ślizg kupiłem na allegro, a resztę zrobiłem sam z desek, belek, śrub i wkrętów. wiem, wiem... to niby proste, a dla stolarza to już w ogóle prostsze niż zwalenie konia, ale dla mnie bassoonera to było prawdziwe wyzwanie. wyszło prosto, no może nie zupełnie co do mm ale w granicach błędu i co najważniejsze stabilnie. sam tam włażę i jest bezpiecznie. planujemy spożywać tam z żonką browary z wieczora... ;-)))
jak widać drabinkę musiałem wydłużyć o dwa stopnie. była przewidziana na pozycję pionową, niestety nie wygodną do wchodzenia - jak się okazuje wszystko wychodzi w praniu.
muszę też jeszcze raz wszystko pomalować, bo belki są ładnym kolorem, a góra kolorem, który moja żona określa jako: "ja cię zabiję za to!!!" ;-(((
www.berbela.com/