bassooner
23.09.07, 12:41
Jadę ja sobie we czwartek moim zacnym grodem i widzę przede mną malucha, kość
słoniowa-mat i metalowe niklowane zderzaki-wiadomo oldtajmer. Gość staje, bo
chce skręcić w lewo, ja staję za nim.
Rozglądam się dookoła, w oczekiwaniu, aż maluch będzie mógł skręcić i czuję,
że coś mi w nim nie "pasuje", widzę jakiś ruch wewnątrz...jakby pełno much
latało przy oknach. Myślę sobie "tyle much o tej porze roku-ale gość ma
zapaskudzony samochód..."
W końcu dociera do mnie, że gościu, a właściwie poczciwy dziadek wiezie na
tylnym siedzeniu ul, a pszczoły latają sobie po całym samochodzie, jak
chcą...;-)))
Dodam, że ów pszczelarz nie miał na sobie,ani żadnych rękawic, czy kapelusza z
woalką...twardziel, nie ma co.