                rozwiedli"). Rozwódki "po przejściach" zwykle są, albo przynajmniej
                powinny być, ostrożniejsze w doborze partnerów. I dlatego jest im
                łatwiej przyjąć do wiadomości ograniczenia wynikające z posiadania
                dzieci. A jednocześnie, same mając dzieci, wiedzą (albo powinny), że
                czas można naprawdę spożytkować na wiele sposobów, razem we dwoje,
                razem ze wszystkimi, albo w pojedynkę. Konfiguracje wszystkie
                możliwe, kiedy naturalne, obgadane, uszanowane. Myślę, że szacunek
                do tego jest potrzebny - oprócz miłości.

                > Nie jest rolą "nowej" wchodzić w układ tata-dziecko. To jest rola
                > mężczyzny: stworzyć przyjazne, dobre relacje nowego układu.
                Dokładnie tak - to mężczyzna pomaga nawiązać więź ze swoim
                dzieckiem. Ale na pewno nie metodą wrzucania dzieciaczka na głowę
                kobiecie bez ustalenia i uprzedzenia o swoich oczekiwaniach.

                >Porozmawiaj z
                > Twoim partnerem. Jak napisała tutaj jedna z dziewczyn: każda para
                > potrzebuje trochę intymności, romantyczności. Bez wzgledu na to,
                > czyje sa dzieci i jaka to jest konstelacja związku...
                Rękami i nogami się podpisuję. Czas dla siebie jest dwóm osobom
                bezwglednie potrzebny, acz może się zdarzyć, że ze względów losowych
                to się nieco odsunie w czasie (trudności, choroba, zdarzenia
                losowe). Ale potem tym bardziej porzeba pobyć tylko we dwoje, na
                chwilę jakąś.
          • liz-beauty Re: post. 27.03.09, 19:45
            "Nasz" jest dosyc zdrowym egzemplarzem, ale ostatnio troche stracil odpornosc
            (szybko rosnie). W Boze Narodzenie byl u mamy, zachorowalo jej najstarsze
            dziecko i natychmiast telefon, zeby po Mlodego przyjezdzac. Akurat bylismy na
            nartach, mamy naprawde malo takich weekendow, zeby spedzic we dwoje, bo M
            pracuje w co druga sobote od rana do wieczora. Juz myslalam, ze bedziemy
            natychmiast zjezdzac i ruszac po Mlodego, ale moj facet spokojnie, ze skoro nic
            takiego sie nie dzieje, to niech Mlody wytrzyma, az wrocimy i odbierzemy go
            dzien wczesniej. Dodam, ze raczej nie chodzilo o mozliwosc zarazenia sie
            choroba, tylko o to, ze Mlody zaczal sie nudzic, bo stracil atrakcyjne
            towarzystwo. Natomiast moj M na choroby Mlodego reaguje histerycznie. Dwa lata
            temu Mlody zlapal jakiegos wirusa jak byl u mamy i na nieszczescie ona wziela go
            chorego na narty. Wydaje mi sie, ze nie przypuszczala, ze dziecko jest az tak
            chore. M wypomina jej to do dzis...
    • szymon00 Re: post. 27.03.09, 16:04
      widzę, że próbujesz znowu tego samego ... no gratuluję uporu;
      kiedy sobie zdasz sprawę, że nie dojrzałaś do tego typu związków?
      24 lata ... powinnaś studiować, imprezować, zdobyć atrakcyjne
      zatrudnienie a nie tu pisać na forum o problemach z dzieciatym
    • rybkka24 Re: post. 27.03.09, 18:30
      do szymona00 - heheh.twarda.ale masz racje powinnam sie pobawic jeszcze.a i
      wlasnie ostatnio 25 mi stuknelosmile
      jestem gdyz poza weekendami dobrze nam sie zyje.
      do koni42 to jest KAZDY weekend.nie ma opcji inaczej chyba ze od wielkiego
      dzwonu, a i tak wezmie dziecko chocby na chwile.
      weekendy WOGOLE on nie planuje bo i tak wiadomo ze bedzie dziecko.

      Właśnie:
      """w takiej sytuacji jak Twoja, z biegiem czasu pojawia się uczucie
      zazdrości i niedowartościowania""to juz sie pojawilo + uczucie poczucia winy
      jego tekst to moj syn musze z nim spedzac czas, konczy wszelkie dyskusje z mojej
      strony i kazda rozmowe.

      konserwatywny znaczy wychowany w rodzinie z typowo tradycyjnym podzialem rol..a
      to sie rozni

      wczorajsza rozmowa do dziecka czulosci wychodza mu naturalnie i same wyplywaja z ust
      do mnie na czulosci musi miec moment i natchnienie.

      rob co chcesz dziecko jest na weekend.dla mnie to nie jest zdrowe bo to jest nie
      uwazanie partnerki.planuj co chcesz punk 9 w kazda sobote jade.
      dla mnie te wizyty powinny byc bardziej dostosowane do kazdego z naszej
      trojki.tak aby kazdy byl zadowolony i tak aby nikt nie czul sie pominiety +
      oczywiscie sytuacje wyjatkowe typu choroba sytuacja nagla itp.
      czyli maly jest ale my tez mamy plany, zycie itp.
      a nie nic mnie nie interesuje ta i ta godz.i jestesmy.

      moze to jest normalne.kto by chcial miec zwiazek na ktorego nie ma zadnego
      wplywu ani mozliwosci wyboru??tylko ma narzucony harmonogram.



      ok.tyle.pozdrawiam
      w doli.
      • adela38 Re: post. 27.03.09, 23:04
        Z tego co piszesz to jestes mu potrzebna jak dziecka nie ma...wtedy czasem nawet
        ma "natchnienie" jak to okreslilas i nawet jest czuly wobec ciebie...
        Chcialabym byz zlym prorokiem ale nie wroze ci szczescia na dluzsza mete w takim
        zwiazku...Ty jestes dla niego mniej wazna i tyle...przydajesz sie, ale jestes i
        pewnie bedziesz na dalszej pozycji..
        Nie wiem jakie masz zyciowe doswiadczenie, ale w normalnych zwiazkach to zawsze
        partner jest na pierwszym miejscu...dzieci przychodza i odchodza i zyja swoim
        zyciem, ale partner jest tym ktory zyje z nami "na zawsze"...Warto o tym
        pamietac.W innym przypadku zawsze po jakims czasie budza sie frustracje, uczucia
        zawodu, zazdrosci, niedocenienia...
        Mozna byc dobrym rodzicem kochajac przede wszystkim swoja partnerke. Jesli
        milosc do dziecka przeszkadza w dawaniu uczucia i uwagi partnerce nie powinno
        sie z nia wiazac.
        Podsumowujac... zastanow sie czy chcesz w taki sposob przezyc swoje zycie.
        Mozesz miec partnera, dla ktorego ty bedziesz na pierwszym miejscu...Polowe
        ludzi na ziemi to sa mezczyzni...wystarczy bys znalazla wsrod nich tego dla
        ktorego ty bedziesz krolowa...
        • koni42 Podpisuję się pod Adelą!!! 28.03.09, 14:43
          A potem ludzie się dziwią, dlaczego po 25 latach, kiedy dzieci
          odchodzą z domu para nie nadaje się już do wspólnego życia. Pięknie
          powiedziane:"można być świetnym rodzicem, kochając nad życie
          partnera". Jeżeli ktoś tego nie umie to znaczy, ze nie jest
          dojrzały. Koniec.Kropka.
      • koni42 Re: post. 28.03.09, 14:37
        Przepraszam Cię, ale skoro ON przyjął postawę: MY i reszta świata
        (patrz dziecko i ja)...Przemyśl sprawę, bo cokolwiek nie powiedzą Ci
        kobiety na tym forum, to nie jest to normalne!!!! Sytuacja już się
        zmieniła a on się nie dostosował. Nie pogodził życia w trójkę. A co
        będzie, jak pojawi się wspólne dziecko? Będzie tatą pięciodniowym?
        Pozcytaj posty Matie Skowron. Pozdrawiam.
        • 333a13 Re: post. 30.03.09, 13:34
          Rybko, rozumiem Twoje odczucia w stosunku do NM i dziecka, bo przecież każda
          kobieta potrzebuje adoracji, szalonych chwil itd, tym bardziej że jesteś młoda,
          pełna energii i życie przed Tobą. Razem z Twoim partnerem spotkaliście się na
          totalnie różnym etapie życia... Ty w to życie wchodzisz, a on ma już raczej
          stabilną sytuację oraz szeroko pojęte "zobowiązania". Jeśli w związku nie jest
          Ci dobrze, czujesz że poświęcasz zbyt wiele to po prostu z niego zrezygnuj...
          Masz jeszcze dużo czasu, żeby kogoś poznać... Rozumiem Twoje rozczarowanie
          dzieckiem i tym, że musisz układać pod nie swoje życie... Ale Twój partner chcąc
          być dobrym ojcem nie może się od dziecka odciąć albo jego kosztem układać sobie
          na nowo życia... Ja też nie tryskam entuzjazmem, jak Młody się pojawia... bo to
          zawsze dla mnie jakiś kłopot i "poświęcenie" (nie mam swoich dzieci więc
          obowiązki z tym związane są mi obce)... Ale z drugiej strony jak widzę jak na te
          wizyty cieszy się Młody i NM to zapominam o swoim egoiźmie i albo wspólnie
          spędzamy ten czas albo zajmuję się swoimi sprawami i nie zaszczycam chłopaków
          swoją obecnością smile Jeśli gdzieś wyjeżdżamy (to ja jestem niespokojnym duchem i
          prowodyrem), zawsze staramy się uwzględnić Młodego... W końcu jest częścią
          naszego życia, częścią mojego NM więc chcemy się także z nim cieszyć tym co
          widzimy i co przeżywamy... A jeśli chodzi o nasze sam na sam, to zwykle
          planujemy coś zawsze wtedy gdy nie ma dziecka, by nie odbywało się to jego
          kosztem. Jeśli chodzi o sztywny podział ról w rodzinie, robienie śniadanek,
          samotne wyjazdy z koleżankami..., to uważam, że należy dbać o swoją przestrzeń
          życiową i zanadto nie można dać się stłamsić. Ja mojemu NM robię obiad np.
          dlatego, że wiem że dłużej niż ja pracuje i jak wróci to będzie zmęczony i
          głodny... Robię coś z szacunku i miłości dla drugiej osoby oraz dlatego, że tego
          chcę a nie muszę... Uważam, że powinnaś się zastanowić czego chcesz w życiu i
          czy jesteś w stanie to dostać od obecnego partnera... Ludzie z dnia na dzień nie
          zmieniają podejścia do otaczającego świata, musisz mieć świadomość, że z
          odpowiedzialnego ojca rodziny i domatora nie zrobisz nagle króla imprez i
          podróżnika... Moim zdaniem nie ma sensu marnować czasu na związek, który nie
          daje Ci satysfakcji i rokowań na szybką poprawę...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka