twojabogini
13.10.14, 12:51
Zgłębiam nadal temat "kobiet urqu". Jestem po bardzo długiej i interesującej rozmowie z kobietą, która poniosła porażkę w zakresie nagięcia męża do tego, co urqu określa jako "kobiece wartości". I z jej mężem.
Wszystko zaczęło sie po urodzeniu dziecka. Jej mąż czuł się torturowany jej wymaganiami, do których nie chciał lub też nie mógł się dostosować, czuł się niedoceniany za to, co robi. Ona czuła się samotna i zostawiona ze wszystkim sama. Czego on nie rozumiał, bo przecież po pracy przychodził i kąpał dziecko i na spacery chodził i interesował się nim i miał do niego pozytywne uczucia. Więc zaczął uciekać w pracę. W końcu ona naprawdę była ze wszystkim sama - więc zaczął się kryzys, bo ona tą samotność była gotowa sformalizować rozwodem. On zaangażował się bardziej - ale tak naprawdę to i tak nie jest to czego ona oczekuje, on przy tym często stosuje taktyki biernej agresji. Bliskość i intymność jest poza ich zasięgiem, związek stał się związkiem z rozsądku. Mam ich zgodę na schematyczny opis sytuacji.
Relacja kobiety - to relacja samotności, przeciążenia odpowiedzialnością, braku czasu dla siebie, zmęczenia obowiązkami - to punkt widzenia, który często opisywałam w postach, pisząc o niedojrzałych mężczyznach, nieumiejących wesprzeć partnerek.
Relacja mężczyzny - to relacja niezrozumiałych wymagań partnerki która chce ciągle więcej i lepiej, jej chamskiego oczekiwania, że on zrezygnuje z siebie, i deprecjonowania go przez żonę - to punkt który często opisywał urqu, pisząc o roszczeniowych kobietach.
Prawda każdej strony jest realna i ma racjonalne podstawy, zarazem oboje nie mogą mieć racji. Skąd takie rozjazdy w wielu relacjach małżonków. Czy oczekiwania kobiet są chybione, czy też mężczyźni są zbytnimi egoistami? Skąd taki rozjazd?